Co przyniosą kolejne rozmowy?

Kilkadziesiąt godzin rozmów w poprzednim tygodniu nie przyniosło żadnych efektów. W środę zwaśnione strony znów usiądą do wspólnego stołu, aby pochylić się nad trwającym lokautem w lidze NBA. Powrót do negocjacji nie wpłynie jednak na decyzję Davida Sterna, który wkrótce odwoła kolejne dwa tygodnie rozgrywek.W ostatnim czasie nastroje w zwaśnionych obozach nie są najlepsze. Doszło nawet do tego, że przewodniczący związku zawodowego zawodników Derek Fisher oskarżył dwóch ligowych oficjeli o kłamstwo na konferencji prasowej.

Nieoficjalnie wiadomo, że spotkanie będzie odbywało się w małych grupach. Nie wiadomo na czym dokładnie skupiać się będą dyskutanci. W negocjacjach ma wziąć już udział David Stern, który ostatnio był nieobecny z powodu choroby.

Kolejne fiasko rozmów może spowodować odwołanie spotkań aż do świąt Bożego Narodzenia, o czym wspominał już komisarz ligi. Sezon, który miał się rozpocząć 1 listopada, na pewno nie ruszy w wyznaczonym terminie. Oficjalnie odwołano już 100 meczów, niemalże przesądzone jest również, że nie odbędą się następne 102 spotkania.

O ciekawy komentarz pokusił się Isiah Thomas.

Kluczowym elementem strajku, nie są pieniądze, ale pomysły, jak je rozdzielić. Obie strony powinny przełożyć na bok swoje własne interesy, a zrobić coś dla sportu. NBA cieszyła się sławą dzięki nadzwyczajnemu partnerstwu, opartemu na zaufaniu, rzeczowej argumentacji, ale również i sporom. Dzięki temu w lidze wypracowano takie standardy, których nie można było spotkać w żadnej innej lidze zawodowej – uważa były gwiazdor Detroit Pistons.

Ostatni lockout, pokazał, że właściciele chcieli mieć pewność gwarantowanych zysków, ale jak wiadomo w biznesie z powodu ryzyka, pewność jest rzadko spotykana. Z perspektywy zawodników nie ma czegoś takiego jak nieograniczone środki i nieograniczone możliwości. Zatem, gdzieś pośrodku te dwie ideologie muszą się spotkać. To co słyszę, to spór o dystrybucję pieniędzy, co na ten moment wydaje się być nierozstrzygnięte – mówi Isiah Thomas.

Info za: SportoweFakty.pl/PAP

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

2 komentarze

  1. dziku pisze:

    ja pierdole, to normalne chyba że właściciele chcą na tym zarabiać i mieć gwarantowane zyski nawet nie wchodząc do play – offs… Ci zawodnicy to pochujeli chyba. Podział zysków i tak powinien być około 40/60 dla właścicieli…

  2. majecha pisze:

    Hmm.. a czy właściciele mogą (teoretycznie oczywiście, bo jasne jest jakie by były straty lub nawet upadek ligi) zaprzeć sie i powiedzieć swoim pracownikom-graczom: „jak się nie podoba to wypad do Europy lub Azji”?
    Wtedy „łamistrajki” oraz draft, gracze z D-Ligi i innych rozgrywek zasiliłyby kluby NBA i np. już oczywiście nie ten ale następny sezon by się odbył.
    Jeśli to pytanie jest debilne, bo nie znam jakiejś tam reguły z końcówką exception w kontraktach to od razu się kajam i przepraszam. Nie znam się na (choć lockout wiedzę pozwala przybliżyć) na CAP-ie, kontraktach i obejściach różnych reguł w Salary Cap.

    Ciekawi mnie teoria i wasze zdanie, w praktyce ten pomysł to zapewne samobójstwo. I marketingowe i „sądowo-pozwowe”..i sportowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *