Podsumowanie sezonu: Detroit Pistons

Kryzys w Mo-town ciągle trwa

Po poprzednim roku, wyjątkowo nieudanym dla przemysłu samochodowego, stara bessa ciągle odbijała się na drużynie Johna Kuestera i Joe Dumarsa. Pierwszy nie bardzo mógł zapanować na starymi gwiazdorami w swojej szatni, a czasami nawet na ławce rezerwowych. Drugi z kolei nie miał odwagi – czekając na nie wiadomo, jakie zjawisko – wymienić lub zwolnić z kontraktu takie osoby jak Richard Hamilton czy Tay Prince. Warto podkreślić, że ofert na tych graczy Tłoków nie brakowało i można było szybko oczyścić atmosferę w zespole.

Główny powód słabszego sezonu Tłoków to nadmiar graczy obwodowych (za dużo kogutów w kurniku?) i niedobór wartościowych graczy podkoszowych. Światełkiem w tunelu miał być rozkwit talentów Austina Daye’a czy Grega Monroe’a. Również brak chemii w drużynie znów rzutował na formie całego zespołu.

Pointa: kibice Tłoków muszą się uzbroić w cierpliwość. Nowym sternikiem klubu został multimiliarder Tom Gores. Życzeniem nowego właściciela klubu była zmiana trenera i zwolnienie Johna Kuestera (najbardziej bezbarwnego szkoleniowca Tłoków na przestrzeni ostatnich lat). Pistons muszą też liczyć na solidny wybór w drafcie (do nich należy 8 pick; ciekawe czy pójdą w stronę kolejnego podkoszowego gracza?).

Bilans ostatnich dwóch lat:

2009/10 27-55
2010/11 30-52

Kluczowe wzmocnienia przed sezonem: Tracy McGrady i Greg Monroe (7.wybór w drafcie notował 7,5 zbiórki na mecz)

Opinie po sezonie: zarówno transfer T-Maca jak i żółtodzioba trzeba uznać za solidne. Jeśli trener wykazałby się większym autorytetem, a manager był bardziej stanowczy Detroit Pistons mogliby z powodzeniem walczyć o play off. Ponadto potencjał niektórych graczy jak Ben Gordon czy Tay Prince nie został należycie wykorzystany. Nieswojo czuł się też Rodney Stuckey, który jednego razu był w pierwszej piątce, by w następnym meczu ustąpić miejsca ( i prawie nie grać) na swojej pozycji McGrady’emu. Totalny galimatias i brak logiki!

Jego zabrakło: zeszłorocznego debiutanta – ciągle kontuzjowanego Szweda – Jonasa Jerebki

Na co liczono w Detroit: na wyjście z ligowej przeciętności i zbliżenie się do ekip pokroju Sixers czy Pacers. Na pewno na walkę o play off. Skończyło się kolejnym zawodem i gwiazdorskimi fochami. Należy dostrzec udany sezon McGrady’ego i rozwijającego się Monroe’a, ale fani Pistons widzą też słabiutkiego Bena Wallace’a (z pytaniem skończy karierę czy nie??), nierównego Prince’a, kapryszącego i kontuzjogennego Hamiltona oraz mocno rozbitą ekipę nie przypominającą zgranego teamu..Kto wie czy nie należało szybciej zmienić trenera i wziąć się za porządki w składzie już w lutym, by po prostu mieć już to za sobą. Efekt: Joe Dumars i nowy trener (Lawrence Frank?) mają pełne ręce roboty by zlepić z graczy zgrany kolektyw, a w dodatku mieć posłuch u nich.

Co zrobi nowy trener i management: Już pracuje nad zatrudnieniem nowego head coacha. Na pewno w Mo-town jest potrzeba znalezienia wartościowego centra lub drugiego obok Monroe’a silnego skrzydłowego. Można by było uzyskać wartościowe pod kosz centymetry oddając (z tej mąki chyba dobrego chleba już nie będzie) Prince’a czy Hamiltona i chyba niespełnionego Villanuevę. W zamian przydałoby się pozyskać np. Brandana Haywooda, Krisa Humphriesa (solidny biały walczak przydałby się nowemu trenerowi) a może nawet Nene (jest do wzięcia jako wolny agent). Na pewno trzeba postawić na młodych graczy lub nieco doświadczonych jak Stuckey,Bynum, Daye, Monroe czy przede wszystkim na Bena Gordona (jego potencjał praktycznie nie jest właściwie wykorzystywany, najlepszy strzelec w rzutach za trzy punkty Bulls pałęta się gdzieś między pozycją jeden i dwa nie dostając wielu okazji do strzału z czystej pozycji!).

Będąc w skórze nowego właściciela i G.M.’a zarzuciłbym sieci na solidnego trenera i chyba jednak nie na Lawrence’a Franka. Osobiście wyżej cenię akcje Dwayne’a Casey’a i Billa Laimbeera (to byłby hit i na pewno ogromny autorytet w osobie wielkiego Bad Boy’a). Podziękowałbym Hamiltonowi i poważnie porozmawiał z Princem (czy chce zostać w drużynie, bo w NBA nie łatwo o tak dobrego defensora). Należałoby też zdecydować, kto jest pierwszym rozgrywającym i nie trzymać na ławce ciekawego point guarda (nieco się marnuje) jakim jest Will Bynum..

Liderzy na nowy sezon: Monroe, Gordon i Stuckey.

MVP tego sezonu – nie wybrano

Najlepszy rookie – Greg Monroe (9,4 pkt i 7,5 zb)

Największy postęp w porównaniu z poprzednim sezonem – Tracy McGrady (po tułaczce między Houston i N.Y. ustabilizował formę i ciągle potrafił zachwycić publikę; 72 mecze w porównaniu do 24 z poprzedniego sezonu, a ponadto najwięcej od roku 2006/2007 – 71).

Zawiódł oczekiwania fanów: Rip Hamilton (jest cieniem siebie sprzed lat, aż dziw bierze, iż ten gracz brylował w NBA Finals; średnie 42% z gry i 14 oczek na mecz to najniższe w karierze od debiutanckiego sezonu!).

Na koniec sezonowe TOP10 Tłoków

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

1 Odpowiedź

  1. bargnani pisze:

    Ja bym stamtąd wywalił wszystkich poza Monroe, Stuckey’m i Charlie’m V. Nie rozumiem czemu Kuester ograniczał Charliego po dobrym początku. 7 pierwszych meczów sezonu +10, a w 9 meczu sezonu z Clippers rzucił 30. Potem też miał jeszcze dobrą serię (10 meczów z +10, w tym 6 +15) więc niezrozumiałe jest dla mnie, że zaś zaczął grywać po 10/15 minut na mecz. To chyba z trenerem coś nie tak jeśli woli takie drewna jak Maxiell i Wilcox :|

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *