W Memphis ciągle wierzą. Z-Bo powrócił w wielkim stylu

Dzięki wygranej Memhis Grizzlies 95-83 pierwszy raz  w tym sezonie będziemy świadkami meczu numer siedem w Playoffs. Po fatalnym występie w poprzednim spotkaniu tym razem genialnie zagrał Zach Randolph i Grizz wyrównali stan rywalizacji na 3-3.

Stan I II III IV Wynik
Oklahoma City Thunder 3 21 33 14 15 83
Memphis Grizzlies 3 23 21 28 23 95

Grizzlies rozpoczęli mecz z O.J. Mayo w pierwszej piątce, który zastąpił Sama Younga (7 pkt., 3-7 FG). Zmiana ta miała dać trenerowi Hollinsowi szansę na stworzenie jakiegokolwiek zagrożenia na obwodzie od początku meczu czego nie było w ostatnim spotkaniu. Thunder jak niemal w każdym meczu tej serii wyszli na parkiet bez odpowiedniego skoncentrowania i już po trzech minutach stracili cztery piłki, a w całej kwarcie aż siedem. Pierwsze sześć oczek dla Grizz zdobył wyraźnie zmotywowany ostatnim słabym występem Zach Randolph. Miejscowi przegrywali jednak 6-13. Wtedy jednak drugi faul popełnił Kevin Durant i najlepszy strzelec Thunder musiał udać się na ławkę rezerwowych. Tuz po jego zejściu Memphis zanotowało run 9-0 za sprawą trafień Gasola, Conleya i po ponowieniu Battiera. Właśnie zbiórki ofensywne, które stwarzały szansę na punkty drugiej szansy były tym decydującym o przewadze w pierwszej kwarcie czynnikiem.

Trzy minuty przed końcem po dunku O.J. Mayo gospodarze prowadzili już 21-16, ale nie potrafili dowieźć tej przewagi do końca. W końcówce dzięki kontratakom Thunder odrobili część strat i kwarta zakończyła się wygraną Grizzlies 23-21. Na parkiecie od początku widać było, że jest to mecz o wielką stawkę ponieważ co i rusz dochodziło do utarczek między graczami. Najczęściej spinali się ze sobą Randolph i Perkins (6 pkt., 7 zb., 2 blk.).

„Miśki” prowadziły dzięki elementom, których zabrakło w przegranym ostatnim meczu. W ciągu 12 minut zebrali aż pięć razy piłkę w ataku oraz walczyli do upadłego i nie odpuszczali żadnej akcji co najlepiej pokazał rzut na parkiet Gasola (8 pkt., 9 zb., 2 prz., 2 ast., 3 blk.) kiedy wygarnął piłkę z rąk Westbrooka.

W drugiej kwarcie na akcenty jednak się odwróciły. Thunder zagęścili pomalowane i coraz trudniej było się tam dostać graczom z Memphis. Brakowało punktów spod kosza, a zupełnie nie funkcjonowała gra obwodowa. Mike Conley w pierwszej połowie trafił ledwie jeden z siedmiu rzutów, a Mayo dwa z sześciu. Goście objęli prowadzenie 32-30 po akcji 2+1 Jamesa Hardena (14 pkt., 6 zb., 5 ast.), który już kolejny raz dał wielką zmianę. Od tego momentu przewaga Thunder tylko rosła. Nie musiał nawet trafiać świetnie pilnowany KD (2-4 FG w pierwszej połowie), a i tak notował najlepszy w zespole wskaźnik +20.

Grizzlies chyba zupełnie zapomnieli co znaczy transition defense i po kolejnych szybkich atakach Russella Westbrooka (27 pkt., 4 ast., 5 str.) tracili łatwe punkty. W sumie w pierwszych 24 minutach OKC byli lepsi od Grizz w punktach z kontr aż  13-0. Ostatecznie po runie 21-5 w końcówce drugiej odsłony Thunder wygrali pierwszą połowę 54-44. Gospodarze przegrali walkę o zbiórki 16-24 mimo przewagi  pierwszej kwarcie. Trafiali także zaledwie 38.3% swoich rzutów z gry przy aż 55.6% skuteczności „Grzmotów”.

Na drugą połowę Grizzlies wyszli bardzo zmotywowani i zdobyli pierwsze sześć oczek zmniejszając straty do czterech. Zatrzymali Thunder przez pierwsze trzy i pół minuty bez punktu kiedy to trafił dopiero Serge Ibaka (8 pkt., 5 zb.). Na 5:18 przed końcem kwarty po trafieniu Z-Bo Grizz wyrównali stan meczu po 59.

Świetnie grał Tony Allen (10 pkt., 5 zb.), który nie dość, że doskonale bronił na Durancie to jeszcze dokładał bardzo ważne punkty. KD spudłował w tej odsłonie aż sześć z siedmiu rzutów z gry. Przed ostatnią kwartą Grizzlies prowadzili 72-68. Wielki mecz w defensywie grał Shane Battier (5 pkt., 5 zb.). W dużej mierze dzięki niemu Thunder zostali zatrzymani na zaledwie 14 punktach w 12 minut.

Dopiero jednak ostatnia kwarta była popisem „Niedźwiadków”/Zacha Randolpha (30 pkt., 13 zb., 12-22 FG, 2 blk.). Z-Bo powrócił do życia w najlepszym możliwym momencie. Po jego trafieniu gospodarze prowadzili 76-71. Z kolejnych 10 punktów aż 8 było jego dziełem. Fantastyczna praca nóg pozwalała mu trafiać jumpery nad każdym kto go krył w danym momencie. Czy był to Nick Collison (6 pkt., 4 zb.), Perkins czy Ibaka to koniec akcji zawsze był taki sam. Po jego dwóch celnych rzutach osobistych na 5:13 przed końcem Grizz wygrywali 84-75. Chwilę wcześniej dwa razy z linii spudłował Perk.

Kompletnie wyłączony ze zdobywania punktów był Durant, który ograniczał się tylko do rzutów zza łuku co było spowodowane twardą grą w defensywie Battiera. KD zdobył najmniej punktów w karierze w postseason (11 pkt., 3-14 FG) i gdyby nie Russell Westbrook i jego oczka dorzucane po szybkim ataku to spotkanie byłoby rozstrzygnięte jeszcze szybciej.

Sprawę wyniku rozstrzygnął ostatecznie na dwie minuty przed końcem Conley (11 pkt., 12 ast., 3-12 FG) trafiając po penetracji dzięki zasłonom od Marca Gasola (90-79). Rozgrywający Memphis nie mógł się przez cały mecz wstrzelić w kosz Thunder, ale świetnie rozdzielał piłki i robił wielką pracę w obronie kiedy ukradł kilka ważnych piłek rywalom.

To co zrobił dzisiaj Randolph można określać tylko mianem genialnego meczu w jego wykonaniu. 12 punktów w ostatniej kwarcie. Kiedy wpadł w rytm trafiania mogliśmy się domyślać, że Thunder będą mieć problemy. Właściwie każda piłka w ofensywie szła w jego ręce. Zupełnie lekceważeni byli inni gracze Grizz, ale chyba nikt nie ma mu tego za złe ponieważ na jego twarzy rysowało się takie zacięcie jakby miał oddać życie za doprowadzenie do siódmego meczu.

W drugiej połowie Thunder rzucili tylko 29 punktów czyli o cztery mniej niż w samej drugiej kwarcie. Twarda obrona w wykonaniu Battiera i Allena, ale i podkoszowi zawodnicy dołożyli się do tego świetnego wyniku. Duet Gasol – Z-Bo zastawiali własną tablicę i w drugich 24 minutach to oni zdominowali walkę na desce. Obwodowi wywierali presję na niskich Oklahomy stąd aż 10 przechwytów z czego cztery były dziełem O.J. Mayo (16 pkt., 4 zb., 4 prz.). Właśnie wstawienie Mayo do starting five było bardzo udanym posunięciem. Jest on zawodnikiem o wiele bardziej absorbującym obronę przeciwnika niż Sam Young co zmusza rywali do większej uwagi przy bronieniu tego gracza.

I co najważniejsze Grizz zdobyli więcej punktów w pomalowanym (46-38) co w ich przypadku ma decydujące znaczenie. Co ważne większość tych zdobyczy po stronie OKC to punkty Westbrooka po penetracjach. Frontcourt Thunder nie miał nic do powiedzenia ze swoimi odpowiednikami wśród gospodarzy. Ibaka zbyt dużo faulował, Perkins był niemiłosiernie ogrywany przez Zacha. Collison miał przebłyski, ale nie zagrał aż tak dobrze jak w piątym meczu.

Mecz numer siedem już w niedzielę w Oklahomie o 21.30. To trzeba zobaczyć. Będzie to pierwszy siódmy mecz w tegorocznych Playoffs. Jak myślicie kto wygra?

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

3 komentarze

  1. deron pisze:

    Good job, Memphis. Way to defend home-court. That being said, OKC will win Sunday at home; KD is going to have more than 12 points.

    We finally got a Game 7 in the playoffs; now we’re going to hear the misleading stat about home teams winning Game Seven 75% or 80% of the time. They’re at home because they have the better record and are probably the better team anyway.

    http://theresastatforthat.blogspot.com/2011/04/game-7-in-nba-playoffs-home-court.html

  2. pipen pisze:

    Nice print screean derononie

  3. woy9 pisze:

    I would never say I am sure that OKC are so much in front before game no.7. Definately the Grizzlies are on the top after keeping Durant on the level of the ever worse game in post season.. We would see how physically strong Durantula and Westbrook are;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *