Heat cały czas uciekają, a Mavs próbują gonić

Jak to się dzieje, że Heat niemal w każdym meczu tegorocznych finałów tracą w końcówce znaczną przewagę?

 

Oglądając tegoroczne finały mam przed oczami dużą przewagę Heat, która w pewnym momencie jest w niewiadomy sposób niwelowana przez zespół z Teksasu. Właściwie w każdym z meczów na początku drugiej połowy przewaga „Żaru” wynosiła od kilu do kilkunastu punktów. Najlepszym przykładem oczywiście był spotkanie numer dwa kiedy gospodarze nie potrafili utrzymać 15-punktowej przewagi i stracili ją w pięć ostatnich minut. W ostatniej grze także odpuścili prowadząc w ostatniej odsłonie dziewięcioma oczkami..

Skąd się to bierze i czym jest spowodowane?

Zawodnikiem zmieniającym oblicze Mavs w ostatnich kwartach jest niewątpliwie nadczłowiek Dirk Nowitzki. 10, 9, 15, 10 – to ilość punktów zdobywanych przez Niemca w ostatnich kwartach poszczególnych meczów. W G4 grając dodatkowo z 38-stopniową gorączką potrafił przeprowadzić decydujące akcje. Niesamowite jest to, że przez pierwszą połowę Dirk odpuszcza sobie właściwie grę ofensywną  po czym jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przeistacza się w kolejnych 24 minutach w bezwzględnego killera. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że gra za każdym razem dokładnie to samo czyli swój firmowy fade away lub wbicie pod kosz zakończone layupem. Kto by nie bronił przeciwko niemu nie ma szans na zablokowanie piłki. Wunder Dirk w finałowej rozgrywce zdobywa średnio 28 pkt., trafiając 49.6% rzutów z gry, 50% za trzy i niesamowite 93.7% z linii. Dodatkowo zbiera 8 piłek i rozdaje 2.6 asysty.

Żeby jednak nie było tak kolorowo trzeba się zastanowić gdzie podziewają się Mavs w pierwszych 24 minutach meczów, a może nawet w 36. Ciągle mam wrażenie jakby to Heat byli lepszą drużyną w tym finale i bardziej zasługiwali na tytuł. Dlaczego więc wynik rywalizacji pokazuje nam 2-2?

Mało tego, teraz to Mavs są raczej faworytem ostatecznej rozgrywki. Jeśli wygrają G5 będą mieli dwa meczbole na Florydzie gdzie wygrali już w drugim meczu.

Heat przyjeżdżali do Dallas z przekonaniem o własnej sile i to mimo pechowej porażki w drugim meczu. Rzeczywiście wszystko wygląda dobrze, ale do czasu. Mavs wygrali czwarte kwarty w każdej z trzech ostatnich gier. Podopieczni Erica Spoelstry w ostatnich 12 minutach jakby zapominali jak się gra w koszykówkę. Tracą mnóstwo piłek, Chris Bosh (35.2% FG w serii przeciwko Mavs) staje się soft, a Dwayne Wade nie trafia decydujących rzutów.

Osobną historią jest gra LeBrona, dla którego czwarty mecz okazał się najgorszym występem w historii jego gier w PO. W całej serii oddaje średnio tylko 14 rzutów w meczu (dla przykładu: w regular season 18.8, a przeciwko Celtics aż 21.6). Nie bierze na siebie odpowiedzialności. Za bardzo chyba przejął się rolą rozgrywającego przy fatalnej postawie Mike’a Bibby’ego. Heat potrzebują jednak jak wody jego punktów i dominacji jaką pokazuje nam przez ostatnie siedem lat w lidze.

Zaskakująca była w meczu numer cztery nieumiejętność Brona w wykorzystywaniu przewag. Przez długie momenty meczu był pilnowany przez Jasona Kidda i Jasona Terry’ego. Zazwyczaj grając przeciwko niższym graczom King James niszczy ich od początku do końca. Tym razem nawet kiedy minął już swojego obrońcę oddawał piłkę na obwód co w sumie powodowało spowolnienie akcji.

DeShawn Stevenson, który pomimo zepchnięcia na ławkę rezerwowych zagrał bardzo dobre spotkanie powiedział dzisiaj, że wyłączył z gry Jamesa i słowa te maja w sobie dużo prawdy, ponieważ rzucający obrońca Mavs jak mało kto potrafi wywierać presję na LeBrona.

Dodatkowo Stevenson trafił ważne trzy trójki i zdobywając 11 punktów ustanowił swój najlepszy wynik indywidualny w tegorocznych Playoffs.

Ta seria pokazuje jak bardzo mylili się ci, którzy przed sezonem spodziewali się, że Heat staną się zespołem LeBrona. W Miami zawsze rządził Dwayne Wade i tak pozostaje do teraz. Właśnie Flash byłby póki co MVP tych finałów gdyby nie te niebywałe czwarte kwarty w wykonaniu Dirka. Jego statystyki są niebywałe. 29.8 punktów, 8 zbiórek, 4.3 asyst i po 1.5 bloku i przechwytu. Do tego 58.8% z gry co jest szokiem kiedy zobaczymy, że D-Wade oddaje po 20 rzutów.

Mavericks mają w sobie więcej determinacji w ostatnich minutach spotkań. Wrzucają wtedy swój piaty bieg w ofensywie, a w obronie nie odpuszczają żadnej piłki. Stąd wiele przechwytów właśnie w końcowych momentach meczów finałowych. W tym czasie wielką robotę robi 38-letni Kidd, który nie stanowi już takiego zagrożenia w ataku jak kiedyś (30.8% FG), ale jego trzy przechwyty w czwartym meczu to była profesura. To najprawdopodobniej jedno z najlepszych spotkań indywidualnych zakończonych przez gracza z zerowym dorobkiem punktowym.

Wielką rolę odgrywają w taktyce po obu stronach parkietu Shawn Marion i Tyson Chandler. W sumie dostarczają swojej ekipie 25 punktów i 16 zbiórek. Marion przypomniał sobie, że w czasach gry w Phoenix był graczem pokroju All-Star. Razem z Chandlerem wykonują tytaniczną robotę na atakowanej desce co pokazała zwłaszcza końcówka ostatniego meczu kiedy zebrali w jednej z akcji chyba trzy piłki z rzędu dając okazje do ponowień dla Mavs. Niepokojące było oddanie aż pięciu zbiórek na własnej desce Joelowi Anthony’emu w pierwszej połowie. Po przerwie wszystko wróciło jednak do normy.

W zapowiedzi finału pisałem o wielkiej przewadze Mavs na ławce rezerwowych i bardziej wyrównanym składzie. Popatrzmy jak wyglądało to w kolejnych spotkaniach:

Game 1: 27-17 dla Heat

Game 2: 23-11 dla Mavs

Game 3: 25-19 dla Mavs

Game 4: 28-15 dla Mavs

Oczywiście zbyt dużym ułatwieniem byłoby powiedzieć, że kiedy ławka zespołu z Dallas gra na swoim poziomie to Mavs nie mają problemu z wygrywaniem. Tym bardziej, że w trzecim spotkaniu gracze z ławki Heat zdobyli mniej oczek, a mimo to goście wygrali.

Jednak postawa JET-a i J.J. Barei to ten element, który robi różnicę jeśli obaj wchodzą na swój poziom. Portorykańczyk wszedł teraz do piątki kosztem Stevensona, ale jak widzieliśmy wyszło to Mavs na dobre.

Piaty mecz może okazać się decydujący głównie ze względów psychologicznych. W historii finałów 73% drużyn, które wygrały piaty mecz przy stanie 2-2 zdobywało ostatecznie tytuł.

Na pewno drugi raz tak słaby mecz nie przydarzy się już Jamesowi. Formy Wade’a można być pewnym. Problemem Heat jest jednak koncentracja w ostatnich minutach kiedy obejmują znaczące prowadzenie. Być może to niedoświadczony Spoelstra nie ma jeszcze tyle charyzmy, aby natchnąć odpowiednio swoje „Big Three”?

Jak uważacie kto zdobędzie tytuł? LeBron i Wade zapoczątkują serię wygranych Miami w tej dekadzie i rozpoczną dominację w lidze na lata czy może jednak Dirk potwierdzi, że jest pół-bogiem i zapewni pierścień swojej ekipie?


Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

3 komentarze

  1. Mac pisze:

    Ten finał jest o wiele ciekawszy niż się spodziewałem :D

  2. Woy9 pisze:

    dla mnie to najciekawszy finał od lat. Ostatnie trzy potyczki z udziałem Lakersów nie były aż tak emocjonujące w moim przekonaniu i nie było tak ładnej koszykówki z indywidualnymi popisami ala Wade i Dirk. Dobre widowisko wygrywa!

  3. Piotr Gładczak pisze:

    4-3 dla Mavs. Tak postawiłem na przed finałem u bukmachera i czekam na rozstrzygnięcie:) Życzę Dirkowi tego tytułu za to co robi w tegorocznych PO.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *