Sweep! Lakers na kolanach!

Los Angeles lakers mieli dokonać cudu i wygrać cztery kolejne mecze. Tak się nie stało. To postawiło „kropkę nad i”. Mavericks przypieczętowali swój gładki awans do kolejnej rundy. Byli w tej serii drużyną znacznie lepszą, a w ostatnim meczu tylko jeszcze bardziej to uwypuklili. „Jeziorowcy” nie byli w stanie nawiązać wyrównanej walki.

Nazwa drużyny Stan I II III IV Wynik
Los Angeles Lakers
0 23 16 23 24 86
Dallas Mavericks
4 27 36 23 36 122

Dallas Mavericks rozjechali swoich przeciwników niczym walec drogowy. Obydwa zespoły dzieliła w tym meczu różnica klas. „Mavs” grali o wiele mądrzejszą i po prostu lepszą koszykówkę. Do przerwy Los Angeles Lakers wręcz nie istnieli. Schodząc do szatni przegrywali 63:39. Masakra!!!!!!!! Trójka rezerwowych Dallas (Jason Terry, Peja Stojakovic oraz JJ Barea) mieli o jeden punkt więcej niż cały zespół LAL. Największą bronią Dallas były jednak rzuty dystansowe. W pierwszej części spotkania mieli 11/15 za trzy. Na dodatek bardzo dobrze bronili, a ataki budowali spokojnie, elegancko rozprowadzali piłkę by znaleźć jak najlepszą pozycję i w konsekwencji rozstrzelać swoich przeciwników.

Lakers wyglądali prezentowali się tak jak ostatnio. Nie było w ich grze pewnego błysku, woli zwycięstwa czy serca do gry. Grali wolno i tak niemrawo. Przez pewną część meczu można było odnieść wrażenie, że po ich stronie walczy tylko Kobe Bryant, ale to przecież nie jest już zawodnik, który w pojedynkę potrafi rozstrzygnąć losy danej potyczki.

Zmiana stron boiska nie spowodowała zmian w wydarzeniach na parkiecie. Dallas kontynuowali dzieło zniszczenia. Lakers tańczyli tak jak „Mavs” im zagrali. Gospodarze nie zaprzestali swojego festiwalu w rzutach trzypunktowych oraz mądrej gry, a „Jeziorowcy” też nie zdołali wspiąć się na jakiś niewyobrażalny poziom, aby zmienić swój los. Wręcz przeciwnie. Zaczęła przez nich przemawiać frustracja i zupełny brak wiary. Owocowało to typ, że np. Ron Artest w kontrze zamiast wsadzić piłkę z góry to zatrzymał się na obręczy. Pojawiły się też brutalne faule. Na początku IV kwarty Lamar Odom potraktował łokciem Dirka Nowitzkiego, a jakiś czas później Andrew Bynum bardzo brutalnie sprowadził na ziemię wchodzącego na kosz JJ Barea’e. Obydwaj zostali za te zagrania usunięci z boiska. A dół w którym znaleźli się Lakers tylko się pogłębiał…

Ten mecz to był prawdziwy spektakl w wykonaniu Jasona Terry’ego. „Jet” miał niezwykle pewną rękę. Wielokrotnie raził swoich rywali celnymi rzutami. Zdobył 32 punkty, ale najlepsze w tym wszystkim jest co innego. Zanotował 9/10 za trzy! Dziewięć celnych trójek to wyrównanie rekordu Playoffs. Terry miał swój dzień. Niesamowitą skutecznością popisał się również Peja Stojakovic. Serb miał 6/6 z dystansu, a w całym meczu łącznie 21 punktów. Trzecim katem „Jeziorowców” kolejny raz okazał się JJ Barea. Ponownie był za szybki i za zwinny dla obrońców Lakers. W defensywę gości wchodził jak w masło. Portorykańczyk zdobył 22 punkty oraz miał 8 asyst. Ta niesamowita trójca z ławki rezerwowych poprowadziła Dallas do fenomenalnego zwycięstwa. Lakers nie potrafili ich zatrzymać. W takiej sytuacji Dirk Nowitzki nie musiał wchodzić na szczyt swoich umiejętności, gdyż wystarczyło, że dostarczył 17 punktów i 7 zbiórek.

Największą bronią „Mavs”, jak już wspomniałem, były rzuty dystansowe. Podopieczni Ricka Carlisle’a trafili aż 20 rzutów trzypunktowych! Mieli dokładnie 20/32 z obwodu. To daje prawie 63% skuteczności. rewelacyjny wynik. Lakers zostali rozstrzelani, ale w dużej mierze to może wynikać z ich dość leniwej defensywy.

Po stronie Lakers przez pewną część meczu starał się walczyć Kobe Bryant, ale z czasem nawet on zanikał w tej beznadziei. Zdobył 17 punktów. Pod koniec meczu trochę uaktywnił się Shannon Brown, ale wtedy na parkiecie wszystko było jasne i praktycznie z jednej jak i zdrugiej strony miał miejsce istny plac zabaw. Brown zakończył ten mecz mając na koncie 15 punktów.

Pau Gasol osiągnął 10 punktów, 8 zbiórek oraz 6 asyst. Kolejny raz przeszedł jednak zupełnie obok tego meczu. Zresztą zaprezentował się beznadziejnie jak niemal cała drużyna. W przypadku Hiszpana jest jednak ten problem, że on zawalił calutką serię, a od niego wręcz trzeba dużo wymagać, bo jest przecież uznawany za drugą siłę Lakers.

Ta cała seria jest już historią. Tak samo dla obrońców tytułu historią jest już sezon 2010/2011. Echa tej klęski L.A. Lakers zapewne będzie jeszcze słychać przez wiele tygodni czy miesięcy i to nie tylko u nas na blogu. To jest wręcz dramat tej ekipy. Tymczasem Dallas Mavericks jadą dalej i pokazują, że trzeba się z nimi liczyć.

PS. Teraz pewnie, gdzieś tam w odległym Teksasie siedzi sobie cały rozpromieniony Mark Cuban i popija najlepsze trunki z możliwych.

Punktowali:

Dallas: Jason Terry 32, J.J. Barea 22, Peja Stojaković 21, Dirk Nowitzki 17, Shawn Marion 8, Tyson Chandler 5, Brendan Haywood 4, Jason Kidd 3, DeShawn Stevenson 3, Brian Cardinal 3, Corey Brewer 2, Ian Mahinmi 2.

Los Angeles: Kobe Bryant 17, Shannon Brown 15, Ron Artest 11, Pau Gasol 10, Lamar Odom 10, Matt Barnes 9, Andrew Bynum 6, Derek Fisher 5, Steve Blake 3, Trey Johnson, Joe Smith 0, Luke Walton 0.

Poniżej akcja, która złamała ostatecznie Lakers..a po niej wpadły dwie kolejne trójki Mavs.

6 komentarzy

  1. Plepas napisał(a):

    Skłamałbym jeślibym napisał ze się nie cieszę, lakers OUT :)

  2. latus napisał(a):

    Walka walkę, rywalizacja na najwyższym koszykarskim poziomie. Szkoda tylko, że Odom i Bynum nie potrafią przegrywać!!! Też się cieszę, że nareszcie coś się dzieje w playoffs. Jakby tak jeszcze Niedźwiadki sprawiły niespodziankę:)

  3. cynik napisał(a):

    Wcale mi nie żal LAL. Jestem wręcz szczęśliwy, że odpadli.

  4. patryk.boobie napisał(a):

    Mi zostało kibicować Miśkom, Jastrzębiom i Celtom. Jest szansa na spełnienie się mojego marzenia o samych „underach”

  5. GPRbyNBA napisał(a):

    ale umówmy się chłopaki że tak grających Mavericks nie powstrzymała by żadna drużyna. Ja wiem co powiecie. Grali prostą koszykówkę i wystarczyło by ich pokryć, lepiej bronić na obwodzie ale jak komuś piłka siedzi to siedzi i jak już sie wstrzelili to nie sposób było ich zatrzymać.

    Wiecie co myśle? Myśle że taka porażka to wina Trenera. Phil jak juz widział że nie dadzą rady powinien ich uspokoić i powiedzieć coś takiego.

    „Chłopaki, sami widzicie że dziś nie wygracie. Powalczcie więc chociaż o to by nie przynieść sobie wstydu. Od teraz wcale nie przegrywacie 20 punktami. Tablica właśnie się wyzerowała a wy spróbujcie wygrać tą pozostałą część meczu.”

    Poza tym mam małe pytanie: Czy zdarzyło się kiedyś że trener w czasie meczu oddał mecz walkowerem? Tzn widział że nie ma szans i drużyna zeszła do szatni.

    • GPRbyNBA napisał(a):

      innymi słowy gdyby ich uspokoił i odpowiednio nastawił do meczu to przegrali by ale nie taką różnicą punktową.
      A tak przy takiej stracie kompletnie odechciało im się grać, kryć i stracili pewność rzutów.
      Wystarczyło by po prostu podnieść nieco ich morale przez postawienie im nowego celu.
      No i oczywiście Odom i Bynum nie pokazali by swojej frustracji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *