Podsumowanie 2. dnia presezonu

Drugiego dnia, podobnie jak pierwszego, odbyły się cztery spotkania. Nie zabrakło debiutantów, którzy odgrywali dziś pierwszoplanowe role. Starsze gwiazdy albo nie grały, albo grały słabo. Ale to tylko presezon, a superstars już zbudowali swoje marki w tej lidze. A rookies nie. Dziś zadebiutowali dwaj gracze, o których mówiło się chyba najwięcej: Ricky Rubio i Jimmer Fredette. Obaj rozpoczęli kariery w NBA udanie. Ale nie tylko oni.

New York Knicks 92:83 New Jersey Nets

Box-score

‚Derby’ Nowego Jorku i okolic zakończone wygraną Knicks, którzy wystąpili dziś w pełnym składzie, z Wielką Dwójką – Carmelo Anthony’m (17 pkt, 22 min) i Amare Stoudemire (10 pkt, 6 zb, 3-11 FG) z jego nowymi goglami, które nie zdały egzaminu – z Tysonem Chandlerem (4 pkt, 4 zb, 3 stl, 2 blk) i debiutującym udanie Imanem Shumpertem (16 pkt, powinien wskoczyć do pierwszej piątki).  Znane nazwiska, prawda? Ale najlepszym scorerem Nix był dzisiaj Renaldo Balkman (20 pkt), który rozpoczął czwartą kwartę od 7 punktów z rzędu dla Knicks. Zmotywował go do tego być może Mike Bibby (5 pkt, 2-6 FG) buzzer-beaterem na koniec trzeciej odsłony. Landry Fields (7 pkt, 7 zb) starał się, biegał, ale trafianiem do kosza się nie popisał (2-12 FG).

Josh Harrelson (7 pkt) – debiutant wybrany przez Nowojorczyków  – dostał w pierwszych minutach swojej gry w NBA piłkę na ok. ósmym, dziewiątym metrze i stamtąd trafił trójkę. Fajnie to wyglądało.

New Jersey Nets, jeśli taka sytuacja utrzyma się do przeprowadzki na Brooklyn, będą gorszą ekipą z NY. Deron Williams (9 pkt, 6 ast, 4 zb, 4-12 FG, 6 TO!) nie rozbłysł, zaś Brook Lopez (15 pkt, 11 zb, 5 blk) pokazał, że między nim a Howardem ogromnej różnicy nie ma. I nawet jeśli możemy słabszą dyspozycję Nets zrzucić na pre-season, to co mamy powiedzieć o Carmelo czy Amare? Oni gorzej w RS grać nie będą. I sprowadzenie Dwighta tu nie za wiele pomoże, bo poza Deronem i Marshonem Brooksem (10 pkt, 15 min, udany debiut) w New Jersey nie ma nikogo choćby średniego, pomijając wyżej wymienionych i Anthony’ego Morrowa (15 pkt), ale to wszystko. Nie dziwię się D-Willowi, że nie chce przedłużać kontraktu z Nets. Nie wiem też, co tak ciągnie DH12 do Newark, oczywiście poza możliwością gry z jednym z najlepszych rozgrywających w NBA.

San Antonio Spurs 87:101 Houston Rockets

Recap | Box-score

Bez Tima Duncana, bez Tony’ego Parkera, z samym Manu Ginobilim (16 pkt), który stawił się na parkiet dopiero w drugiej połowie (do przerwy 2-10 FG) Spurs musieli przegrać. Tym bardziej, że nie tylko Argentyńczyk zawalił pierwsze 24 minuty, ale i cały zespół. Wierzycie, że w pierwszej połowie Ostrogi trafiły tylko 8 z 40 rzutów? Ja nie. Musiałem sprawdzić play-by-play, by potwierdzić, że w raporcie meczowym nie ma literówki (cyfrówki?). San Antonio nie objęło nigdy prowadzenia, pozwalając Rakietom na osiągnięcie aż 22-punktowej przewagi.

Nie mówię, że każdy zawodnik Spurs zagrał źle. Ale zrobiła to znaczna większość. Były tylko trzy wyjątki, sami podkoszowi – Tiago Splitter (13 pkt), DeJuan Blair (16 pkt, 7 zb, 5 TO) i Matt Bonner (12 pkt, 5 zb).

W przypadku Rockets znów tak różowo nie było, ale jak na zespół bez środkowego było naprawdę dobrze. Pozytywnie zaskoczył Jordan Hill (17 pkt, 13 zb), który po odejściu Chucka Hayesa powinien dostać więcej minut. Luis Scola (20 pkt, 9-12 FG, 5 zb), że włączenie go do wymiany Lakers-Hornets-Rockets było złym ruchem Daryla Morey’a. Kevin Martin (1-6 FG) i Kyle Lowry (9 pkt, 5 ast), liderzy obwodu Houston, nie za bardzo wstrzelili się w mecz, ale mieli godnych następców – Terrence Williamsa (14 pkt, 9 zb) i Gorana Dragicia (11 pkt). Słaby debiut Marcusa Morrisa (1 pkt, 4 zb 0-3 FG, 23 min).

Dziś piszę o Houston trochę cieplej niż powinienem, bo pewnie wygrali ten mecz, ale ten sezon nie będzie przepełniony zwycięstwami. Spurs mimo wieku emerytalnego liderów pewnie dostaną się do fazy posezonowej, a Rockets to raczej nie grozi. Szkoda, że Yao Ming już nie zagra, bo w pewnym momencie Houston miało ekipę mistrzowskiej klasy.

Milwaukee Bucks 96:117 Minnesota Timberwolves

Box-score

Ricky Rubio to scrub bez rzutu, w NBA się nie sprawdzi, nie ma takiej opcji. Piąty numer w Drafcie to za wysoko jak dla niego, Minnesota zaliczyła po prostu busta.

Czy takich opinii, jak ta powyżej, nie słyszeliście jeszcze niedawno? Dziwne, że po debiucie (6 pkt, 6 zb, 7 ast) krytyczne dla Hiszpana głosy nagle ucichły. Haterzy chowają głowę w piasek i robią słusznie – bo pierwszy mecz w NBA Ricky’emu wyszedł naprawdę bardzo dobrze. Już zagościł w Top 10, raz podając jedną ręką nad głowami rywali do Kevina Love’a na obwód, raz podając na alley-oop innemu debiutantowi, Derrickowi Williamsowi (14 pkt, dobry występ). Jeden mecz to z pewnością zbyt mała próbka, by oceniać Hiszpana, ale Rubio już pokazał, że w NBA może odgrywać naprawdę ważną rolę.

Rick Adelman zrobi z tej młodej drużyny team, który na 99% zrobi progres w porównaniu z zeszłym sezonem. Wakat ostatniej drużyny na Zachodzie powoli staje się wolny. Zestaw graczy, jakim były coach Rockets i Kings dysponuje, daje pole do popisu – na jedynce hiszpańskojęzyczny duet Rubio-Barea (14 pkt, 6 ast z ławki), na dwójce Wes Johnson (dziś się nie popisał, 1-6 FG), na trójce Martell Webster, ale przede wszystkim Michael Beasley (21 pkt, 6 zb) i Derrick Williams (choć ten ponoć ma grać jako PF), na czwórce gwiazda zespołu Kevin Love (21 pkt, 15 zb, double-double machine strikes again) i Anthony Randolph, na środku jest Darko Milicic, graczem na miarę oczekiwań nie zostanie, ale blokuje bardzo dobrze (dzisiaj trzykrotnie). Nie powinno więc być tak źle, jak było. Wielkiego postępu też się nie spodziewam, ale jest już jakiś progres.

Jeśli chodzi o Bucks, to niespodziewanie najlepszym graczem Kozłów był debiutant Jon Leuer (18 pkt, 5 zb). Nie Brandon Jennings (7 pkt), nie Andrew Bogut (9 pkt, 6 zb), ale właśnie ten skrzydłowy wybrany przez drużynę z Wisconsin w drugiej rundzie tegorocznego Draftu spisał się najlepiej. Pozytywnie zaskoczył też Mike Dunleavy (16 pkt, 5 ast), niedawno gracz Indiany. Stephen Jackson nie zagrał.

Sacramento Kings 96:107 Golden State Warriors

To właśnie z tymi drużynami Wolves będą walczyć o prymat w odwróconej tabeli Konferencji Zachodniej. O ile Kings wyglądają lepiej, niż przed rokiem, to Warriors poza wybraniem w Drafcie Klay’a Thompsona (9 pkt, 16 min) nie poczynili żadnych istotnych kroków, by wzmocnić drużynę. Postawili na to, co już jest i dzisiaj się to sprawdziło. Ale Monta Ellis nie będzie co mecz oddawał tylko 11 rzutów (dziś trafił 8, miał 18 pkt i 8 ast), a Stephen Curry nie będzie co noc kręcił 22/6/6/3 (choć co do tego ostatniego pewien nie jestem). David Lee zagrał przyzwoicie (16 pkt, 8 zb), ale jego kontrakt wymaga statystyk przynajmniej o 1,5 raza lepszych. Dorell Wright (11 pkt, 6 zb, 3-10 FG) również źle nie wystąpił. Cała pierwsza piątka Warriors grała dzisiaj naprawdę bardzo dobry mecz. Z wyjątkiem Andrisa Biedrinsa oczywiście (2 pkt, 5 zb), którego godnie zastąpił z ławki Ekpe Udoh (10 pkt, 4 zb). Tylko pytanie – czy to jednorazowy wyskok, czy nagła poprawa formy, czy efekt współpracy z nowym trenerem, Markiem Jacksonem? A zresztą – mimo porażki to Królom poświęca się więcej miejsca w mediach.

Wszystko to dzięki najbardziej popularnemu debiutantowi Jimmerowi Fredette (21 pkt, 4 zb, 4 ast, 7-11 FG), wokół którego krąży tyle samo opinii pozytywnych jak i negatywnych. Ale to właśnie dzięki temu Jimmer jest tak popularny, że już po pierwszym meczu presezonowym kibice Kings wiążą z nim często zbyt wielkie nadzieje. Ale rozgrzeszam, bo fani Sacramento od 2002 roku dużo powodów do radości nie mają. Ten rok może być dla nich przełomowy, bo zespół jest po prostu pełen młodych gwiazd. Na obwodzie, poza Fredette jest jeszcze Reke Evans (17 pkt, 7 ast, 4 zb), Marcus Thornton (21 pkt) i zachwycający podczas treningów, a dziś świetnie debiutujący Isaiah Thomas (13 pkt, 60. pick w Drafcie, przypominam). Pod koszem DeMarcus Cousins (nie grał) i JJ Hickson (to może nie najlepszy przykład po przygodzie w Izraelu i dzisiejszych 2 punktach przy 7 rzutach, ale powinno być lepiej). Całą tą układankę dopełniają nieobecni dziś John Salmons i Chuck Hayes.

Wracając jeszcze do Warriors, muszę zadać to pytanie – dlaczego Charlie Bell, a nie Andris Biedrins? Chodzi o amnestię, którą GSW wykorzystało na tego pierwszego, by zrobić miejsce dla DeAndre Jordana, który do Oakland i tak nie trafił. Czy GM Wojowników nie przewidział, że Clippers wyrównają jego ofertę? To było przecież prawdopodobne. Teraz jest już po fakcie i Golden State zostaje bez amnestii do końca trwania CBA. Po prostu ją zmarnowali. Jedyne, co zyskali to cztery miliony w puli salary. Nie było warto.

Nagrody dnia

MVP: Kevin Love (MIN)

Najlepszy przegrany: Jimmer Fredette (SAC)

Sixth Man: Renaldo Balkman (NYK)

Rookie: Jimmer Fredette (SAC)

Piątka dnia: Curry-Fredette-Beasley-Love-Lopez

Najlepsi

punkty: Stephen Curry (22)

zbiórki: Kevin Love (15)

asysty: Monta Ellis (8)

przechwyty: Tyson Chandler, Stephen Curry (3)

bloki: Brook Lopez (5)

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

3 komentarze

  1. GeoClippers pisze:

    Z Jimmera będą ludzie.

  2. Krzychair pisze:

    z Rubio może i też ale poczekał bym trochę z nadmiernym chwaleniem go, bądź co bądź to rooki w NBA i frycowe będzie musiał zapłacić.. ;-)

  3. Kuba pisze:

    mam pytanko.. czy jest cos wiadome nt. ewentualnego kontraktu Iversona z ktoras z druzyn?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *