Nigdy nie lekceważ Legendy

Autor: Kuba Kacprzak

13 lat temu…

To miał być jego ostatni mecz. Wiedział doskonale, że jeśli wygra to odejdzie w glorii chwały, jako niepokonany. Na zawsze już będą go pamiętać jako ‚Legendę’. Choć i tak nią już był. Zrobił więcej niż ktokolwiek się spodziewał. On jednak nie zamierzał przegrać. Choć nie trafił tysięcy rzutów, mylił się przy decydujących zagrywkach to tym razem był gotów. W jego oczach widać było pasję, sportową złość i chęć wygrania. Jednak nie było to proste. Wiedział, że nie będzie. Rywale walczyli niczym gladiatorzy na rzymskiej arenie. Wychodziło im wszystko.

Jego partnerzy byli w gorszej dyspozycji. Zrozumiał, że tu i teraz jest czas, by historia zatoczyła koło. By niechciany niegdyś w drużynie teraz doprowadził do niemożliwego. I nagle miał ku temu okazję. Wydawało się, że przeciwnicy zwyciężą. Walczyli na własnym terenie. Mieli czas, ostatnią akcję i mogli spokojnie poczekać do końca. Wtedy nasz bohater zaatakował nagle, niczym tygrys. Wyrwał piłkę z rąk człowieka, który nie zwykł jej tak tracić. I nagle cała publika zamarła. Wiedzieli, że ich ulubieńcy mogą przegrać.

Ruszył rozsądnie do przodu. Czekał niczym wytrawny wojownik na okazję do zadania ciosu. Większość spróbowałaby wbić się na siłę, liczyć na pomoc partnera, ale on doskonale wiedział, że musi zrobić to sam. Na zegarze pozostało 17 sekund. Wtedy wykonał najbardziej spektakularny manewr jaki widziano w tej grze. Ruszając szybko w prawo nagle zaprzeczył prawom grawitacji. Zatrzymał się w miejscu jakby jego mięśnie, stawy i ścięgna nie czuły bólu. Jego przeciwnik upadł. Nie spodziewał się, że można coś takiego wykonać. Nasz bohater wiedział co musi zrobić. Wyskoczył do góry elegancko i spokojnie, jakby miał wiele czasu. Jakby to był zwykły mecz bez stawki. Rzucił idealnie. Piłka trafiła bez choćby otarcia o obręcz. Jego prawa ręka została uniesiona do góry. Jakby chciał pokazać, że zamroził wszystko wokół. To był jego ostatni rzut w tych barwach. Jego ostatni triumf dla drużyny, w której się wychował i doszedł do statusu Legendy.

3 miesiące temu…

Miał udowodnić, że postąpił dobrze. Pokazać, że jest gotów. To miał być jego finał. Jego wielki sukces. Miał obok siebie równie genialnych zawodników. Powinno pójść łatwo i przyjemnie. Oni są starsi, zmęczeni i mniej efektowni. Na pewno sobie poradzi. Jednak zbytnia pewność siebie często powoduje, że nie doceniamy przeciwnika. I tak też się stało. Zawiódł ponownie. Wybierając drogę na skróty. Samozwańczo nazwał się „Królem” i poległ niczym Bonaparte pod Waterloo. Król bowiem powinien znany być ze swej mądrości i skutecznego rządzenia. On nie był taki. Uważał się za wielkiego choć nie pomógł swej drużynie w osiągnięciu sukcesu. Łatwo jest być najlepszym indywidualnie, lecz prawdziwego wodza poznaje się po tym, jak prowadzi swych podwładnych.

On poprowadził ich do klęsk. Zawodził w najważniejszych momentach. Obrażał się gdy coś szło nie po jego myśli. Zostawiał swych kolegów gdy potrzebowali go najbardziej. W swej pierwszej drużynie został znienawidzony za ucieczkę i chamskie zachowanie. Nie tylko bowiem uciekł, ale i zostawił drużynę bez szans na zamienienie go kimś innym. Z „Króla” stał się błaznem. Poległ drugi raz, choć był tak pewien swego. Jego historia pokazuje, że nie warto iść drogą na skróty. Jedynie ciężka, wręcz mordercza praca, trenowanie zagrywek do perfekcji i mądrość sprawią, że stanie się na szczycie.

Jeśli kojarzycie o kim są te dwie historie to zapewne kochacie NBA równie mocno jak ja. Dla tych, którzy jeszcze nie skojarzyli podpowiem. Chodzi o Michaela Jordana i LeBrona Jamesa. Dwóch zawodników, którzy nigdy przeciwko sobie nie zagrali. Od pewnego czasu trwa zagorzała dyskuja, który z nich jest lepszy. Dla mnie odpowiedź jest jasna. I pozwolę sobie zwycięzcę zaprezentować w sposób taki, jak prezentowany był przez 15 sezonów… „Froooooom Noooorth Carooooline’a! 6,6… At guuuuuaaaard! Nuuuumber 23… Michaaaaaaaaaaaaaaaeeeeeeeeeeeeeeeeeeelllll Jooooooooooooooooooooooordaaaaan!”

Chyba nie mieliście wątpliwości prawda? Niektórzy mówią, że to James jest bardziej wszechstronny. No cóż. MJ został w swej karierze wybrany najlepszym obrońcą ligi, dziesięciokrotnie zdobywał tytuł króla strzelców, trzykrotnie był najlepszym przechwytującym ligi. Dziewięciokrotnie (rekord ligi) wybierany do drużyny najlepszych obrońców NBA. Na pierwszą nagrodę MVP czekał zaledwie cztery sezony. Lider tabeli wszech czasów w liczbie punktów na mecz w sezonie zasadniczym – 30,12 pkt na mecz.

Lider tabeli wszech czasów w liczbie punktów na mecz w fazie play-off – 33,4 pkt na mecz. Nigdy nie przegrał w finałach. Dodajmy do tego także dwa złote medale olimpijskie no i sześć mistrzowskich pierścieni. Sześć nagród MVP finałów. Pięciokrotnie zdobywał MVP sezonu zasadniczego. To wszystko w piętnaście sezonów.

A LeBron James? Oczywiście, że ma lepsze warunki fizyczne. Dzięki temu gra również na innej pozycji. Jednak mówienie, że jest lepszy od Jordana jest dla mnie śmieszne. Porównywanie ich obydwu to tak jak porównywanie naturalnych piersi do sztucznych. Jasne sztuczne wyglądają ładniej i są większe, ale to naturalne milej pieścić. LBJ rozegrał już osiem sezonów. Ponad połowę z całej kariery Jordana. W tym czasie zaledwie raz osiągnął barierę 30 punktów mecz (sezon 08/09). MJ min. 30 oczek na mecz zdobywał w… 8 sezonach z czego, aż siedmiu z rzędu! To dzięki niemu powstała dynastia „Byków”. James uciekł z Cavaliers gdy nie udało mu się wygrać. Poszedł drogą na skróty. Sam Jordan stwierdził, że nie wyobraża sobie, by podczas swej kariery mógł odejść z Chicago i grać np. z Larrym Birdem lub Magiciem Johnsonem. Dążył do tego, by to właśnie z Bulls wygrać finały. Niestety LeBron takiej cierpliwości i zaangażowania nie miał. Nie dziwiły mnie komentarze fanów i prezesa Cavs. Wierzyli, że James zostanie u nich, a on nie dość, że odszedł w mało miły sposób (słynne Decision) i nie dał szans Cleveland na wymianę go na innych zawodników. M.in. właśnie przez to „Kawalerzyści” w tym sezonie nie liczyli się w walce o play-offy. Prawdziwy przywódca nigdy nie ucieka pierwszy. LBJ mógł być w ekipie Cavaliers legendą jak wyżej wymienieni przeze mnie zawodnicy.

Dlatego nie ma sensu porównywać Mike’a i LeBrona. Wpierw niech Mr. „Bufon” jak nazywają często media Jamesa, osiągnie tyle co Jordan. „Air” miał po ośmiu latach gry 2 mistrzostwa, trzy tytuły MVP sezonu zasadniczego i trzy finałów, był najlepszym obrońcą ligi, debiutantem roku, dwukrotnym zwycięzcą konkursu wsadów, sześciokrotnym królem strzelców, dwukrotnie najlepszych przechwytującym ligi i miał dwa złote medale olimpijskie. A LBJ? Zero tytułów, raz król strzelców, dwa MVP, był debiutantem roku, zdobył brązowy i złoty medal na olimpiadzie. Dodajmy, że dotychczas James nigdy nie rozegrał pełnego sezonu. Jordan zrobił to czterokrotnie w tym raz podczas ostatniego sezonu w barwach Wizards. Jasne. LeBron gra efektownie, jest cholernie silny i ma ogromne umiejętności, ale brakuje mu tego co cechowało najlepszych. Brak w jego oczach pasji i zaangażowania jakie widziałem nie tylko u Jordana, ale i Olajuwona, Malone’a, Barkleya, Shaqa czy Kobe Bryanta. Dotychczas też James nie przekroczył granicy 60 punktów. MJ osiągał tą granicę pięciokrotnie! Macie jeszcze jakieś wątpliwości? Michael Jordan był tylko jeden. Zrewolucjonizował NBA i był niepowstrzymany. Czy grając z wysoką gorączką (legendarne Flu Game) czy z kontuzją, potrafił zawsze dać z siebie wszystko. I przede wszystkim nie bał się przyznać do porażki. Nie stroił fochów i nie zgrywał gwiazdora. Po prostu harował ciężko nad tym, by być lepszym.

Bo właśnie na tym polega pasja. Nie na tym, by zadowalać się tym co już jest, lecz dążyć każdego dnia do podnoszenia umiejętności. Tak, by ludzie mówili o Tobie z szacunkiem, a rywale bali się spojrzeć się w oczy, by nie zostać ośmieszonym. Król w nawyku powinien mieć szacunek do wszystkich. I sam o sobie nie powinien mówić, że jest najlepszy. To ludzie mają go takim obwołać!

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

36 komentarzy

  1. KobeFan pisze:

    No zgadzam się LeBron korzysta wyłącznie ze swojej siły i nie jest typowym walczakiem, który walczy od początku do końca czy gra z Clevland, które ma 10 zwycięstw czy ze Spurs, które ma 10 porażek.

    • WhiteD pisze:

      A siłę to pewnie znalazł na ulicy Akron – potknął się o nią…
      LeBron raczej nie jest walczakiem – ale siła sama z siebie się nie robi.

  2. Raq pisze:

    Jeden błąd w tekście, MJ ma 6,6 wzrostu a nie 6,5!

    • Mateusz Król pisze:

      „Lider tabeli wszech czasów w liczbie punktów na mecz w sezonie zasadniczym – 30,12 pkt na mecz”
      A nie jest tak, że przypadkiem Wilt Chamberlain dzierży ten rekord z 50.4 punktami na mecz?

  3. bargnani7 pisze:

    Nie lubię jak mówi się, że „korzysta z siły”. Praca nad sobą, nad siłą jest strasznie obciążajaca, zwłaszcza psychicznie i ja do takich ludzi zawsze będę miał szacunek, bo kto kiedykolwiek ćwiczył pewnie wie jak ogromny wysiłek trzeba w to włożyć.

    Wszyscy dookoła gadają jakby siła i muskulatura u LBJ wzięła się sama z siebie,
    a do tego trzeba mieć charakter i silną wolę, poświęcić masę czasu.

    To, że Mike taki nie był nie oznacza, że każdy dookoła musi taki być. Jeden bazuje na tym, drugi na tym, kto powiedział, że James musi być jak Jordan? Sami to sobie wmówiliśmy. Wiem, że każdy chce mieć „Jordana naszych czasów”, ale takie doszukiwanie się na siłę widzicie jak się kończy.

    • Woy9 pisze:

      Może LeBron to własnie jest Jordan naszych czasów. Ery smartfonów, gier video i internetu. Jest inny bo światem rządzą inne wartości a głównie pieniądz ; nie ma czasu na sentymenty, honor czy wspominki dawnych czasów.
      Jordan był wychowany wg innych wartości i w innym otoczeniu, można rzec w dawnych czasach.

      Jest jedna ważna istota – LBJ nie grał na uniwerku i podjął dalszej edukacji a to kształtuje charkter, psychikę, osobowość etc.

    • bargnani7 pisze:

      ale czy LeBron jest pierwszym liderem swojego zespołu, który odchodzi?

      to on sam uczynił się świetnym koszykarzem poprzez ciężką pracę i ma prawo dokonywać wyborów takich jakie chce. teraz ma szansę tworzyć historię Heat, bo nie był wystarczająco dobry (i nie miał wystarczającego wsparcia – to po drugie) by w Cleveland zrobić to co Mike i co warto podkreślić Scottie robili przez lata w Chicago.

      ustalil się taki schemat kariery – kariery, która ma być taka jaką miał Mike.

    • Woy9 pisze:

      pewnie, że przed nim szansy na Misia szukali O’Neal czy Barkley(ten drugi to pierwszy hater LBJ’a)
      Pewnie lada dzień zrobią to CP-3 czy DH-12
      pozdro.

    • CKJE pisze:

      Ale nikt nie odszedł w najbardziej wieśniackim stylu LeDecision! To tak jakby zostawić rodzine/żone/dziewczyne w talk show Jerrego Springera. Zenada i tyle.

  4. Fan pisze:

    Zgadzam sie z autorem. MJ byl i jest najlepszy. Kto wie byc moze w przyszlosci ktos go przeskoczy, ale obecnie nikt tego nie dokonal. Popieram słowa bargnianiego7, że tak tesknimy za Mike’iem, że szukamy go w obecnych zawodnikach. Ale prawda jest taka, że Mike był tylko jeden i nikt go nie zastapi. Ja czasami łudze się, że „któregoś poranka obudzę się i wiadomości w TV podadzą, że MJ wrócił w wieku 50 lat” ;) oh don’t laugh ;o)

  5. talarr pisze:

    Nigdy nie czytałem gorszego,bardziej stronniczego artykułu. Jak w ogóle można porównać byki z MJ do kawalerzystów z Jamesem? TO jakaś kpina. Jordan od początku kariery otoczony był przez doskonałych zawodników. Nie wspominająć o czasach gdy grał z Pippenem,Grantem, Rodmanem. A kogo miał James? Od czasu do czasu do gry włączał się Mo i Big Z. Szczerze – dobrze że odszedł, bo w składzie z nim cleveland tak czy siak by się nie wzmocniło – nie mieli szans na dobry wybór w drafcie, a sam jeden nie jest w stanie wygrać mistrzostwa NBA, nie te czasy. Poza tym – nie wiemy jak MJ radziłby sobie z obroną strefową, na bank stanowiłoby to oggromną różnicę. Uważam ze Jordan jest najlepszy zawodnikiem w historii NBA, ale James praktycznie w niczym mu nie ustępuje. Jedyne do czego mam pretensje to „the decision” i to że wybrał miami(miałem nadzieje na nicksow albo byki;P) – ale kurde, takie miał prawo. A powiedzieć że james gra bez pasji i zaangażowania to już chyba jakiś żart. Dajmy na to – finały konferencji z bykami w tym roku? Nie widziałeś tam pasji i zaangażpowania jamesa? Owszem miał słabsze finały, może się spalił czy coś. Ale kurde, widać że facet wkłada w to co robi serce. A inaczej twierdzą tylko ludzie którzy z nieznanych mi przyczyn mają do jamesa jakieś wyrzuty, pretensje – jednym słowem haterzy, którzy nie mają nawet solidnych podstaw do krytyki. Steva Nasha też tak osądzisz bo nie zdobył nigdy pierścienia? A Malone? Barkley?

    • Woy9 pisze:

      kolego trochę wrzuć na luz. Mamy lock out i gdybamy, a robi to fan NBA , który zaczyna swoją przygodę z NBA u nas na stronie.

      po pierwsze to można się spierać z Tobą czy Michael i LeBron mieli bądź nie mieli wielkich graczy wokół siebie. Popatrzmy na początki kariery Michaela (w którym roku doszli Pippen i Grant, a następne dwa lata zbierali szlify) i LeBrona (James miał samego Boozera obok siebie, a ostatni sezon gry w Cavs to też były nie małe transfery: Shaqa czy Jamisona czyli All Starów, ponadto dojście Parkera).
      M.J. zaczął karierę w 1984 i do końca lat 90’tych ścierał się z Celtami i Pistonsami.

      tutaj skład Byków – ja sam kojarzę Charlesa Jonesa i Orlando Wooldridge’a jako wielkich rezerowowych z Rockets i Pistons

      http://www.basketball-reference.com/teams/CHI/1985.html

      rok później – legenda NBA Gorge Gervin ale w końcowym stadium swojej kariery

      http://www.basketball-reference.com/teams/CHI/1986.html

      W końcu dojście Oakleya

      http://www.basketball-reference.com/teams/CHI/1987.html

      no i Pippen , Grant w ’87

      http://www.basketball-reference.com/teams/CHI/1988.html

      Stwierdzenie czy nic by nie zdziałał zostawmy już historii – fakty są takie ,że grał z nimi z finale NBA w 2007 roku i nikt tego nie podważy. A skład był słabszy niż w każdym następnym po 2007 roku (dochodzili Mo Williams, Ben Wallace, Jamario Moon czy w/w O’Neal, Jamison i Parker).

      Chwyciłeś dobry aspekt , który ja podważyłem ostatnio przy wielkiej dyskusji z jednym z forumowiczów – na temat post up’u Jamesa. Obrona strefowa wg mnie mogłaby całkowicie zmienić historię ligi (wirtualnie patrząc na strefę NY Knicks z czasów Riley’a)

      Na koniec dodam cytat swój z tekstu powyżej:

      „Może LeBron to własnie jest Jordan naszych czasów. Ery smartfonów, gier video i internetu. Jest inny bo światem rządzą inne wartości a głównie pieniądz ; nie ma czasu na sentymenty, honor czy wspominki dawnych czasów.
      Jordan był wychowany wg innych wartości i w innym otoczeniu, można rzec w dawnych czasach.

      Jest jedna ważna istota – LBJ nie grał na uniwerku i podjął dalszej edukacji a to kształtuje charkter, psychikę, osobowość etc.”

    • CKJE pisze:

      „TO jakaś kpina. Jordan od początku kariery otoczony był przez doskonałych zawodników.” – dalej juz nawet nie czytam, nie ma senu. Puknij sie w glowe psychofanie lebrona. Pewnie masz 16 lat i Jordana pamiętasz tylko z „Kosmicznego meczu”.

    • nerd17 pisze:

      A czy ktos mowi o Nashu? Nie. Bo porownywanie go do Jordana jest absurdem. Tak samo Jamesa. A jesli doskonali zawodnicy wedlgu Ciebie to kukoc, harper, longley ktorzy po ‚rostaniu’ z bykami juz nic nie osiagneli no to brawo dla Ciebie :)

    • woy9 pisze:

      pozwolicie ,że jeszcze wejdę w tę dyskusję. Harper to wielki gracz, w latach ’80 tych i ’90tych czołówka shooterów w lidze. Kukoc był od zawsze wielkim europejskim talentem. Longley to osobna , gorsza historia. Harper sięgał po tytuły z Lakers. Na pewno dziś też by się przydał. fajna dyskusja się wywiązała!

  6. PK pisze:

    Hmm…interesujące porównanie zawodników do piersi….sądzę, że MJ chętnie by się dał Ci popieścić…:-)

  7. NBA pisze:

    Tak i teraz wkroczą fani James`a. Tak i Jordan i Bulls z 1985 to byli sami geniusze nie no normalnie gwiazdozbiór.

  8. Marcin#10 pisze:

    A według mnie bardziej do Jordana pasuje Kobe. Pewnie pójdzie na mnie fala krytki, ale co z tego, skoro tylko wyrażam swoją opinię. Podobne ruchy, MJ też miał mecze, w których jego rzuty z gry były np. 5/25. Nie był idealny i nikt nie będzie. Nigdy nie podważę tego, aby Kobe był lepszy, bądź taki sam. Nie jest, ale na pewno grają podobnie i Bryant nie jest dużo gorszy. Sam Phil Jackson powiedział o Kobem: „żaden gracz w historii nie miał takiego charakteru”, a wiadomo z kim pracował. Cytat niedokładny, bo go nie pamiętam, bynajmniej chodzi o to, że ma on zadziorny charakter, nie poddaje się. A u swojego boku też nie ma gwiazd. Jedynie Gasol, który w tym sezonie przeszedł jakby obok meczy.

    • CKJE pisze:

      Kobe ma podobne ruchy do Jordana bo zwyczajnie je skopiował, sam o tym kiedys nawet mowil w jakims wywiadzie. Dlatego wlasnie Phil tak o nim powiedzial. Bo Kobe to czlowiek ktory osiagnal wiecej, niz pozwalal mu na to jego naturalny talent. Wlasnie przez swoj charakter, zawzietosc i przez to ze obserowal i nasladowal najlepszych (w swojej grze wykorzystuje zagrania Jordana, Magica, Hakeema, Kareema i paru innych wielkich). Chociaz dla mnie i tak wiekszy charakter mial Mike, ale on tez mial duzo wiekszy talent. Te ruchy ktore Mike mial naturalnie, Kobe musial sie nauczyc. To nie zmienia faktu ze i tak nie lubie Kobiego, a Lakers nienawidze :) A co do lebrona to jakiekolwiek porownania do Jordana uwazam za smieszne i chore. Co prawda czasem podczas RS lebron potrafi sie zblizyc do poziomu MJa, ale w PO to juz zupelnie inna liga. Zreszta zaden inny gracz nie dorownal i nie dorowna MJowi i tyle :) Blisko w RS w pewnych momentach byl TMAC i mysle ze gdyby nie jego charakter, lenistwo i kontuzje to byl graczem ktory w pewnym momencie mogl osiagnac poziom podobny do MJa.

  9. talarr pisze:

    Spoko, nie chciałem nikogo obrazić, chodzi mi raczej o straszną subiektywność i stronniczość artykułu. A co do shaqa – wszyscy wiemy jak wyglądała jego gra w cavs;) Jamison i reszta tez nie zachwycali.Moim zdaniem Lebron ciągnął kawalerzystow sam i brakowało mu takiego pippena czy;) I nie twierdze ze bullsi z 85 to geniusze – w koncu jordan pierwsze mistrzostwo zdobyl w sezonie 90-91. No i przede wszystkim, rtzeba pamiętać że MJ miał dr. Phila. Jamesowi przydałałby się współpraca z trenerem tej klasy( ciągle po cichu licze na powrót pata na ławkę trenerską).Pozdro.

  10. vitheck pisze:

    Pomijam już stronniczość artykułu, która raczej średnio rokuje dla powyższego autora, no chyba, że będzie prowadził w ramach strony kącik wiecbicieli MJ’a lub hater’ów LBJ’a. Zero tu obiektywizmu, a sposób przywołania pewnych faktów pozostawia wiele do życzenia. Są kwestie z którymi się nie dyskutuje i wyciąganie takich sugerowałbym Autorowi.
    Mnie jednak bardziej ciekawi kwestia tego, ile ów Autor ma lat.
    Sam troszkę po tym świecie chodzę i pomimo, że pierwszymi finałami, które oglądałem były spotkania Bulls vs. Blazers, to osoby typu Malone, Barkley czy tym bardziej Olajuwon w końcówce ich najlepszych lat pamiętam już naprawdę średnio (Trzynastolatek oglądający ostatni rzut Mike’a nadal pozostaje tylko trzynastolatkiem, z jego słabym wyobrażeniem o rzeczywistości i inną pamięcią tych zdarzeń po 13 latach). A na pewno nie pokusiłbym się o stwierdzenie o „pasji i zaangażowaniu w oczach”. No chyba, że bazujemy na powtórkach i to nimi się karmimy.
    To są inne czasy, to jest inna koszykówka, ale posądzanie Lebrona o brak zaangażowania i pasji do tej gry jest chyba znacznym nadużyciem.

  11. nerd17 pisze:

    Narazie LeBrone nie rozni sie niczym od wielu koszykarzy, ktorzy byli dobrymi, nawet swietnymi strzelcami ale w kilku kolejnych klubach nic nie osiagneli – McGrady, Iverson, Carter… Byli swietni ale mistrzostwa nie osiagneli bo nie byli genialni jak Michael i nie potrafili poprowadzic swoich druzyn. Wieksza kariere wroze Durantowi. Az tyle sie o nim nie mowi bo nie jest taka gwiazda marketingowa jak James ale za 2-3 lata, jak do OKC dojdzie kilku solidnych zawodnikow to beda rzadzic ligą. Juz jest tam niezle, bo jest Ibaka, Harden, Westbrook. A koles ze Sport illustrated uznajac Lebrona najlepszym graczem nie widzial chyba statystyk Jamesa w finale z Dallas [zwlaszcza tych z 4 kwart ;]

  12. Rastan pisze:

    Ja w ogóle nie rozumiem jak można porównywać tych dwóch koszykarzy ??? Statystyki, pochodzenie, muskulatura, itp nie mają nic do rzeczy. LBJ nie ma tak silnej woli walki, charyzmy jak MJ. MJ na parkiecie był w innym swiecie wciaz skoncentrowany, zawsze zmotywowany, nigdy nie schodził ponizej pewnego poziomu, urodzony przywódca i wodz druzyny, prawdziwy lider, twardziel, po 9 ciu sezonach zdobyl juz w NBA wszystko i oglosil swoje odejscie. Po powrocie ponownie byl najlepszy, w wieku 40 lat w wizards rozegral pelny sezon. Tylko z takim zawodnikiem można budowac mistrzowska dynastie, a legenda LBJa skonczy sie tak naprawde zanim się zacznie. Odejscie z Cavs powinno byc plama na jego honorze, a kiedy jeszcze mogl cokolwiek udowodnic zawiodl na calej linii w finalach. Nie umniejszam tutaj umiejetnosci LBJa albo jego osobistych osiagniec, ale nigdy nie bedzie legenda NBA, MJ byl juz legenda jak jeszcze gral. to tyle. pozdro dla wszystkich milosnikow Jordana, NBA, i innych prawdziwych koszykarskich legend…

  13. Krzychair pisze:

    A niby dlaczego ten artykuł ma byc obiektywny??????? nie można byc obiektywnym porównując takich dwóch graczy, gdzie jeden osiągnął wszystko a drugi prz nim to nie jest nawet Pan Pikuś….

    Poza tym, The King… The King of what?????

  14. pete1977 pisze:

    Zostawmy statystyki, indywidualne osiągnięcia i inne wymierne aspekty koszykówki.
    Dlaczego Mike był, jest i będzie lepszy od Lebrona.
    Bo ma cechę która charakteryzuje bardzo niewielu sportowców. Sprawiał że zawodnicy grający z nim stawali się lepsi. Po prostu. Z Jordanem zawodnicy dawali z siebie nie 100% a 150%. Też widzę jak Lebron ustawia Rodmana. Wolne żarty. Rodman by Lebrona zjadł w szatni między jedną a drugą butelko sprite. Jordan miał nie tylko to coś co sprawiało że zawodnicy obok lepiej przekraczali granice swojego talentu, Miał też Charyzmę, właśnie przez Duże „CH”
    Lebron jest świetny, ale nie ma tego czegoś, ba Kobe też tego nie ma, chociaż jest mu znacznie bliżej do MJ.
    Miał to Olajuwon, miał to Magic, ostatnio chyba tylko Wielki Kaktus Czy tą cechę ma któryś z obecnych graczy? Nie wiem, ja przynajmniej tego nie zauważyłem

  15. Rastan pisze:

    dokladnie!
    Marzeniem kazdego koszykarza jest mistrzostwo NBA, finaly to najwazniejsze chwile w karierze koszykarza, prawdziwy czempion wzniesie sie na wyzyny swoich umiejetnosci zeby zdobyc mistrzowski pierscien. LeBron w finalach byl cieniem samego siebie. Wade ciagnal jak herkules cala druzyne za soba, byl liderem. MJ ma 6 pierscieni, z kazdym kolejnym udowadnial ze jest najlepszy. To jak zabral Maloneowi pilke i trafil kolejny najwazniejszy rzut swojej kariery, zapamietam na zawsze. Byl wtedy 8 lat starszy od LBJa.

  16. One Blink pisze:

    Co za bzdury. porównywanie Cavaliers z LeBronem i Bulls z Jordanem to jakaś kpina. Jordan miał Pippena, Granta, potem Rodmana, Kukoca i świetnych rezerwowych. A LeBron? LeBron miał Mo Williamsa, Shaqa w beznadziejnej formie, Jamisona i kogo jeszcze? Delonte Westa? Proszę Cię.

  17. Fan Detroit pisze:

    Dlaczego porównujecie Lebrona do Jordana? Gdy ja myślę o Jamesie to przychodzi mi do głowy: Dobry przegląd pola, świetna dynamika, ułatwianie gry kolegom, dobrze zbierający gracz jak na swoją pozycję. I gdy tak myślę jaki gracz jest podobny gdy nagle do głowy wpada mi w końcu pomysł: MAGIC!! Magic Johnson. Magic? Zapytacie zdumieni Ano Johnson. James gra bardzo podobnie do Magica. Więc czemu porównujemy go do Jordana, który był wybitny scorerem, ale co najwyżej dobrym podającym? Nie wiem. Powinniśmy go porównywać do MAgica, ponieważ lebron robi podobne rzeczy co Johnson.

  18. pete1977 pisze:

    Fan Detroit
    Jordan co najwyżej dobrym podającym? Odważna teza.
    Jordan nie kręcił statystyk w asystach, chociaż miał sezon ze średnią z 8.0. A dlaczego? Bo drużyna nie potrzebowała jego średnich w asystach na poziomie 8 – 9. Gdyby była taka potrzeba to jestem przekonany że by je miał.

  19. sahim80 pisze:

    LBJ to wspaniały gracz. Być może największy atleta jaki kiedykolwiek grał w NBA. Połączenie w jednej osobie takiej szybkości, sprawności i siły jest unikalne na skalę światową. Do tego posiada ogromny talent i umiejętności stricte koszykarskie.

    Jednak to MJ jest tym największym z wielkich. Jest kilka powodów dlaczego tak jest postrzegany. Kilka już padło ale pozowlę sobie powtórzyć

    charyzma i cechy przywódcze- MJ umiejętnie potrafił zebrać wokół siebie ludzi i prowadzić ich ku jasno określonym celom, każdy z nich znał swoją rolę i czuł się za nią odpowiedzialny. Jordan był generałem, który stawał ze swoimi żołnierzami w jednej linii i razem z nimi szedł do boju. Tymczasem The King jest właśnie tym na co jego jego ksywka wskazuje. Zachowuje się jak legendarny król, który sam swoimi wielkim czynami rozniesie wrogów w pył. Pozostali zawodnicy mają mu, co najwyżej podać ręcznik. A przez resztę czasu stać z rozdziawionymi gębami i być świadkami jego wielkości. Myślę, że ostatni sezon u boku Wade’a i tak sporo zmienił w psychice LBJ-a.

    wola wygrywania – nie odmawiam jej Jamesowi, ale różnica między pragnieniem zwycięstwa, a pragnieniem tego tak bardzo, że aż boli jest taka jak między spritem, a pragnieniem. MJ gdyby zatrzymali czas i powiedzieli mu, że w następnej sekundzie meczu zbierze piłkę, która zadecyduje o mistrzostwie, ale skręci przy tym kolano co zmusi go do odejścia ze sportu powiedziałby „dobra dobra to już włączajcie z powrotem tam czeka na mnie zbiórka”. Jakoś nie widzę podobnie zachowującego się Jamesa w takiej sytuacji.

    clutch play – tego chyba nie muszę tłumaczyć. Zadajcie sobie pytanie komu powierzylibyście oddanie ostatniego rzutu w sezonie MJ-owi czy LBJ-owi. Nie mówię, że Jordan był najlepszym zawodnikiem w tym elemencie w historii, bo po prostu byli lepsi(Big Shot Rob jest dla mnie najlepszym), ale wyróżniało go to, że bez wahania potrafił oddać piłkę innemu zawodnikowi. LBJ tymczasem pewnie już by odpalił trójkę z 10 metra, z odchylenia, wypuszczając piłkę leżąc już prawie na ziemi.

    Etyka pracy – Myślicie, że Jordan wszedł ot tak sobie na boisko i zaczął odpalać fade awaya za fade awayem? Że te jego ruchy to było takie naturalne i przychodziło mu ot tak sobie? Z Prawda jest taka, że zanim się tego wszystkiego nauczył spędził niezliczoną ilość czasu na treningach. Żeby było jasne nie odmawiam podziwu dla tytanicznej pracy Jamesa wykonywanej na teningach. Różnice widać jednak w szczegółach. Jordan widząc słabość(chociaż mówiąc o nim uzywać tego słowa to śmieszne) w jakimś elemencie swojej gry szedł na salę i wracał tam codziennie tak długo jak było trzeba. Mam wrażenie, że LBJ ma za przeproszeniem gdzieś swoje słabości, on trenuje to w czym jest dobry. Jego już słynne post up dalej jest na poziomie 12 letniego adepta koszykówki. Może teraz się coś zmieni.

    Co do porównywania teamów z różnych dekad to jest to dla mnie rozrywka i tyle. Zbyt wiele różnic w zawodnikach, przepisach itd żeby miało to jakiś większy sens. Zabawa ze znajomymi i tyle

    Jeśli mam już porównać zespoły MJ z Jamesa i to chciałbym zwrócić Waszą uwagę nie na Cavs ale na Heat. Moim zdaniem jeśli mielibyśmy stworzyc podobny zespół do Bulls z lat 90-tych to rolę Jordana powinien powinien dostać Wade, a LBJ być Pippenem

    • Lanfaust pisze:

      „rolę Jordana powinien powinien dostać Wade, a LBJ być Pippenem”

      i tak było. choc moim zdaniem to by błąd. finałach to nie Bibby czy chalmers rozgrywał, ale właśnie James – jak Pippen w bullsach. Wade koncentrował się tylko na wykańczaniu akcji ( mówię o grze ofensywnej, bo jego bloki zrobiły na mnie duże wrażenie). Zupełnie inaczej grał w Cavs, gdzie on dostawał piłki i kończył. Tutaj można powiedzieć, że poświęcił sie dla zespołu. Moim zdaniem z nienajlepszym skutkiem.

      Uważam także, że różnica tkwi także w trenerze. Co mnie dziwiło w grze Heat, to to, że nie mieli rozpisanych końcówek. zamiast kończyć wypracowanym zagraniem była wielka improwizacja, gdzie wchodzili sobie w drogę Wade z Jamesem. Drużyna sprawiała wrażenie, ze nie wie co ma grać. Nie wiem czy wynika to z tego, że trener nie potrafił tego rozplanować, czy zawodnicy nie potrafili tego wykonać ale w jednym czy drugim przypadku obciąża to trenera.
      jak pamiętam zagrywki Bulls, to jordan dostawał piłkę w pozycji rzutowej (mam na myśli taką z której mógł oddać rzut bądź wejśc pod kosz) tymczasem w finałach lebron czy wade dostawali piłkę w okolicy linii środkowej i stamtąd musieli konstruować akcję.

    • woy9 pisze:

      niestety dla LBJ’a w tej Twojej wypowiedzi jest sporo racji i ciężko to podważyć. Myślę też ,że gdyby nie kontuzja biodra Flasha to wynik mógłby być inny a LBJ spawrdziłby się tej innej roli.

  20. One Blink pisze:

    LeBron ma gdzies swoje swoje słabości? To jedna z największych głupot, jakie w życiu słyszałem. Jeszcze nie dawno miał słaby rzut z półdystansu, jak i dystansu. A w tym sezonie? Rzucał na prawdę dobrze. (skuteczność rzutów z połdystansu – 45 %, drugi wynik w lidze, jest zaraz po Allenie) Jest słaby w post-up, to zaczął trenować z Hakeem’em. proszę cię, nie pisz takich bzdur.

    • sahim80 pisze:

      a nie ma? od samego początku jego gry w nba wszyscy wytykali mu słabość gry pod koszem. Zrobił coś żeby w tym polu się poprawić? Kidd czy Barea go kryje a on się gubi tyłem do kosza. Jak dla mnie kompromitacja. Dla MJ tacy oboróńcy byliby jak owca dla wilka. Poprawa rzutu z dystansu nie jest dla mnie wyznacznikiem progresu umiejętności. Każdy kto miałby tyle pilkę w rękach w końcu by się poprawił w tym polu.Do tego dochodzi doświadczenie i selekcja rzutów. Niby się poprawił ale kiedy to sięliczy dalej odpala nieodpowidzialne trójki. Nawet ja mam lepszą skutecznośc z biegiem lat bo umięjętniej dobieram rzuty…

      Trening z Hakeemem po 8 latach wytykania słabości i kolejnym tego obnażeniu w finałach. No rychło w porę…

      Swoją drogą najłatwiej napisąc, że ktoś pisze głupoty. Trudniej podjąc merytoryczną dyskujsę. I żeby było jasne ja nie mam nic do LBja. Uważam go za wspaniałego koszykarza, ale jeśli chce żebym wymieniał go na równie z Russelem, Biredem Jhonsoen, MJ, Garnettem Shaqiem czy Kobem, to niech lepiej weźmie się do pracy

      Przepraszam za błędy ale dopiero co z pracy wróciłem i ledwo co na oczy widzę. Nie mam nawet sił poprawiać

  21. KobeFan pisze:

    CKJE. Ja nienawidzę LeBron`a, ale teraz oceniamy umiejętności i wolę walki, a w tym i w tych obu rzeczach LeBron ustępuje Mike`owi, a z Bryant`em są na równi. Trochę dał mi do zrozumienia komentarz jednego z redaktorów. Ludzie oni wszyscy są genialni
    1. Mike – przecież to legenda od małego tylko stał pod koszem i się bawił
    2. Kobe – Nie gadajcie, że on upodabnia się do Jordan`a ma po prostu podobny styl gry, a wystarczy obejrzec 3 czy 4 mecze z obojgiem panów i zobaczycie różnica jest
    3. LB- Ma talent, ale nic nie wzięło się z niczego. Nad atletyzmem musiał pracowac „8 dni w tygodniu i 32 dni w miesiącu„. A jak osiągnął już sylwetkę idealną to wziął się za technikę.

    Co do komentarza Fana Detroit
    Zgadzam się z tym w 100%, ale Mike jakoś przyciągał do siebie ludzi. Johnson, Bird i inni to tylko zapchaj dziury dla wszystkich liczy się tylko Jordan.

    • Rocky pisze:

      Obiecałem sobie, że nie poddam się samemu sobie i nic tutaj nie napiszę, ale gdy zauważyłem, że dyskusja osiągnęła taką długość, że suwak po prawej stronie jest mniejszy niż… przedmioty od niego większe, postanowiłem dać coś od siebie.
      Pierwszą różnicą jaką zauważyłem pomiędzy tymi dwoma zawodnikami, dżentelmenami jest determinacja. Wydaje mi się, że naczynie, w której przechowuje się tą cechę u MJ’a jest wypełnione po brzegi, przy czym u Króla jest do połowy puste, lub do połowy pełne.
      Użytkownik KobeFan, przez swój komentarz wyrobił sobie u mnie opinię nastolatka, który… co by tutaj dużo pisać, jest nikim. Przepraszam, jest KobeFan.
      Obraz małego Jordana przesiadującego pod koszem do nocy, masz z filmu Kosmiczny Mecz. Jego PowietrznaWysokość zaczęła poważnie traktować koszykówkę w wieku 16lat(gdyż, zajmowały go sprawy związane z basseballem), co jest fenomenalne jeśli się teraz spojrzy na jego osiągnięcia. Również ukazuje nam jaką tytaniczną pracę wykonywał w tamtym okresie, by dorównać swoim rówieśnikom i przestać targać za nimi torby. Taką determinację i etykę pracy, treningu wyrobił, wpoił samemu sobie, gdy był jeszcze młodzieńcem, mającym niespełna 175cm. wzrostu.
      Taką determinację dostrzegałem w Michaelu przez całą jego karierę. Wbrew wszystkiemu co mówicie, talent Jordana nie był proporcjonalny do jego umiejętności, które osiągnął. Owszem posiadał nieznaczny, ale wszystko zawdzięczał swojej ciężkiej pracy.
      Król James, jest człowiekiem, który wychował się w trudny warunkach, jednak los, lub jeśli inni wolą: Bóg zrekompensował mu to dając wszystko. Ogromny talent i potencjał, wzrost i… warunki do życia, które nakłoniły go do grania w koszykówkę.
      Nie mówię, że James nie trenował, odwalał ciężkiej roboty. Wierzę w to, ale wiem, że nie robił tego tak ciężko jak Mike.
      Nie chodzi o podziw jakim darzę numeru 23, chodzi o oczywiste powody. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy trenerami licealnej drużyny koszykarskiej i przychodzi do nas dzieciak, który w wieku 16 lat ma ponad 185cm(jak nie więcej) wzrostu. A teraz przychodzi do nas dzieciak, który ma niewiele powyżej 170? Kogo zwerbujemy? Oczywiście tego większego, chociaż nawet nie zobaczyliśmy ich umiejętności. Okazuje się, że ten wyższy zawodnik ma ogromne predyspozycję, więc nakłaniamy go, żeby trenował ciężej… wróżąc mu ogromną karierę.
      Michael miał pod górkę, dlatego musiał zrywać podeszwy swych tenisówek, każdego dnia… po kilka godzin na blokowych boiskach, by zdobyć uznanie trenera. Na szczęście proces rozwijający jego kości się nie skończył i urósł.
      LeBron również rósł, ale również wywnioskował, że wszystko ma jak na dłoni. Zawsze wybierał drogę na skróty. Jeśli nie to czemu zdecydował się na draft w szkole średniej? Bo nie chciał męczyć się w uniwersytecie. Chciał zarabiać, chciał być sławniejszy niż był. Myślę, że aspekty sportowe były u niego na drugim, trzecim miejscu.
      Teraz gdy ma wszystko, przeprowadza kampanię na rzecz mistrzostwa, ale trudno je będzie zdobyć jak się nie ma kręgosłupa i determinacji. Talent jego i kumpli doprowadził ich do finały, zapewne nie raz ich doprowadzi, ale w finale trzeba dać z siebie wszystko…

      KobeFan odniosę się do Ciebie jeszcze raz, nazywając Bird’a, albo Magica zapchaj dziurą w środowisku koszykarskim zasługujesz na krzesło elektryczne.
      Ci dwaj to legendarni zawodnicy, którzy swoimi umiejętnościami, pasją i rywalizacją napędzali w latach osiemdziesiątych wózek zwany NBA, później nastał czas Jordana, teraz… LeBrona.
      Osobiście twierdzę, że zdetronizują go młode gwiazdy, dużo bardziej
      „zdeterminowane”. Derrick Rose, Durant… za chwilę o nich będziemy mówić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *