Podsumowanie 4. i 5. dnia pre-season

Wczoraj moim organizmem zawładnął lokaut, ale dziś jestem już zdrowy, a więc wracają też podsumowania spotkań przedsezonowych. Dziś cyferki z czwartego (wczoraj) i piątego (dziś) dnia pre-season, co daje nam łącznie 9 opisanych meczów. Zapraszam:

DZIEŃ CZWARTY

Atlanta Hawks 77:79 Charlotte Bobcats

Recap | Box-score

Spotkanie dwóch najnudniejszych drużyn w NBA. Ale jako, że minus i minus daje plus, więc mecz ten miał rzeczywiście bardzo ciekawą końcówkę, tak naprawdę pierwszy crunch-time w tym pre-season. Może i wcześniej były jakieś zacięte końcówki, ale bez spektakularnego zakończenia, czyli bez game-winnera. W tym meczu autorem takiego rzutu był debiutujący Kemba Walker (18 pkt, 4-13 FG), który nie zapomniał jeszcze, jak z UConn zdobył mistrzostwo NCAA. W Bobcats również będzie mógł zaistnieć, tym bardziej, że najlepszym koszykarzem Charlotte jest w tej chwili Michael Jordan (to najlepiej świadczy o nim jako o GMie), więc Kemba ma szanse na bycie numerem jeden.

Dobre wrażenie sprawili skrzydłowi Cats – Derrick Brown zaliczył double-double (10 pkt, 10 zb), a Boris Diaw zdobył 12 punktów. Corey Maggette, który będzie najlepszym scorerem tej drużyny (jak to brzmi) nie wystąpił. Nie grał również Bismack Biyombo, który dopiero niedawno wykupił swój kontrakt i będzie mógł już w tym sezonie grać w drużynie MJ’a. Biyombo z Kembą powinien utworzyć na pewno ciekawy duet, ale gdy patrzę na roster 2009/10, gdzie Bobcats dostali się do play-offs (odpadli z Magic w pierwszej rundzie dostając sweepa, ale teraz nawet nie zbliżą się do premiowanej ósemki) i porównuję go ze składem na nadchodzący sezon, to jestem w szoku.

S5 2009/10: Chandler-Diaw/Thomas – Wallace – Jackson – Felton

S5 2011/12: Thomas/Diop – Biyombo/Diaw – Maggette – Henderson – Augustin/Kemba

Widzicie różnicę?

Przechodząc do Atlanty Hawks – może ta drużyna wejdzie do play-offs, ale pierwsza runda to jest maksimum ich możliwości. Heat, Bulls, Knicks i Celtics są po prostu lepsi, a na 80% na którąś z tych drużyn wpadną w PO Jastrzębie. Pamiętam, gdy Hawks podpisywali gigantyczny kontrakt z Joe Johnsonem i komentarze, że Hawks tym kontraktem pogrzebali swoje szanse na wyjście za drugą rundę. Teraz wygląda na to, że nawet do niej nie wejdą.

Dzisiaj chłopaki z Atlanty zagrały iście pre-seasonowo, najlepiej otrzymane minuty wykorzystali jedni z liderów – Al Horford (11 pkt, 16 min) i Josh Smith (11 pkt, 7 zb, 19 min). 21 minut grał wspomniany Johnson (6 pkt, 5 ast, 4 zb). Debiutująca w barwach klubu z Georgii trójka McGrady-Radmanovic-Stackhouse w swoim pierwszym meczu w nowym klubie nie porwała. Razem zdobyli 5 punktów (Radman 3, Stack 2, T-Mac 0) przy jednym trafionym (trójka Radmana) rzucie z gry na osiem oddanych.

Ostatni rzut w meczu mógł przesądzić o wygranej dla Atlanty. Jego autorem był niejaki Donald Sloan, ale nie trafił.

Utah Jazz 90:110 Portland Trail Blazers

Box-score

Ten mecz, mimo porażki Jazzmanów, pokazał, jak potężnym front-courtem dysponuje Tyrone Corbin. Co prawda Al Jefferson zdobył tylko 7 punktów z 7 rzutów w 18 minut, ale jego możliwości już znamy, Big Al nowicjuszem nie jest. Zagadką było to, jak w pierwszym meczu w najlepszej lidze świata spisze się Enes Kanter. Ten co prawda również miał problemy ze skutecznością, nawet większe niż Jefferson, bo trafił tylko jeden z siedmiu rzutów (6 pkt), ale na deskach pokazał się z lepszej strony, zbierając 10 piłek, aż pięć na atakowanej tablicy. Ale najlepsze wrażenie spośród bigmanów z Salt Lake City zrobił Derrick Favors. Trójka Draftu 2010 udowodniła, dlaczego była trójką Draftu 2010. Favors zdobył aż 25 punktów (10-15 FG) i 12 zbiórek. Widzimy więc, jak świetny front-court urzęduje w tej chwili w Utah. A jest jeszcze Paul Millsap i Mehmet Okur. Szkoda tylko, że reszta drużyny nie jest tak dobra, jak ich więksi koledzy. Jedynie Devin Harris (10 pkt, 5 TO) jest w stanie utrzymywać dobry poziom, ale to i tak nie jest ten sam Harris, który jeszcze jako gracz Nets wskoczył do All-Star Game 2009. Reszta drużyny nie jest dobrze przystosowana do gry o najlepsze cele. Na miejscu Jazz mając czwórkę (piątkę z Okurem, ale on nie ma takiej wartości na rynku) dobrych podkoszowych spróbowałbym wymienić np. Millsapa czy nawet Jeffersona, zostawiając sobie Kantera i Favorsa jako podwaliny nowej drużyny.

Tak jak w Utah był świetny Favors, ale osamotniony, tak w Portland nie było takiego dominatora, ale było za to kilku graczy z double-digits. Najlepiej pokazał się Wes Matthews (17 pkt, 7-10 FG), a dwucyfrową zdobycz punktową mieli także Nic Batum (13 pkt), Gerald Wallace (10 pkt, 1-4 FG) i Elliot Williams (13 pkt), który sam trafił więcej trójek (3-3 3pt) niż cały zespół Jazz (1-12 3pt, trafił Raja Bell). Kluczem do wygranej była też ogólna skuteczność z gry (UTAH 41,6% – POR 55,8%).

W barwach Blazers swój pierwszy mecz rozegrał Jamal Crawford, który zdobył 8 punktów i 7 asyst, kradnąc także trzy piłki.

Portland mają w tej chwili naprawdę ciekawą drużynę, jest też LaMarcus Aldridge, który dziś nie grał, ale nie ma dwóch graczy, którzy zdrowi uczyniliby tą drużynę contenderem. Brakuje niestety Brandona Roy’a, który już nie zagra w NBA i Grega Odena, który pewnie jeszcze zagra, ale kontuzje, które go dotknęły, na pewno będą miały wpływ na jego grę. O ile znów nie dozna jakiejś lub jakaś mu się nie odnowi. Portland rzeczywiście otoczone jest jakąś klątwą.

Los Angeles Clippers 114:95 Los Angeles Lakers

Recap | Box-score

Gdybym rok temu usłyszał od kogoś, że derby LA będą najbardziej elektryzującym starciem tego pre-season, a nie mecz Orlando-Miami, wyśmiałbym go. Teraz trudno nie przychylić się do tej opinii, tym bardziej, że po tym meczu Lakers nie są już najlepszą ekipą w Mieście Aniołów. Rozumiem, że to pre-season, i tak dalej, ale Jeziorowcy w tej chwili mają naprawdę wąski skład. Trójka Bryant (22 pkt, 7 TO!) – Bynum (15/12) – Gasol (16/7) uchroniła podopiecznych Mike’a Browna od całkowitej kompromitacji, ale reszta, poza Dariusem Morrisem (udany debiut – 11/3/3, 5-9 FG) spisała się słabo. Metta World Peace (nie mogę się przyzwyczaić, że to już nie Ron Artest)? Osiem prób z gry, w tym pięć oddanych trójek. Nic nie wpadło.

Nie skreślam Lakers, to nadal mocny team, ale już nie tak mocny, jak nawet rok temu, a wiemy, jak tamten sezon się dla nich skończył. Jednak trzy tripy do Finałów w ostatnich czterech latach i dwa mistrzostwa robią swoje. Kobe i Gasol to już nie młodzieniaszki, a teraz, gdy nie ma dobrych zmienników (Lamar, wróć!), w ich rękach i nogach jest to, czy Lakers zdobędą mistrzostwo. W tej chwili drużyna Clippers jest według mnie lepiej przygotowana do walki o najwyższe cele, mimo, że contenderem jeszcze chyba nie są. Ale są bardzo blisko.

Jednym z powodów, dla których Postrzygacze nie mają rzekomo szans na mistrzostwo, jest słaba ławka. Ten mecz wstępnie oczyścił Clipps z tego zarzutu, bo po 12 punktów zdobyli Brian Cook i Randy Foye, a jest jeszcze Eric Bledsoe i Mo Williams, a także Travis Leslie. Na ‚jedynce’ w LAC panuje tłok, ale zawsze można kogoś wymienić.

Pomysł z Chauncey’em Billupsem (23 pkt, 5-8 FG, 3 stl) i Chrisem Paulem (17 pkt, 9 ast, 7 zb 5 stl) jako duetem guardów w pierwszej piątce wypalił. W obronie też Clippers jakoś sobie poradzili. Wygląda więc na to, że w sezonie regularnym Vinny del Negro będzie wystawiał piątkę Paul-Billups-Butler-Griffin-Jordan. Blake Griffin dzisiaj nie porażał (12 pkt, 5 zb, 4-11 FG), zaś DeAndre Jordan (6 pkt, 6 zb) każdą trafioną próbę z gry (czyli wsady) umieścił w Top 10. Welcome in Lob City!

Pierwsze derby LA za nami. Czy dzisiejszy mecz (4:30, NBA TV) znów zakończy się na korzyść Clippers?

Nagrody dnia

MVP: Chauncey Billups i Chris Paul (LAC)

Najlepszy przegrany: Derrick Favors (UTAH)

Sixth-man: Derrick Favors (UTAH)

Rookie: Kemba Walker (CHA)

Piątka dnia: Paul – Billups – Derrick Brown – Favors – Bynum

Najlepsi

punkty: Favors (25)

zbiórki: Favors, Bynum (12)

asysty: Paul (9)

przechwyty: Paul (5)

bloki: D. Jordan (4)

DZIEN PIĄTY

 Detroit Pistons 90:89 Cleveland Cavaliers

Box-score

Wygraną Tłokom dał Austin Daye, który trafił dwa rzuty wolne na sekundy do końca. Ostatni rzut w meczu to próba Luke’a Harangody’ego, która do kosza nie wpadła i dzięki temu przedsezonowe starcia Kawalerzystów i Tłoków kończą się remisem, bowiem pierwszy mecz padł łupem Cavs (91:87).

Bohater Pistons, Daye, był również ich najlepszym zawodnikiem biorąc pod uwagę statystyki – zdobył on 19 punktów i miał 6 zbiórek, dodając do tego świetny występ w pierwszym meczu, Daye zrobił naprawdę bardzo dobre wrażenie i trener Lawrence Frank w sezonie regularnym powinien dać mu szansę. W pre-season nie zawiódł również Greg Monroe (12/7). Z kolei Jonas Jerebko po fatalnym pierwszym występie dziś się poprawił (11 pkt, 7 zb). Rookie Brandon Knight znów miał problemy ze skutecznością (2-9 FG), ale jego statystyki są naprawdę przyzwoite (7 pkt, 6 ast, 4 zb, ale 6 TO). ‚Rycerz’ ma naprawdę mocną konkurencję na pozycji rozgrywającego, jego rywale – Will Bynum (12 pkt) i Rodney Stuckey (15 pkt) – zanotowali dziś dobre występy.

Jeśli chodzi o Cavaliers, to kluczowi dziś gracze rozpoczynali to spotkanie na ławce. Omri Casspi (18 pkt, 8-11 FG) był bardzo efektywny, ale oczy zwrócone były dziś na Kyrie Irvinga, który również nie zawiódł (11 pkt). Z kolei Antawn Jamison zdobył 13 punktów z 11 rzutów, Anthony Parker uzbierał 12 punktów i 5 zbiórek, natomiast Anderson Varejao był bliski double-double, zabrakło mu do tego tylko jednego punktu (9 pkt, 10 zb).

Washington Wizards 94:101 Philadelphia 76ers

Box-score

Dziś obyło się bez blow-outu, ale rozstrzygnięcie tego spotkania było takie same, jak tego pierwszego. Sixers przystępują do sezonu regularnego z dwoma zwycięstwami w pre-season, zaś Wizards rozpoczynają od dwóch porażek. Dziś Czarodzieje zagrali jednak w lepszym stylu, Szóstki odjechały dopiero w ostatnich 150 sekundach. Goście zagrali dziś lepiej indywidualnie. JaVale McGee bliski był 20/10, zabrakło mu do tego jednej zbiórki. John Wall wreszcie zaczął trafiać, co prawda bez szału (5-14), ale 17 punktów udało się uzbierać. Better than Michael Jordan Crawford (18 pkt, 6 zb) trafił dziś tylko 6 z 21 rzutów. Andray Blatche zaliczył mały regres w porównaniu do meczu poprzedniego, jeśli chodzi o scoring (13), ale zanotował dziś bardziej wszechstronny występ (6 zb, 5 ast). Ale to przecież Triple-Double Whore, pamiętacie? Z ławki dobrze zaprezentował się Trevor Booker, a raczej jego 11 zbiórek (5 w ataku).

W 76ers najbardziej cieszy dobry start Jrue Holiday’a (24 pkt, 6 ast), który może być już w tym sezonie graczem robiącym różnicę. Andre Iguodala potrzebuje wsparcia, szczególnie w scoringu, bo w tej dziedzinie nie jest najlepszy. Dziś uzbierał przyzwoitą ilość – 13 punktów – ale każda inna byłaby lepsza od ostatniej, zerowej zdobyczy Iggy’ego. Jodie Meeks (11 pkt) to nie jest pewna strzelba. Na szczęście rezerwowi Philadelphii są w stanie co mecz dostarczać min. 30-40 punktów. Dziś 76ers zdobyli 43 punkty off the bench,  a pionierami punktowania stali się, jak co mecz, trzej gracze – Thad Young (13 pkt, 7 zb), Evan Turner (13 pkt, 9 zb, 4 ast) i Lou Williams (10 pkt). Pod koszem jest trochę ubożej, ale dzisiaj Spencer Hawes zebrał 13 piłek, a Elton Brand zanotował 8/5/4, więc najgorzej też nie jest.

Indiana Pacers 85:93 Chicago Bulls

Box-score

To był mecz silnych skrzydłowych. To oni byli najlepszymi graczami swoich drużyn. I wcale nie mówię tu o Davidzie Weście (8 pkt, 4 zb) i Taju Gibsonie (8 pkt), a ci gracze są uznawani za tych bardziej solidnych. Otóż Carlos Boozer (24 pkt, 7 zb, 11-17 FG) wrócił z dalekiej podróży podczas której udało mu się nie potknąć o torbę. Z takim Boozem Bulls mogą pokonać nawet Miami Heat. Pod warunkiem, że Derrick Rose (12 pkt, 9 ast) i Joakim Noah (5 pkt, 5 blk, 8 zb) również będą trzymać poziom, ale o to jestem spokojniejszy. To Boozer w ostatnim sezonie był tym najbardziej nieregularnym graczem, któremu często zdarzały się słabe występy. Dziś było inaczej. Double-digits zanotowali dziś również dwaj inni gracze pierwszej piątki – Luol Deng (14 pkt, 7 zb) i Rip Hamilton (13 pkt, 6 ast) – oraz rezerwowy Ronnie Brewer (11 pkt).

W Indianie tym świetnym silnym skrzydłowym był Tyler Hansbrough (24 pkt, 13 zb). Psycho-T był, tak jak w pierwszym meczu, najlepszym graczem swojej drużyny, widać, że drużyna Bulls mu ‚leży’, bo w tegorocznych play-offach przeciwko Bykom również notował świetne występy. A może Hansbrough jest po prostu dobrym zawodnikiem i Pacers niepotrzebnie sprowadzali Westa? W pierwszym meczu poza Tylerem dobrze spisał się Paul George i tak było też dzisiaj (14 pkt, 6 zb). Trójkę graczy z podwójnymi zdobyczami zamyka Danny Granger (12).

Dallas Mavericks 83:87 Oklahoma City Thunder

Box-score

Thunder wygrali drugi mecz z Mavs w ciągu tego pre-season, ale ta wygrana smakuje lepiej, bo w szeregach Mavericks grali Dirk Nowitzki (2-10 FG) i Jason Kidd (1-4 FG), ale obaj byli cieniami samych siebie z poprzednich play-offs. It’s pre-season.

Wynik może trochę mylić, bo na dwie minuty do końca było 87:75, ale Jerome Randle (17 pkt) samodzielnie zredukował tę stratę do czterech punktów i taką też różnicą mecz się zakończył. Randle oraz Brandan Wright (12 pkt) byli dziś namiastką mocy, jaka pochodzi z ławki Mavericks. A przecież w sezonie o jej sile stanowić będą zupełnie inni gracze – Lamar Odom (8 pkt), czy też Vince Carter, Jason Terry i Delonte West, którzy dzisiaj nie grali.

W Oklahomie gwiazdy również zagrały na pół gwizdka, ale jednak lepiej, niż w przypadku Dallas. James Harden zdobył 13 punktów, 7 zbiórek i 5 asyst, Russell Westbrook do 12 punktów dodał po 3 zbiórki, asysty i przechwyty, a Kevin Durant nie wykroczył poza minimalną granicę double-digits (10 pkt, 5 zb).

PS. Daequan Cook oddał 11 trójek. Trafił jedną.

Phoenix Suns 110:127 Denver Nuggets

Box-score

Oto starcie  dwóch drużyn, które reprezentują typowo ofensywną koszykówkę. Warriors nie wliczam, bo Mark Jackson chce ich uczyć defensywy. Skutkiem tego jest aż 12 graczy z double-digits – co ciekawe przegrani Suns mieli ich siedmiu przy piątce Nuggets. No, ale to Denver mieli w swoich szeregach najlepszgo strzelca – Ty Lawsona – i jego 21 punktów plus 7 zbiórek. Danilo Gallinari dołożył 15 punktów, zaś wśród rezerwowych wyróżniali się Al Harrington (12) i Kenneth Faried (14, 6 zb). Ale i tak najbardziej efektywnym graczem, jaki grał dziś w Pepsi Center, był Nene Hilario, który w ciągu 8 minut (grał tylko w pierwszej kwarcie, potem zszedł na ławkę, George Karl wolał nie ryzykować) zdobył 10 punktów, trafiając każdy z pięciu rzutów z gry. Andre Miller zdobył 8 punktów, ale dołożył do tego 12 asyst, 6 zbiórek i 4 przechwyty.

Jak wcześniej wspominałem, siedem Słońc miało double-digits, ale brakowało tam jednego gracza, takiej lokomotywy, która pociągnęłaby ten cały arizoński pociąg. Steve Nash (11 pkt, 5 ast) grał tylko 20 minut, a więc na poziomie pre-season, więc przez resztę meczu zawodnicy Gentry’ego musieli radzić sobie sami. Rezerwowi rozgrywający (Ronnie Price, Sebastian Telfair) zagrali po 15 minut i razem zdobyli 15 punktów. Shannon Brown (12 pkt, 5 zb, 4 ast, 3 stl) wczuł się w rolę sixth-mana. Cieszy też dobra dyspozycja strzelecka podkoszowych. Nie mam na myśli tylko Marcina Gortata (14 pkt, 8 zb), ale też trójkę rezerwowych – Hakima Warricka (14 pkt, 6 zb, 7-11 FG), Robina Lopeza (10 pkt, 5 zb) i Markieffa Morrisa (10 pkt, 8 zb). Siódmym graczem z min. 10 punktami był Jared Dudley (11 pkt, 6 zb).

Golden State Warriors 91:95 Sacramento Kings

Box-score

Bilans przedsezonowych spotkań między tymi drużynami wynosi 1-1. Dziś Królowie zrewanżowali się na porażkę w pierwszym meczu i to mimo świetnych występów indywidualnych Wojowników. David Lee zdobył 30 punktów i zebrał 12 piłek, a Monta Ellis miał 19 punktów i 6 asyst. Zabrakło jednak Stephena Curry’ego, który w drugiej kwarcie skręcił kostkę i w drugiej połowie już nie zagrał. W ciągu 15 rozegranych minut Curry uzbierał 7 punktów i 5 asyst. I to wszystko ze strony Wojowników. Za wszelką cenę dołączyć do Lee’go i Ellisa chciał Klay Thompson, który oddał aż 15 rzutów, ale trafił tylko dwa (7 pkt).

Królowie zagrali dziś nietypową jak na pre-season 9-osobową rotacją, Paul Westphal na ławce zachował sześciu swoich graczy, którzy byli gotowi do gry. Tym grającym dał więcej minut i jak się okazało, miał nosa. Marcus Thornton (21 pkt, 7 zb, 4 ast) i Tyreke Evans (15 pkt, 7 ast, 5 zb, 7 TO) wykorzystali swoje minuty znakomicie, można też tego stwierdzenia użyć w przypadku DeMarcusa Cousinsa (6 pkt, 10 zb), póki nie spojrzymy do box-score w rubrykę strat. Dziewięć strat? Are you kidding me? Jego kolega z trumny (jakkolwiek to brzmi) – JJ Hickson (19 pkt, 9 zb) na szczęście zatarł złe wrażenie po złym pierwszym występie i ‚przygodzie w Izraelu’. Jimmer Fredette zdobył 12 punktów z ławki.

Nagrody dnia

MVP: Carlos Boozer (CHI), Jrue Holiday (PHI)

Najlepszy przegrany: David Lee (GSW)

Sixth-man: Omri Casspi (CLE)

Rookie: Jerome Randle (DAL)

Piątka dnia: Holiday – Thornton – Casspi – Boozer – McGee

Najlepsi

punkty: Lee (30)

zbiórki: Hawes, Hansbrough, Lee (13)

asysty: Miller (12)

przechwyty: Thompson, Miller (4)

bloki: Noah (5)

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

3 komentarze

  1. Maciuch pisze:

    znajac polityke portalu pewnie moj komentarz sie nie ukaze ale ilosc double-digits w tekscie prosi o pomste do nieba… Autor chyba chcial byc bardzo Dżezi i Kul, ale zamiast elokwencji popisal sie brakiem umiejetnosci stosowania synonimow… pozdro

  2. Woy9 pisze:

    Hehe,nie wyrzucamy komentarzy.tylko mocno niecenzuralne.dobre uwagi:)

  3. Enbiejowy pisze:

    uwaga zaksięgowana:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *