Finały 2011 – rezerwowi

Finały czas zacząć. Już dziś pierwszy mecz ostatecznej rozgrywki o mistrzostwo NBA. Jaką rolę odegrają w tej walce rezerwowi?


Mark Cuban postanowił zbudować swój zespół zgoła odmiennie niż właściciele Heat. Zespół z Florydy większość budżetu przeznacza na słynne „Big three”, uzupełniając skład jedynie wyrobnikami w pierwszej piątce. Na porządnych graczy od szóstego do dwunastego brakło pieniędzy.

Mavs to natomiast świetnie zbilansowana ekipa o sile, której świadczy jedna wielka gwiazda i siódemka/ósemka wyrównanych graczy. Rick Carlisle nie ma problemu w tym, że jego pierwszo-piątkowi zawodnicy złapią faule. Wejście JETA Terry’ego czy J.J. Barei stanowi wystarczający zastrzyk energii dla drużyny z Dallas do wygrania meczu.

38.4 –  18.1. Ta statystyka jest kluczowa do rozpoczęcia dywagacji na temat siły rezerwowych obu ekip. Jest to porównanie ilości punktów dostarczanych w tegorocznych Playoffs przez graczy z ławki Mavs i Heat. Oczywiście więcej swojemu zespołowi pomagają ławkowicze z Teksasu.

Jest to prawdopodobnie najsilniejsza ławka rezerwowych w całej lidze. Terry, Barea czy Stojakovic w pojedynkę mogą rozstrzygać losy meczów. Wielką rolę odgrywa Brandon Haywood zwłaszcza gdy problemy z faulami ma Tyson Chandler.

Peja, któremu uciekł sprzed nosa tytuł jeszcze gdy grał w barwach Kings (2002) w tym roku trafia 40% rzutów zza łuku w Playoffs. Dostarcza zespołowi prawie 9 punktów w 22 minuty na parkiecie. Naturalnie kiedy znajduje się na parkiecie, traci na tym defensywa, ale takiego shootera chciałby mieć na ławce każdy trener. Do tej pory mało kto potrafi tak świetnie znaleźć się na pozycji po zasłonie jak właśnie Serb.

Jason Terry dokłada jeszcze 17.3 punktów w każdym meczu i jest drugim strzelcem Mavs. Pokazuje to tylko jak ważną rolę odgrywa w drużynie. Mógłby z powodzeniem występować w starting five, ale to właśnie jego wejścia na parkiet w trakcie meczu wspaniale równoważą siłę graczy startowych i rezerwowych.

Barea zdobywa tyle oczek co Stojakovic i jego zadaniem jest wprowadzić sporo zamieszania w szeregi rywali oraz dać sporo tak ważnego oddechu dla Jasona Kidda. W dwóch meczach przeciwko Thunder Portorykańczyk przejmował grę w swoje ręce i potrafił zdobyć np. 12 punktów z rzędu  meczu nr 1. Mimo malutkiego wzrostu Barea pokazuje wielkie serce do walki i może się okazać x-factorem tej serii.

Trudno być rezerwowym w takim zespole jak Heat kiedy w najważniejszych spotkaniach trzech liderów zdobywa 80% punktów całej drużyny. Dla tych, którzy grają role drugoplanowe pozostaje naprawdę niewiele okazji do wykazania się.

Nie można jednak zapominać choćby 25 punktów Jamesa Jonesa w pierwszym mecz przeciwko C’s czy 20 „oczek” Chalmersa z 76ers. Jones zawsze grozi rzutem z dystansu i kiedy „siedzi” mu rzut może stać się tym czwartym ogniwem drużyny, dobijającym ostatecznie przeciwników.

Postrzeganie ławki Heat zmieniło się także od czasu powrotu Udonisa Haslema. Silny skrzydłowy notuje dotychczas w ciągu 19 minut w PO po 3.8 punktów i zbiórek na mecz. Daje jednak przede wszystkim kolejną opcję bronienia Dirka Nowitzkiego. Chyba tylko on może poważnie utrudnić życie Niemcowi. Pamiętać należy jednak, że Haslem rozegrał tylko sześć meczów po poważnej kontuzji wyłączającej go z właściwie całego sezonu. Ciężko więc będzie mu wytrzymać długo intensywną obronę na Nowitzkim, który nie daje obrońcy ani chwili odpoczynku.

W obwodzie Eric Spoelstra ma jeszcze Mike’a Millera (22 pkt., 37% FG w PO) i Zydrunasa Ilgauskasa. Litwin jednak w pojedynkach czy to z Chandlerem czy Haywoodem stoi na straconej pozycji. Jedynym rozwiązaniem jest wysokie wychodzenie Big-Z na mid-range co rozluźni strefę podkoszową dając przy okazji szansę na wiele punktów w wykonaniu gwiazd Heat.

Juan Howard, Eddzie House i Jamal Magloire odgrywają tak małą rolę, że nie należy się spodziewać innego niż symboliczny udziału tych graczy w NBA Finale 2011.

To samo po przeciwnej stronie barykady tyczy się Coreya Brewera, Briana Cardinala i Iana Mahinmiego.

W tej rywalizacji przewaga zdecydowanie znajduje się po stronie Mavericks i jeśli Heat chcą włożyć ponownie pierścienie na palce muszą poważnie zastanowić się nad powstrzymaniem graczy z ławki. Czy da się to zrobić? Kolejny już raz odpowiem może nieco wymijająco, ale jakże skutecznie. 86 punktów z ławki przeciwko Lakers czwartym meczu. Jakieś pytania?:)

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *