Houston Rockets – podsumowanie sezonu

To nie był udany sezon dla Houston Rockets. Poszło trochę lepiej niż rok wcześniej, ale ponownie zabrakło awansu do Playoffs, a to przecież był główny cel. Bilans 43-39 (o jedno zwycięstwo lepiej niż w sezonie wcześniejszym) pozwolił uplasować się „Rakietom” na dziewiątej pozycji w Konferencji Zachodniej, czyli zajęli lokatę tuż za tą, która dawała szczęście. Dodatkowo już definitywnie ze zdrowiem przegrała największa gwiazda tego zespołu, czyli chiński wieżowiec Yao Ming.

Zawodnicy Houston zdobywali sporo punktów w każdym meczu (średnio 105.9) i zostali nawet trzecią drużyną całej ligi pod względem ofensywnym. Tracili jednak też sporo (103.7) i w ogólnym rozrachunku nie wyglądało to za dobrze.

Mnie najbardziej uderzył początek sezonu w wykonaniu „Rakiet”. Polegli w pierwszych pięciu meczach. To nie mogło zwiastować udanego sezonu. Później taka czarna seria zdarzyła im się jeszcze tylko na samym początku stycznia. Dla równowagi zaznaczę jednak, że trzykrotnie potrafili wygrać pięć spotkań z rzędu.

NAJLEPSZY ZAWODNIK:

Kevin Martin – ten nieprzeciętny strzelec ma za sobą jeden z najlepszych sezonów w całej karierze. Jego średnia w tym sezonie wyniosła 23.5 punktów na mecz. W konfrontacji z Portland Trail Blazers potrafił zaaplikować rywalom nawet 45 „oczek”. Niejednokrotnie swoimi celnymi rzutami ratował Houston.

NAJWIĘKSZY POSTĘP:

Kyle Lowry – ten obrońca pokazał, że ma w zanadrzu spory wachlarz umiejętności. Na początku sezonu pierwsza „jedynka” Houston, czyli Aaron Brooks, miała problemy ze zdrowiem, więc Lowry dostał swoją szansę. W pełni wykorzystał dar od losu i spisał się tak dobrze, że został już na tej pozycji. Gdy Brooks wrócił do zdrowia nie odzyskał swojego miejsca w pierwszej piątce i ta cała sytuacja bardzo mu się nie podobała. Ostatecznie sprawę załatwiono tak, że Brooks został wytransferowany do Phoenix Suns, a Lowry zachował swoją pozycję. W tym sezonie jego średnie zdobycze w meczu wyglądały następująco: 13.5 punktów, 6.7 asyst oraz 4.1 zbiórki.

 

RZUT OKA NA ROOKIES:

Patrick Patterson – ten młody silny skrzydłowy stał się solidnym uzupełnieniem składu Houston. Rozegrał 52 spotkania, a w tym 6 w pierwszej piątce. W swoim debiutanckim sezonie notował statystyki na poziomie 6.3 punktów oraz 3.8 zbiórek. Według mnie Patterson zasłużył na plusik za swoją postawę.

Ishmael Smith – ten rozgrywający przykuł moją uwagę już w meczach przedsezonowych. W trakcie rozgrywek dostawał szansę głównie, gdy problemy zdrowotne mieli inni rozgrywający „Rakiet”. Ostatecznie w Houston rozegrał 28 meczów z czego 3 w pierwszej piątce. Jego dorobek to 2.6 punktów oraz 2.3 asyst. Nie dokończył jednak tam, gdzie zaczynał, gdyż został oddany bez żalu do Memphis Grizzlies, więc nie był za bardzo potrzebny w Houston.

 

NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIE:

Yao Ming – od razu zaznaczam, że nie chodzi mi o to, że Chińczyk słabo się prezentował tylko to, że… praktycznie w ogóle się nie prezentował! Yao ma nie tylko wielki wzrost, ale również wielkiego pecha i już definitywnie przegrał z kontuzjami. Na jego brak szczęścia chciałem właśnie tutaj zwrócić uwagę. Od kiedy trafił do Houston był podporą i wielką nadzieją tego zespołu. Był nie tylko gwiazdą sportową, ale również marketingową i zapewne każdemu w Houston bardzo to odpowiadało. Miał jednak coraz większe problemy z kontuzjami. W sezonie 2010/2011 rozegrał tylko 5 spotkań (10.2 pkt oraz 5.4 zb) i znowu problemy zdrowotne wykluczyły go z dalszej batalii. Tym razem problem okazał się jednak na tyle poważny, że Yao Ming w wieku 30 lat oraz 8 rozegranych sezonach w NBA był zmuszony zakończyć karierę. Tym samym wielka (chińska) nadzieja „Rakiet” runęła jak domek z kart.

 

NAJWIĘKSZA NIESPODZIANKA:

Kyle Lowry – o tym zawodniku pisałem już w innej kategorii. Tutaj dodam jedynie, że nie spodziewałem się, że Lowry może grać na takim poziomie. Myślałem, że dobrze wiem na co go stać. Traktowałem Lowry’ego jako gracza, który miewa przebłyski, ale ogólnie nie przekracza pewnego poziomu. Ten sezon w jego wykonaniu był dla mnie niespodzianką i teraz wiem, że warto dawać mu szansę.

4 komentarze

  1. bulls2006 pisze:

    w zasadzie mają wszystko, żeby odnosic sukces poza wielką gwiazdą. Bardzo dobrzy LOwry, Scola, Martin, bardzo dużo utalentowanych zawodników, młodych
    Swietnie grali, koniec sezonu mieli bardzo udany. Zal, że odszedł Adelman

  2. Mac pisze:

    Co do Adelmana to mam odmienne zdanie. Bez wątpienie to wielki trener, ale w Houston już się chyba wypalił. Po beznadziejnym początku sezonu wręcz domagałem się zwolnienia Ricka ;).

    POZDRO!

  3. m23 pisze:

    Imo gdyby nie kontuzje to Yao mógłby być dzisiaj najlepszym centrem w nba. Dzięki warunkom fizycznym mało kto dałby rade skutecznie bronić przeciwko niemu. Szkoda go..

  4. majecha pisze:

    Tylko Chucky Hayes mógłby bronić przeciwko zdrowemu Yao :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *