Drugi pick w Drafcie – przeklęty?

Cześć. Na naszej stronie został już opublikowany artykuł o jedynkach w Drafcie, czas więc na dwójki, które powinny być przeznaczane na drugich najlepszych graczy danego naboru. Jak się okazuje – często tak nie jest. Zapraszam na dość obszerny artykuł o graczach wybranych z numerem drugim.

2011 – Derrick Williams.

Dwójka ostatniego naboru zapowiada się bardzo dobrze, część ekspertów uważa nawet, że Williams jest najlepszym graczem w tym Drafcie. Wygląda na to, że Derrick może zostać kimś w tej lidze bardzo szybko, jeśli tylko dostanie minuty. Nie wiadomo, jak to będzie w Minnesocie, gdzie tłok na pozycjach 3-4 jest duży. Williams do NBA jest bardzo dobrze przygotowany, nie powinien być bustem, w przeciwieństwie do graczy, o których napiszę w dalszej części.

2010 – Evan Turner

Turner w pierwszym roku swojej kariery nie zachwycił, w porównaniu do tego, co wyrabiał w Ohio State, ale nie martwiłbym się o niego w kolejnych latach. Miał dobre występy przeciwko Miami Heat w play-offs. Niektórzy uważają jego wybór za niewłaściwy, ale gdy Andre Iguodala zostanie wymieniony, to właśnie Turner przejmie jego minuty i dopiero wtedy zobaczymy, na co go stać. Małe próbki z ławki rezerwowych mnie nie przekonują.

2009 – Hasheem Thabeet.

Od początku nie rozumiałem wyboru pierwszego Tanzańczyka w NBA przez Grizzlies z tak wysokim numerem. Owszem, Thabust Thabeet jest bardzo wysoki (221 cm) i dobrze blokuje, ale w NBA w ogóle sobie nie poradził. GM Grizzlies zrozumiał swój błąd i przed ostatnim trade-deadline wymienił go na Shane’a Battiera. Teraz Tanzańczyk gra w Rockets, gdzie szanse na minuty ma większe (chyba, że Chuck Hayes nagle urośnie). Póki co, to jeden z największych bustów w historii NBA.

2008 – Michael Beasley

Gdy na początku swojej kariery w NBA Beasley grał w Miami Heat, za plecami Dwyane’a Wade’a, nie miał zbyt dużo szans, by pokazać swoje umiejętności. W kilku meczach, które Flash opuścił, z tego co pamiętam, spisywał się bardzo dobrze. Po przejściu do Minnesoty pokazał, że umie zdobywać punkty, miał świetne, 30-punktowe występy (raz nawet zdobył 42 punkty), jednak z regularnością jest trochę gorzej. Ten gracz jednak potrzebuje rzutów i w takim klubie, jak Timberwolves, powinien trochę ich oddawać.

Gdy B-Easy popracuje nad regularnością i skutecznością, wówczas, gdy się wstrzeli, będzie nie do zatrzymania. Zapiszcie to.

 

2007 – Kevin Durant

Jeden z najlepszych wyborów z dwójką, a na pewno najlepszy w tej dekadzie. Rewelacyjny strzelec, bezsprzecznie jeden z najlepszych koszykarzy grających obecnie w NBA. Jest najmłodszym królem strzelców w historii NBA. W sezonie 2009/10 zdobywał średnio 30.1 punkta na mecz! Dopiero 22-letni Durant już doprowadził Thunder do WCF. Blazers pewnie do dziś żałują, że swoją jedynkę przeznaczyli nie na niego, a na Grega Odena. Durant był także liderem ekipy USA na ubiegłorocznych MŚ w Turcji, która zgarnęła tam złoto.

2006 – LaMarcus Aldridge

Gracz, którego talent eksplodował w zeszłym sezonie. Szkoda, że nie został wybrany do ASG, co podkreśliłoby najlepszy sezon w jego karierze. Dostał za to nominację do 3. zespołu All-NBA. Jego progres został zauważony podczas głosowania na MIP’a, czyli gracza, który poczynił największy postęp. LMA był drugi, za Kevinem Love’em. W poprzednich latach Aldridge był w cieniu Roy’a (notabene – obaj są draft-class ’06), jednak wyszedł z niego, gdy ten drugi miał problemy z kolanami.

2005 – Marvin Williams

Williams jest przyzwoitym koszykarzem, należącym jednak do kategorii niewypałów, gdyż tuż za nim zostali wybrani najlepsi rozgrywający w NBA – Deron Williams i Chris Paul. W Atlancie Marvin jest dobrym uzupełnieniem składu, ale pomyślcie – co by było, gdyby do Georgii trafił Deron czy CP3, albo chociaż Danny Granger czy Andrew Bynum, bo i ci zawodnicy byli wtedy dostępni. Prawda jest taka, że ‚niewypałowość’ Marvina Williamsa wzięła się z tego, że Hawks mogli wybrać z dwójką innego, znacznie lepszego zawodnika. Zresztą, Marvin Williams nie ma okazji do zabłyśnięcia w Atlancie, gdzie najwięcej piłek dostaje JJ, J-Smoove czy Horford. Jego średnie poprawiłyby się wraz ze wzrostem ‚touches’, ale też nie łudźmy się – Williams nigdy nie dokona tego, czego już dokonali zawodnicy wybrani za nim.

2004 – Emeka Okafor

Zacznijmy od tego, że Draft 2004 był jednym ze słabszych w tej dekadzie. Poza Howardem czy Iguodalą nie ma fajerwerków. Również Okafor nie wystrzelił, choć pierwszy sezon był bardzo obiecujący (zgarnął ROTY!). Zawodnik Hornets bustem według mnie nie jest, zwłaszcza w takim Drafcie, ale nie może równać się z Howardem, co nie zmienia faktu, że jest naprawdę dobrym środkowym, pomimo braków wzrostowych. Średnie na poziomie double-double, dobre blokowanie i team defense – Okafor to zapewnia. Jest jednak niedoceniany przez kontuzje.

2003 – Darko Milicic

Jeśli szukaliście ‚zbuściałego’ centra, to nie Okafor, lecz właśnie Darko takim jest. Pistons mogli wtedy wybrać Wade’a, Bosha czy Anthony’ego. Zdecydowali się na Serba, co wtedy nie było dziwne, gdyż w niektórych mockach eksperci umieszczali Milicica tuż za LeBronem, czyli właśnie na drugim miejscu, albo nawet przed nim! Szybko jednak okazało się, kto tu tak naprawdę potrafi grać w koszykówkę. Milicic zwiedził Detroit, Orlando, Memphis i Nowy Jork – nigdzie nie zabłysnął.

Teraz Serb gra w Minnesocie Timberwolves, gdzie nie gra bardzo źle. Był w czołówce klasyfikacji blokujących, ale nie za wiele to pomaga jego drużynie. W zeszłym sezonie osiągnął najwyższą średnią punktową w karierze. Notował porażające 8.8 PPG.

Jego średnie kariery wynoszą 6.1 PPG/4.3 RPG. Pod względem statystycznym Darko zamykałby pierwszą rundę Draftu 2003.

Można się śmiać z Milicica, że jest największym niewypałem w historii, ale jeden tytuł mistrzowski na swoim koncie ma. W liczbie tytułów: Darko > LeBron, Bosh, Carmelo.

2002 – Jay Williams

Ten zawodnik w NBA rozegrał tylko jeden sezon, gdyż po jego zakończeniu miał wypadek podczas jazdy na motocyklu. Potem próbował powrotu, ale bezskutecznie. Szkoda, bo jego kariera w NBA mogłaby się rozwinąć. Jego jedyny sezon w NBA jak na debiutanta był udany (9.5 PPG/4.7 APG). Raz nawet osiągnął triple-double. Był jednak trochę nieregularny – miał zbyt duże wahania formy, dobre występy przeplatał bardzo słabymi.

Teraz Jay Williams jest analitykiem koszykówki uniwersyteckiej w stacji ESPN.

2001 – Tyson Chandler

Chandler zawsze był przyzwoitym centrem, jednak zmagał się z kontuzjami. Jednak dopiero gdy dołączył do Mavericks, pokazał, że jest jednym z najlepszych środkowych w NBA. To właśnie on był x-factorem Mavs, którzy sięgnęli po tytuł. Rewelacyjny w obronie, dobrze zbierający i umiejący zdobywać punkty – bustem na pewno nie jest.

Wcześniej był bardzo ważną częścią Hornets, którzy pukali wtedy do bram Finałów NBA. Razem z Chrisem Paulem miał dać pierwszy tytuł Hornets, którzy jeszcze nigdy nie dotarli nawet do Finałów. Prawie się udało – w 2007 roku w siedmiu meczach w WCSF ulegli Spurs.

2000 – Stromile Swift

Bust. W ogóle cały Draft 2000 jest jednym wielkim niewypałem. Swift, Darius Miles, Marcus Fizer, DerMarr Johnson, Chris Mihm, Jerome Moiso, Courtney Alexander, Mateen Cleaves. Wszyscy zostali wybrani w pierwszej ’14’. Gdzie oni teraz są? Na pewno nie w NBA.

O samym Swifcie nie będę pisał, bo nie ma o czym. W kilku sezonach notował coś ok. 11 punktów na mecz i tyle. Nie wyróżnił się niczym specjalnym, a już na pewno nie w play-offs, gdzie nie wygrał żadnego meczu.

Teraz gra w Shandong Lions, w Chinach.

1999 – Steve Francis

Kolejny wiecznie przegrany. Drugi zawodnik z największą ilością rozegranych meczów w RS bez wygranej serii w PO. Pierwszy jest Starbury.

Może i notował bardzo dobre statystyki, ale stat-padderzy nie są pożądani w tej lidze. Trzykrotny uczestnik Meczu Gwiazd właśnie za statystyki, bo przecież nie za osiągnięcia drużyny.

1998 – Mike Bibby

Miał być zbawcą Kings. No i udałoby się jego drużynie w 2002 roku, gdyby nie Game 6 z Lakers w WCF, bardzo kontrowersyjny. Poza tamtymi play-offami Bibby, jako znacząca postać w drużynie nic nie ugrał. Teraz gra w Miami Heat jako przeprowadzacz piłki przez połowę i strzelec za trzy. Powoli odchodzi w cień.

1997 – Keith van Horn

Dwukrotny finalista NBA z Nets. NBA opuścił w wieku zaledwie 30 lat. Jego pierwsze sezony w NBA były nawet dobre, ale potem poza skarpetkami się zbytnio nie wyróżniał. Tłumów na pewno nie porywał. Był dobrym uzupełnieniem Nets, ale nie odpalajmy od razu fajerwerków.

1996 – Marcus Camby

Świetny defensor i zbierający. Ogólnie dobry gracz, ale jeśli spojrzymy, kto został wybrany dalej, to notowania Cambymana trochę spadną. Allen, Kobe, Nash na pewno są zawodnikami lepszymi niż ten środkowy.

1995 – Antonio McDyess

Gracz nadal aktywny, choć oczywiście przygasający. W swoich pierwszych sezonach był naprawdę dobrym graczem, raz nominowanym do ASG, a raz do 3. drużyny All-NBA. Aż dziw, że nigdy nie zdobył żadnego tytułu, choć grał w Pistons. Przyszedł do nich tuż po tym, jak Tłoki zdobyły swój ostatni tytuł. Teraz walczy o mistrzostwo w Spurs, ale to się już chyba nie uda. Za nim wybrano m.in Rasheeda Wallace’a i Kevina Garnetta.

1994 – Jason Kidd

Wybitny gracz. Człowiek, który nie jest znany z punktowania, ale z wszechstronności. Jeden z najlepiej zbierających rozgrywających w historii. Mr. Triple-Double. Ma ich na koncie niezliczoną ilość. W zeszłym sezonie zdobył swój pierwszy tytuł w karierze. Zasłużony.

1993 – Shawn Bradley

Shawn Bradley? Taki wysoki pół-Niemiec z Kosmicznego Meczu, nad którym wszyscy dunkowali? Tak, to on. Bradley naprawdę dobrze blokował, ale, brutalnie mówiąc, nic poza tym. W kilku sezonach notował dwucyfrową liczbę punktów na mecz, ale żeby ze wzrostem 229 cm zbierać w karierze średnio 6 piłek? Ale, jak wspomniałem, w sześciu sezonach Bradley miał średnią bloków większą niż 3 na mecz, także brawa dla niego.

1992 – Alonzo Mourning

Również grał w Space Jam, ale również w prawdziwej koszykówce odcisnął swoje piętno. Bardzo dobry środkowy. Jeden z najlepszych zawodników Miami Heat w historii. Został pierwszym, którego numer #33 Heat zastrzegli. Dwukrotnie laureat nagrody DPOTY, siedmiokrotny All-Star.

Opisałem wszystkich graczy, którzy zostali wybrani z dwójką w ostatnich 20 latach. Wcześniej również bywały przypadki wyjątkowych talentów lub wyjątkowych bustów.

1990 – Gary Payton – stary, dobry The Glove. Jeden z najlepszych Ponaddźwiękowców w historii, właściwie symbol tej drużyny.

1986 – Len Bias – wielki talent, nigdy nie zagrał w NBA, gdyż dwa dni po Drafcie zmarł po przedawkowaniu kokainy. Jeden z najlepszych graczy, którzy nigdy nie zagrali w najlepszej lidze świata.

1984 – Sam Bowie – the best bust od the best busts. Tuż za nim został wybrany MJ. Blazers nie mają szczęścia do Draftu, najpierw przepadł im Jordan, a niedawno Durant. Sam Bowie został zbyt wysoko wybrany, poza tym miał problemy z kontuzjami. Symbol niewypału draftowego.

1981 – Isiah Thomas – bardzo dobry gracz, ale fatalny GM i trener. Jeden z Bad Boys Pistons.

1974 – Marvin Barnes – legenda ABA, ale w NBA nie grał zgodnie z oczekiwaniami.

 

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

6 komentarzy

  1. woy9 pisze:

    Swift/Milicić/M.Williams to po prostu masakra patrząc do dziś na inne picki danych lat. Dla mnie wielkim przegranym są Jay Williams i jego motocykl. Będąc fanem Byków zawsze mi było szkoda tego chłopaka, który miał wówczas misję wyrwania Byków ze słabych lat. Dopiero Rose to uczynił, aż 8 lat do przodu.
    No i bardzo szkoda Francisa, że mu nie dopisało zdrowie.

  2. Bob pisze:

    O Paytonie i Thomasie mniej niż 1/3 tego co o Bradley’u – jak Cię dorwę to zabiję :D

  3. Enbiejowy pisze:

    w tym artykule bardziej chciałem podkreślić busty niż legendy :) na opisywanie Glove’a i Zeke będzie jeszcze czas:)

  4. bargnani pisze:

    Ee tam przeklęty. Tak samo można o 1 powiedzieć przeklęta, bo Kwame, bo Olowokandi…

  5. darkcore pisze:

    Stromile Swift – no można było jednak coś wspomnieć o jego paczkach ;) ja go lubiłem, miał warunki i energię – trochę nie rozumiem dlaczego się nie rozwinął. szkoda

  6. bargnani pisze:

    Aha, jeszcze jedna uwaga, o której zapomniałem. Draft 2004 jeden ze słabszych w dekadzie? Bzdura.

    Zobacz ilu z tamtego draftu jest dziś starterami, ba ważnymi postaciami w swoich zespołach.

    I tak… 26 w tamtym drafcie Kevin Martin to dzisiaj wiodąca postać Rockets, Howard najlepszy center ligi, Ben Gordon – do niedawna niezły strzelec, Luol Deng – 2 najważniejsza postać najlepszej drużyny RS, Al Jefferson – jeden z lepszych centrów na Zachodzie, ważna postać Jazz, wspomniany przez ciebie Iguodala, Josh Smith – gwiazda Atlanty, Devin Harris – niedawny all star, Jameer – co by nie powiedzieć, podstawowy PG czołowej drużyny ligi, Okafor… + JR Smith, Dorell Wright, Biedrins, Varejao, Allen.

    Nadal uważasz, że to był słaby draft?

    Patrząc na 06, z którego w S5 gra dziś jakichś 8 zawodników, czy 02 gdzie ostało się mniej więcej tyle samo starterów, nie wspominając o 2010, któremu może trzeba dać czas, ale i tak wygląda blado…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *