Teorie spiskowe w NBA cz. 6

Autor: Mateusz Trybulec (Wysoko nad obręczą)

Finały NBA w 2006 roku.

Kolejna z omawianych przez nas meczów miał miejsce w 2006 roku. Sezon ten był końcem pewnej epoki w NBA – zmierzchem panowania dwóch dynastii, które na 7 lat zdominowały rozgrywki. Finały w 2004 ostatecznie pogrzebały szanse na pierwsze od czasów Celtics Reda Auerbacha cztery mistrzostwa z rzędu – Galacticos z Los Angeles ulegli świetnie ułożonym Detroit Pistons. Rok 2005 przyniósł zaś, jak się potem okazało, ostatni puchar Larryego O’Briena dla przerywanej dynastii San Antonio Spurs, zbudowanej na fenomenie Tima Duncana. Na pozostawionym przez nich pogorzelisku zaczęły rodzić się nowe potęgi.

Dallas Mavericks, którzy wcześniej byli częściej obiektem żartów niż liczącym się przeciwnikiem, zaczęli zyskiwać na sile. Ich największa nadzieja, Dirk Nowitzki, zaczął w końcu grać na miarę swojego talentu. Od 2001 roku, Renegaci [tak się najczęściej tłumaczy nazwę klubu, trochę śmiesznie, ale niech będzie] regularnie dostawali się do playoffów i odnosili w nich mniejsze lub większe sukcesy (w 2003 grali w Finałach Konferencji Zachodniej), ale nigdy nie stali przed szansą sięgnięcia po tytuł mistrzowski.

Bardzo podobnie prezentowały się wtedy karty historii Miami Heat – z tym, że ich prawdziwa potęga narodziła się dużo później. Dotychczasowe eksperymenty Pata Rileya pozwoliły im na regularne sukcesy w playoffach, ale nigdy na miarę gry w Finałach. Zbawicielem miał okazać się Dwyane Wade, który dołączył do składu z silnie obsadzonego draftu 2003 roku. Kiedy drużynę zasilili Shaquille O’Neal i Gary Payton, wydawało się, że Żary mają wszystkie składniki potrzebne do zdobycia pucharu Larry’ego O’Briena.

W kwietniu 2006 roku, obie drużyny po raz pierwszy w swej historii stanęły przed szansą sięgnięcia po mistrzowski tytuł. Pierwsze dwa mecze padły łupem zawodników z Teksasu. Szczególnie bolesna dla ekipy Dwyane’a Wade’a była miażdżąca przegrana w drugim spotkaniu, po której wielu przekreśliło już szansy Heat na zdobycie tytułu. W trzecim starciu, Żary potrafiły się jednak odrodzić i po raz pierwszy zwyciężyć. Kiedy kolejne trzy mecze padły ich łupem (w spotkaniu numer pięć potrzeba było do tego dogrywki), wiadomo już było, że Mavericks zostali upokorzeni, a Heat zdobędą pierwszy w historii klubu mistrzowski tytuł.

Oczywistą sprawą było, że po tak druzgocącej przegranej pojawią się głosy, że NBA ingerowała w wynik serii. W Miami grał wtedy szalenie popularny Shaquille O’Neal i młoda, wschodząca gwiazda, Dwyane Wade. Najlepszym zawodnikiem Mavericks był zaś w tamtym czasie (podobnie jak dzisiaj) Niemiec Dirk Nowitzki, który nie czarował finezją i był przez wielu uważany za parkietowego mięczaka. Dodatkowo właścicielem klubu był niezbyt lubiany przez Davida Sterna Mark Cuban. Zdaniem wielu, liga nie mogła pozwolić, aby Renegaci zdobyli tytuł. W świetle Finałów 2011 roku, oskarżenia te wydają się kompletnie pozbawione logiki, ale były one popularne wśród wielu fanów NBA w tamtym czasie.

Miało to się stać za sprawą uprzywilejowanego traktowania gwiazd Żarów, a w szczególności Dwyane’a Wade’a. Spotkaniem, w którym najbardziej była widoczna przychylność sędziów dla zawodników z Florydy miało być spotkanie numer pięć. Był to najważniejszy mecz całej serii – stan zwycięstw wyrównał się i wiadomo było, że kolejna wygrana zadecyduje najprawdopodobniej o końcowym sukcesie.

Po raz kolejny mam ten komfort, że mogę posiłkować się artykułem Rolanda Beecha, który zdecydował się przeanalizować spotkanie numer pięć w ten sam sposób, w jaki zrobił to z meczem numer sześć Finałów Konferencji Zachodniej 2002 roku (o którym pisałem w poprzednim artykule o teoriach spiskowych w NBA). Oczywiście nie przyjąłem jego ocen za pewnik i samemu także obejrzałem spotkanie – podobnie jak ostatnio niewiele różniłem się w ocenie fauli.

Beech również w tym wypadku przyjął pięciostopniowy system gradacji gwizdków:

YES – prawidłowy gwizdek.
PROBABLY – wydaje się, że decyzja była prawidłowa, ale do pewności brakuje nam optymalnego ujęcia kamery.
MAYBE – sytuacja 50/50, gdzie decyzja mogłaby być podyktowana zarówno na korzyść jednej jak i drugiej strony.
DUBIOUS – wydaje się, że decyzja była nieprawidłowa, ale mamy możliwość sprawdzenia tego na powtórce w spowolnieniu.
VERY DUBIOUS – w moim przekonaniu, decyzja była nieprawidłowa.

Tym, którzy chcieliby zobaczyć szczegółowe oceny dla każdego gwizdka, zapraszam na tę stronę. Ja przejdę od razu do wniosków:

Sędzia Wszyscy Salvatore Crawford DeRosa
Prawidłowa
Decyzja
Gwizdki +
MIA
+
DAL
Gwizdki +
MIA
+
DAL
Gwizdki +
MIA
+
DAL
Gwizdki +
MIA
+
DAL
Yes 42 21 21 13 8 5 18 7 11 14 8 6
Probably 28 16 12 13 9 4 6 3 3 11 6 5
Maybe 12 8 4 7 5 2 3 1 2 3 2 1
Dubious 3 2 1 1 1 0 1 0 1 1 1 0
V.Dubious 3 3 0 2 2 0 0 1 1 0
Ogółem 88 50 38 36 25 11 28 11 17 30 18 12

* + = na korzyść

Patrząc na tę tabelkę, od razu rzuciło mi się w oczy, że większość wątpliwych gwizdków (dubious lub very dubious) było na korzyść Miami Heat. Z drugiej strony, sytuacji takich nie było wiele (tylko 6 w całym meczu) i, w przekroju całego spotkania, poziom sędziowania był przyzwoity. Procentowo, decyzje Joe’a Crawforda były w 86% prawidłowe (yes lub probably), Joe’a DeRosa w 83%, a Bennetta Salvatore w 72%.

Czy prawidłowość decyzji w granicach 85% można uznać za dobry rezultat? Tim Donaghy, w książce Personal Foul: A First-Person Account of the Scandal that Rocked the NBA (s. 238, wydanie z 2006) twierdzi, że:

Jednym z pytań, które zadawano po tym, jak moja sprawa wyszła na jaw, było to, czy możliwe jest, aby sędzia ocenił mecz NBA ze 100-procentową skutecznością. Mówiąc krótko – nie jest to możliwe. W idealnym świecie, gdzie arbitrzy byliby doskonale wyszkoleni i nie mieli sympatii lub sporów z zawodnikami oraz drużynami, które grają danego wieczoru, mecz ten byłby, moim zdaniem, sędziowany w 93 lub 94 procentach prawidłowo. To wystarczająco. Taki rezultat byłby przyzwoity, uczciwy i profesjonalny. Możecie mi jednak pokazać jakąkolwiek taśmę z meczem NBA i będę w stanie znaleźć 10 gwizdków – kroki, zignorowanie faulu, nadepnięcia na linie boczne – które są ewidentnie nieprawidłowe. Jeżeli jest 50 decyzji sędziowskich w meczu, a 10 jest błędnych, daje to 80% skuteczność. Taka jest średnia w NBA. Kiedy jednak dodacie przyjaźnie i konflikty pomiędzy arbitrami a zawodnikami, trenerami, właścicielami, wtedy procent ten będzie dużo niższy – nawet do 60-70 procent. Jeżeli sędziowie mogą bezkarnie gwizdać lub ignorować łamanie przepisów, to mogą też ukryć wiele decyzji, które wynikają z sympatii lub antypatii do koszykarzy lub drużyny. Jeżeli wydaje ci się, że 60% jest wystarczające, to mam dla ciebie nową pracę. Komisarz NBA.

Już kiedyś na ten temat pisałem, ale chciałbym to jeszcze raz podkreślić – arbitrzy nie są maszynami i, podobnie jak ludzie, mogą (często nieświadomie) kierować się osobistymi sympatiami i antypatiami, co nie powinno być niczym szczególnie dziwnym. W podobny sposób, będą też w trakcie meczu czuli na sobie presję publiczności, dlatego najczęściej (i dzieje się tak w każdym sporcie, nie tylko w koszykówce) gwizdki będą faworyzować gospodarzy.

Szczególne traktowanie gwiazd także nie jest niczym zdrożnym. Wyobraź sobie, że dostajesz pracę w firmie – wiadomo, że będziesz mógł sobie na mniej pozwolić niż ktoś, kto pracuję tam od 12 lat lub ktoś, kto ma od ciebie lepsze wyniki. Życie niestety nie jest sprawiedliwe i trzeba się z tym pogodzić.

85% skuteczność dwóch arbitrów z analizowanego przez nas meczu, jest nieco powyżej średniej NBA podanej przez Donaghyego, więc wydaje mi się, że jest to przyzwoity rezultat. Tylko wynik Bennetto Salvatore odbiega wyraźnie od pozostałych (72%). Dodatkowo zastanawia fakt, że większość jego wątpliwych gwizdków (8 na 10) była na korzyść Miami Heat, w tym ten, wołający o pomstę do nieba rzekomy faul w kluczowej sytuacji w dogrywce (na klipie w 17:35):

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=QdHQ_Mp8E2w&w=585]

Salvatore był wyraźnie zasłonięty, ale taki gwizdek w takiej sytuacji jest kompletnie niezrozumiały. Wygląda na to, że albo miał gorszy dzień albo w wyraźny sposób faworyzował on drużynę z Florydy.

Roland Beech obliczył też (szacunkowo) ile punktów w tym spotkaniu zyskali Miami Heat dzięki przychylnym decyzjom sędziów. Było to 5-6 dodatkowych punktów. Jest to dużo, ale trzeba wziąć pod uwagę, że Dallas Mavericks stracili w drugiej połowie dwucyfrową przewagę. Gdyby grali lepiej, to minimalne wsparcie od sędziów dla Żarów nie miałoby nic do rzeczy.

Wielu kibiców skarżyło się też na wyraźne faworyzowanie Dwyane’a Wade’a przez sędziów w przekroju całej serii. Patrząc na spotkanie numer pięć, nic takiego nie zauważyłem (poza kontrowersyjnym gwizdkiem Salvatore, ale chyba każdy zgodzi się, że jednej decyzji nie można jeszcze nazywać teorią). Coach Nick z serwisu Bball Breakdown podjął się zaś analizy ostatniego meczu Finałów 2006 i także nie zauważył żadnych nieprawidłowości:

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=X2zonUdXJkQ&w=585]

Wygląda na to, że teoria nie ma solidnych podstaw do bycia potwierdzoną. Czy można ją jednak obalić? Oczywiście każdy powinien sam to ocenić, ale ja uważam, że tak. Nie ma żadnych podstaw do doszukiwania się w tym meczu manipulacji Davida Sterna. Mavericks wyszli zwycięsko z dwóch pierwszych spotkań i o przegranie kolejnych czterech mogą mieć tylko do siebie pretensje. Jeżeli zaś chodzi o mecz numer 5, to Heat wygrali głównie za sprawą przebudzenia się w drugiej połowie Dwyane’a Wade’a. Nawet, jeśli decydujący gwizdek Salvatore był kontrowersyjny i wynikał z jakiejś osobistej sympatii/antypatii, to nie można na tej podstawie doszukiwać się machinacji ligi. Teorię uważam za obaloną.

Posiłkowałem się artykułem Rolanda Beecha, założyciela portalu 82games.com i książką Tima Donaghyego Personal Foul: A First-Person Account of the Scandal that Rocked the NBA, wydanie z 2006 roku.

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

1 Odpowiedź

  1. pitrekk pisze:

    fajne te Twoje analizy, ale czytając to co napisał Donaghy przyszło mi do głowy, że analizujecie tylko jedną stronę: gwizdki które były. A co z gwizdkami, których nie było a powinny być…?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *