Thunder o krok od finału Konferencji

Wiedząc, że w historii Playoffs drużyna, która wygrała mecz po trzech dogrywkach kolejny zazwyczaj przegrywa Thunder mogli mieć obawy przed tym spotkaniem. Kluczem do wygrania miały się okazać punkty zdobywane z pomalowanego. Kto w tej serii zdobywa ich więcej wygrywa mecz. Do przewidzenia było więc, że walka pod koszami będzie nieustępliwa i faktycznie na brak twardej gry nie mogliśmy narzekać, ale tylko przez dwie i pół kwarty. Końcówka meczu to już typowy blowout rzadko spotykany w PO. Thunder nie pozostawili złudzeń Grizz i to oni objęli prowadzenie w serii 3-2.


Stan I II III IV Wynik
Memphis Grizzlies 2 17 18 17 20 72
Oklahoma City Thunder 3 17 29 25 28 99

Mecz rozpoczął się dla miejscowych fatalnie bo od prowadzenia 6-0 Grizzlies. W tym czasie gospodarze stracili kilka piłek i od razu przypomniały mi się wygrane przez zespół z Memphis spotkania w tej serii. Dopiero po czterech minutach pierwsze punkty dla OKC zdobył Russell Westbrook. Minutę później drugi faul złapał Serge Ibaka co paradoksalnie było korzystne dla Thunder ponieważ za niego na parkiecie pojawił się lepiej radzący sobie z Zachem Randolphem Nick Collison.

Gospodarze skutecznie realizowali swoją taktykę wypychania daleko od kosza Marca Gasola i Z-Bo i Hiszpan nawet nie oddał rzutu w pierwszych 12 minutach. Po drugiej stronie podkoszowi Oklahomy nawet jeśli dochodzili do pozycji rzutowych to nie potrafili ich wykorzystać pudłując fatalnie jak choćby Kendrick Perkins (5 pkt., 3 zb.).

Grizzlies za sprawą twardej obrony ze strony Tony’ego Allena (8 pkt., 4-13 FG, 3 str.) i Mike’a Conleya wywierali presję na parze Durant – Westbrook co ograniczało do minimum poczynania Thunder w ofensywie. X-factorem w tej serii jest jednak James Harden (9 pkt., 6 zb., 5 ast.). Po jego wejściu i szybkich siedmiu punktach gospodarze dogonili rywali. Po chwili jednak po trójce O.J. Mayo (5 pkt., 4 ast., 2-9 FG) kwarta zakończyła się wynikiem 17-17. Grizzlies wymusili aż 9 strat na Thunder dzięki czemu zdobyli osiem łatwych punktów. Miejscowi natomiast ograniczyli punkty rywali z pomalowanego oraz ofensywne zbiórki co sprawiło, że ani jedni ani drudzy nie potrafili osiągnąć przewagi.

Pierwsze prowadzenie OKC zanotowaliśmy po trzech minutach drugiej odsłony i trafieniu z szóstego metra Collisona (9 pkt., 10 zb.) (23-22). W tamtym momencie na parkiecie w zespole gospodarzy nie było Duranta i Westbrooka, a mimo to po trafieniu zza łuku Daequana Cooka (18 pkt., 4-5 3p) przewaga jeszcze się zwiększyła 26-24. Po jego celnym rzucie z 26 punktów Thunder aż 16 zdobyli rezerwowi.

Kiedy do gry wrócili liderzy „Grzmotów” różnica punktowa między drużynami rosła. Pięć punktów z rzędu Westbrooka (11 pkt., 6 ast., 25 min.) i jego asysta do Hardena wyprowadziły wynik na 37-31. Cztery kolejne oczka dodał Durant, a ostatecznie końcówka kwarty to run Thunder 16-4 i prowadzenie jedenastoma punktami do przerwy (46-35).

W pamięci jednak mieliśmy poprzednie dwa spotkania kiedy to drużyny prowadzące kilkunastoma punktami na koniec okazywały się gorsze. Wszystko więc miało rozstrzygnąć się w kolejnych 24 minutach. Okazało się jednak, że do przesądzenia losów tego meczu wystarczyło kilka minut kwarty numer trzy.

Po dwóch kwartach Thunder wygrywali walkę na tablicach (25-16) oraz ograniczyli duet Z-Bo – Gasol do zaledwie 9 punktów i 7 zbiórek przy 4 trafieniach na 11 rzutów. „Niedźwiadki” ogólnie miały problemy z celnością ponieważ przed przerwą trafiły zaledwie 38% ze swoich prób (16-42 FG).

Druga połowa rozpoczęła się od dwóch punktów KD po kontrze co zwiastowało co zdarzy się w kolejnych 12 minutach. Przewaga gospodarzy rosła z minuty na minutę by przed czwartą „ćwiartką” osiągnąć 19 punktów (71-52). Gdyby nie lepsza niż wcześniej postawa Gasola (15 pkt., 5 zb., 3 prz., 2 blk.) to strata Grizz byłaby jeszcze wyższa. Fatalnie grał Randolph (9 pkt., 7 zb., 3-9 FG), zupełnie nie przypominając tego zawodnika, który niemal w pojedynkę wyeliminował Spurs. Większość rzutów graczy z Memphis w trzeciej kwarcie oddawanych było pod presją i zazwyczaj  ostatnich sekundach akcji.

Na 2:40 przed końcem kwarty dwoma zbiórkami ofensywnymi popisał się Nick Collison. Po drugiej ponowił akcję i dodatkowo faulowany wykonał akcję 2+1 (65-46). Reszta spotkania to już dobijani Grizzlies. W końcowych minutach wśród rezerwowych siedzieli uśmiechnięci Westbrook i Durant. Mogli oklaskiwać pierwszy raz w tych Playoffs Nate’a Robinsona przyspawanego wcześniej do ławki.

Grizzlies jadą teraz do Memphis z nożem na gardle i aby wygrać muszą ponownie zacząć dominować na tablicach gdzie w dzisiejszym meczu zostali zmiażdżeni (33-50). Tacy specjaliści od walki o zbiórki jak Z-Bo i Gasol zebrali w sumie ledwie 12 piłek czyli mniej niż Thunder wywalczyli „tablic” w ataku (15).

Randolph i spółka trafili 36% z gry (28-78), a zdobycz 72 punktów jest ich najskromniejszą w całym sezonie. Zupełnie nie mogli wstrzelić się spod kosza gdzie spudłowali aż 19 z 27 layupów w czym przodował zwłaszcza Conley (9 pkt., 5 zb., 4 ast., 4-16 FG) grający chyba najgorsze spotkanie w tegorocznym postseason.

Jak dla mnie bohaterem Thunder był Nick Collison, od którego oczekuje się głównie twardej walki w obronie z czego wywiązał się znakomicie. Dodał jednak także sporo od siebie zbierając kilka ważnych piłek na atakowanej tablicy i rzucił sporo jak na niego punktów. Może dobrym rozwiązaniem dla Thunder byłoby wystawienie Collisona w kolejnym meczu w pierwszej piątce kosztem drewnianego nieco Perkinsa.

O ile na początku Tony’emu Allenowi nieźle wychodziło bronienie Duranta (19 pkt., 7 zb., 2 blk., 7-14 FG) to później zdecydowanie zabrakło mu wsparcia niewidocznego dzisiaj zupełnie Shane’a Battiera (15 min., 0 pkt., 3 zb.). Najlepszy strzelec gospodarzy oddał najmniej rzutów w tegorocznych Playoffach, a i tak był groźniejszy w ataku niż wszyscy gracze Grizz razem wzięci.

Jeśli „Miśki” marzą o powrocie do Oklahomy na siódmy mecz muszą wspólnie z trenerem Hollinsem znaleźć sposób na to jak przeciwstawić się obronie Thunder skupionej na wypychaniu Zacha i Gasola jak najdalej do kosza i zagęszczaniu pomalowanego. Uniemożliwia to granie ulubionej koszykówki Grizz, która polega na zdobywaniu jak największej ilości punktów spod kosza oraz na ścięciach niskich graczy. Przy takiej skuteczności za trzy (2-8 3P) nie mają oni innej opcji żeby straszyć OKC i jak widać Thunder nauczyli się już przeciwko nim grać.

Ten mecz udowodnił jak szybko młody zespół z Oklahomy dojrzewa. Ich koszykówka to już nie tylko bieganie, skakanie i rzucanie. Z każdym meczem w Playoffs dochodzi doświadczenie, opanowanie i niezbędna twarda gra w obronie. Kiedy w pierwszej kwarcie stracili aż dziewięć piłek wydawało się, że nie opanują nerwów i dalej będą grać szaloną koszykówkę. Przyszło jednak opamiętanie i uspokojenie gry. Spokojne rozgrywanie i szukanie odpowiedniej pozycji do rzutu. Umiejętność wykorzystania każdego błędu rywala. To potrafią tylko największe teamy w lidze. Powoli do ich poziomu dorastają Thunder. A może Thunder zwyczajnie już są jednym z tych zespołów?

Stawiam jednak, że ta seria przyniesie jeszcze sporo emocji i Grizz podniosą się po dzisiejszym laniu.

Jak uważacie?


Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

4 komentarze

  1. woy9 pisze:

    Znów defensywa Thunder udanie zatrzymała obwodowych Grizzlies, małe deja vu 4 meczu tylko, że rywale Grzmotów nie mieli dzisiaj możliwości oddawania klucz shotów – głównie przez 2 kw. Znów diabłek z pudełka okazał się Daequan Cook, który przypomniał sobie jako to jest być królem trójek;-) Thunder wg mnie już są o mały kroczek od awansu. Stawiam jednak na 7 meczów ze wskazaniem na OKC. jedno jest pewne następny mecz zrodzi wiele emocji i ogromną walkę. pozdro!

  2. Piotr Gładczak pisze:

    Ja stawiam na Grizz w siedmiu meczach:) Mimo wszystko nie da się zatrzymywać co wieczór Z-Bo na takim poziomie jak dzisiaj. Problemem Memphis jest brak jakiejkolwiek siły na obwodzie. Jeśli nie trafia Mayo i Conley to ta opcja zupełnie odpada. Tak na przyszły sezon przydałby się jakiś typowy strzelec do uzupełnienia składu. Nawet jeśli w pełni formy wróci Rudy Gay.

  3. woy9 pisze:

    coś ala mały brak w Bykach na dwójce pod względem klasowego shootera, których coraz mniej w lidze. Ray Allen będzie do wzięcia;-) czuję ,że Celt’s sie posypią bo Rivers już myśli czy wrócić czy nie..mogą żałować odejścia Tibsa

  4. Piotr Gładczak pisze:

    Ray Ray na zakończenie kariery w Bulls lub Grizz? Ciekawa opcja i szansa na jeszcze jedno mistrzostwo. Musiałby jednak zapewne zgodzić się na minimum dla weterana:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *