Mavericks w Matrixie, a właściwie w NBA Finals 2011

Po wygranej 100-96 z Thunder w piątym meczu Dallas Mavericks awansowali po raz drugi w swojej historii do NBA Finals. Decydujące rzuty ponownie oddawał Dirk Nowitzki, ale największe zasługi dla wygranej Mavs mają Shawn Marion i Jason Kidd.

Stan I II III IV Wynik
Oklahoma City Thunder 1 27 28 21 20 96
Dallas Mavericks 4 26 26 20 28 100

Mecz swojej ostatniej szansy Thunder rozpoczęli fatalnie bo przegrywając 0-6 i później 6-12. Kolejny raz z Dirkiem Nowitzkim nie mógł sobie poradzić Serge Ibaka. Niemiec mijał młodego centra Thunder z niesamowitą łatwością i zdobywał kolejne punkty.

Wśród gości niezwykle zmotywowany był Kevin Durant, który także trafiał niemal wszystkie swoje rzuty, a dodatkowo wspierany był przed dobrze dysponowanego Russella Westbrooka. Po punktach tego drugiego OKC objęli pierwsze prowadzenie w meczu (21-19). Duet najlepszych graczy Thunder w pierwszej kwarcie zdobył aż 19 „oczek”, a ich zespół wygrał te 12 minut 27-26.

Gospodarze trafiali zaledwie 37.5% swoich rzutów z gry i właściwie oprócz Dirka i Tysona Chandlera (9 pkt.,9zb., 6 fl.) cała reszta pudłowała na potęgę.

Na początku drugiej kwarty Thunder dzięki trafieniu zza łuku Ericka Maynora (5 pkt., 2-6 FG) prowadzili już 38-30. Właśnie rezerwowi podciągnęli wynik dla przyjezdnych. Głównie zaś James Harden (23 pkt., 6 ast., 5 zb.), który do przerwy zdobył aż 16 punktów. W pewnym momencie „Brodacz” prowadził prywatny pojedynek z J.J. Bareą (14 pkt., 5 ast., 4 zb.). I jeden i drugi byli nie do powstrzymania przez defensorów rywali i po trafieniu Portorykańczyka strata Mavs zmalała do trzech punktów (36-39).

Na 1:11 przed końcem połowy po trójce Jasona Terry’ego (12 pkt., 3-9 FG) przewaga jeszcze bardziej zmalała (52-54), a ostatecznie po 24 minutach Thunder wygrywali 55-52.

27 punktów rzucili rezerwowi gości i w pierwszej połowie to oni byli liderami zespołu. Po udanej pierwszej kwarcie (12 pkt.) zupełnie zniknął KD co w tej serii niepokojąco często mu się zdarzało. Westbrook ponownie forsował zbyt dużo rzutów, których w ciągu tych 24 minut oddał aż 15 (6 trafionych). Postawa rozrywającego OKC była właśnie powodem tak nikłej przewagi po dwóch kwartach mimo, że wygrywali oni walkę na tablicach, tracili mniej piłek i więcej zbierali. Nie był to najlepszy prognostyk na drugą połowę dla zespołu Scotta Brooksa pamiętając, że Mavs w obwodzie mają rozkręcającego się Wunder Dirka. Najlepszy strzelec Dallas po połowie miał na koncie 13 punktów trafiając 4 z 5 rzutów z gry.

Przyznam, że po meczu numer cztery i stylu w jakim wygrali Mavs spodziewałem się pewnej wygranej zespołu z Teksasu w kolejnej potyczce. Wydawało mi się, że podłamani gracze z Oklahomy się nie podniosą. Walczyli jednak o wygraną, a największym ich problemem był brak skuteczności liderów.

Druga połowa rozpoczęła się od gry punkt za punkt, ale ciągle na prowadzeniu znajdowali się goście. Fatalnie pudłował KD, a po swoim czwartym faulu na ławce usiadł i tak słabo spisujący się dzisiaj Ibaka (14 min., 2 pkt., 3 zb., 1-6 FG). Wobec fatalnej postawy Kendricka Perkinsa (0 pkt., 8 zb.) Thunder brakowało ognia pod koszami. Mavs odzyskali prowadzenie po rzucie za trzy Peji Stojakovicia, który w serii przeciwko OKC trafia zaledwie 31% rzutów z gry i 24% zza łuku. Tym razem jednak „odpalił” bardzo ważny rzut. Po chwili wyprowadzający piłkę spod kosza Westbrook (31 pt., 8 zb., 5 ast., 11-28 FG) odepchnął Terry’ego  za co został ukarany szóstym w tegorocznych PO przewinieniem technicznym (66-63).

W tym momencie obudził się na chwilę ze strzeleckiego letargu Durant (23 pkt., 9 zb., 8-20 FG), trafiali Westbrook z Collisonem (12 pkt., 12zb., 2 blk.) i po runie 9-0 Thunder wyszli na prowadzenie 72-66. W końcówce trzeciej „ćwiartki” Rick Carlisle posłał do boju niską piątkę z Kiddem, Bareą, Terrym, Marionem oraz Nowitzkim przesuniętym na „piątkę” licząc, że uda się zmniejszyć straty. Przed ostatnią odsłoną OKC prowadzili jednak 76-72.

Z wysokiego C rozpoczęli ostatnie 12 minut Durant z Westbrookiem. Po ich trafieniach Thunder osiągnęli najwyższą przewagę w tym meczu 85-77. Potem wygrywali jeszcze 90-83 po dunku dobrze grającego Collisona i ………… zacięli się.

Od tego momentu na parkiecie niepodzielnie rządzili gospodarze. Na cztery minuty przed końcową syreną wielki przechwyt na Durancie zaliczył Jason Kidd (2 pkt.,10 ast.,7 zb.). Wyszedł z tego szybki atak, z którego Shawn Marion (26 pkt., 8 zb., 3 blk.) zdobył trzy punkty. Trafił i strata została prawie zniwelowana do zera (90-92).

Po chwili zrehabilitował się częściowo KD, ale był to łabędzi śpiew zespołu z Oklahomy. Na 2:07 do końca ważne punkty po indywidualnej akcji zdobył Marion. W odpowiedzi pudłuje Durant.

Kolejna akcja była decydująca dla losów całej rywalizacji i bardzo symboliczna. Najpierw za trzy przymierzył Nowitzki (26 pkt., 9 zb.), ale piłka nie wpadła do kosza. Zbiórkę w ataku zaliczył jednak Marion. Zbił piłkę do Kidda, który podał do Niemca ciągle stojącego za linią rzutów za trzy. Dirk ponownie rzucił, ale tym razem skutecznie. 95-94. 1:14 do końca. Nokaut. Gwóźdź do trumny Thunder.

Nowitzki pokazał liderom OKC jak wygrywa się takie mecze. Dirkowi wbrew pozorom w ostatnich minutach tego pojedynku nie szło najlepiej. Świetnie odcinał go od piłki Nick Collison i czołowy strzelec ligi miał problemy z umieszczeniem piłki w koszu. Tym jednak odróżniają się wielcy gracze od przeciętnych. Jeśli dostaną piłkę w decydującym momencie rywalizacji, trafiają bezbłędnie. To zrobił Dirk, czego nie potrafili dzisiaj Westbrook z Durantem.

KD może wziąć sobie na wakacje płyty z meczami Mavs i oglądać jak wykańcza się rywali metodycznie, a nie przypadkowo.

Ostatnia minuta gry to genialna obrona Dallas, która zmusiła do rzucania Maynora. Rezerwowy rozgrywający OKC spudłował, a Mavs wyprowadzili kontratak. Marion trafił z faulem i po dodatkowym rzucie wolnym wynik brzmiał 98-94. 48.9 sekund do końca.
Dwoma trafionymi rzutami osobistymi straty zmniejszył Westbrook. Piłkę mieli jednak Mavs. Pod presją nie trafił Dirk, ale ……………. jeszcze raz piłkę zbił Marion. Ta trafiła do Nowitzkiego, którego musieli faulować gracze z Oklahomy. Efekt? Dwa razy na linii staje Dirk i dwukrotnie umieszcza piłkę w koszu. 100-96. 13.3 sekund.

Przypomnijmy sobie poprzedni mecz. Pogoń Mavs i remis na kilka sekund przed końcem. Ostatnia piłka w regulaminowym czasie wędruje do Duranta. Ten wyłamuje się jednak z rozrysowanej przez Brooksa zagrywki i rzuca z 11. metra. Jak się to skończyło oczywiście pamiętamy.

Dziś mieliśmy kopię tej akcji tyle, że Thunder tym razem tracili cztery punkty. Durant oddał rzut z około 10. metra. Pudło. Zbiórka. Próba za trzy Hardena. Pudło. Good bye OKC.

Run 17-6 w ostatnich minutach. Coś nam to przypomina?

 

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

2 komentarze

  1. DeL napisał(a):

    Teraz został im tylko ostatni etap.
    tym razem najtrudniejszy

    Lakers – Kobe 1
    OKC – KD, Westbrook 2
    Heat – Dwade, LBJ, Bosh 3

    dadzą rade?

  2. GPRbyNBA napisał(a):

    pewnie nie
    z bykami też by popłynęli

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *