Drobnym drukiem: Wspomaganie medyczne

Jakiś czas temu w świecie NBA znów się zrobiło głośno o sterydach. Wszystko za sprawą Derricka Rose’a, który podczas jednego z wywiadów dość nieopacznie powiedział, że jest to bardzo duży problem w lidze. Oczywiście nazajutrz przez swojego rzecznika wszystko prostował, ale mleko się rozlało. To sprawiło, że zacząłem się zastanawiać jak wyglądałaby koszykówka pozbawiona medycznych wspomagaczy.


Na początku zdefiniuję co według mnie jest, a co nie jest dopuszczalne w sporcie. Po pierwsze akceptuję napoje izotoniczne w stylu Powerade czy Gatorade, które uzupełniają poziom soli mineralnych. Chodzi o to, że podczas intensywnego wysiłku każdy z nas wydala wraz z potem bardzo dużo substancji mineralnych. Mając krótki czas na odnowę sportowcy muszą, a nawet powinni się takimi środkami wspierać. Jestem w stanie także zrozumieć wypicie przed spotkaniem napoju pobudzającego na bazie kofeiny czy tauryny (mniej lub bardziej naturalnego), który działa jak espresso czy sole trzeźwiące dla boksera.

Jestem jednak też świadomy, że na tym się nie kończy medyczne wspomaganie w NBA. Możemy dywagować, czy z nielegalnego dopingu korzystają wszyscy czy tylko prawie wszyscy, ale raczej nie podlega to dyskusji, że taki temat istnieje. W losowych i bardzo rzadkich kontrolach albo nie wpada nikt, albo po prostu raz na jakiś czas trafia się tzw. ‚czarna owca’. Takie owce sprawiają, że komisje są zadowolone (w końcu kogoś złapali), a liga może powiedzieć że skoro trafił się 1 przypadek na 1000 to problemu dopingu nie ma.

To ma moim zdaniem trochę inną stronę. Najlepsi gracze, ich managerowie i trenerzy są w stanie zapłacić potężne pieniądze, aby móc skakać wyżej, biegać szybciej czy móc wytrzymać na boisku 46 minut zamiast 42. Sprawia to, że ośrodki medyczne w stylu osławionego BALCo są zawsze o krok przed testującymi. Po prostu wiedzą, jak wygląda sprawdzanie zawodnika i są w stanie stworzyć taki środek, którego nikt nie wykryje. W sytuacji, gdy w końcu ktoś wpadnie na jego ślad – topowi sportowcy używają już innego.

Powtarzam – możemy się łudzić, że tak nie jest i nasi idole są czyści, ale zdrowy rozsądek podpowiada coś innego. Pomyślcie – macie 24 lata, jesteście w sile wieku. Gracie minimum 4 spotkania tygodniowo przez 7 miesięcy. Niech to nawet bedzie po 25 minut w każdym z nich, ale w tempie jakie widzimy w telewizji, czyli non-stop bieganie od kosza do kosza. Do tego dochodzą treningi, rozgrzewki i rozbiegania po zawodach. Także ciągłe przeloty z jednego końca USA na drugi. Wywiady dla prasy, telewizji i sponsorów. Z ręką na sercu ilu z Was byłoby w stanie wytrzymać takie obciążenie jedząc tylko zdrowe jedzenie, pijąc napoje izotoniczne i wodę?

Zastanawiając się nad tym felietonem sam złapałem się na tym, że nie chciałbym oglądać NBA ‚zwykłych ludzi’. Powiedzcie sami – wstawalibyście o 3ciej w nocy, żeby zobaczyć 2h mecz, w którym są 2 efektowne zagrania i kończy się wynikiem 72-59? Codzienne Top 10 wyglądałoby jak wyjęta z podrzędnej ligi na starym kontynencie. Dziennikarze natomiast zastanawialiby się czy ktoś przekroczy barierę 25 zdobytych punktów…

Czyli de facto my sami pchamy sportowców do tego, żeby się szprycowali. Jeżeli nie będzie fanów to nie będzie sponsorów, transmisji telewizyjnych i wysokich kontraktów. 20 latek, który wyrwał się z biedy i całe życie marzył o tym, żeby mieć własne mieszkanie i samochód nawet nie zawaha się gdy pokaże mu się parę tabletek i strzykawkę. Wcale go za to nie winię – podobnie jak obecnych czy przeszłych graczy NBA.

To my – widzowie – jesteśmy powodem dopingu w zawodowym sporcie.

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

6 komentarzy

  1. grubatomek pisze:

    racja, racja i jeszcze raz racja!

  2. woy9 pisze:

    od razu myślę o AC Milanie i ich LABO;-) wiecznie młody Seedorf.

  3. bargnani pisze:

    „Powiedzcie sami – wstawalibyście o 3ciej w nocy, żeby zobaczyć 2h mecz, w którym są 2 efektowne zagrania i kończy się wynikiem 72-59?”

    Nie zamierzam wypowiadać się na temat samego dopingu, ale kurde – przecież nie jest tak, że bez dopingu nikt nie umie zrobić efektownego dunku, rzucać 40% za 3 czy podać na alley-oopa albo wytrzymać 40min w meczu. Nie wiem w jakim stopniu ćwiczyliście kosza i jakie metody stosowaliście, ale powiem wam tylko, że akurat jeśli chodzi o wyskok są metody treningowe, które nawet w amatorskich warunkach pozwalają ci go zdecydowanie poprawić więc co mówić przy specjalistach i pefekcyjnym sprzęcie.

    Granie na pełnym obciązeniu też jest możliwe bez wciągania jakichś trutek i to akurat powinniście wiedzieć.

    Mam wrażenie, że nie doceniacie możliwości ludzkiego organizmu – jak już mówiłem nie chcę mówić o tym czy doping jest, czy nie – nie wiem i wy też nie wiecie, a to co obmawiamy to przypuszczenia. W każdym bądź razie gdyby koks był tak powszechny Tay Prince, czy Dirk po tylu latach w tej lidze mieliby posturę Griffina już kilka lat temu…

    • dog78 pisze:

      …pierwsza sprawa.. do Dirka i Tya.. w nba każdy ma swój własny program treningowy dostosowany do indywidualnych potrzeb zawodnika.. wymienieni nie grali by tak jak graja i co im wychodzi.. przynajmniej Dirkowi.. gdyby podnosili tyle ciężarów co griffin..
      zresztą sam przyznaj ile meczy na takim poziomie byś wytrzymał grając 3 mecze tygodniowo plus cała otoczka z tym związana…
      ps. wiekszość z nas trenująca wyskok metodami treningowymi o których pewnie piszesz a’la super dunk 2 czy air attack 3 czy coś tam kończyło szybko „kariery” przez uszkodzone stawy kolanowe…
      a samymi suplementami człowiek tego „nie pochyto” ;]

  4. Bob pisze:

    @Bargnani

    Mylisz pojęcie dopingu o którym ja mówię z potocznym ‚koksem’. Przykładowo – większość kolarzy, która się szprycowała wcala nie wygląda jak Pudzianowski…

    Co do wytrenowania organizmu – jasne, ale spróbuj na maksymalnych obrotach trenować i grać przez 8 miesięcy w roku. Gwarantuję Ci, że gdybyś wsadził polskiego zawodowego koszykarza prosto do NBA i rotacji to by nie miał fizycznej możliwości dotrzymania kroku swoim kolegom. I to pomimo, że ma wytrenowany organizm i jest profesjonalistą.

    Nie wszystkie sterydy są od tego, żeby zwiększyć masę mięśniową. Można poprawić wytrzymałość, koncentrację, zdolność do regeneracji – tyle tylko, że po zakończeniu kariery większość graczy NBA chodzi jak Phil Jackson…

    • GPRbyNBA pisze:

      „tyle tylko, że po zakończeniu kariery większość graczy NBA chodzi jak Phil Jackson…”
      czyli jak?
      wg ciebie :-p

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *