Zdarzyło się kiedyś. Earl Lloyd debiutuje w NBA

W kolejnym odcinku naszych wspominek z historii NBA powracamy do 31 października 1950 roku. To właśnie tego dnia Earl Lloyd został pierwszym czarnoskórym koszykarzem w historii ligi.


Rok 1950 był pionierskim i przełomowym w sytuacji Afroamerykanów w NBA. Chuck Cooper został wybrany jako pierwszy czarnoskóry koszykarz w Drafcie. Nat Clifton był tym, który pierwszy podpisał zawodowa umowę z klubem NBA, a Earl Lloyd 31 października wystąpił w meczu ligowym.

Lloyd po ukończeniu studiów na Uniwersytecie West Virginia postanowił kontynuować przygodę z koszykówką w NBA i zgłosił się do Draftu. Na jego usługi z odległym bo 107 numerem w 9 rundzie zdecydowali się Washington Capitols. W tamtym roku pierwszym pickiem dysponowali Boston Celtics i postawili na Chucka Share’a.

Cooper i Clifton, wybrani przez odpowiednio Knicks i Celtics także zadebiutowali w sezonie 1950/51, ale ich zespoły rozegrały swoje pierwsze spotkania dopiero w listopadzie. Stąd tym pierwszym na zawsze już pozostał Lloyd.

Muszę przypomnieć, szczególnie młodszym czytelnikom, którzy mogą nie zdawać sobie sprawy w jakiej sytuacji znajdowali się wtedy Afroamerykanie. W tamtych czasach ich sytuacja w stosunku do rasy białej była dramatyczna.

Jak wspomina Lloyd, mieli problemy z tym, aby znaleźć miejsce w hotelu, ponieważ ich właściciele nie chcąc, aby biali goście mieli styczność z czarnymi nie dopuszczali do takich sytuacji. Co prawda Ku Klux Klan już nie działał z takim natężeniem jak jeszcze przed wojną, ale dalej można było spotkać się z atakami na tle rasowym. Czarni nie mieli prawa wejść do tej samej restauracji, w której znajdowali się biali. Nie mogli nawet marzyć o popatrzeniu się na białą kobietę. W niektórych stanach czarnoskórzy mogli siadać tylko na tylnych siedzeniach autobusów miejskich. Sytuacja ta zmieniała się bardzo wolno i dopiero działalność Martina Luthera Kinga pozwoliła na większą swobodę dla Afroamerykanów.

Oczywiście sportowcy także przez długi czas nie byli dopuszczani do gry wspólnie z białymi. Pierwsze szlaki przetarł baseballista Jackie Robinson, który zadebiutował w MLB już w 1947 roku.

Początki Lloyda w stolicy USA nie były łatwe. Nie wszyscy kibice Capitols byli zadowoleni z tego, że w barwach ich ulubionego zespołu zagra „murzyn”. Podczas wyczytywania jego nazwiska przed rozpoczęciem meczów słychać było sporo gwizdów.

Dla klubu z Waszyngtonu rozegrał tylko 7 spotkań, w tym to historyczne przeciwko Rochester Royals, po czym został powołany do Armii amerykańskiej i wyjechał na wojnę do Korei. Po dwóch latach powrócił i rozegrał w sumie 560 spotkań w NBA w barwach Syracuse Nationals i Detroit Pistons. W 1955 roku razem z Jimem Tuckerem został pierwszym czarnoskórym zawodnikiem, który został mistrzem NBA. W sumie w trakcie kariery zanotował statystyki na poziomie 8.4 pkt i 6.4 zb.

W 2003 roku został wprowadzony do Basketball Hall of Fame. Na zawsze zostanie zapamiętany jako ten, który miał wielki wpływ na sytuację czarnoskórych sportowców. Obecnie jesteśmy często świadkami sytuacji, w której na parkiecie biega 10 czarnych koszykarzy i niewielu zdaje sobie sprawę, że jeszcze 60 lat temu była ona nie do pomyślenia.

Należy pamiętać zarówno o Lloydzie, ale i Cooperze i Cliftonie, którzy dzięki własnej odwadze w przełamywaniu barier ułatwili przyszłym pokoleniom funkcjonowanie w zawodowym sporcie.

Inne fakty z wątkami Afroamerykańskimi:

– Robert Johnson został pierwszym czarnoskórym właścicielem klubu NBA (Charlotte Bobcats)

– Bill Russell był pierwszy czarnoskórym trenerem w NBA

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=eb1etJcBvXo&w=585]

 

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

5 komentarzy

  1. Bob pisze:

    Dobry artykuł Gładysh. Swoją drogą pamiętam jak oglądałem film oparty na faktach, który dobrze przedstawiał problemy czarnoskórych koszykarzy w przeszłości (chodziło o poziom akademicki). W finałowym meczu grali przeciwko zespołowi bodaj Pata Riley’a – pamięta ktoś tytuł tego filmu?

  2. kuubaz pisze:

    Droga do sławy po polsku, w oryginalnej wersji Glory road
    film genialny, pamiętam jak go oglądałem z zapartym tchem, a wtedy nie interesowałem się jeszcze koszem
    film 10/10 jak dla mnie
    szczególnie utkwiły mi w pamięci 2 rzeczy: jak pobili czarnoskórego koszykarza w jakiejś… restauracji?, a druga jak koszykarze wypowiadali się po latach o finale w którym grali
    btw. dobry artykuł :)

  3. Bob pisze:

    O dokładnie Kuubaz – wielkie dzięki :) Film jest z cyklu Must see dla wszystkich fanów kosza!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *