Dziękujemy.

Polska reprezentacja przegrała dzisiaj 81-88 z Wielką Brytanią i nie awansowała do kolejnej rundy rozgrywanych na Litwie Mistrzostw Europy. Polacy przez niemal cały mecz gonili wynik i mimo, że kilka razy dochodzili do rywali, a nawet obejmowali prowadzenie, nie potrafili ostatecznie rozstrzygnąć losów na swoją korzyść. Jakie wrażenie pozostawili po sobie podopieczni Alesa Pipana?

Przed Eurobasketem przeważały opinie, że jedziemy przegrać sromotnie pięć razy lub ewentualnie powalczyć z Portugalią i wrócić do kraju ze skulonymi ogonami. Nieobecność Marcina Gortata, Macieja Lampe, Michała Ignerskiego, Filipa Dylewicza i Krzysztofa Szubargi skazywała nas na rolę autsajderów. Marcin Gortat zapowiadał wręcz porażki w każdym spotkaniu 20 punktami.

Pierwszy mecz z głównym faworytem do złota – Hiszpanią przegraliśmy 78-83 walcząc do ostatniej minuty o wygraną. Już wtedy zespół otrzymał sporo pochwał w mediach. Dzień później jednak nasze nadzieje rozwiali Litwini. Gospodarze uwidocznili wszystkie nasze braki, zarówno w obronie jak i ataku. Brakowało zastawienia bronionej tablicy, a i na atakowanej nie zbieraliśmy prawie nic. Brakowało odpowiedniej egzekucji w momentach kiedy wynik był bliski remisu. Brak naszym zawodnikom ogrania w meczach, w których główną rolę odgrywa presja.

Trzeci mecz z Portugalią miał odpowiedzieć na pytanie czy jesteśmy na dnie czy jeszcze możemy aspirować do roli europejskiego średniaka. Pierwsza połowa wskazywała na to pierwsze rozstrzygnięcie. Ledwie 29 punktów zdobytych grając przeciwko jednej z najsłabszych reprezentacji nie świadczyło najlepiej o naszych możliwościach ofensywnych. Drugie 20 minut dało jednak nadzieję. 52 punkty w ostatnich dwóch kwartach i ostateczne zwycięstwo 81-73 teoretycznie dawało jeszcze nadzieję na awans z grupy.

Przed spotkaniem z wicemistrzem świata – Turcją mało kto przyznawał głośno, że wierzył w naszą wygraną. Stał się jednak cud, a właściwie to Dardan Berisha i spółka zagrali wyśmienicie. Może z drobną pomocą sędziów, ale głównie dzięki sile charakteru i niezwykłej waleczności Polska odniosła druga wygraną na ME i dalej zachowywała szanse na grę w kolejnej rundzie. Przed dzisiejszym meczem byli właściwie w uprzywilejowanej sytuacji, ponieważ wystarczyło tylko wygrać z Brytyjczykami. Jak się skończyło, to już doskonale wiemy. Ponownie zagraliśmy tragicznie na deskach, a dodatkowo trafiliśmy na wielki mecz w wykonaniu Joela Freelanda.

Jeszcze wczoraj wieczorem byliśmy w niebie i żyliśmy marzeniami. Dzisiaj miny nieco nam zrzedły, ale czy przez pryzmat dzisiejszej porażki i w konsekwencji braku awansu możemy ocenić siłę i potencjał tej drużyny?

Zdecydowanie nie. Mimo osłabień zespół Pipana pokazał, że ma spore umiejętności. Wielkie ofensywne możliwości pokazał Berisha, udowadniając, że jest świetnym shooterem. Musi tylko dostać sporo minut i sporo zaufania. Tego zabrakło chyba w poprzednim sezonie kiedy występował w barwach Anwilu.

Adam Hrycaniuk, zaszufladkowany jako zadaniowiec w APG prowadzonym przez Tomasa Pacesasa imponował kilkoma manewrami podkoszowymi i umiejętnością przepychania się z czołowymi środkowymi w Europie. 11 pkt. i 6 zb. to bardzo przyzwoite wyniki, a jego penetracje z prawej strony kończone celnym rzutem były wręcz akcją popisową. To kolejny gracz, który w swoim klubie musi dostać więcej szans na wykazanie się.

Thomas Kelati grający podobno tylko na 80% z racji kontuzji pokazał, że jest juz naszym „Tomkiem” i zależy mu na losach polskiej kadry. Nie odmówił Pipanowi w tak ważnym momencie, a jego 13.4 pkt., 3.8 zb., 3.2 ast. i 2 prz. to naprawdę duża klasa.

Wymieniać można długo. Łukasz Koszarek pokazał spokój i umiejętność kreowania akcji swoim kolegom, a nie tylko „klepania”. Szymon Szewczyk zbyt często uciekał spod kosza i właśnie jego centymetrów bardzo brakowało w pomalowanym. Trafiał jednak pamiętne, ważne rzuty z linii. Paweł Leończyk prezentował zagrania jakich nie pamiętają najzagorzalsi kibice Czarnych Słupsk, a młody Piotr Pamuła trafiał trójki i nie patrzył czy przeciwko Hiszpanom czy Turkom.

Niestety jak już napisałem wcześniej brakowało tego ogrania na imprezach tego typu. Kiedy wynik oscylował wokół zera, nie było komu wziąć na siebie odpowiedzialności. Koszarek powiedział po dzisiejszym spotkaniu – Brakuje nam odwagi, bo w klubach tę odpowiedzialność za wynik trenerzy kładą na barki zawodników zagranicznych, a nie Polaków.

I rzeczywiście jest to problem naszych koszykarzy. Na szczęście rośnie nam pokolenie, w którym brylują już Berisha, Pamuła, Ponitka czy Michalak. Oni wydaja się jakby pozbawieni presji i strachu. Przyszłość należy do nich, jeśli kolejny raz z gry w kadrze nie zrezygnują Lampe i Gortat, możemy być dość ważną siłą europejskiego basketu.

Eurobasket 2011 się dla nas skończył, ale nasi koszykarze pozostawili po sobie dobre wrażenie. Mogło być jeszcze lepiej, ale nie narzekajmy bo mało kto spodziewał się choćby tak pozytywnych emocji jak podczas i po meczu z Turcją. Ales Pipan otrzymał przebrany skład, z którym osiągnął i tak wynik ponad miarę. Jak na dwa miesiące pracy, wykonał bardzo dobrą robotę tworząc z tego zlepka średnich graczy prawdziwą drużynę. Myślę, że należy mu dać szansę na kontynuowanie pracy i stworzyć jak najlepsze możliwości do niej (namówić do gry najlepszych zawodników). Pech Słoweńca to tez raczej mit i jeśli pozostanie na stanowisku zrobi na pewno wszystko żeby udowodnić, że potrafi ze swoim teamem osiągać sukcesy.

Jeśli ktoś nie miał okazji to można już oglądnąć dzisiejszy mecz z W. Brytanią. 1 poł. i 2 poł.

Jak uważacie? Mistrzostwa Europy 2011 należy uznać za sukces Polaków czy porażkę?

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

2 komentarze

  1. cosmo pisze:

    Ja jestem zadowolony. Chłopacy wykazali się wolą walki i wygrali dwa spotkania, mimo sporych osłabień kadrowych. No i pokazali Gortatowi że nie jest niezastąpiony, co mnie cieszy.

  2. bulls2006 pisze:

    1. deng grał bardzo dobrze, ale to było oczywiste
    2. deski przegraliśmy strasznie, ale jeszcze to byśmy przeszkoczyli dzisiaj
    3. gra freenlanda – na to nie byliśmy przygotowani, nie daliśmy rady, – gdy schodził odrabialiśmy, gdy wchodził nie byliśmy w stanie jego powstrzymać, gracz który zrobił różnicę, a WB odjeżdzała.
    4. z MG desek raczej byśmi nie przegrali, freenlad i deng nie mieli by tak łatwo na deskach i przy rzutach. Niemniej gra bez niego i kilku jeszcze graczy, a gra, mimo mankamentów, bardzo dobra, pokazała, że najważniejsza jest drużyna- kto się nie podporządkuje, czy się nazywa gortat, czy lampe nie powinien grać. Tyko grajac dla drużyny można coś osiągnąć, trzeba się podporządkowąć, aby osiągnąć wynik, grać fajnie, szybko, walczyć, walczyć, walczyć

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *