Zapowiedź Eurobasketu 2011 – Włochy

W 2009 roku włoska koszykówka sięgnęła dna i pierwszy raz od prawie 40 lat Azzurrich zabrakło na Eurobaskecie. Teraz wracają w najmocniejszym składzie z trzema starterami zespołów NBA, lecz przed nimi bardzo trudna rywalizacja w silnie obsadzonej grupie B.

Italia stoi przed ciężkim zadaniem odbudowy. Pokolenie, które zdobywało złoto Eurobasketu 1999 i srebro na ateńskich igrzyskach już przeminęło, a w dzisiejszej kadrze nie ma ani jednego zawodnika pamiętającego te sukcesy. Teraz Simone Pianigiani, który kadrę objął w 2009 roku stanie przed pierwszym dużym sprawdzianem, a do dyspozycji ma swoje „big trio” – Bargnani, Belinelli, Gallinari.

Patrząc na trójkę liderów śmiało obstawiałoby się co najmniej walkę o ćwierćfinał. Tak łatwo jednak nie będzie. Teodosić, Nowitzki, Parker – oni wszyscy przyjadą na Litwę po jeszcze więcej i nawet świetna gra w ostatnich sparingach (m.in. wygrane z Grecją, Polską) może trochę ten obraz zakłamywać kiedy przypomnimy sobie zeszłoroczne kwalifikacje do tej imprezy. Il Mago i Belinelli mogli nawet rzucać razem ponad 40 punktów, a czasami było to za mało na Czarnogórę czy Izrael. Włosi podobnie jak my zostali uszczęśliwieni „the decision” (taka moda) FIBA.

Przejdźmy jednak do samej kadry. Jak już wyżej wspomniałem karty w tej ekipie rozdawać będzie trójka z NBA. Wszyscy mają za sobą życiowe sezony i co najważniejsze każdy z nich gra na innej pozycji dlatego potencjał tego trio można wykorzystać maksymalnie. To może okazać się zbawienne przy posiadaniu kiepskiej ławki, ale do tego jeszcze wrócę.

Pierwsza piątka: Liderem wydaje się być Bargnani, a przynajmniej był nim pod nieobecność Gallinariego w eliminacjach. W serii 4 zwycięskich spotkań na zakończenie turnieju kwalifikacyjnego rzucał średnio 27,5 punkta. Najważniejsze jest to, że po odejściu Bosha z Raptors to on został liderem kanadyjskiej ekipy i to doświadczenie teraz na pewno zaprocentuje. Zaraz za jego plecami dwójka graczy uzupełniających ten tercet. Marco Belinelli w tym sezonie NBA wywalczył pozycję startera w Hornets. Gallo cieszył się nią w Nowym Jorku już od zeszłego sezonu. Tutaj nasuwa mi się myśl odnośnie tajnej broni tej drużyny – każdy z wyżej wymienionych graczy dysponuje niezłym rzutem za 3. Na parkietach najlepszej ligi świata w ubiegłym sezonie trafili łącznie 314 trójek.

Starting lineup tego zespołu podczas zbliżającej się imprezy powinna wyglądać tak:

Maestranzi/Hackett – Belinelli – Gallinari – Mancinelli – Bargnani

I tutaj mamy 2 ciekawe postacie. Stefano Mancinelli to skrzydłowy, który poza pozycjami numer 3 i 4 może grać jako point forward. Próbował swoich sił w drafcie 2005 – bez powodzenia. Potem pojawił się nawet na Summer League w barwach Blazers, ale to też nie zaowocowało kontraktem za oceanem. Obecnie gra w Armani Jeans Mediolan i ma za sobą niezły sezon w Eurolidze (9,1pkt/4,5zb/2,6ast).

Nie do końca jasna jest sytuacja na rozegraniu. Maestranzi startował w kwalifikacjach. Nie jest rozgrywającym najwyższych lotów. Ukończył uniwersytet Northern Illinois gdzie był raczej postacią drugoplanową (8pkt/3ast w najlepszym sezonie). Jego rywal na tej pozycji Daniel Hackett też ma przeszłość w NCAA. Combo guard w sezonie 2008-2009 rzucał średnio dla USC 12 punktów oraz dokładał 4,7 asysty i 4,2 zbiórki. W niedawnym sparingu z Grecją rzucił 14 punktów.

Rezerwowi: Ławka Włochów nie imponuje. Stanowią ją gracze z ligi włoskiej zdominowanej w ostatnich latach przez obcokrajowców. Pod koszem mają trochę wzrostu. Andrea Crosariol i Marco Cusin mierzą razem 414cm. Ten pierwszy także niegdyś grał w NCAA. Kondycję benchu Italii najlepiej jednak określi fakt, że w ostatnich sparingach czołowym rezerwowym tej drużyny był doświadczony (33 lata) Marco Carraretto, który w ciągu godziny spędzonej na parkiecie w 3 meczach, zdobył… 3 punkty.

Trener: Simone Pianigiani – 42 letni coach pracę w reprezentacji wiąże z pracą w Mens Sana (lepiej kojarzonym jako Montepaschi) Siena – tam od 2006 ciągnie się za nim pasmo sukcesów w koszykówce klubowej. 5 tytułów mistrza Włoch, 4 superpuchary, 3 puchary i 2 udziały w Final Four Euroligi. Teraz będzie miał szansę zadebiutować z kadrą na pierwszym swoim poważnym turnieju.

Historia: Włochy od zawsze były jedną z koszykarskich potęg Europy. Dwa zwycięskie Eurobaskety – ostatni w 1999 roku, a łącznie 10 medali tej imprezy, dwa srebra olimpijskie i 8 startów w mistrzostwach świata. Zostańmy jednak przy sukcesach „nowożytnych”. Jeszcze w 2003 roku Włosi zdobywali brąz mistrzostw Europy, a w 2004 grali w pamiętnym finale Igrzysk w Atenach z reprezentacją Argentyny.

Cel: Na pewno kibice nie odbiorą dobrze porażki swojej drużyny już w 1 fazie grupowej. Z kimkolwiek by nie grali mając 3 graczy z NBA w składzie nie wypada odpadać z turnieju już po 5 meczach. Presja będzie na pewno duża. Włosi nie są bez szans. Oczywiście Serbia, Francja, Niemcy to kandydaci do medalu, ale takiej kadry nigdy nie można lekceważyć.

2 komentarze

  1. Geographic pisze:

    Obawiam się że jednak trafili do zbyt trudnej grupy. 4 miejsce dla nich.

  2. bulls2006 pisze:

    WŁochy mają taki sam problem jak wszyscy, którzy w lidze mają tabuny obcokrajowców, także my.
    Francja to lawina talentu, a jak zagra tez noah, to w zasadzie kompletna drużyna (przynajmniej na papierze), choć przydaliby się jej dobrzy strzelcy
    Serbia ma Teodosicia, wielu utalentowanych graczy, gra bardzo zespołowo
    NIemcy to przede wszystkim Novitzki i Kaman
    Włochy przy dobrym strzelecko dniu mogą pokonac kazdą z tych ekip. W tej chwili obstawiam, że jeden z tych meczy wygrają i wyjdą z grupy. Myślę, że największe szanse na zwycięstwo mają jednak w meczu z Niemcami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *