Podsumowanie wydarzeń w grupie B – Włosi jadą do domu

Dzisiaj wszyscy żyjemy wielkim triumfem Polaków, ale w grupie B także działo się bardzo dużo. Przede wszystkim Włochy żegnają się z Eurobasketem po fatalnej 4 kwarcie meczu z Francją. Jeśli jednak nie słyszeliście o końcówce meczu Izrael – Łotwa warto zwrócić na nią uwagę . Kto mógł się spodziewać, że mecz najsłabszych w tej grupie drużyn spowoduje tak duże emocje?

Izrael – Łotwa (91-88)
Dzień w grupie B zaczął się od starcia zdecydowanych outsiderów. O ile Łotysze ambitnie walczyli w każdym spotkaniu, Izrael stylem gry zdecydowanie rozczarowywał. Mecz zaczął się od runu 7-0 dla Izraela, ale rywale szybko odrobili tą stratę i po fatalnym zastoju drużyny Shiveka objęli prowadzenie. Do wielkiej formy wrócił Blums. Ostatecznie Łotwa przegrywała po pierwszych 10 minutach 23-22. W drugiej kwarcie zacięta rywalizacja punkt za punkt. Blums i Kuksiks zachwycali trójkami tak jak w poprzednich meczach, a Izrael prowadził Eliyahu. Druga połowa miała podobny scenariusz – Eliyahu spod kosza, w odpowiedzi jakaś trójka. Ostatnia z nich – oczywiście Janisa Blumsa dała prowadzenie jego drużynie przed decydującą częścią spotkania. W niej Łotwa nie potrafiła utrzymać małej przewagi, Eliyahu był nie do zatrzymania pod koszem. Na 18 sekund do końca Pnini trafił za trzy, ale momentalnie tym samym odpowiedział Kuksiks. Było 89-87. Łotysze musieli faulować. Blu spudłował dwa osobiste! 6 sekund przed zakończeniem Pnini sfaulował Strelnieksa. Młody point guard nie wytrzymał presji i trafił tylko 1 rzut wolny przez co Łotwa nie doprowadziła do dogrywki i odniosła 4 porażkę na Litwie.

Izrael: Eliyahu (26pkt/10zb/3ast), Pnini (12pkt), Blu (11pkt/7zb), Halperin (9pkt/5zb)
Łotwa: Blums (27pkt/4zb/6ast), Selakovs (14pkt/9zb), Kuksiks (12pkt/2zb/2ast), Strelnieks (8pkt/3zb)

Francja – Włochy (91-84)
Jeśli Włosi chcieli zachować jakiekolwiek szanse na awans musieli pokonać Francję. Wielu mówiło, że to niemożliwe przy takiej formie Parkera. Okazało się, że Italia przegrała bardziej sama ze sobą – zresztą po raz kolejny na tym turnieju, bo jak można grając o wszystko przy prowadzeniu 7 punktami w ostatniej kwarcie pozwolić rywalowi zdobyć o 14 punktów więcej. Do tego grając tragicznie w defensywie w porównaniu do całego meczu. Spotkanie świetnie zaczął Bargnani, w którym pozostało jeszcze trochę ognia od meczu z Łotwą. 13 punktów w pierwszej kwarcie i 3 punktowe prowadzenie Włoch. Druga kwarta rozpoczęła się ofensywnymi problemami w rywalizujących ekipach. Po 6 niecelnych rzutach z obu stron po raz trzeci w tym meczu trafienie zaliczył Parker. Nadal świetnie funkcjonował Bargnani i powtórzenie wyczynu z ostatniego spotkania wydawało się naprawdę możliwe – 17 punktów do przerwy. Rewelacyjnie spisał się Belinelli – trafił w tej kwarcie aż 4 trójki w tym jedną równo z syreną. 48-41 i Francja miała się czego obawiać. Włosi potrafili utrzymać przewagę przez następne 10 minut. Choć Bargnani był już zdecydowanie lepiej pilnowany obudził się niewidoczny dotychczas Danilo Gallinari. Tony Parker nie miał życia przy włoskiej defensywie, w dodatku musiał uważac na faule. W drużynie Trójkolorowych brakowało kogoś kto wziął by na siebie ciężar w ofensywie. Tacy zawodnicy pojawili się dopiero w ostatnich minutach, a okazali się nimi Batum i Diaw. Mecz był bardzo zacięty, ale Włochy nie wytrzymały. Można powiedzieć, że trafienie Diawa na 30 sekund przed końcem związało rywalom nogi. 8 punktów z rzędu Francji – wszystko to w decydujących chwilach. Ten scenariusz dla ekipy Pianigianiego powtórzył się już po raz 3 na tych mistrzostwach. Ostatni.

Francja: Diaw (21pkt/4zb/4ast), Batum (20pkt/5zb/4stl), Noah (10pkt/7zb), Traore (11pkt), Parker (8pkt/4zb/3ast)
Włochy: Bargnani (22pkt/5zb), Belinelli (19pkt/3ast), Gallinari (18pkt/5zb), Hackett (10pkt/5ast), Carraretto (7pkt)

Serbia – Niemcy (75-64)
Nie będę mówił nic o tym jak gra Serbia, bo to materiał na osobny artykuł, nie wspomnę też, że Teodosic już dawno temu powinien trafić do NBA, a gdybym był GMem wyłożyłbym za takiego gracza wszystkie pieniądze. Serbia, której przed rozpoczęciem turnieju nie doceniałem teraz jest moim murowanym faworytem do walki o medal. Nad meczem też nie będę się rozpisywał, bo był to mecz do jednego kosza. Niemcy by wygrywać potrzebują tak jak w pierwszych dwóch spotkaniach – celnych rzutów Dirka (było ich aż 11, ale drugie 11 spudłowanych przy wyższej skuteczności Serbów nie dało Niemcom takiego zysku jak mogło) i dobrej gry Kamana przez cały mecz. Tutaj tego zabrakło w dodatku agresywna obrona Serbii (grali pressing na połowie rywala przy 16 punktowym prowadzeniu!!!) nie pozwoliła im na zbyt wiele celnych trójek. Niesamowicie grał Teodosic – w całym meczu zabrakło mu po jednej asyście i zbiórce do pierwszego triple-double na tym turnieju. Serbowie dali popis gry zespołowej, wzorowo biegali do kontrataków. Wygrali w tym spotkaniu wszystkie kwarty poza ostatnią, w której trochę odpuścili.

Serbia: Teodosic (12pkt/9zb/9ast), Krstic (15pkt/3zb), Savanovic (18pkt), Tepic (8pkt/6zb), Macvan (5pkt/9zb), Keselj (6pkt/4zb)
Niemcy: Nowitzki (25pkt/6zb), kaman (10pkt/11zb), Schaffartzik (11pkt/3zb/2ast), Hamann (10pkt), Benzing (5pkt/2zb)

2 komentarze

  1. Fan Detroit pisze:

    Parker w końcu zwolnił. Mam nadzieję, że Niemcy coś wskórają na tych mistrzostwach

  2. cosmo pisze:

    Serbia!! Jurto lejemy żabojadów:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *