Tak było w 1999 roku – Eurobasket we Francji

Eurobasket w 1999 roku odbył się we Francji. Niestety na Mistrzostwach zabrakło Polski, która w eliminacjach dała się ograć Czechom, Węgrom czy Petarowi Naumoskiemu (Macedonia).  Głównym faworytem imprezy mieli być Mistrzowie Świata z przed roku i obrońcy trofeum na Starym Kontynencie – Jugosławia. Wysoko stały także notowania Litwy, Chorwacji, Rosji, Włoch czy Hiszpanii i Grecji.

Spotkania pierwszej fazy przebiegały bez większych fajerwerków. W grupie A prym wiedli jeszcze mocniejsi niż przed dwoma laty Jugosłowianie, do których dołączyli Peja Stojakovic (ostatecznie jego występ ze względu na uraz był symboliczny), Vlade Divac, Dejan Tomasevic czy Milan Gurovic. Izrael i Macedonia nie stanowiły dlań wyzwania, a gospodarze nie byli w stanie uruchomić przeciwko nim swojej największej wówczas gwiazdy – Tariqa Abdul Wahada. Coraz więcej w zespole zależało od Bodirogi, którego wspierał doświadczony Danilovic, a pod koszem rządził Tomasevic.

W grupie B zacięte boje stoczyły ze sobą Hiszpania, Rosja i Słowenia.  Każda z drużyn miała po dwa zwycięstwa, a chłopcem do bicia okazał się zespół Węgier, który dzielnie stawiał opór każdemu rywalowi, jednak zabrakło niezbędnego doświadczenia do odniesienia choćby jednego zwycięstwa. Klasą samą dla siebie byli Alberto Herreros (19.2 punktu na mecz) oraz 19 letni zaledwie Matjaz Smodis.
Grupa C rozwojem wydarzeń przypominała grupę B. Wszystkie mecze przegrali Bośniacy, a po dwa zwycięstwa uzyskali Włosi ( wsparci  Meneghninem, Galandą i Basile), Turcy (już z Turkoglu i Okurem) oraz Chorwaci ( w końcu z Toni Kukocem). Najlepszy rezerwowy Bulls był bardzo ważną postacią w zespole „Kraciastych”,  na którego poczynaniach głównie opierała się gra zespołu.
W grupie D byliśmy świadkami niemałej sensacji. Otóż wysoko notowani Grecy nie zdołali wygrać żadnego z trzech spotkań i musieli pożegnać się z poważnym graniem na turnieju. Rewelacją turnieju okazali się za to Czesi, którzy po zbiciu Greków pokonali także wysoko naszpikowanych gwiazdami Litwinów, w składzie których nie zabrakło nawet Arvydasa Sabonisa. We znaki dał się szczególnie zapowiadający się na wielką gwiazdę Lubos Barton, który zdobywał kolejno: z Litwą 24 , z Grecją 26 i z Niemcami 17 punktów. Swój pierwszy Eurobasket w życiu w barwach naszych zachodnich sąsiadów  zaliczył  wówczas Dirk Nowitzki.

W drugiej rundzie z szansami na medal musieli się pożegnać Słoweńcy i Izrael. Silniejszymi ekipami okazały się bowiem reprezentacje Jugosławii, Francji, Hiszpanii i Rosji, która za głównie dzięki Zacharowi Paszutinowi pokonali Jugosławię. Niezłą koszykówkę prezentowali w tej fazie gospodarze imprezy, którzy napędzani byli przez rewelacyjnego Rigadeau.
W drugiej grupie sił na walkę zabrakło Czechom. Swoją wysoką dyspozycję potwierdzili za to Litwini, którzy wygrali wszystkie swoje mecze, a Sabonis mimo 35 lat grał jak za najlepszych lat. Szczęśliwie dalej przeszli Turcy, Włosi porażkę ponieśli tylko z rąk Litwinów, a największą niespodzianką było wyeliminowanie Chorwacji. Ekipę Kukoca „załatwił” …Chorwat Drazan Tomic, który w barwach swojego drugiego kraju (Niemcy) rozegrał mecz życia zdobywając 32 punkty (13/16 z gry, 6 „trójek”) prowadząc Niemców do efektownego zwycięstwa 102:85.  Warto wspomnieć w tym miejscu, że zawodnik ten na krótko zawitał na nasze parkiety reprezentując w 2006 roku Azoty Unię Tarnów. Dirk zagrał także świetnie – 21 punktów (8/10 z gry, 4 „trójki”). Jaka żałoba panowała w Chorwacji – nie trzeba chyba nikomu mówić.
W pierwszym meczu ćwierćfinałowym Włosi szybko pokazali miejsce w szeregu Rosjanom deklasując ich aż 102:79. Duet Myers-Fucka znów był nie do zatrzymania. Pierwszy rzucił 22, drugi 19 punktów.
W drugim spotkaniu JJugosławia kontrolując przebieg wydarzeń na parkiecie odprawiła z kwitkiem Niemcy, pokonując je 78:68. Gdy obrona Germańców skupiona była na Bodirodze i Danilovicu, to swój dzień postanowił mieć wtedy rzucający Scepanovic – 17 „oczek”. Bohater  Niemiec ze spotkania z Chorwacją Tomic tym razem zatrzymał się zaledwie na 4 zdobytych punktach.

Bardzo zacięte spotkanie stoczyli ze sobą Francuzi z Turkami, z którego obronną ręką wyszli jednak gospodarze niesieni dopingiem swoim kibiców. Kolejny raz świetnie zaprezentował się Rigadeau, który rzucił 18 punktów a 15 dorzucił Foirest. W zespole tureckim uwidoczniły się objawy strzeleckiego talentu Hedo Turkoglu, którego 17 „oczek” nie wystarczyło jednak do ogrania Francji.
W ostatnim spotkaniu ¼ finału doszło do niespodzianki. Gwiazdorzy z Litwy zostali ograni bo bardzo zaciętej walce przez Hiszpanów, a właściwie przez Alberto Herrerosa, który uzyskał dla swojej kadry 28 punktów. Po stronie przeciwnej wyróżnili się Jasikievicius – 22 i Karnisovas – 17 punktów. Kompletnie zawiedli natomiast podkoszowi „zielono-żółtych” co było jedną z przyczyn porażki.
Prawdziwa walka rozpoczęła się natomiast w półfinałach imprezy. Naprzeciw siebie stanęły zespoły Francji i Hiszpanii oraz Włochy z Jugosławią. Najpierw ciśnienia nie wytrzymali niesieni dopingiem gospodarze, którzy polegli swoim sąsiadom zza Pirenejów, wśród których po raz kolejny wielki mecz rozegrał Alberto Herreros – zdobywca 29 punktów.
W drugim spotkaniu byliśmy świadkami koszykarskich szachów. Wprawdzie Włosi chcieli szybko zrewanżować się za poprzedni finał prowadząc po pierwszej połowie aż 37:23, jednak bardziej doświadczeni Jugosłowianie potrafili odrobić straty. Przy stanie 55:54 dla Włoch na pięć minut przed końcem meczu jednak coś się zacięło w zespole Obradovica. Najpierw Tomasevic fatalnie przestrzelił spod samego kosza, potem Bodiroga przewrócił się popełniając błąd kroków, by następnie oddawać wymuszone i w efekcie przestrzelone rzuty. A Włosi spokojnie konstruowali akcje znajdując drogę do kosza. Celne rzuty wolne Myersa i „trójka” Abbio całkowicie podcięły im skrzydła i jasne się stało, że Jugosławia nie obroni tytułu.

W finale spotkały się drużyny, które na niego w pełni zasłużyły. Nikt nie spodziewał się przecież, że Hiszpanie zdołają ograć Litwę, a już większość specjalistów twierdziła że po tak wyczerpującym finale Hiszpanom zabraknie sił na półfinał z rozpędzoną Francją. Ci jednak mieli w składzie Herrerosa, o czym zapomnieli wyraźnie rywale, ale Włosi już byli na niego bardzo dobrze przygotowani.
Super snajper z Madrytu trafił zaledwie 2/9 rzutów i kończył mecz ze słabym jak na niego dorobkiem 10 punktów. Włosi grali uważnie w obronie, a w ataku nie było nieprzemyślanych akcji. Gdy brakowało pomysłu, to piłka wędrowała do Myersa (18pkt), który wiedział co z nią zrobić. Strefę podkoszową zdominowali Chiacig  (9pkt) oraz europejska wersja Shawna Bradleya – Gregor Fucka (10pkt, 10zb, 4bl), który został wybrany MVP Turnieju. Włosi ostatecznie wygrali 64:56 ciesząc się z triumfu po raz pierwszy od 1983 roku, kiedy zdobyli złoto co ciekawe – także we Francji.

 

Najlepsza piątka Mistrzostw 1999:
Gregor Fucka (Włochy)
Andrea Meneghin (Włochy)
Carlton Myers (Włochy)
Dejan Bodiroga (Jugosławia)
Alberto Herreros (Hiszpania)

1 Odpowiedź

  1. Piotr Gładczak pisze:

    Super wspomnienia! Fajnie przypomnieć sobie fakty z tamtych lat i nazwiska takie jak choćby Fucka:) Czekamy na kolejne odcinki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *