Koniec wspaniałej przygody Grizzlies

Zespół Oklahoma City Thunder awansował do finału Konferencji Zachodniej po zwycięstwie 105-90 w siódmym meczu z Memphis Grizzlies. 39 punktów zdobył Kevin Durant potwierdzając miano najlepszego strzelca w NBA.

 

Stan I II III IV Wynik
Memphis Grizzlies 3 17 17 24 32 90
Oklahoma City Thunder 4 21 21 30 33 105

W jutrzejszym pierwszym meczu finału Konferencji Zachodniej w Dallas zagrają Thunder. Mimo całej sympatii do Grizzlies i ich niesamowitej serii w tegorocznych Playoffs muszę przyznać, że to OKC zasłużyli na ten awans i walkę o tytuł. Patrząc w perspektywie kilku kolejnych lat to właśnie podopieczni Scotta Brooksa mają największe szanse nawiązać walkę z Big Three z Florydy. Bohaterowie dzisiejszego spotkania czyli Durant i Westbrook mają zaledwie po 23 lata, a ich głowni pomocnicy czyli Perkins, Ibaka czy Harden są niewiele starsi lub wręcz młodsi.

Z każdym meczem widać coraz większą dojrzałości i pewność siebie w tym zespole. Konsekwencja z jaką KD punktował Grizzlies była porażająca. Po siedmiu minutach gry w trzeciej kwarcie i trójce Mike’a Conleya (18 pkt., 6 ast., 5 zb.) kiedy przewaga gości zmalała do tylko trzech punktów wydawało się, że „Miśki” wchodzą w swój rytm. Prawdopodobnie by tak było ponieważ w swoje rzuty zaczął trafiać nieskuteczny w pierwszej połowie (tylko 6 punktów) Zach Randolph. Prawdopodobnie ponieważ w drużynie gospodarzy gra zawodnik z numerem 35 na koszulce. Od tej chwili Thunder zanotowali run 14-2 głównie za sprawą ośmiu punktów Duranta. Wtedy nawet kibice Grizz mogli przypuszczać, że końcowy wynik będzie dla nich negatywny.

Goście jeszcze próbowali rzucać się w pościg za Thunder, ale brakowało kogoś kto byłby w  stanie wrzucić wyższy bieg i trafić kilka szalonych rzutów. Kogoś takiego jak James Harden (17 pkt., 4 zb., 4 prz., 3 ast.) trafiający trzy trójki w trzeciej kwarcie. „Brodacz” był w tej serii najważniejszym zawodnikiem Thunder zaraz po Westbrooku i Durancie. Może jednak był tym najważniejszym? Postawa dwóch liderów to żadna niespodzianka, a Harden w siedmiu meczach przeciwko Memphis notował średnio 13.9 pkt., 4.7 zb., 4.1 ast., 48.4% FG, 1.0 blk i 1.3 prz. Całkiem ładna linijka statystyczna. Przy 32 minutach spędzanych na parkiecie są to liczby fantastyczne i zauważyć trzeba, że za każdym razem wchodził z ławki dając wielkiego powera wtedy kiedy Durant schodził za faule czy Westbrook tracił piłki na potęgę.

Przed ostatnią kwartą Grizz mogli mieć jeszcze nadzieję pamiętając jak odrabiali 18 punktów straty w meczu numer trzy. Ostatecznie jednak wynik został zamrożony kiedy na samym początku ostatniej odsłony po niecelnym rzucie Erica Maynora skutecznie ponowił akcję Nick Collison (8 pkt., 12 zb., 3 blk.). 74-58. Wtedy głowy wszystkich graczy Grizzlies opadły na dół i nadzieja uleciała z ich ciał.

Przed rywalizacją obu ekip wielu wskazywało jako najsłabszy czynnik po stronie OKC ławkę rezerwowych. W tym momencie wielu z was może się bardzo zaśmiać, ale tak niewątpliwie było. Oprócz Hardena ciężko było dostrzec kogokolwiek mogącego odmienić losy choćby pojedynczego meczu wchodząc z ławki. Jakież było zdziwienie kiedy to kolejno Harden, Maynor, Collison, Cook czy Nazr Mohammed grali kluczowe role. W siódmym meczu rezerwowi gospodarzy zdobyli 42 punkty przy 22 Grizzlies. Na przestrzeni wszystkich siedmiu spotkań przewaga ta wyniosła aż 52 „oczka” (251-199). Różnica kolosalna decydująca w wielkiej mierze o sukcesie „Grzmotów”.

Chciałbym zatrzymać się także na chwilę przy Collisonie, który w oczach wielu jest białym „drewniakiem” mogącym służyć jedynie jako mięso armatnie w jednej z kolejnych wymian. Po pozyskaniu Perkinsa wydawało się, że czas Nicka w Thunder dobiega końca. Ta seria ukazała jednak jak wiele znaczy on dla tego zespołu. Paradoksalnie właśnie kiedy przyszedł Perk Collison mógł pokazać w całej okazałości swoje duże umiejętności głównie w defensywie. Spowodowane było to notorycznymi problemami z faulami Perka. Wystarczy spojrzeć w statystyki. Kiedy na parkiecie przebywał biały center OKC Z-Bo zdobywał średnio o trzy punkty mniej i trafiał zaledwie 37% swoich rzutów z gry. Jego stosunek +/- w przeliczeniu na 36 minut gry przeciwko Collisonowi wynosił -16.2!

Wielki mecz rozegrał Russell Westbrook (14 pkt., 14 ast., 10 zb.) notując pierwsze triple-double w siódmym meczu PO od 1992 roku i podobnego osiągnięcia Scottiego Pippena przeciwko Knicks. Bulls rozpoczęli wtedy swój marsz po mistrzostwo tak więc wszystko przed Thunder. Zagrał tak jak oczekują tego kibice jego zespołu. Nie próbował zdominować gry ofensywnej poprzez zbyt długie przetrzymywanie piłki i dużą ilość rzutów. Rzucał tylko 12 razy, a aż dziewięciokrotnie asystował przy rzutach z 5/6 metra lub za trzy.

Wielkim problemem stwarzającym lukę w ofensywie Memphis był Mike Conley. W całej serii przy niemal 15 oddawanych rzutach trafiał niecałe 6. 38.2% skuteczności z gry to spadek aż o 6.2% w stosunku do sezonu regularnego i tak naprawdę kiedy zabrakło punktów od Z-Bo to rozgrywający Grizz nie potrafił wziąć spraw w swoje ręce i poprowadzić drużyn do wygranej. Właściwie tylko mecze dwa i trzy można uznać za udane  jego wykonaniu, a już np. 10 pudeł na 12 rzutów w meczu czwartym jest wynikiem katastrofalnym.

Randolph do przerwy kiedy Grizz przegrywali 34-42 zdobył zaledwie 6 punktów. Po graczu o takich gabarytach widać było w tej rywalizacji zmęczenie zwłaszcza kiedy drugi mecz był po zaledwie jednodniowym odpoczynku. Widac to wyraźnie po statystykach z piątego i siódmego meczu.. Fatalne 40% trafiane w serii z Thunder to właśnie w dużej mierze efekt zmęczenia. Zabrakło zawodnika mogącego odciążyć Z-Bo od twardej walki z Perkinsem czy Collisonem.

Zabrakło zawodnika mogącego podobnie jak Kevin Durant wcisnąć przycisk „Turbo” i odlecieć rywalom dwie klasy wyżej. Dokładnie to zrobił tym razem KD po fatalnym szóstym spotkaniu kiedy zaliczył zaledwie 11 punktów. Ani Shane Battier (4 pkt., 4 zb.) ani Tony Allen (7 pkt., 4 prz., 3 zb.) nie dali rady wywierać presji na najlepszym strzelcu NBA tak jak w ostatnich grach.

Thunder zanotowali świetną efektywność w ataku (119 pkt./100 posiadań) trafiając 48% rzutów z gry (37-77 FG). Zatrzymali natomiast Grizzlies na 39.8% z gry i tylko pięciu trafionych trójkach (na 15 prób).

Pierwszy mecz przeciwko Dallas już jutro o 3.00 naszego czasu.

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

3 komentarze

  1. Woy9 pisze:

    Fatalny występ w ataku miał Battier. jak widziałem jego trzy cegły w drugiej kwarcie to już myślałem ,że nie dadzą rady.
    Człowiek od specjalnego zadania Nick Collison zrobił wielką robotę przy zatrzymaniu Z-Bo.
    p.s. nie będziemy strzelać do Miśków (Rozstrzelani-pokonani) są pod ochroną ;-) – zagrali super serię i awansowali w hierarchii teamów.

  2. latus pisze:

    chapeau bas dla panów z Grizzlies!

  3. Piotr Gładczak pisze:

    Dokładnie latus. Mimo odpadnięcia to Grizzlies są wielkimi wygranymi tego sezonu. Przyszłość należy do nich tylko trzeba koniecznie zatrzymać młodszego Gasola i ewentualnie szukać wymiany z Samem Youngiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *