Mecz wieczoru. Magic – Rockets, NBA Finals ’95, game 4

Był już kiedyś u nas mecz numer 1 NBA Finals 1995. Młodzi Orlando Magic, Penny i Shaq, w których kochali się wszyscy kibice NBA. Ich przeciwnikami byli doświadczeni Houston Rockets. Po trzech spotkaniach zespół z Teksasu prowadził już 3-0. Jechał na Florydę zdobyć tytuł. Jak się skończyła ta wyprawa? Boxscore.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=klQq3GTtBlg&w=585]

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

1 Odpowiedź

  1. saturn pisze:

    Niewątpliwie to wspaniały występ mojego ulubionego, nigeryjskiego centra, ale widać już tutaj było fizyczną przewagę O’Neila. Hakeem dał się kilka razy łatwo zamknąć lub zablokować. Ta trójka na końcu to taka wisienka na torcie. Prawda jest taka, że miał klepę jak niejeden SG.
    Natomiast to wspaniały występ Mario i Roberta. To oni ciągnęli bardzo grę. Siła Houston ewidentnie leżała we wszechstronności zawodników (Mario, Clyde, Robert, Sam, Kenny…).

    Warto zwrócić uwagę na energię z trybun. Czegoś takiego nie widziałem już kilka lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *