Przedsezonowe zapowiedzi: Houston Rockets

Po nieudanym zeszłym sezonie drużyna Houston Rockets przystępuje do obecnych rozgrywek z nadzieją na miejsce w pierwszej ósemce Konferencji Zachodniej. W drużynie nie ma już trenera Ricka Adelmana, ani też chińskiego środkowego Yao Minga, który zdecydował się na zakończenie kariery z powodu trapiących go cały czas problemów ze stopą. Jakie zmiany zatem zaszły w Rakietach i na co ich stać w zbliżających się rozgrywkach?

Najgłośniejsza transakcja tego sezonu, która w końcu nie doszła do skutku – czyli trade na lini Hornets-Lakers-Rockets w efekcie, której do drużyny z Teksasu miał trafić starszy z braci Gasol – Pau pokazała jak bardzo Rockets potrzebują centra. W zamian za środkowego byli gotowi oddać dwóch najlepszych koszykarzy z zeszłego sezonu – Louisa Scolę oraz Kevina Martina plus rezerwowego rozgrywającego Gorana Dragic’a. Transakcja nie została sfinalizowana, co uważam za korzystne rozwiązanie dla Houston.

Nie sądzę, aby sam Gasol okazał się, aż tak dużą rekompensatą w obliczu straty graczy stanowiących oblicze drużyny w poprzednim sezonie. W efekcie Rakiety pozostają w niemal niezmienionym składzie. Jedynym nowym zawodnikiem, którego zdecydowali się zakontraktować jest filigranowy rozgrywający Jeremy Lin, który w zeszłym sezonie grał w Oakland. Całe zamieszanie z transferem Gasola spowodowało, że Rockets dość długo wahali się czy przedłużyć kontrakt z Chucky Hayes’em. Ostatecznie najniższy center w NBA podpisał umowę z Sacramento Kings i Rockets zostali praktycznie bez środkowego.  Po niepowodzeniach w pozyskaniu wolnych agentów: Nene czy Marca Gasola w orbicie zainteresowań pozostaje nadal pochodzący z Haiti Samuel Dalambert, który na pewno wzmocniłby strefę podkoszową.

Bardzo duże nadzieje wiąże natomiast z pierwszoroczniakami, którzy zasilili skład Houston w tym sezonie. Najwięcej do zaoferowania na dzień dzisiejszy będzie pewnie miał Marcus Morris z uczelni Kansas. Zawodnik, który może występować na pozycjach 4-5 będzie na pewno sporym wzmocnieniem, a jestem pewien, że włodarze Rakiet nie rezygnowaliby tak łatwo z Hayes’a, gdyby Morris nie był gotowy już podjąć wyzwania gry w NBA ocierając się o pierwszą piątkę. Drugi rookie, który może sporo namieszać w przyszłości to zawodnik, który w tym sezonie biegał po parkietach Euroligi i Ligi VTB w barwach Asseco Prokomu – czyli Donatas Motiejunas. Młody chłopak o olbrzymich umiejętnościach i niesamowitym talencie przy McHale’u i  ma szansę na niesamowity rozwój – ale nie sądzę, żeby był przygotowany do odegrania znaczącej roli już na początku sezonu. Potrzeba mu czasu na aklimatyzację – przyznam się, że nie oczarował  w rozgrywkach europejskich, a NBA to znacznie wyższa półka.

Nowym trenerem Rakiet został Kevin McHale – nie ma wątpliwości, że zawodnikiem był znakomitym, ale w Rockets ciężko będzie mu nawiązać do Ricka Adelmana. Poprzedni trener Houston przyjął propozycję pracy w Minnesota Timberwolves, a więc na pewno w nadchodzącym sezonie obaj spotkają się w bezpośrednim pojedynku. Ademan potrafił naprawdę wycisnąć z tej drużyny wszystko co miała najlepszego do zaoferowania w swojej grze. Wracając do McHale’a – jego dorobek trenerski nie jest zbyt imponujący. Będąc dwukrotnie trenerem właśnie wspomnianych Leśnych Wilków osiągnął  łączny bilans 39-55, jednak trzeba przyznać, że druga przygoda z Minneapolis miało miejsce w sezonie 2008-2009, gdzie tamtejsza drużyna była w rozsypce. W Houston sytuacja jest nieco inna. Adelman zostawia swemu następcy ekipę grającą szybką zespołową koszykówkę. W drużynie nie ma gwiazd, ani trudnych charakterów, typu Atrest, T-Mac, Brooks, z którymi Adelman sobie albo dobrze radził ( patrz Ron Artest), albo czyścił z nich drużynę ( T-Mac, Brooks). Taki grunt wydaje się zatem idealny dla nowego szkoleniowca, który mimo wszystko pozostaje wielką niewiadomą.

Jak zatem będzie wyglądać pierwsza piątka w Houston w tym sezonie?

POINT GUARD: Tutaj niepodważalną pozycję ma Kyle Lowry, który w poprzednim sezonie zrobił największy postęp wobec kontuzji i problemów wychowawczych z Aaronem Brooksem. Niezwykła waleczność, i serce jakie zostawia na boisku spowodowały, że kibice z Toyota Center od razu go pokochali. Jeżeli w tym sezonie zrobi jeszcze większy postęp może otrzeć się nawet o All-Star Game, który odbędzie się właśnie w Houston. Drugim rezerwowym wydaje się być na dzień dzisiejszy Goran Dragić, dysponujący bardzo dobrym rzutem z dystansu. Nie można zapomnieć, że w drużynie jest także Johny Flynn, którego McHale zna z Minnesoty i z czasem może stać się znaczącym zawodnikiem w rotacji Rockets.

SHOOTING GUARD : Na tej pozycji także nie ma wątpliwości, że podstawowym zawodnikiem będzie Kevin Martin. Zawodnik o dość specyficznym rzucie jest najgroźniejszą opcją w ataku drużyny z H-Town. Przyznam się, że bardzo mi przypomina Reggie Millera, a do tego dysponuje bardzo dobrą szybkością, dzięki czemu często kończy swoje akcję dynamicznymi wsadami. Jego zastępcą będzie pewnie Terrence Williams. Podobno talent ma niesamowity, problem tylko w tym, że nie potrafi go odpowiednio spożytkować. Trener Adelman nie dawał mu wielu szans, zatem jeżeli teraz nie udowodni, że jest przydatny drużynie to pewnie stanie się częścią jakiejś wymiany.

SMALL FORWARD: Właśnie na tej pozycji Kevin McHale będzie miał największy problem. Do miana gracza pierwszopiątkowego kandydują bowiem najlepszy dunker ekipy Rockets – Courtney Lee, a także Chase Budinger – jedyny biały zawodnik o tak niesamowitym wyskoku w całej NBA. Za Budingerem przemawia bardzo dobry rzut za trzy i to chyba on będzie zaczynał mecze od początku. Czas gry jednak obaj powinni dzielić po równo, a dodatkowo w rotacji powinni także wymieniać się z Kevinem Martinem, zatem obaj skrzydłowi na brak gry nie powinni narzekać.

POWER FORWARD: Tutaj pierwsze skrzypce będzie odgrywał Louis Scola. Druga opcja w ataku rakiet, zawodnik o olbrzymim arsenale zwodów, piwotów, ale trzeba przyznać pod tym względem chyba najlepiej wyszkolony zawodnik NBA.  Bardzo aktywny także pod atakującym koszem zapewnia dużo punktów drugiej szansy. Ma także bardzo dobry rzut z półdystansu. Bardzo dobrze, że został w Houston. Jego zmiennikiem będzie Patrick Patterson. Bardzo atletycznie zbudowany zawodnik z uczelni Kentucky,  gdzie grał razem z Wallem, Cousinsem czy Bledsoe, już w końcówce poprzedniego sezonu pokazał, że przyszłość przed nim. Jeżeli pamiętacie jakie postępy w Houston zrobili Carl Landry, Chucky Hayes to jednego możecie być pewni – on także pójdzie ich drogą, a potencjał ma moim zdaniem większy niż cała dwójka razem wzięta.  McHale musi to widzieć bo czy inaczej zgodziłby się na oddanie Scoli? Trzeci w rotacji będzie zapewne wspomniany już Motiejunas, który będzie musiał się sporo nauczyć, aby być konkurencją na tej pozycji dla swoich kolegów.

CENTER: Na pozycji środkowego zapowiada się bardzo ciekawa rywalizacja. Przyznam się, że ciężko wskazać jednoznacznie czy podstawowym zawodnikiem będzie Jordan Hill czy też Marcus Morris. Wszystko zależy tutaj od przebojowości jaką wykażę się rookie z Kansas. Jeżeli się sprawdzi to myślę, że będzie grał w pierwszej piątce. Jordan Hill będzie jego zmiennikiem, ale także może z powodzeniem grać na czwórce, W obwodzie pozostaje jeszcze Hasheem Thabeet. Warunki ma niesamowite, możliwości też – pytanie tylko czy się wreszcie obudzi. Jeżeli tak, to pod bronionym koszem może być drugim Dikembe Mutombo, bo w ataku wirtuozem raczej nie zostanie, ale na pewno powinien dostać jeszcze jedną szansę w tym sezonie i dużo pracować, aby udowodnić, że wysoki numer draftu 2009 w jego przypadku nie był błędem.

Podsumowując drużyna Houston Rockets ma na pewno młodą, energiczną i ambitna drużynę, która może namieszać w tym sezonie. Cel na ten sezon jest prosty – dostać się do Play-off, a tam już nie mają nic do stracenia.  Można też być pewnym jeszcze jednej rzeczy – na pewno dojdzie do jakiejś wymiany z udziałem Houston w tym sezonie bowiem Manager Daryl Morey był bardzo aktywny już przed samymi rozgrywkami.  Jakie zmiany przyniosą jego działanie zobaczymy pewnie już niebawem.

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

6 komentarzy

  1. Oskar pisze:

    Nie ma takiej pozycji, jak „small guard”. Powinno być: rozgrywajacy = PG = point guard (tu: Lowry, Dragic) i rzucajacy obrońca = SG = shooting guard (tu: Martin). Reszta jest OK

  2. Bax pisze:

    Witam
    Sampson to na imię miał chyba Ralph, allstar będzie o ile się nie mylę w Orlando i co to za pozycja small guard, zwłaszcza, że następna to point ale pewnie się czepiam.
    Pozdrawiam

  3. Paweł Kołakowski pisze:

    Słuszne uwagi :-) chwilowe zaćmienie umysłu :-) dzięki za zwrócenie uwagi :-) pozdrawiam :-)

  4. bargnani7 pisze:

    Czyli Motiejunas będzie grał? Chyba nie, przecież jeszcze „brał udział” w tym blowoucie z Unicsem.

  5. Paweł Kołakowski pisze:

    Jak podpisywał kontrakt z Asseco to tylko na czas lockoutu tak jak Lawal

  6. Kasyx pisze:

    Czyli Houston dalej będą drużyną środka walczącą o 8 miejsce i występ w PO. Tak sobie myślę że może Hornets po stracie Paula będą handlować Okaforem to może wreszcie w składzie Rakiet zagości center z prawdziwego zdarzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *