Nowa jakość Warriors

Golden State Warriors odnieśli drugie zwycięstwo w obecnym sezonie i kolejny raz potwierdzili, że praca Marka Jacksona przynosi efekty. Tym razem ofiarą „Wojowników” padli Knicks.

Drużyna Bilans I kwarta II kwarta III kwarta IV kwarta Wynik
New York Knicks 1-1 23 20 21 14 78
Golden State Warriors 2-1 21 16 27 28 92

Gospodarze przystępowali do tego spotkania osłabieni brakiem Stephena Curry’ego, który ma problemy z kostką. Z kolei dla trenera Warriors  – Marka Jacksona i jego skrzydłowego – Davida Lee, był to szczególny mecz, co związane było z tym, że obaj wcześniej byli graczami Knicks.

Po pierwszej połowie niewiele zapowiadało, że mecz pomiędzy Knicks a Warriors może zakończyć się tak znacznym zwycięstwem tych drugich. W pierwszych 24 minutach nowojorczycy niemal od początku prowadzili kilkoma punktami, a taka przewaga utrzymała się aż do końca tej odsłony (43-37). Zasepujący Curry’ego Ishmael Smith gra bardzo efektownie, robił sporo zamieszania, sam trafiał, ale tak naprawdę niewiele z tego wynikało. Smith w porównaniu ze Stephem, kreatorem jest fatalnym. Tym bardziej, że fatalnie pudłował Monta Ellis, który nie trafił żadnej ze swoich pierwszych sześciu prób, a w sumie do przerwy z 15 rzutów do kosza wpadły 4.

Nie najlepiej spisywali się także liderzy Knicks: Amare Stoudemire (16 pkt, 10 zb, 5-14 FG, 4 str) i Carmelo Anthony (13 pkt, 3-13 FG). Obaj trafili 4 z 14 rzutów i mieli sporo szczęścia, że ich miejsce zajął Landry Fields (14 pkt, 3 ast, 3 prz, 4 str), który doskonale odnajdował się w szybkim ataku. A że Warriors stracili aż 8 piłek w pierwszej połowie, Knicks mieli sporo okazji do kontrataków, z których zdobyli aż 16 oczek w pierwszych dwóch kwartach.

W drugiej połowie obraz gry uległ diametralnej odmianie. Do głosu zaczęli dochodzić zawodnicy Warriors i co ciekawe, to nie ci uznawani dotychczas za liderów. Monta Ellis (22 pkt, 8 ast, 8-22 FG) przez większość trzeciej kwarty przesiedział na ławce, a z parkietu drużyną dyrygowali Ish Smith (11 pkt, 6 zb, 4 ast, 2 prz.) i przede wszystkim Brandon Rush (19 pkt, 6 zb, 2 prz, 2 blk). Ten drugi przybył do Oakland z Indiany i już widać, że idealnie pasuje do koncepcji Jacksona.

Rush jest świetnym obrońcą, który nie odpuszcza ani na chwilę swojego rywala. To właśnie po jego punktach z kontrataku, Warriors pierwszy raz wygrywali 51-50. Oprócz Rusha, swoje punkty dorzucali także inni rezerwowi. Ekpe Udoh trafiał hakami i bardzo dobrze bronił przeciwko wysokim graczom Knicks, a Kwame Brown (3 pkt, 10 zb) skutecznie zbierał. Po trzech kwartach było po 64, a aż 12 „oczek” w tej „ćwiartce” należało do Rusha.

David Lee wyłączył zupełnie z gry Stoudemire’a, a kolejny raz potwierdziło się, że zespół Mike’a D’Antoniego jest zbyt delikatny w defensywie oraz na atakowanej desce. Amare i Anthony z rzadka próbują wbijać pod kosz. Wybierają zazwyczaj rzut z półdystansu, który zbyt często jest jednak nieskuteczny. W całym meczu, Knicks pozwolili Warriors zebrać aż 16 piłek więcej (47-31), a aż 11 z nich oddali pod własną tablicą.

O tak wysokiej porażce gości zadecydował początek czwartej kwarty. Na parkiet powrócił Monta Ellis, ale z ewidentnym zaleceniem od Jacksona, aby nie rzucał, a zabrał się za rozgrywanie. Ten element wyszedł mu doskonale. Jego współpraca z Davidem Lee (13 pkt, 5 zb), Dominicem McGuirre’m  (8 pkt, 2 zb, 3-3 FG) i Rushem wyglądała znakomicie. Co i rusz asystował do jednego z nich.

Przy stanie 78-68 za trzy trafił nieco niewidoczny wcześniej Dorrell Wright, po czym nastąpił ofensywny popis Ellisa. 26-letni rzucający Warriors zdobył 8 punktów z rzędu trafiając m.in. dwie „trójki” czym ostatecznie zniechęcił nowojorczyków do walki. Po drugiej celnej próbie Ellisa zza łuku było już 89-70 i po meczu, a od początku kwarty, Warriors zanotowali run 25-6.

Praca jaką wykonuje Mark Jackson przynosi efekty i widać to z każdym meczem coraz lepiej. Warriors spisują się świetnie w defensywie, co jest wielkim sukcesem nowego trenera. W poprzednich rozgrywkach, ekipa z Oakland traciła średnio 105.7 punktów na mecz, a po trzech dotychczas rozegranych zaledwie 91.3! Jacksona należy pochwalić za odważne decyzje. Korzysta odważnie z szerokiej rotacji, nie przywiązuje specjalnej wagi do nazwisk. Jeśli największa gwiazda zespołu – Monta Ellis – nie trafia, nie jest problemem żeby zszedł na ławkę dla dobra drużyny.

Z kolei Knicks nie mają za bardzo kim straszyć i ich wysokie cele trzeba mocno zweryfikować. Poza Anthony’m, Stoudemiem, Chandlerem i Landry’m nie widać w pełni wartościowych zawodników. Jest to raczej zbieranina przypadkowych zawodników, którzy w dodatku nie do końca wiedzą co mają robić, kiedy już znajdą się na parkiecie.

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

5 komentarzy

  1. fanNBA pisze:

    GSW są w gazie najpierw Bulls teraz Knicks i to nie są wygrane przypadkowe czy też w końcówce w końcu wykorzystują swój ofensywny potencjał.

  2. Bob pisze:

    Warriors są na fali. Gdyby jeszcze byli w stanie ściągnąć kogoś mniej drewnianego niż Biedrins i Brown pod kosz to byliby spokojni o wejście do PO.

  3. Woy9 pisze:

    Może trade z Dallas za Haywooda ;-) Oddałbym M. Ellisa i D. Lee za D.Howarda!wówczas mielbyśmy kolejną potęgę w Kalifornii!

  4. Kobas(Fan Detroit) pisze:

    Woy9- PRzecież Haywood jest jeszcze bardziej drewniany niż oni;)
    Jestem ciekaw jakby wypadł Ekpe Udoh na pozycji nr.5 warunki do tego ma.

  5. Mac pisze:

    Warriors w tym sezonie mogą być swego rodzaju czarnym koniem. Świetny wynik i to bez Curry’ego. Cieszy mnie, że Ishmael Smith coś gra. Pamiętam, że zauważyłem go podczas ubiegłorocznego preseason (wtedy w barwach Houston) i od tego czasu staram się śledzić jego karierę i trzymać za niego kciuki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *