Mecz wieczoru – na życzenie

Następcy Bad Boys prezentujący Ugly Basketball – New York Knicks 1993/4


To były finały spod znaku defensywy i świetnych pojedynków legendarnych centrów. Knicks po latach wyszli z cienia Byków, a Rakiety w swojej drodze do NBA Finals okazali się os stawianych wyżej: Seattle Supersonics i Phoenix Suns.

Po jednej stronie barykady najlepszy szkoleniowiec NBA – Pat Riley, a po drugiej inna legenda – Rudy Tomjanovich. Zapraszamy na 7 mecz finałów 1994 roku (wówczas w Stanach zapanowała też moda na Soccer przy okazji World Cup 1994).

Boxscore game 7

BTW. John Starks obchodził wczoraj swoje urodziny..

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

10 komentarzy

  1. Lanfaust pisze:

    jeden z najlepszych ( o ile nie najlepszy) finałów jakie widziałem. Nie było może super akcji, indywidualnych fajerwerków, zdobywanych seriami punktów (dużych runów), ale były „krew, pot i gryzienie parkietu”. Taką koszykówkę kocham!! Obecni gracze mogliby się wiele nauczyć od King Konga, The Dreama i ich kolegów. Ostatnie finały były fajne, ale tam mi brakowało takiej walki. Grała albo jedna drużyna, albo druga. Raz jedni gonili, raz drudzy. W 1994 r. była walka praktycznie przez każdą minutę tych 7 meczów. I love this game:)

  2. Piotr Gładczak pisze:

    0-11 Starksa za trzy……. to pamiętają chyba wszyscy

  3. Dawid pisze:

    koncząc temat poprzedniego meczu na zyczenie
    NAWET b.j armstrong zarowno w game 5 roku 1993 i 1994 rzuca w koncowce po trojce, ktora daje prowadzenie bykom 95-93 a rok pozniej 86-85, NASTEPNIE w 1993 charles smith nie wyrownuje wolnymi bo trafia jeden z dwoch a w 1994 nie wyrownuje pat ewing bo nie trafia zadnego z dwoch i NASTEPNIE znow b.j armstrong zarowno w game 5 roku 1993 i 1994 nie trafia trojki i jest decydujaca akcja pod koszem chicago, identycznie TYLKO inna bo zla decyzja sedziowska, ktora decyduje kto wygrywa wschod.
    takze konczac moznaby jeszcze kedys wstawic ten game 5 1994, a mysle ze chetnie ludzie zobacza rowniez druzyne bulls bez jordana, a mimo to dalej grajaca na mistrzowskim poziomie i ktora tez realnie mogla zdobyc tytul.
    chicago – houston taki moim nic nie znaczacym zdaniem powinien byc final.

    knicks jednak to tez byla zajebista ekipa i seria finalowa knicks-houston byla fantastyczna.

  4. klin pisze:

    zauwazylem jedno w tych starych filmikach z finalow, czy nawet polfinalow. cholerna wrzawe na trybunach, od pierwszych minut, co akcja to ludzie wstaja z miejsc :) brakowalo mi tego troche w tym roku :)

  5. saturn pisze:

    Widziałem już ten mecz kilka razy i za każdym razem się nie nudzę. Statystyki Olajuwona mimo tak twardej obrony NY mówią same za siebie. Swoją drogą to ciekaw jestem ile nocy śnił się ten finał Starksowi. 12 nieudanych prób za 3 to chyba rekord? To jakieś 15 punktów w plecy! Nie wiem co myślał brylantowy Pat dając tyle minut Starksowi. Ja bym mu dał ochłonąć na ławce.
    Dziękuję i proszę o więcej meczy na takim poziomie!

  6. saturn pisze:

    Może któryś mecz z finałów Detroit-Portland? Niesamowite rzuty za 3 Laibeer’a oraz walka Thomasa ze skręconą kostką? To też była waleczna seria.

  7. bulls2006 pisze:

    mam wrażenie,że kiedyś team to był team, wszyscy trzymali się razem, znali swoje rodziny. Teraz słuchawki na uszach, gry, a po treningu do swoich spraw. Później jak się patrzy na stare finały, to widać że oni tam zostawiali serce, pot, krew i łzy. Grali niezwykle drużynowo, bo tworzyli drużyny. no i obrona, nikt się nie pieścił

    • Lanfaust pisze:

      Moim zdaniem zepsuła to kasa. Kiedyś sukces był najważniejszy, dziś liczą się dla zawodnika statystyki, bo one zapewniają większy kontrakt. Kiedyś rozrzut pomiędzy zarobkami zawodników był dużo mniejszy. Dzięki temu istnieli tacy gracze jak Horry, którzy poświęcali swoje indywidualne statystyki dla dobra zespołu.

  8. saturn pisze:

    Niewątpliwie macie racje. Gdy rozrzut pieniędzy był dużo mniejszy, najważniejszy był sukces zespołu, bo to się potem przekładało na premie i inne bonusy. Po za tym, jak w innym klubie zawodnik mógł dostać 100 000 S więcej niż u siebie, to się zastanawiał czy warto. A dziś F A szukają najlepszych ofert finansowych a rozrzut można liczyć w milionach.
    Dlatego pewnie dawniej zawodnicy jak Olajuwon, Robinson, Jordan, Ewing, Malone, czy Magic nie szukali nic na boku, tylko całą, lub prawie całą karierę spędzali w macierzystych klubach. A poszukiwania bywały ewentualnie pod koniec kariery, gdy marzyli o mistrzostwie lub chociaż finałach.

    Delikatnie przypominam o moim marzeniu czyli finałach Detroit-Portland. Może mecz 4 lub 6?

  9. woy9 pisze:

    OK,będzie wg życzenia cykl meczów Bulls vs. Pistons i Pistons vs. Blazers – zaczniemy lada dzień.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *