Bezpośrednie pojedynki: Stockton vs Thomas

Wczoraj Woy przypomniał dwóch świetnych rozgrywających (Magic Johnson i Penny Hardaway). Dzisiaj również walka rozegra się między playmakerami. W latach 90tych i ostatniej dekadzie XX wieku Isiah Thomas i John Stockton byli absolutnie kluczowymi postaciami odpowiednio Detroit Pistons i Utah Jazz. Obaj byli wierni swoim barwom przez całą karierę. Thomas został nagrodzony dwoma mistrzowskimi pierścieniami. John nie miał tego szczęścia, ale jego pick and rolle z Karlem Malone pozostaną w głowach kibiców NBA na zawsze. W rozwinięciu przybliżam trochę sylwetki obu graczy – w końcu nie każdy z nas miał okazję zobaczyć ich grę na żywo. Tymczasem zadaję kluczowe pytanie dla Was jako zarządzających drużyną:

John Stockton czy Isiah Thomas ?

John Stockton PG #12

  • Wzrost: 6’1” (185 cm)
  • Waga 175 lbs (79 kg)
  • Nr 1 w ilości asyst w historii ligi: 15 806 (4 228 przewagi nad drugim Jasonem Kiddem)
  • Draft: 16 wybór pierwszej rundy (przez Utah Jazz)
  • Ilość sezonów na parkietach NBA: 19 (1504 mecze)
  • 10 x uczestnik Meczu Gwiazd
  • MVP Meczu Gwiazd (1993)
  • 2 x All-NBA First Team
  • Statystyki kariery
    • 13.1 ppg
    • 10.5 apg
    • 2.7 rpg
    • 2.2 spg

Isiah Thomas PG #11

  • Wzrost: 6’1” (185 cm)
  • Waga 180 lbs (82 kg)
  • Nr 7 w ilości asyst w historii ligi: 9 061 (jednak mniej spotkań w Top 12 ma jedynie Magic Johnson)
  • Draft: 16 wybór pierwszej rundy (przez Utah Jazz)
  • Ilość sezonów na parkietach NBA: 13 (979 meczy)
  • 2 x Mistrz NBA
  • MVP Finałów (1990)
  • 11 x uczestnik Meczu Gwiazd
  • 2 x MVP Meczu Gwiazd
  • 3 x All-NBA First Team
  • Mistrz NCAA (1981)
  • NCAA Final Four Moust Outstanding Player (1981
  • Statystyki kariery
    • 19.2 ppg
    • 9.3 apg
    • 3.6 rpg
    • 1.9 spg

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

10 komentarzy

  1. majecha napisał(a):

    Pierwszy zabiorę głos:)
    Jak dla mnie Stockton. W każdej encyklopedii koszykówki pod hasłem „klasyczny PG” pierwszymi wyrazami opisu powinny być „John Stockton”. Za Ajzeją przemawiałoby, wg mnie, jedynie gra w końcówkach i (może przede wszystkim) mentalność. Prawdziwy boiskowy generał.
    Stockton to jednak nie mniejszy przywódca, 100% profesjonalista, stroniący od gwiazdorstwa. Konsekwentny i mocny – 16 sezonów po 82 gry. Skuteczność % kariery.FG 51,5% – 3PT 38,4% – FT 82,6% to Stockton, FG 45,2 – 3PT 29% – FT 75,2% to skuteczność Thomasa.
    Jeśli chodzi o obronę przestrzegam przed niedocenianiem Stocka. I nie chodzi tu tylko o liczbę przechwytów. Wielu zawodników wypowiadało się o nim, jako o bardzo twardo i „brudno” grającym wrzodzie na tyłku.

  2. Bob napisał(a):

    Dwóch generałów. Zeke lepiej punktował, ale też bardziej od niego wymagała tego drużyna. Stockton natomiast powinien się pojawiać jako synonim słowa asysta :)

    Uwielbiam Thomasa, ale także wybrałbym Stocktona.

  3. Krzysiek napisał(a):

    Thomas to moj ulubiony PG wszechczasow, obecnie graczom brakuje tego luzu w grze.

  4. saturn napisał(a):

    Panowie ciężko ich w ogóle porównywać.
    Stockton to zimna krew w każdej sytuacji, jak słusznie pisaliście bez wątpienia najlepszy asystent wszech czasów. Grał na swoim znakomitym poziomie przez wiele sezonów. Mało strat, dużo asyst, znakomite statystyki celności, szczególnie osobistych. Zrównoważony, pracowity, zdyscyplinowany. Znakomita poukładana gra, ale bez polotu. Stockton to najlepszy w historii NBA pomocnik lidera zespołu. Wielki szacunek i uznanie. Bez wątpienia wzorcowy PG.

    Zeke to jednak zupełnie inna bajka. Wystarczy popatrzeć na listę osiągnięć. Fantazja i pasja gry, ale w tym chaosie jest metoda. Strzelec, asystent, obrońca, bez wątpienia lider, wielki wojownik mimo małych rozmiarów. Nie da się go łatwo zaszufladkować jako PG. Zobaczcie ile razy wychodził w startowej piątce wschodu. Gdyby pograł trochę dłużej to na pewno byłby znacznie dalej na liście asystentów i strzelców. Trochę zmarnowana kariera (nie był na olimpiadzie w Barcelonie przez głupie antagonizmy), ale wspaniała. Obok Iversona najlepiej penetrujący strefę podkoszową mały gracz w historii NBA. Mało go znamy, bo mieliśmy okazję oglądać głównie końcówkę jego kariery. Szkoda, bo jak był młodszy to było w tym sporo polotu. Szalone wejścia pod kosz, absolutnie szalone asysty i celne rzuty z niemożliwych pozycji. Tylko Magic miał bardziej niesamowite asysty.
    http://www.youtube.com/watch?v=aPPRrIzmVrg
    obejrzyjcie to proszę. w 10 akcjach są 4 asysty Thomasa w tym 3 do Jordana. Szkoda, że tak rzadko razem grali… przez tą ciągłą rywalizację pomiędzy Detroit a Chicago powstały niepotrzebne antagonizmy.
    Co prawda to ostatnia akcja, ale warto.
    http://www.youtube.com/watch?v=Uu9ZrMDedxo&feature=related
    No i coś zabawnego na koniec.
    http://sportshl.com/basketball/Isiah_s_Jump_Ball/1106813
    Różnica wzrostu zaledwie 29 cm, warto zwrócić uwagę jak wysoko poszybował ten mały ludek.
    Bardzo szkoda, że późniejsza kariera trenerska i menedżerska rzuca takie niekorzystne światło na jego dokonania na boisku.
    Dla mnie na pewno Isiah Lord III Thomas!

  5. woy9 napisał(a):

    Sporo racji jest w tym o czym napisałeś.nie wiem czy pamiętasz ale w lutym 1994 Isiah był jedną nogą w Knicks.ówczesny coach Pat Riley przekonywał Thomasa by ten poprowadził Knicks do.tytułu.Lord III wtedy pokazał coś ważnego, przywiązanie do barw klubowych.Knicks jako wariant awaryjny wybrali opcję z Derekiem Harperem.osobiście jestem zdania ,że Knicks z Thomasem mogliby rządzić w lidze przez dwa lata zamiast Rockets.

  6. saturn napisał(a):

    nie wiedziałem o tym. Szkoda, że się nie zgodził. Zespół co prawda się bardzo zestarzał i nie było już w Detroit tej energii, ale Thomas miał jeszcze niezłe zdrowie. Może już statystyki nie byłyby na tak wysokim poziomie jak we wcześniejszych sezonach, ale jego charyzma nie zaszkodziła by NY. Może Starks pełniłby wtedy inną rolę w zespole i nie miałby tylu wpadek. Myślę, że Thomas z Ewingiem (z którym się raczej lubili co było widać na ALL Stars ) mogli by rzeczywiście stanowić niezłą siłę. Niestety nie pamiętam też dlaczego zakończył tak szybko karierę.

    Piszę celowo lubili się, bo Thomas nie miał łatwego charakteru, nieraz coś niefajnego palnął publicznie, nieraz doprowadził do bójki. Jego małe rozmiary były raczej mylące. Larry Bird, Karl Malone, czy Drexler otwarcie mówili, że nie chcą razem z nim grać w Barcelonie. Do tego jeszcze stale medialnie podjudzane antagonizmy z Jordanem. Co ciekawe obydwaj Jordan i Thomas zgodnie mówili, że nie rozumieją o co chodzi mediom. Na boisku walczymy, ale jesteśmy profesjonalistami i nie przenosimy tego dalej. Thomas wielokrotnie wypowiadał się, że bardzo lubi grać z MJ-em, co raczej widać na meczach ALL Stars już od ’87. Sam Thomas jeszcze w ’89 jak pokonali w finale konferencji Bulls powiedział, ze MJ powinien otrzymać MVP tych rozgrywek, bo „grał na zupełnie innym, wyższym poziomie, niż jakikolwiek gracz na naszym boisku”. Potem jeszcze w wielu wywiadach twierdził, że MJ, to najlepszy zawodnik NBA w historii, gdyż każdy aspekt jego gry (rzut, kozłowanie, walka na tablicach i współpraca zespołowa, gra w ataku i w obronie) jest na najwyższym poziomie. Ciężko się z nim nie zgodzić.

    Aha jeszcze jedno. Nie mogę tego znaleźć, ale kiedyś miałem okazję czytać artykuł na temat fizycznego przygotowania niektórych zawodników NBA. Nie zdziwiło mnie, że Jordan, Drexler, czy Wilkins tak znakomicie skaczą i biegają, bo to oczywiste. Ale wyniki Thomasa były szokujące był chyba w stanie oderwać się od ziemi na 108 cm… ale może źle pamiętam. On na boisku porusza się jak delikatny człowiek, wcale nie widać w tym siły i szybkości jak u Jordana, Wilkinsa, Pippena, czy dzisiaj Rose’a. Zabawny filmik z Willem Perdue jednak to pokazuje.

    A wracając do Stocktona, to mimo, że nie przepadam za jego grą (wole szaleństwa Thomasa czy Magica) to na prawdę na jego grze można szkolić wszystkich młodych playmakerów. To wybitny profesjonalista. Podziwiam go także za to, że przez tak wiele sezonów grał tyle minut na boisku i tak mało tracił przez kontuzje. To bardzo trudne. Mam nieodparte wrażenie, że jego „wychowankiem” i kontynuatorem jest Nash.

  7. woy9 napisał(a):

    Thomas po kontuzjach a ponadto na treningach dochodziło do bójek jego z Laimbeerem.stracił swoją energię.co Jordanem chodziło o pochodzenie.MJ od początku swego w Bulls mierzył się z miejscową legendą chlopaka z miasta Chicago tj.Zeke’a

  8. saturn napisał(a):

    Woy9 jesteś skarbnicą wiedzy.
    Myślę, że to jednak bardzo nadmuchany przez amerykańskie (żądne sensacji) media problem, który podsycał rywalizację Chicago vs Detroit w sezonach 87, 88, 89, 90 i 91.

  9. woy9 napisał(a):

    Promocja pojedynku:)nikt jednak nie lubił bad boys i ich ugly ball.stad stawiano na i lansowano Jordana i Byki, mile grające dla oka.mówię to jako ultras Bulls.dzięki i pozdro.

  10. saturn napisał(a):

    Woj
    Dla mnie zawsze najważniejsze były właśnie te dwa zespoły… a ich rywalizacja na wschodzie to znakomite widowiska, niezależnie od wyniku.
    Dziś nie bardzo mogę patrzeć na to co się dziej w Detroit, dlatego całym sercem w Bulls. Zresztą Rose to dla mnie coś po środku pomiędzy Thomasem a Jordanem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *