Thunder nadal bez porażki

Oklahoma City Thunder po udanej inauguracji sezonu na własnym parkiecie z Orlando Magic dziś wygrali drugie spotkanie – pokonali goszczących ich Minnesotę Timberwolves 104:100, choć nie było łatwo. Wszystko rozstrzygnęło się po zaciętej końcówce, w której kluczem było trafianie rzutów wolnych.

Oklahoma City Thunder (2-0) 104:100 Minnesota Timberwolves (0-1)

(23:24, 29:22, 26:26, 26:28)

Przebieg spotkania

Jak widać po wynikach kwart spotkanie to należało do bardzo wyrównanych. Co prawda goście wypracowali sobie w trzeciej kwarcie (67:55) 12-punktową przewagę, ale przed startem ostatniej odsłony Wolves zniwelowali tę różnicę do 6 oczek (72:78), by po rozpoczęciu czwartej kwarty zrobić run 7-0 i wyjść na jednopunktowe prowadzenie.

To właśnie ostatnie 12 minut było interesujące. Nic dziwnego – Thunder utrzymywali kilkupunktową przewagę, ale gdy chcieli ją podwyższyć, gospodarze odpowiadali od razu. Na 5 minut do końca meczu obydwie drużyny oficjalnie rozpoczęły crunch-time, a prowadzenie ciągle się zmieniało. Punkt za punkt, chciałoby się rzec. Na przykład – Wolves prowadzili jednym punktem, po czym Westbrook przeprowadza akcję 2+1 i to Oklahoma cieszy się prowadzeniem.

I rzeczywiście, bo na 2 minuty do końca był remis – 98:98 – po wsadzie Michaela Beasley’a. To zagranie było ostatnim dobrym w wykonaniu B-Easy’ego, ale o tym później. Thunder mieli okazję znów wyjść na prowadzenie, i tak się też stało w następnej akcji – choć po rzucie Kevina Duranta piłka dosłownie wykręciła się z kosza, to jednak Russell Westbrook i Kendrick Perkins nie zawiedli – razem zebrali piłkę po pudle Durantuli (może to śmiesznie brzmi, ale tak było), po czym Perkins po podaniu od Hardena wykończył lay-up spod kosza. A więc – Minnesota znów musiała gonić. Beasley – niesiony wcześniejszym sukcesem – znów postanowił zostać bohaterem publiki w Target Center, ale jego akcja w post-up przeciwko Hardenowi okazała się nieskuteczna. Zabrakło po prostu celnego rzutu, bo zamysł był dobry.

Thunder mieli okazję wbić ‚daggera’ w serce Timberwolves i wykorzystali ją. Co prawda z linii dwa razy trafił Westbrook, ale cała akcja nie powiodłaby się bez świetnego ‚no-look-passa’ Thabo Sefoloshy do wyżej wspomnianego. 102:98 dla Thunder, a do końca zostało już tylko 50 sekund. Ostatnie punkty dla gospodarzy zdobył debiutant Derrick Williams. I po raz kolejny Grzmoty mogły zamrozić to spotkanie, ale tym razem tak się już nie stało. Beasley bardzo dobrze przykrył Kevina Duranta i Westbrook musiał rzucać sam – jego rzut trafił jednak w obręcz. 21 sekund do końca meczu było, gdy Ricky Rubio zebrał piłkę. 102:100 dla OKC, Minnesota przed szansą na wyrównanie. Rzucał. znowu Beasley. Ale świetna obrona pod koszem Kendricka Perkinsa sprawiła, że piłka do kosza nie wpadła. Ten sam Perkins był potem faulowany, ale na linii był niezawodny – dwa trafienia i OKC wygrywa z Wolves 104:100. Rzut ostatniej szansy.. oczywiście Beasley’a nie wpada.

Najlepsi gracze

Oklahoma zawdzięcza tę wygraną – jak zwykle – Kevinowi Durantowi (33 pkt, 5 zb) oraz Russellowi Westbrookowi (28 pkt, 6 zb, 6 ast, 7 TO). Z ławki włączył się tradycyjnie James Harden (16 pkt, 6 zb). Kendrick Perkins zaś okazał się najbardziej ‚clutch’ – wszystkie cztery punkty zdobył w końcówce spotkania. Dorzucił do tego jeszcze 8 zbiórek.

Jeśli chodzi o Timberwolves – Kevin Love oczywiście z double-double (22 pkt, 12 zb, 5 ast), Michael Beasley przed ‚crunch-time’ również rozgrywał udane spotkanie (24 pkt, 11-27 FG). Dwójka debiutantów – Derrick Williams (13 pkt, 6 zb) i Ricky Rubio (6 pkt, 6 ast, 5 zb) rozpoczęła przygodę z NBA w dobrym stylu, a Darko Milicic udowodnił, że 20 minut, które dostał, nie poszły na marne (12 pkt). Zapomniałbym prawie o JJ Barei (14 pkt), który przechodząc z najlepszej drużyny NBA do najgorszej (w zeszłym sezonie oczywiście, bo teraz i Dallas i Minnesota nie zajmują już tych miejsc) nie utracił nic ze swojego kunsztu.

Kilka słów od autora

Dwie młode ekipy, wypełnione młodymi gwiazdami. Ale co sprawia, że są na dwóch różnych biegunach NBA? Mam dwie odpowiedzi – Kevin Durant i Kendrick Perkins.

Kevin Durant, bo jest najlepszym strzelcem ligi, bo regularnie lideruje swojej drużynie, ale przede wszystkim właśnie ma zalążki na bycie pierwszą opcją w ataku z prawdziwego zdarzenia. Kevin Love może i jest maszyną do double-double, ale to jest przede wszystkim stat-padder. Durantula to po prostu maszynka do zdobywania punktów, kiedy trzeba, jest w stanie trafić parę rzutów z rzędu. To właśnie czyni go jedną z gwiazd tej ligi i jednym z kandydatów do MVP.

Kendrick Perkins, bo to on tworzy strefę podkoszową w Oklahomie. To on z tej drużyny uczynił contendera, bo jego przybyciu OKC wskoczyło do czołówki. Taki gracz to skarb. A dziś pokazał, że emocje związane z zaciętą końcówką jego nie dotyczą. Statystyki nie pokazują wielu rzeczy, które Perk robi na parkiecie, ale bez niego Thunder tułałoby się gdzieś w środku ósemki play-offs – na pewno nie byliby faworytem w Finale Konferencji Zachodniej z kimkolwiek.

Nie wymieniłem Russella Westbrooka, bo moim zdaniem o za wiele nie wnosi do tego zespołu. Oczywiście, jest świetnym koszykarzem, ale do Thunder i Kevina Duranta drugi nastawiony na scoring gracz nie pasuje. Tu przydałby się typowy kreator, a nie gracz często mający większy procent ‚usage’ od KD35, bo wtedy oba talenty się marnują.

Co do Minnesoty – ta drużyna nic w tym sezonie nie osiągnie, ale wreszcie mają medialną drużynę, a nie flaki z Alem Jeffersonem olejem. Głównym sprawcą tego jest oczywiście Ricky Rubio, ale spójrzcie sobie na resztę – jest Love, jest Beasley, Derrick Williams, Wes Johnson – żaden z tej piątki nie grał w NBA w 2007 roku, przyszli dopiero później. Także wszystko przed nimi. Dostali na starcie dobrego trenera, Ricka Adelmana, co powinno wyjść im na dobre.

Ciekawostki

–  Thunder po raz 10. z rzędu wygrali z Timberwolves

– Kluczem były rzuty wolne: Thunder 29-31, Wolves 19-26

– Minnesota przegrała pomimo wyższości w aż czterech wskaźnikach: zbiórkach (53-47), punktach z pomalowanego (60-36), punktach drugiej szansy (13-8) i stratach (12-19).

– Tercet Durant-Westbrook-Harden zdobył dziś 77 z 104 punktów OKC. Dzień wcześniej z Magic – 64 z 97.

– Kevin Durant w trzeciej kwarcie uzbierał 16 punktów, zanotował serię 7 rzutów z rzędu, ale w czwartej odsłonie uzbierał tylko 4 oczka.

– W pierwszej kwarcie OKC spudłowało najpierw 16 z 22 rzutów, by potem trafić 7 z 8 (run 14-2).

Spotkanie można obejrzeć na League Pass, które jest darmowe do 9 stycznia.

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

2 komentarze

  1. Rastan pisze:

    Mecz Oklahoma City Thunder Minnesota Timberwolves byl naprawde dobry. Mnie tez troche draznilo zamieszanie wokol Rubio, ale przyznam ze takiego dobrego podania i kontr juz dawno nie bylo w Minnesocie. Rubio gral 1 mecz, a wydawalo mi sie jakby juz caly sezon biegal po parkietach NBA. Kibice Lesnych wilkow byli zachwyceni, mecz byl zaciety do konca. Nie podobal mi sie za bardzo cwaniak Beasley, czesto rzucal z nieprzygotowanych pozycji. Barea mial fajne akcje i Love byl solidny. a w Thunder Durant, jest w formie widac do tego ma taka latwosc w zdobywaniu punktow jak chyba nikt w NBA. Thunder beda mocniejsi w tym sezonie. Zgodze sie z autorem co do Westbrooka mnie tez nie pasuje w tej druzynie

  2. bargnani7 pisze:

    A jednak po tym meczu trochę zmieniam swoją opinię na temat Wolves – nieźle sklejony zespół z odpowiednią osobą na ławce.

    Zobaczymy jak często będzie ich stać na takie występy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *