Mój nie-amerykański ‚Dream Team’ (cz.3)

Zespół, którego nie było.

Wszyscy doskonale znacie i pamiętacie tych graczy: Rasheed Wallace, Chris Webber, Dennis Rodman, Glen Rice, Tracy McGrady (był w 2003 w trakcie przygotowań do IO), Richard Hamilton, Latrell Sprewell, Isiah Thomas, Steve Francis, Jason Williams,  Kenny Anderson oraz Damon Stoudamire. Dalej w kolejce Gilbert Arenas, Glen Robinson (kontuzja uniemożliwiła mu grę na Igrzyskach w 1996), Jason Richardson, Jerry Stackhouse, Sean Elliott, Antoine Walker, Tom Gugliotta i Marcus Camby. Otóż wielu z nich do dziś wymienia się jako tych, którzy mieli pecha i nie załapali się do US-Team podczas Mistrzostw świata lub olimpijskich. To samo można powiedzieć o dwóch legendarnych trenerach, którzy z chęcią skrzyknęliby te talenty i poprowadzili ich na światowej imprezie. Mam w tym aspekcie na myśli słynnych Pata Riley’a i Phila Jacksona. Podejrzewam, iż prędzej nawiązaliby oni do pamiętnych wyczynów z kadrą amerykańską Chucka Daly’ego, Dona Nelsona oraz Lenny’ego Wilkensa niż George’a Karla i Larry’ego Browna.

Bycie w amerykańskim Dream Teamie (nie koniecznie udanym i wygranym) zapisał natomiast na kartach swojej kariery świetny defensor Ben Wallace. Swoje minuty w barwach amerykańskich dostali Shane Battier oraz często nie doceniany Kirk Hinrich. Zastanawialiście się jednak może (?) jakich solidnych graczy – takich boiskowych pracusiów – ujrzelibyście w grze pod amerykańską banderą? Kogo mogliby zechcieć poprowadzić Jackson lub Riley w swojej ‚walecznej’ ekipie?

Na pewno jakaś część graczy była wysoko ceniona przez kolegów i trenerów danej drużyny, miejscowi fani kibicujący swojej drużynie ich uwielbiali, przeciwnicy jednak ich nie cierpieli lub dalej nie cierpią..(do dziś pewnie gdzieś liczą siniaki otrzymane przez pewne „niewidzialne dla sędziów” łokcie, albo pokazują dzieciom blizny po walce z tymi tytanami defensywy).
Większość z nich bardzo wiele osiągnęła na koszykarskich parkietach, a trafił im się zaszczyt goszczenia wśród najlepszych obrońców ligi, podczas Weekendu Gwiazd, niektórzy nosili na rękach mistrzowskie pierścienie. Jednak nie każdy z nich grał aż tak efektownie by być stałe (i po zakończeniu kariery) na ustach przeciętnego kibica NBA.

Każdego z tych graczy należy cenić za walkę, zaangażowanie, pracę pozostawioną na parkiecie i ogromne serce do gry. Kiedy Isiah Thomas, Michael Jordan, Hakeem Olajuwon, Reggie Miller, Patrick Ewing, Allen Iverson oraz Vince Carter błyszczeli, będąc na pierwszych stronach gazet, często bywało tak, iż ci niżej przedstawieni przeze mnie gracze wykonywali najtrudniejsze zadania jakimi na pewno nie było zdobywanie punktów z czystej pozycji. Ich domeną było krycie najlepszego strzelca drużyny przeciwnej, stwarzanie ciągłej presji na najgroźniejszym z rywali, ponadto: stawianie zasłon (wysocy), zbieranie piłek i blokowanie (w przypadku niskich przechwytywanie jej). Oto ci, o których pamiętają niektórzy, wspominając ich z sentymentem. Prezentuję swoją „Parszywą Piętnastkę”, z którą nikt pewnie nie chciałby się dziś zmierzyć!

Bill Laimbeer – nietypowy center Tłoków z Detroit. Pół koszykarskiej ligi pamięta jego łokcie a inni po grze twarzą w twarz z Billem musieli udać się do dentysty lub chirurga..Największy z Bad Boys, który z powodzeniem prowadził kobiety w WNBA (3x tytuł) i asystował Kurtowi Rambisowi w Minnesocie, ucząc boiskowych sztuczek Kevina Love’a. Imponował rzutem z dystansu a grał pod koszem w parze z Dennisem Rodmanem. Ma na koncie 2 tytuły Mistrza i 4-krotnie zagościł w All Stars. Jest symbolem Tłoków przełomu lat 80’ i 90’. Nie poznano się na jego możliwościach w szergach Cavaliers (wybrany w drafcie, dwa lata później trafił do Mo-Town). W historii ligi zasłynął jako gracz, który nie stronił od bójek – a jego batalia z Charlesem Barkley’em trafiła nawet na ekrany kin w filmie Hot Shots.

Bruce Bowen – niski skrzydłowy swoje najlepsze lata spędził w mistrzowskiej ekipie Spurs u boku Tima Duncana. Nie tylko uprzykrzał życie rywalom w defensywie (czepiając się przeciwnika niczym rzep psiego ogona;-) ale również potrafił celnie przymierzyć zza łuku. Był nawet w szerokiej kadrze USA przed Igrzyskami w Pekinie, jednak coach K. wolał wybrać Tay’a Prince’a (młodszego wówczas gracza Detroit). Niegdyś na Bowenie nie poznano się ani w Bostonie, ani Philadelphi czy Miami. Ostatecznie z sukcesami zagościł on na dłużej w San Antonio.

Ron Artest – obecnie Metta World Peace. Najlepsze swoje defensywne lata spędził w trykocie Indiany Pacers. Ponadto świetnie prezentował się w Sacramento i Houston. Dzięki doskonałej grze w play off 2009 przeciwko Kobemu, trafił do Lakers, z którymi dalej sięgnął po swój upragniony tytuł. Zagościł w All Star Game, ale kibice nigdy nie zapomną Ron Rona za bójkę w Auburn Hills of Palace, kiedy sam zawodnik poszedł na trybuny by wymierzyć kibicowi sprawiedliwość..(?!) Do dziś marzy o rewanżu na Big Benie i starciu z nim na bokserskim ringu. Na jego talencie nie do końca poznano się w Chicago (wybrany do nich w drafcie z numerem 15).

John Starks – kariera marzenie, gdyby nie ostatni mecz finałów i seria pudeł przeciwko Rockets w 1994 roku. Pracuś, który do NBA trafił z CBA. Poznał się na nim Don Nelson widząc w nim ogromny ofensywy potencjał. Obrony z kolei nauczył go Pat Riley, którą mocno odczuli na własnej skórze: Michael Jordan i Reggie Miller. Starks również gościł w najlepszych akcjach tygodnia pakując piłkę do kosza nad najwyższymi środkowymi ligi. Starks w końcowej fazie kariery stał się mentorem dla młodszych kolegów z obozu Knicks jak Charlie Ward oraz Allan Houston.

Dale Davis – mieć takiego wyrobnika, zbieracza piłek i blokera rzutów w drużynie NBA dziś to prawdziwy skarb. Praca Dale’a została nagrodzona awansem do NBA Finals oraz wyróżnieniem spod znaku Meczu Gwiazd. Davis dysponował niesamowitą siłą i był wielkim atletą. Najlepsze swoje lata spędził u boku Reggiego Millera a następnie spróbował innego wyzwania w Portland TrailBlazers. Siłacz, który z powodzeniem grał u boku Rika Smitsa, bądź go zastępował.

Horace Grant – najbardziej niedoceniany gracz w drużynie Scottiego Pippena i Michaela Jordana. Jego zadaniem było ograniczanie możliwości ofensywnych najlepszych ligowych czwórek (Barkley’a , Malone’a, Kempa a jeszcze wcześniej McHalle’a) Swego czasu w Bulls w latach 80’ zastąpił on również widniejącego na mojej liście Charlesa Oakley’a. Swoje ofensywne talenty zaczął on udowadniać tuż po odejściu M.J.’a w 1993 roku. Sezon później awansował do All Star a przed powrotem numer 1 Michaela zagościł u boku Pippena i Armstronga w All Stars. Kolejny sezon, z większą gażą to już gra u boku duetu Shaq&Penny w finałach NBA z Orlando Magic. Pewnego dnia dostał propozycję by wzmocnić Lakers z Shaquiem i Kobem pod ręką Phila Jacksona. Zrobił to i zdobył swój 4 tytuł mistrzowski.

Anthony Mason – ‘Mace’ to niesamowity przykład na realizację hasła „NBA is Amazing!” Streetballowiec, na którym nie poznano się w New Jersey i Denver, ale z którego zrobiono gwiazdę Nowego Jorku. Swoje początki zawodowego grania miał w Turcji. Następnie, potrafił (za Dona Nelsona w Knicks oraz następnie podczas swojej przygody w Charlotte) rozgrywać akcję swojej drużyny z pozycji numer 1! Z powodzeniem grał naprzeciwko niskich i utytułowanych skrzydłowych jak Scottie Pippen lub Robert Horry. Nie bał się też podkoszowej walki (ze względu na słuszną masę dochodzącą do 130kg), która po latach stała się jego specjalnością, stając naprzeciwko Barkley’a oraz Malone’a. Pewnego dnia – niektórzy fani przecierali oczy ze zdumienia – jako gracz Miami Heat wstąpił w szeregi graczy wybranych do All Star Game. Wybrany również Najlepszym Rezerwowym w 1995 roku.

Theo Ratliff – Pechowiec. Kiedy grał swój najlepszy sezon wśród Sixers to trafił do Meczu Gwiazd ale w tydzień przed występem doznał kontuzji. W tym samym sezonie jego Sixers awansowali do finału NBA tylko, że on już wtedy był graczem Atlanty Hawks. Oskarżano wtedy (2001 rok) Larry’ego Browna o nie fair praktyki, pozwalające wysłać kontuzjowanego gracza – świetnego defensora, czołowego blokującego NBA i równie dobrze zbierającego – do Jastrzębi w zamian za Mutombo. Po trzech latach gry dla Hawks spadł do statusu zadaniowca, często wchodząc z ławki i zwiedzając 8 klubów NBA. Kontuzjogenny.

Charles Oakley – kiedy Oakleya wymieniano do Knicks za Billa Cartwrighta, Jordan zapytał jednego z asystentów trenera Chicago „kto teraz będzie gliniarzem?”. Padła odpowiedź „Horace Grant” (który z czasem dopiero dorósł do tej roli) a Mike nie dowierzał tym rewelacjom. Z czasem Oakley doskonale wpasował się do zespołu Knicks grając z powodzeniem u boku Pata Ewinga. Podszkolił się w rzutach z dystansu. Wszyscy fani Knicks pamiętają go jak świetnie walczył z Bykami, Tłokami oraz Celtami a na koniec z Rakietami wynosząc Knicks na czołowe miejsca Eastern Conference. Jego znakiem firmowym było odnajdywanie się w tłumie walczących o zbiórkę graczy. Bronił zawsze agresywnie, nie przebierając w środkach i na pograniczu faulu. Z czasem przeniósł się do Raptors by chronić nową gwiazdę ligi – Vince’a Cartera. Oak zagościł w All Star 1994 roku idealnie współpracując w tym meczu z Bykami..i min. Pippenem.

Kevin Willis – zawodnik imponujący swoimi pół-hakami, który szkolił się gry w ataku u boku takiego wirtuoza jak Dominique Wilkins. Z czasem stał się graczem wszechstronnym z powodzeniem walczącym na obu końcach parkietu. Ponadto po długiej przygodzie z Jastrzębiami awansował do All Star Game w 1992 roku. Swoje kolejne lata spędził przy Hakeemie Olajuwonie. Swoje najlepsze lata przełożył na liczbę ponad 15 zbiórek na mecz. Upragniony tytuł zdobył już jako weteran w 2003 roku z San Antonio.

Otis Thorpe – kolejny gracz, który mocno wspierał Hakeema the Dreama. Thorpe, co ciekawe zagrał w tym samym – pożegnalnym występie w All Star Magica Johnsona – co w/w Willis. Do dziś pamiętam jego firmową akcję, kiedy odwrócony plecami do obrońcy podkoszowy, „chwytał piłkę niczym grapefruita” w jedną dłoń i wymachiwał szukając wolnego partnera lub próbując oszukać obrońcę by zdobyć punkty. Thorpe z powodzeniem zastępował Olajuwona i doskonale spełniał rolę „bliźniaczej wieży” po obu stronach parkietu. Jeśli ktoś go nie pamięta to warto zagłębić się w statystyki bo do dziś należy do niego rekord najlepszej skuteczności z gry podczas jednego sezonu (55,9%) wśród Rakiet. Otis zakończył karierę mając na koncie 17 tys pkt i 10 tys zb.

Ron Harper – jego legenda nie ma początków przy Chicago Bulls i trzech kolejnych tytułach. Zanim Harper stał się zmorą w defensywie najlepszych snajperów i rozgrywających królował w ofensywie grając dla Cavaliers i Clippers. Do Clippers trafił za dużo słabszego Danny’ego Ferry i do dziś ta wymiana jest postrzegana jako jedna z najsłabszych w historii ligi. Harper był drugi w głosowaniu na debiutanta sezonu 1986/87 mimo 8 numer w drafcie. Podczas jego kariery w College’u niektóre jego akcje porównywano z legendą Juliusa Ervinga! Po tym jak postawiło na niego kierownictwo Bulls i przy powrocie do Eastern Conference stał się siłą która pozwoliła Bykom zatrzymać Penny’ego Hardaway’a (tj. motor napędowy Magic). Dziś ma na koncie 5 Mistrzowskich tytułów, a swoją przygodę z basketem zakończył jako NBA Champion z Lakers oraz Philem Jacksonem. Ulubieniec fanów Bulls po dzień dzisiejszy.

Mookie Blaylock – inny zawodnik obok Willisa, który pracował mocno na wyniki Dominique’a Wilkinsa. Ex rozgrywający Nets (nieco nie poznano się na nim w New Jersey stawiając na Rumela Robinsona) i Hawks w drugiej połowie lat 90’tych regularnie gościł na piatkach najlepszych defensorów NBA. Przez dwa lata (jak Magic Johnson czy Alvin Robertson oraz Allen Iverson i Chris Paul) wygrywał kategorię najlepiej kradnących piłki. Blaylock ma średnią w karierze 2,3 przech. na mecz a przy tym trafił ponad 1050 trójek! Mówi się, że kariera Mookiego eksplodowała pod ręką legendy NBA – Lenny’ego Wilkensa. W 1994 roku zagościł on w All Star Game i poprowadził on Hawks do pierwszego miejsca na Wschodzie, po sezonie zasadniczym. Jego mocną stroną było pierwsze podanie do kontrataku i trzeba przyznać, iż w defensywie nie odbiegał umiejętnościami od najlepszego w tamtym okresie Gary’ego Paytona.

Terrell Brandon – filigranowy rozgrywający (180cm) który przeszedł trudną drogę by po latach wyjść z cienia (i dostać większą szansę) Marka Price’a. Dopiero w piątym sezonie swojej gry w NBA stał się on pełnowartościowym graczem Kawalerzystów. Już w 1994 roku korzystał on z kontuzji bardziej uznanego wśród rozgrywających weterana. Jednak dopiero zmiana barw klubowych przez Price’a otworzyła mu furtkę do większej kariery, która została udokumentowana awansem do dwóch Meczów Gwiazd. Brandon udanie penetrował, celnie rzucał zza łuku, ale również był zmorą w obronie dla czołowych playmakerów ligi, wyciągając z ich rąk wiele, wiele piłek. Oczywiście w obronie wykorzystywał on swój największy atut – szybkość. W 1997 najbardziej prestiżowy amerykański magazyn Sports Illustrated nazwał Brandona najlepszym rozgrywającym NBA. Od momentu wymiany do Bucks (Cavs wzięli udział w transferze Shawna Kempa i Vina Bakera) zawodnik miewał coraz częste problemy z urazami. Renesans formy przyszedł w 1999 roku wśród Wilków z Minnesoty, jednak do All Stars nie udało mu się już wrócić, gdyż kolejna kontuzja zahamowała jego ciekawą karierę w 2002 r.

Eddie Jones – zawodnik, dla którego nie było miejsca w Lakers – choć prezentował się świetnie – w Kalifornii obok Kobego Bryanta. Już jak Jeziorowiec trafił do All Star Game ze względu na swoją wszechstronność, zdolności gry w obronie, niesamowity ciąg na kosz czy skuteczne rzuty zza łuku. Jednak kierownictwo klubu wolało postawić na będącego w wysokiej formie, ale znajdującego w przyszłości wielkiego uznania w oczach Phila Jacksona, Glena Rice’a. Po niespełna sezonie gry w Charlotte, Jones przeniósł się do rodzinnego Miami, gdzie kontynuował karierę jako lider drużyny (zagrał też w Meczu Gwiazd). Patrząc jednak na małe osiągnięcia tego zawodnika, nie od dziś, uważam, iż jest on jednym z niespełnionych talentów. Jones jak na obrońcę świetnie blokował (dwa sezony zakończył ze wskaźnikiem 1,2 na mecz a inny 1,1). Ponadto a najlepszych monetach kariery zbierał ponad pięć lub blisko pięć piłek. Był w czołówce przechwytujących piłki niemal rokrocznie (2,7 czy 2,5 lub 2,4 to jego najlepsze osiągi w karierze). Kto wie czy gdyby nie transfer młodego Bryanta to dziś nie mówilibyśmy o erze Jonesa w Lakers?

Jak Wam się podoba taki i już niestety nierealny Dream Team? Kupujecie go??

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

2 komentarze

  1. majecha pisze:

    Można powiedzieć, że wychowałem się na tych zawodnikach. Mam karty wszystkich wymienionych, co do jednego. Bez tych solidnych drugoplanowców nie da się zbudować drużyny. Osobiście dodałbym kilku graczy, ale któżby nie dodał…

  2. saturn pisze:

    Woy
    co chwilę czytając Twoje teksty czuję się jakbyś mi to wyciągał z głowy. mój ulubieniec Laimbeer, Davis, Oakley, Mason, Grant, Willis, Thorpe czy Harper 100% zgoda.
    Ja mam na swojej liście takiego wyrobnika jak Buck Williams, zawsze twardy, zawsze broniący i zbierający, no i co to są kontuzje?
    Sam Cassell, niby nigdy nie grał pierwszych skrzypiec, ale był bardzo skuteczny w ataku jak i obronie
    Vinnie Johnson z Detroit – bardzo skuteczny gracz, w słabszym zespole grałby pierwsze skrzypce, ale w Detroit był trochę w cieniu Thomasa i Dumarsa. Statystyki i gra w końcówkach pokazują jednak inne oblicze Vinniego.
    Toni Kukoc – bardzo wszechstronny gracz, który trochę za późno trafił do NBA.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *