Euroligowa prezentacja drużyn – tytułem wstępu

Oj ciężka dola blogera, który musi podołać przeciwnościom losu, jakim jest lockout. Aby jednak fani basketu nie odeszli od koszykówki, to w najblizszych dniach postaramy się zrobić co tylko w naszej mocy aby postarać się „przekabacić” (lubię to słowo) na zupełnie inną koszykówkę, jaka preferowana jest w Europie.

Osobiście bardziej jestem fanem NBA ale tylko w wydaniu playoffs.  No, ewentualnie w ostatnim miesiącu przed końcem regular season. Wtedy wiem, że to co oglądam płacąc za cyfrę lub zarywając noc jest zupełnie na serio i że jako „TV-Fan” jestem traktowany poważnie, a także mam pewność, że to co widzę na szklanym ekranie jest prawdziwą walką i strategiczną wojną coachów po lewej i prawej stronie ławki.

Niestety w sezonie zasadniczym tej pewności nie mam i poza pojedynczymi „wypadkami przy pracy” często odnoszę wrażenie, że jestem robiony w bambuko. Próżno wtedy szukać bezpośrednich pojedynków pomiędzy gwiazdami. Bo te, ani nie mają ochoty na zrobienie sobie krzywdy, ani też niespecjalnie się wysilają by wzbić się ponad przeciętność. Oczywiście są wyjątki, ale jest ich jak na lekarstwo.

Inaczej ma się sprawa zaangażowania w grę w Eurolidze. Wiem, wiem – zaraz powiecie, że Euroliga jet bee, bo mało widowiskowa, mało dynamiczna i mało  żywiołowa. Wasze prawo do takiego zdania. Osobiście uważam, że  europejską koszykówkę w znacznym stopniu ograniczają sędziowie i przepisy, co jest główną przyczyną braku dynamiki, której pod dostatkiem jest za Oceanem. Kto jednak oglądał ostatni Eurobasket powinien mieć już to za sobą i w pewnym stopniu przywyknąć do zaistniałego stanu rzeczy.

Drugą sprawą, jaka powoduje pewne ograniczenia europejskiej koszykówki w grze w ataku jest obrona. Nie chcę w tym miejscu dywagować, czy stoi ona na wyższym poziomie niż w NBA, bo to dwie różne sprawy, ale pokuszę się o stwierdzenie, że obrona w Eurolidze w każdej jej fazie jest lepsza niż obrona w NBA w sezonie regularnym. A przynajmniej jest bardziej zaangażowana, jeśli mogę to ująć w ten sposób.

Tyle na wstępie. Jeśli kogoś przekonałem choć trochę do tego, aby spojrzał na Euroligę w najbliższych dniach (start 19 października) to bardzo się cieszę. Jeśli nie przekonałem to i tak zachęcam do jej oglądania, bo co niby będziecie robić w czasie lockautu? Do znudzenia oglądać archiwalne mecze na youtube? W to nie uwierzę.

A więc do boju Europo!

 

4 komentarze

  1. Kasyx pisze:

    NBA zamienić na Euroligę to tak jakby zamienić nocne igraszki z Megan Fox na autograf Najmana ;)
    Ale jak się nie ma co się lubi to trzeba brać co dają. Duży plus tych rozgrywek to pora ich rozgrywania. Można spokojnie pooglądać bez ustykiwań kobiety że spać po nocy nie może.
    Z tego co pamiętam to rok temu C+ miał zamiar zrezygnować z ich pokazywania, mam nadzieję że w tym sezonie będą transmisje.

  2. Quentin pisze:

    w tym roku pewnie nie zrezygnują właśnie ze względu na lokaut

  3. tomaszek pisze:

    ech Euroliga to jest coś :) pozdrawiamy z Gdyni

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *