Wszystkiego najlepszego Pat

Dzisiaj swoje 49. urodziny świętuje legenda New York Knicks i obecny trener środkowych w Orlando Magic Patrick Ewing.

Popularny „King Kong” to jeden z tych graczy, których najlepiej wspominam z lat 90-tych. Zawsze szkoda było mi, że kończy karierę bez pierścienia ponieważ należał mu się jak mało komu. 49 lat remu przyszedł na świat w Kingston na Jamajce. W wieku 12 lat przywędrował do Stanów gdzie po kilku latach wstąpił na stołeczny uniwersytet Georgetown.

Przez cztery lata gry w barwach Hoyas (pamiętacie czapeczki i koszulki z ich logo?) stał się uczelnianą legendą. W 1984 roku zdobył razem ze swoim zespołem mistrzostwo NCAA zostając jednocześnie uznanym najlepszym graczem finału. Rok później kończąc studia otrzymał wyróżnienie dla najlepszego gracza uniwersyteckiego. Pewnym było, że pierwszy numer Draftu 1985 będzie należał do niego.

Sezon wcześniej w NBA fatalnie spisywali się Knicks, którzy zdołali wygrać ledwie 24 mecze. Szczęście było jednak po ich stronie ponieważ wygrali loterię draftową i 18 lipca ’85 David Stern ogłosił, że Patrick Ewing zagra w Nowym Jorku.

Mierzący 213 centymetrów gigant rozpoczął swoja dominację pod koszami już w pierwszym roku. Na zakończenie sezonu otrzymał oczywiście nagrodę dla najlepszego debiutanta, a zakończył go ze średnimi 20 pkt., 9 zb. i 2.1 blk. na mecz. Niestety zdołał rozegrać zaledwie 50 spotkań ponieważ w debiutanckich rozgrywkach jak i w kolejnych był nękany kontuzjami. Jego świetna dyspozycja nie poprawiła jednak wyników NYK. Przez dwa sezony Knicks wygrali tylko 47 gier.

Z każdym kolejnym sezonem było jednak coraz lepiej. Niestety Ewing miał pecha, że trafił na czasy kiedy najpierw rządzili Lakers i Celtics, a później Pistons i Bulls. Nawet kiedy Jordan na chwilę skończył karierę, na drodze do tytułu stanął mu Hakeem Olajuwon ze swoimi Houston Rockets.

Przez 13 kolejnych sezonów nie zszedł poniżej średniej 20 punktów na mecz. Najwięcej rzucał w rozgrywkach 1989-90 bo aż 28.6. Od 1986 roku z przerwą na 1987  11 razy występował w All-Star Game. Do pierwszej piątki NBA został wybrany tylko raz (1990) ponieważ w jego erze na centrze grali naprawdę świetni gracze. W sumie jego średnie z całej kariery to 22 punkty, 10.3 zbiórek, 2.6 bloki. i 50.1 % rzutów z gry, a wszystko to w 1183 meczach. Dodatkowo 139 spotkań rozegrał w playoffs.

W 1995 i 1999 jego Knicks wystąpili w NBA Finals. Za pierwszym razem przegrali dopiero po siedmiu meczach z Houston Rockets i wspomnianym już Olajuwonem. W ’99 roku kiedy sezon NBA pierwszy raz w historii skrócony był przez lockout, a liczba spotkań ograniczona do 50, NYK weszli do ostatecznej rozgrywki, ale polegli gładko ze Spurs, a ich wielki lider nie mógł wystąpić w całych playoffs z powodu kontuzji.

W 2000 roku Patrick opuścił Nowy Jork mimo sprzeciwów tamtejszych fanów. Ewing powędrował do Seattle gdzie w barwach Supersonics powoli rozmieniał swoją legendę. Rok później zagrał jeszcze 65 meczów jako rezerwowy w Orlando Magic. Ostatnie dwa lata w lidze to jednak było wspomnienie wielkiego dominatora, który był uwielbiany przez kibiców na całym świecie.

23 lutego 2003 roku jego koszulka z numerem 33 zawisła pod kopułą Madison Square Garden, a w 2008 wstąpił do Basketball Hall of Fame.

Obecnie zajmuje się szkoleniem wysokich graczy Magic. Przez trzy lata współpracował z Marcinem Gortatem, któremu na pewno wyszło na dobre. W obecnej NBA brakuje takich środkowych jak Pat. Wszystkiego najlepszego!

Jak wspominacie Pata? Jakie mecze z jego udziałem najbardziej zapadły wam w pamięci?

Ja z dziecięcych lat najlepiej pamiętam pojedynki jego Knicks z Bulls Jordana i ………….. film Space Jam, w którym wystąpił dzisiejszy jubilat.

 

 

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

6 komentarzy

  1. woy9 pisze:

    gość który zasługiwał na tytuł jak mało kto..

  2. Piotr Gładczak pisze:

    Szkoda braku tytułu dla niego. Niesmak pozostał także po odejściu do Seattle, ale to już nie była jego wina………..

  3. sahim80 pisze:

    Ewing był wspaniałym centrem, ale miał pecha, bo głównie go pamiętam jako tego, którego Jordan niemiłosiernie ogrywał ogrywał

  4. bulls2006 pisze:

    to były czasy: Olajuwon, Robinson, Shaq, Ewing, Mourning, Mutombo, Sabonis, Divac

  5. bulls2006 pisze:

    oczywiście sabonis i divac tak na dokładkę dorzuceni. Choc gdyby sabonis mógł grać w nba przed kontuzjami, jak był młody, to spokojnie byłby obok olajuwona, robinsona i shaqa.

  6. bulls2006 pisze:

    pozycja, bezsprzeczna dominacja howarda, o kilka klas przed innymi, pokazuje jak obecnie słabi zawodnicy grają na centrze w nba, – w porównaniu z latami wcześniejszymi. W boksie jest podobnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *