Eurobasket: topy i flopy

Dopiero 36 godzin temu zakończyliśmy wielką przygodę z Eurobasketem ,a niektórzy z nas jeszcze mocno żyją tą imprezą. Postanowiłem jeszcze pokusić się o małe podsumowanie w aspekcie wyróżnień i zawodów części zawodników. Zapraszam na ostatnią już notkę z cyklu eurobasketowych.

Flopy:

Ukraina prowadzona przez trenerów z NBA – Mike’a Fratello i Briana Hilla (ex Magic i Grizzlies, a obecnie asystent w Pistons) – zakończyła swój udział w turnieju na pierwszej fazie, co spotkało się z negatywną prasą po naszej wschodniej stronie. Za największą porażkę uznano wynik spotkania z Gruzją (gdzie zakładano wygraną teamu Fratello). Miło też turnieju nie wspomni Kyrylo Fesenko. Otóż Fesenko zerwał wiązadło kolanowe podczas spotkania z Belgią i nie wróci do gry w przeciągu następnych 2 miesięcy. Gracz Utah Jazz jednak nie porywał formą notując średnie 5pkt i 2zb na mecz.

Jeszcze większą przegraną opisali dziennikarze nad Bosforem. Od euforii sprzed roku podczas Mistrzostw świata po tragedię tego lata na Litwie tak wyglądał obraz kadry, którą opuścili już Kerem Tunceri i Hidayet Turkoglu. Następca Bogdana Tanjevića miał problem by ustawić odpowiednio zespół w obronie – nie widać było aż tak wielkiej ambicji i woli walki jak dwa lata temu w Polsce, kiedy Turcy słynęli ze strefy. Nie było też płynnej gry w ataku, a w zmian pojawiły się zrywy i więcej chaosu. Forma i dyspozycja tej reprezentacji to również odbicie słabszych występów gwiazd Turcji. Turkoglu i Ilyasova byli dosłownie ‚cieniami siebie’ sprzed roku lub dwóch..porażką z Polską rozpoczęła marsz w dół ekipy tureckiej w tym turnieju.

Słowenia również nie zachwyciła nas swoją formą mimo faktu, że do kadry powrócił Matjaz Smodis, a zespół przed ME wzmocnili wszyscy czołowi zawodnicy poza Beno Udrihem i Primozem Brezecem. Bolączką tego zespołu – podobnie jak Turcji – była defensywa oraz nierówna gra w ataku ich liderów. Osobiste i czy niecelne podania i rzuty po nocach śnić się będą Goranowi Dragicowi i Jace Lakovićowi. Solidności zabrakło też Erazmowi Lorbekowi. Porażki ze słabszą w tym turnieju Grecją (przede wszystkim w kwestii gwiazd) oraz rewelacyjną Macedonią pozostawiły niesmak na Słowenii.

Kolejny kandydat do medalu, któremu nie udała się wycieczka na Litwę to zespół trenera Ivkovića. Serbowie rozpoczęli swoją gorszą część turnieju od porażki jednym punktem z Francją. Następnie nadeszła kolejna gorycz z Litwinami i sromotna przegrana z Hiszpanią. Los się uśmiechnął do Teodosića i spółki w meczu z Turcją (wygrana jednym punktem), ale szczęście trwało krótko i zespół pożegnał się z walką o medale po przegranej z Rosją. W pamięci fanów tej kadry zostanie pierwsza kwarta spotkania z Grecją (mecz o miejsca 5-8) 8-34.

Jednak największy zimny prysznic spadł chyba podczas tych mistrzostw na ekipę gospodarzy. Mierzący w medal podopieczni Kestutisa Kemzury zawiedli oczekiwania swoich i miejscowych fanów przegrywając ćwierćfinałowy bój z rewelacją turnieju – Macedonią. W ekipie Kemzury widać było brak dwóch zawodników, którzy tak doskonale spisywali się przed rokiem w Turcji. Mowa o kontuzjowanych Kleizie i Maciulisie. Pierwszego zabrakło w ataku, a drugiego w obronie i w efekcie gospodarze będą musieli przejść dodatkowe kwalifikacje w drodze do Londynu oraz IO.

Kto wie czy jednak większa tragedia nie wydarzyła się na ‚chorwackim froncie’? Ante Tomić, Marko Popović, Damir Markota czy Marko Tomas nie byli w stanie nawet wejść do drugiej rundy turnieju uznając wyższość Macedonii i Bośni.

Nawiązując do innej byłej jugosłowiańskiej republiki – Bośni i Hercegowiny – naprawdę więcej oczekiwano od ekipy z dwoma gwiazdami pokroju – Mirzy Teletovića i Henry’ego Domercanta. Ich nierówna forma pozwoliła tylko na wygrane z Czarnogórą oraz Chorwacją. Natomiast (chyba jednak zlekceważenie rywala) wynik spotkania z Finlandią już zakrawała na sensację (64-92).

Na samym końcu naszpikowani trzema graczami pierwszo – piątkowymi z NBA – Włosi. Panowie Bargnani, Belinelli i Gallinari zagrali nie tak jak sobie to wyobrażali włoscy fani. Włochom przede wszystkim zabrakło solidnej defensywy oraz zimnych umysłów (mecz z Izraelem i zagranie gracza Raptors). Efekt to wynik gorszy od skazanej na porażkę w tym turnieju Polski i ledwie jedno zwycięstwo..z Łotwą (Niemcy i Izrael byli w zasięgu Italii).

Topy:

Reprezentacja Hiszpanii, bracia Gasol, nowy ‚Król Juan Carlos’ – Navarro i Jose Calderon. Wszyscy oni zasługują na pozycję numer jeden przy obronie tytułu Mistrza Europy . Potwierdzili, iż po zeszłorocznej porażce w Turcji już się na dobre podnieśli i są w stanie za rok powalczyć z Dream Teamem o kolejne olimpijskie złoto.

Macedonia czyli z turniejowego kopciuszka do potentata. Metamorfoza stała się faktem, głównie dzięki postawie dwóch liderów Pero Antića i Bo McCalebba. W dalszej kolejności należy wyróżnić niezmordowanego i bardzo szybkiego rozgrywającego Vlado Ilievskiego, a tuż po nim trenera znakomicie czytającego grę rywali Marina Dokuzovskiego. Zespół ten pokazał wielki charakter, ogromną duszę drużyny a w końcu nie małe umiejętności. Wracając do Antića – występ na Eurobaskecie dał mu angaż w szeregach greckiego potentata – Olympiakosu!

Francuzi – potrafili się zebrać, w końcu , w prawie najmocniejszym składzie i udowodnić to czego nie udało się pokazać przez kilka kolejnych imprez (chyba od finału olimpijskiego kiedy zagrali z USA o złoto w 2000 roku) – swój wielki potencjał nie tylko na papierze. Parker, Noah czy Batum dali sobie i kolegom szansę na medal podczas Igrzysk w Londynie.

Cichym bohaterem w cieniu Tony’ego P. okazał się Nando De Colo, super szybki obrońca, który udanie pogrywał w ataku i obronie, zostając bohaterem w najważniejszej fazie turnieju.

FinlandiaPetteri Koponen, Tuukka Kotti i Teemu Rannikko pokazali Europie, że basket całkiem dobrze się ma w Skandynawii. Wygrane z Gruzją, Czarnogórą i Bośnią powinny procentować pod kątem następnych imprez koszykarskich oraz promocji koszykówki w tym kraju. Suomi mają swój BOOM. Pewnie niektórzy z Was zaobserwowali, iż w szeregach tej reprezentacji zagrał były gracz Atlanty Hawks – Hanno Mottola. Następnym w NBA może będzie Koponen?

Na sam koniec Gruzja; wygrane z Belgią oraz Ukrainą poszły zgodnie z planem drugiego opiekuna Phoenix Suns – Igora Kokoszkowa. Team of Georgia mógłby być ‘czarnym koniem’ turnieju, gdyby nie kontuzja ich asa atutowego, centra Hawks, Zazy Pachulii. Od tego momentu Gruzini zostali bez swojego lidera, a ich akcje spadały z meczu na mecz. Druga runda Euro to jednak sukces tego kraju, a do pełni szczęścia zabrakło trzech punktów w spotkaniu z Macedonią (63-65), gdyż wówczas Gruzini pokazaliby światu (nieco ala polska kadra), że nawet bez swojego gwiazdora potrafią wygrywać z wyżej notowanymi rywalami.

P.S. Po której stronie? Upadków czy wzlotów widzicie polską kadrę??

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

5 komentarzy

  1. Piotr Gładczak pisze:

    Występu Polaków niestety nie możemy ocenić pozytywnie. Co prawda mało które wydarzenie sportowe przyniosło mi tyle radości co wygrana z Turcją.
    Niestety zbyt „polskie” jest cieszenie się z porażek. Niestety chłopaki nie dali rady z GB i skończyło się klapą. Wiadomo, że nikt nie liczył na sukces, ale apetyty jednak wzrosły po meczu z Turkami.

  2. bargnani7 pisze:

    Wzlot. Dlaczego? Pomyślcie, że przecież w najmocniejszym zestawieniu z tej kadry przetrwałoby może z 4 zawodników (Koszarek, Szewczyk, Berisha,Hrycaniuk/Pamula?), a i tak byliśmy w stanie walczyć z Hiszpanią, ograć Turcję…

    Zagraliśmy 3 mecze dobre i 2 słabe dlatego optymistycznie trzymam się strony większości.

  3. c. pisze:

    skończyło się tak jak było przewidywane przed imprezą – mieliśmy nawet nie powąchać drugiej rundy, a gdy pojawiła się szansa wyjścia z grupy której nie udało się wykorzystać od razu rozpacz.
    generalnie nie jest źle. miało być gorzej, była nadzieja, nie udało się, trudno. opcja ‚neutralna’.

  4. czubek23 pisze:

    Napiszę szczerze: przed imprezą bałem się że nasza drużyna będzie wracała z turnieju z 0:5. Pierwszy mecz napełnił mnie nadzieją (kibic zawsze wierzy nawet wbrew rozsądkowi). Mecz z Litwą, gospodarzem turnieju – wszystko odbyło się tak jak miało, czyli 20 pkt w plecy i pozamiatane. Z Portugalią chyba wszyscy wierzyli że coś uda się ugrać. I daliśmy radę. Mecz z Turcją mnie rozwalił. Totalnie. Sprawił, że nagle o drużynie w ogóle zaczęto mówić w mediach (Mistrzostwa Europy się odbywają i Nasi tam grają!!! Łoł!!). Pojawiła się szansa na awans. Wielcy eksperci zaczęli się jąkać a wszyscy którzy tylko biadolili pozamykali japy. Nadzieja to jednak piękna rzecz. Nagle z ostatniej gry grupowej zrobiła się walka o awans. Nie udało się. Deng zrobił swoje.
    Dostaliśmy jednak od naszej reprezentacji coś na co NIKT nie liczył przed imprezą – EMOCJE. Nie sądziłem że nasza drużyna w tym składzie jest w stanie wywołać we mnie jakiekolwiek emocje. A jednak. Bardzo im za to dziękuję. Nasza kadra zdecydowanie TOP. Bardzo miłe zaskoczenie.

  5. bulls2006 pisze:

    na pewno do wzlotów Polska- wzlot po tym jak mało kto chciał/ mógł grać z naszych gwiazd,Kelati po ciężkiej kontuzji,.. . oceniajac możliwośći i oczekiwania,to przynajmniej dobry, przywracjące nadzieje występ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *