3-1 dla Mavs, bo nigdy nie można być pewnym swego w NBA

Oklahoma City Thunder mimo prowadzenia piętnastoma punktami na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry nie potrafili wygrać z Dallas Mavericks. Mavs prowadzą w serii 3-1 i brakuje im tyko jednego zwycięstwa, aby zagrać w tegorocznym Finale NBA. Kolejny raz genialnie zagrał Dirk Nowitzki zdobywca 40 punktów.

 

Stan I II III IV OT
Dallas Mavericks 3 22 32 23 24 11 112
Oklahoma City Thunder 1 31 28 22 20 4 105

Mecz w Oklahomie gospodarze rozpoczęli tak jak zazwyczaj robili to …….. ich rywale. Twarda obrona od początku i świetne transiton offense  pozwoliło podopiecznym Scotta Brooksa trafić pierwsze dziewięć rzutów i prowadzić po czterech minutach już 18-8. 10 punktów w tym okresie zdobył Kevin Durant, którego gracze Mavs w żaden sposób nie mogli powstrzymać. Było to częściowo spowodowane zbyt powolnym przemieszczaniem się z ataku do obrony stąd takie obrazki jak KD kryty przez Jasona Kidda. Tak wytrawny strzelec jak lider OKC potrafi wykorzystywać bezbłędnie takie przewagi.

Mavs nie mieli pomysłu na grę w ataku, a dodatkowo tracili zbyt dużo piłek co w tegorocznych Playoffach było specjalnością Thunder szczególnie właśnie w początkowych minutach meczów. Tym razem to Kidd i spółka stracili w 12 minut aż 6 piłek. Pierwsza piątka Thunder grała tak dobrze, że pierwszej zmiany Brooks dokonał dopiero po ośmiu i pół minutach. Wejście rezerwowych nie oznaczało osłabienia składu gospodarzy. Po trafieniu z ponowienia Nicka Collisona prowadzili 31-20. Właśnie zbiórki ofensywne były kluczem do takiej przewagi OKC. Gracze z Oklahomy zebrali 5 piłek z tablicy Mavs przy zaledwie czterech zbiórkach rywali w ogóle.

Kwarta zakończyła się wygraną miejscowych 31-22, a świetnie kryty przez Serge’a Ibakę Nowitzki zdołał oddać tylko dwa rzuty z gry, z których trafił jeden.

W drugiej odsłonie Dirk rozpoczął swój festiwal trafień mimo, że obrona Ibaki wcale nie osłabła. Niemiec zwyczajnie kiedy wpada w trans jest nie do powstrzymania. Po kolei jednak.

Jeszcze na początku kwarty Thunder prowadzili 49-38 po trafieniu Westbrooka, który wykorzystywał bezlitośnie swoje przewagi nad J.J. Bareą (7 pkt., 3-10 FG).

Od tego momentu Mavericks bronili coraz lepiej co było związane z powrotem na parkiet Tysona Chandlera (5 pkt., 8 zb., 2 prz.), który na początku pierwszej kwarty musiał zejść z powodu dwóch szybkich fauli. Zastąpił go Brandon Haywood (9 pkt., 3 zb.), który sporo dał w ofensywie zdobywając siedem oczek. Problemem jest jednak dla Mavs jego mobilność przy tak szybkiej grze Thunder. Po trafieniu Dirka ponad Ibaką było już tylko 51-46 dla OKC. Niebawem faulowany Niemiec trafił dwa rzuty osobiste i strata zmalała do trzech punktów (53-50).

Ostatecznie po 24 minutach Thunder wygrywali 59-54. Mavericks mogli jednak się cieszyć ze zmniejszenia straty w porównaniu z pierwszą kwartą. Stało się tak głównie za sprawą Dirka, który dodał do dorobku swojego zespołu w ciągu tych 12 minut aż 17 punktów, nie pudłując żadnego ze swoich rzutów.

OKC wygrywali dzięki wielkiej przewadze na tablicach i w pomalowanym skąd w ciągu dwóch kwart zdobyli aż 40 punktów. Taka gra do środka dawała im przewagę (67% FG) mimo braku choćby jednego trafienia za trzy.

Na drugą połowę Mavs wyszli bardzo zmotywowani i po zaledwie dwóch minutach i trafieniach Kidda (za trzy) i Dirka po ograniu Ibaki przewaga gospodarzy wynosiła już tylko dwa punkty (61-59). Do gry powrócił wtedy jednak niewidoczny przez drugą kwartę Durant. Poprowadził swój zespół do runu 9-2 zakończonego jego celnym rzutem za trzy oraz trafionym rzutem z linii za przewinienie techniczne Chandlera (70-61). Na tamtą chwilę Thunder mieli aż 12 ofensywnych zbiórek przy 13 Dallas w sumie. Niebawem przewaga OKC jeszcze wzrosła (74-63) po kolejnym kontrataku i punktach Nicka Collisona (12 pkt., 7 zb.,6 fl.).

Za dużo czasu jednak piłka znajdowała się w rękach Westbrooka (19 pkt., 8 zb., 8 ast., 7-22 FG, 6 str.) co jak wiemy w tegorocznych PO zazwyczaj źle kończy się dlatego zespołu. Po części spowodowane było to brakiem ruchu w ataku co uniemożliwiało rozgrywającemu Thunder szukanie lepszych rozwiązań.

Dallas po punktach Terry’ego (20 pkt., 5 zb., 4prz.) i Haywooda powrócili w tym meczu i przed ostatnią kwartą przegrywali tylko 77-81, ale coraz lepiej spisywali się w defensywie. W trzeciej odsłonie wymusili aż 9 strat graczy Brooksa podczas gdy sami zgubili zaledwie jedną piłkę. Spowodowane to było świetnym ball movement, które rozrywało obronę gospodarzy i ułatwiało trafianie nawet przy słabszej w tym okresie dyspozycji Nowitzkiego.

Wunder Dirk zniknął na dłużej w tym meczu i na początku czwartej „ćwiartki” spudłował następne trzy rzuty. Thunder natomiast grali jak z nut i na 5:04 do końca regulaminowego czasu gry prowadzili 99-84 po trójce Duranta (29 pkt., 15 zb.), którą poprzedziła jeszcze jedna zbiórka w ataku Collisona. Dagger. Tak zapisałem sobie przy tym rzucie.

Czy da się racjonalnie wyjaśnić to co stało się potem? Doświadczenie? Szczęście? Prawdę mówiąc chyba wszystkiego po trochę, a najwięcej Dirka Nowitzkiego (40 pkt., 5 zb., 12-20 FG).

Od stanu 86-99 do końca kwarty Niemiec zdobył  12 punktów. Kryty przez Collisona, przez Collisona z Ibaką. Nikt nie mógł go powstrzymać. Wpadł w trans jak w pierwszym meczu i udowodnił, że jest najlepszym zawodnikiem Playoffs 2011.

4:33 – trafia jeden z dwóch rzutów wolnych (87-99)

3:14 – fade away przy naprawdę twardej obronie Collisona (91-99)

2:21 – trójka naprzeciwko kosza (94-101)

2:00 – ponownie trafienie nad Collisonem (96-101)

1:25  – jeszcze raz to samo (98-101)

0:06 – faulowany przez Collisona. Nie myli się na linii rzutów osobistych (101-101)

Thunder mieli jeszcze 6.4 sek. żeby mimo wszystko wygrać ten mecz. Kevin Durant zrobił jednak najgorszą z możliwych rzeczy. Postanowił rzucać z około 11. metra co zakończyło się blokiem Shawna Mariona (7 pkt.,4 zb., 4 prz.). Matrix w końcówce tego meczu to była bestia w obronie nie pozwalająca zrobić KD czegokolwiek pożytecznego. Dogrywka.

Dwa pierwsze punkty zdobył niezniszczalny Dirk. Wyrównuje Ibaka (18 pkt., 10 zb., 5 blk.) trafiając z piątego metra (105-105). Jak się okazało były to ostatnie punkty dla gospodarzy. Fatalnie grał Westbrook, który w ostatnich minutach regulaminowego czasu jak i w dogrywce pokazał dlaczego to nie on zagra w tegorocznym Finale NBA. Brak pomysłu na rozegranie akcji, forsowanie bezsensownych rzutów i głupie straty.

Jason Kidd? Zupełne przeciwieństwo. Opanowanie i mądrość jak choćby przy wyprowadzeniu piłki w końcówce kiedy nie zagrał piłki w tłum tylko wycofał ją pod własny kosz gdzie Terry zaoszczędził kilka ważnych sekund uciekając chcącym go sfaulować rywalom. To właśnie Kidd (17 pkt., 7 ast., 5 zb., 4 prz.) na minutę przed końcową syreną „ukradł” piłkę Durantowi po czym trafił wielką trójkę z rogu boiska. Thunder nie mogli się już po tym podnieść (108-105).

Ostatnie 10 minut meczu? 28-6! Dwadzieścia osiem do sześciu!

3-1 dla Mavs. Jeśli mam być szczery to nie wróżę nic dobrego dla kibiców OKC. Nie mówię nawet o historii, która tylko dwukrotnie widziała, aby zespół przegrywający 1-3 w serii nie mając przewagi parkietu awansował dalej.

Zwyczajnie po tym co stało się w ostatnich minutach meczu numer cztery obawiam się, że ten kolejny zakończy się blowoutem. Widząc jak załamani schodzili z parkietu gracze z Oklahomy wiem, że na pewno to będzie siedziało im długo w głowach. 15 punktów przewagi stracone w niespełna pięć minut…….

55-33 w zbiórkach, 20-5 w ofensywnych. 9-2 w blokach. 54 punkty z pomalowanego przy 36 Mavs. 19-6 z szybkiego ataku. To wszystko przewagi Thunder w tym spotkaniu. Dodatkowo 46.7% – 43.2% w rzutach z gry.

Gdzie w takim razie leży źródło tej porażki? 26 strat Westbrooka i spółki, z których Dallas zdobyli właśnie tyle punktów.  Zabrakło tym razem punktów rezerwowych. Po za Collisonem żaden z graczy z ławki nie zanotował nawet 10 punktów, a najpewniejszy wydawałoby się James Harden (7 pkt., 7 zb., 4 str.) był właściwie niewidoczny, a w końcówce kiedy ważyły się losy wyniku, „spadł” za sześć fauli.

Kevin Durant trafił pięć pierwszych rzutów w ciągu 5 minut po czym w kolejnych 48 minutach meczu do kosza wpadły zaledwie 4 z 17 prób. 0-3 w dogrywce. Lider ekipy mającej mistrzowskie aspiracje nie może tak zagrać. Nowitzki pokazał Durantowi co znaczy grać skutecznie w odpowiednim momencie. KD w clutch time zawiódł na całej linii. 9 strat w takim spotkaniu?

Pochwalić należy zespół z Teksasu za to, że nie zrezygnowali kiedy przegrywali piętnastoma punktami. Wola walki Kidda i Nowitzkiego oraz chęć założenia mistrzowskiego pierścienia są u nich tak wielkie, że możemy dziękować losowi mogąc ich oglądać w takich meczach.

Mecz numer pięć odbędzie się w Dallas w środę o 3:00. Myślicie, że wrócimy do Oklahomy?

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

2 komentarze

  1. GPRbyNBA pisze:

    to ja w takim razie szukam 4 kwarty tego meczu

  2. GPRbyNBA pisze:

    Po oglądnięciu 4 kwarty stwierdzam co następuje: te czopki powinny próbować wejść pod kosz, przepchnąć się lub podać do kolegi który tam stoi.
    Generalnie powinni próbować czegokolwiek innego niż rzucanie z dystansu.
    Pod koniec meczu gdy sie prowadzi trzeba szukać łatwych punktów a rzuty za 3 do takich nie należą. Po przepchnięciu się pod kosz kto wie, może zostanie się sfaulowanym chociaż a ci od stanu 99-84 nawet raz tego nie próbowali do czasu 31s przed końcem dogrywki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *