Najlepsze i najgorsze transfery minionego sezonu

Do tej pory, mimo faktu, że już trzy tygodnie minęły od ostatniej syreny na parkietach NBA, nie było jakoś okazji podsumować dokonań włodarzy poszczególnych klubów. Najwyższy czas na małe podsumowanie dokonań managementu danego klubu, w skali od najlepszego do najgorszego. Zaczynajmy!

Na pierwszy ogień idą transfery, które nieco mniej zmieniły w danych drużynach niz zakładano podczas ich wykonywania, a oczekiwania po ich przeprowadzeniu były całkiem spore.

1. Numerem jeden na liście musi być Carlos Boozer – typowany na lidera chicagowskich Byków – a w ostateczności podkoszowy, który okazał się cieniem siebie z czasów gry dla Utah Jazz. Booz był bezbarwny podczas najważniejszej fazy sezonu, a to w niej miał pokazać swoją siłę i wspomóc młody team w walce o tytuł. Pointa – w Salt Lake City nikt nie płacze za Boozerem, a patrzą w przyszłość przy osobach Millsapa i Jeffersona.

2. Z dwójką wskazuję Chauncey’a Billupsa, który wcale nie dodał iskry ekipie z Nowego Jorku, a ośmielę się stwierdzić, że nie potrafił zastąpić szalejącego w początkowej fazie sezonu Ray’a Feltona. Nuggets chcieli się pozbyć wysokiego kontraktu swojego playmakera, a także nie było im po drodze ze starzejącym się PG, stąd dali Knicksom dodatkowy bagaż, pozbywając się zbędnego balastu. Big Shoot już nie brylował, w dodatku miewał słabiutkie rzutowo występy, a Knicks zakończyli sezon 2010/11 bez swojego kontuzjowanego rozgrywającego.  Podsumowując: Lawson i niedawno pozyskany Miller na pewno zastąpią byłego MVP finałów w Denver, a Nuggets nie muszą się martwić o zbędne wydatki. Knicksi będą się bacznie przyglądać jak prezentuje się ich lider na obwodzie, licząc, że za rok uda im się pozyskać Chrisa Paula bądź Derona Williamsa.

3. Hedo Turkoglu – czyli gracz wybrany przez czytelników Enbiej.pl graczem najbardziej zawodzącym na przestrzeni całego sezonu. Turek już dawno zapomniał jak to prowadził obwód Magików do wygranych nad  Cavaliers, w potyczkach o NBA Finals. Cieszą się w Toronto, że szybko wymienili go na kilku zadaniowców z Phoenix. Radość w szeregach Suns, iż nadarzyła możliwość oddania Hidayeta na solidnego centra. Pytanie czy Stan Van Gundy i Otis Smith byli pewni do końca swoich racji przy ponownym transferze tego gracza do klubu z Florydy? Dla mnie ciężko jest nazwać ten ruch przyszłościowym..

4. Kendrick Perkins i jego odejście z Boston Celtics oraz przejście do Thunder.  Nie jest tajemnicą, iż Perk chciał zarabiać więcej niż oferował mu G.M. Celtów – Danny Ainge. Jednak manager Celtów nie do końca przemyślał swój transfer mocno rozbijając chemię zespołu i więź kolegów (Rondo,Allena,Pierce’a i Garnetta). Klub z Bostonu pozyskał Jeffa Greena czy Serba Krstića, ale w ostatecznym rozrachunku nikt (nawet dokoptowany Troy Murphy) nie był w stanie zalepić podkoszowej dziury – głównie w defensywie byłych Mistrzów. W Oklahomie stał się graczem pierwszopiątkwoym, ale niestety nie tak istotnym jakby tego chcieli fani tego teamu. Pokuszę się o stwierdzenie, że Perk nie był do końca należycie wykorzystywany przez Scotta Brooksa. 

5. Chris Bosh – pewnie niektórzy dziwią się – czemu umieściłem jednego z wielkiego trio tutaj?
Otóż wg mnie CB po pierwsze nie zaskoczył nas pozytywnie wielkim graniem (RS miał bardzo nierówny, w play off na uwagę zasługują mecze przeciwko Chicago lub Bostonowi, jednak finałowa dyspozycja Predatora również zostawia wiele do życzenia), a po drugie obciążył do granicy maksimum stan konta Heat.
To, że eks Raptor nie miał zbyt często piłki w rękach, kosztem gry Jamesa i Wade’a to już wiedzieliśmy i słyszeliśmy również z jego ust. Ja patrzę jednak ze strony ‚wyłącznie’ finansowej. W takim aspekcie z pytaniem co stanie się z klubem, kiedy przez kolejne dwa sezony (szczerze nie życzę im tego) nie zdobędą tytułu!
James i Wade (i tak) wg moich obserwacji mocno naruszyliby stan bankowego konta Żaru, ale miejsce eksploatowane przez Bosha mogłoby zająć kilku wartościowych zadaniowców tudzież wartościowych uzupełnień składu.
Finały mocno obnażyły słabe punkty drużyny pod względem pozycji rozgrywających, centrów czy wartościowych zmienników (praktycznie nie można mieć pretensji do Haslema czy Anthony’ego).
Teraz przy tak napiętym budżecie Heat będzie ogromnie ciężko o wartościowe wzmocnienia na ważnych pozycjach. Nie każdy też gracz będzie chciał godzić się na tak małą rolę i bycie uzupełnieniem gwiazd Miami.
Prawdopodobnie, gdyśmy mieli tytuł dla Miami nikt nie podważałby tego transferu, jednak w przypadku niepowodzenia warto o tym wspomnieć i pamiętać, że każdy kij ma dwa końce.
Pointując: czy Bosh naprawdę zasługuje na tak ogromne i równe stawki jak jego bardziej utytułowani koledzy?

W dalszej kolejności : ‚bracia’ O’Neal z Bostonu (wprawdzie nie bracia ale niestety niewiele pomogli Celtom, w tym większa strata w odejściu Perkinsa), David Lee (statystyczna maszyna która gdzieś nam się zagubiła w ofensywie Wojowników)oraz Barnes&Blake (czyli zmiany mające dodać Lakers nowej energii, a wyszło jak wyszło..) i Baron Davis i pick w drafcie do Cavaliers (strata Barona Davisa nie tak duża za Mo Williamsa ale picku no1. w loterii draftu to już bolała!).

Przyjrzyjmy się teraz uważnie tym najlepszym wyborom z zeszłego lata czy lutowego szaleństwa wymian.

1. LeBron James – nie ulega wątpliwości, że to był najlepszy transfer poprzedniego lata. Dwukrotny MVP ligi dodał Heat wielką jakość i samym transferem przesunął ligowego średniaka w poczet najlepszych teamów globu. Pierwsza misja może nie do końca była udana (choć LBJ wygrał pierwsze swoje mecze w finale NBA), a zawodnik zawiódł swoich fanów finałowymi występami, ale z pewnością to nie była pierwsza próba ataku na tytuł Mistrza.

2. Amar’e Stoudemire – była gwiazda Suns, która nadała wielkiego znaczenia drużynie z Nowego Jorku. Knicksi transferem fałszywego centra zyskali sporą rzeszę fanów i nowe nadzieje na lepszą przyszłość w lidze. Dzięki Amar’e team Big Apple miał po latach swojego gracza w All Star Game, a ponadto znów zagościł w play off. Co ważne dla działaczy klubu akcje klubu mocno poszły w górę, a team Knicksów obok Bullsów przyniósł największe zyski w całej lidze. On i jego przybycie do N.Y. były też był początkiem Melo-dramatu.

3. Deron Williams – ex playmaker Jazz stracił w oczach fanów ze względu na zamieszanie i huragan, które wywołał w stolicy stanu Utah. Rozsypka Jazz bandu to jego spora zasługa, ale z drugiej strony Deron stał się pierwszym poważnym nabytkiem rosyjskiego miliardera i szefa Nets. Ten transfer może być bardzo przyszłościowy, bowiem porównywalnie do Amar’e może ściągnąć następne wielkie nazwiska nad rzekę Hudson. Straty Derricka Favorsa czy Enesa Kantera na razie nikt nie liczy, ale kto wie czy pewnego dnia nie okaże się, iż to Jazz lepiej wyszli na całej wymianie. Na razie jednak stawiam wielki plus Sieciom bo D-Will to obok Chrisa Paula największy kąsek na rozegraniu w lato 2012 roku.

4. Tyson Chandler – jego przejście do Dallas z Charlotte było kropką nad „i” w budowaniu mistrzowskiej ekipy. Co ciekawe to ex gracz Szerszeni czy Byków będzie gorącym kąskiem tego lata/jesieni podczas kolejnej edycji transferowego szaleństwa. Miniony rok jest najlepszym w karierze centra, gdyż podczas niego zdobył tytuł Mistrza Globu podczas tureckiego mundialu, a w czerwcu trzymał już w rękach trofeum Larry’ego O’Briena dla najlepszej drużyny ligi NBA. Od siebie dodam, że Tyson robił wyraźną przewagę w spotkaniach z Heat, czyli coś czego nie udało się wypracować Joakimowi Noahowi z Bulls.

5. Wesley Matthews – zastąpić Brandona Roy’a (nawet mimo kontuzji) w pierwszej piątce Blazers to nie lada sztuka. Dostać się do NBA, bez draftu, to też wielkie osiągniecie. Można, bez wybrania w loterii, grać w NBA, ale nie do końca na najwyższym poziomie. Matthews po udanej przygodzie w Utah, jeszcze lepiej się prezentował w Oregonie. Pięcioletnia umowa na poziomie 35 mln USD wydaje się być złotym dealem ex managera Blazers – Richa Cho. Mathhews tuż obok LaMarcusa Aldridge’a okazał się najjaśniejszą postacią swojego teamu.

W dalszej kolejności: Al Jefferson (transfer do Utah przy okazji kontuzji Memo Okura okazał się bardzo trafionym), Carmelo Anthony (właściwie Melo rozegrał parę ładnych spotkań w N.Y. ale na ocenę jego wpływu na grę Knicks trzeba poczekać wg mnie cały następny sezon) i Mo Williams (jego przejście nie było tak spektakularne ile fakt, że Cavs za niego dostali draftową jedynkę).

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

5 komentarzy

  1. cosmo pisze:

    Skoro wyróżniamy transfer Melo do Knicksów do wypada też podkreślić transfer w drugą stronę. Denver dostało praktycznie kilku bardzo solidnych graczy w osobach Feltona,Chandlera czy Gallinariego, do tego ciekawie zapowiadającego się według mnie Mozgova i pierwszorundowy pick w 2014 roku, czyli potencjalnie dobrego grajka. Jak dla mnie to Denver zrobiło na tym nawet lepszy deal niż nowojorczycy

  2. Woy9 pisze:

    no dla mnie niestety nie, bo Feltona już stracili, a Mozgov nie zaistniał w rotacji. Ponadto stracili najlepszego go-to-guy w całej NBA. Nie zastąpili swoich gwiazd żadną gwiazdą. nowy sezon może zweryfikować Twoje zdanie.

  3. MrHornik pisze:

    Ja bym jeszcze dodał Geralda Wallace`a, facet wniósł sporo do gry Portland :)

  4. Lanfaust pisze:

    W sumie warto też wspomnieć o Gortacie, bo jego transfer do Phoenix (za m.in. Turkoglu) to był bardzo dobry deal dla zespołu z Arizony.

  5. FANATYK pisze:

    nie zgodzę się z transferem Bosha.
    -w PO grał najrówniej z całej Wielkiej Trójki, jedynie w serii z Bostonem miał parę słabych meczów pod presją Kevina Garnetta
    -w Finałach trafił rzut na miarę zwycięstwa i ponownie zaznaczam że grał najsolidniej
    -co do małego USG%, to można się tego było spodziewać. Bosh nie miał być 3 gwiazdą w Miami tylko najważniejszym role-playerem, miał być spot-up shooterem, ale nie liderem. czasem dostał akcję na siebie, czasem nawet parę akcji pod rząd, ale to nic nie znaczy. Bosh nie miał być liderem, a prawie 20 pkt na mecz to nie mało jak na gracza o takiej roli
    -no i sprawa finansów. prawdopodobnie widziałeś przed napisaniem tego salary Miami i np. salary Dallas? Heat – 68 milionów dolców. Mavs – 89 milionów dolców. Dlatego myślę, że Heat nadal mogą operować składem i podpisać kogoś ciekawego.

    Ale i tak świetny artykuł, szacunek do autora.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *