3-0 dla Dallas, Lakers pod ścianą.

Nie chcę mówić, że to już koniec, bo dopóki piłka w grze… ale serio, tak to wygląda. Dla Lakers to był must-win, który przegrali. I wcale nie było tak, że zagrali źle, że popełniali te same błędy co w poprzednich meczach. Ich game-plan był bardzo dobry, realizacja też praktycznie bez zarzutu. Co zatem poszło nie tak?

Po poprzednich meczach mówiło się, że Kobe nie może grać sam, że trzeba więcej wykorzystywać podkoszowych, że ławka też musi zrobić swoje. I to wszystko było w tym meczu. Kobe długimi fragmentami siedział na ławce, a gdy wchodził rozprowadzał piłkę, od czasu do czasu rzucając z półdystansu. Pod koniec Q2 miał 5 na 5 z gry, a Lakersi wygrywali. Pod tablicami szalał Bynum, raz po raz uruchamiany w post-up. Świetnie grał Odom, Fisher trafiał swoje rzuty, a i wchodzący Brown i Blake dawali coś od siebie. Lakers mieli ten mecz wygrać i pewnym krokiem szli po zwycięstwo.

Obrona też nie wyglądała źle. Były fragmenty, gdy zmuszali Mavs to trudnych rzutów i ograniczali im pole manewru. Były też jednak krótkie momenty, gdy zostawiali Dirka samego po zasłonie, pick – and – roll defense momentami mocno kulał. Patrząc jednak całościowo, to był w ich wykonaniu naprawdę dobry mecz, zagrali z determinacją i na kilka minut przed końcem mieli 8 punktów przewagi. Wszystko szło zgodnie z planem.

Co się zatem stało, że przegrali?

Mavs byli po prostu lepsi w Q4, kiedy mieli Dirka, Terry’ego i Stojakovicia. Przez cały mecz Mavs trzymali się tuż za LAL, dochodząc lub lekko ich wyprzedzając tylko, gdy szwankowała obrona w LA i swoje rzuty trafiali Dirk i Terry. Kiedy jednak na zegarze zostało już tylko minut do końca meczu, nastał czas Wielkiego Niemca. Nowitzki robił to co w poprzednich meczach, trafiał to co trafiać miał. Wielką pomoc dostał od Stojakowicia. Peja w Q1 trzy razy rzucał zza łuku i zaliczył trzy airballe. W crunch time przypomniał sobie jak się rzuca i trafił trzy wielkie trójki. Kolejną dorzucił Terry i zrobiło się gorąco. Lakers tymczasem zapomnieli o tym co trzymało ich w grze w tym meczu, czyli świetna gra Bynuma i dobra selekcja rzutów Kobe’ego. Bynum przestał dostawać piłki, a Black Mamba chciał sam rozgrywać akcję. Nieskutecznie. Nie żebym go atakował, ale najlepszy fragment gry LAL był wtedy, gdy Kobe siedział na ławce po dwóch szybkich faulach. W całym opisie celowo pomijam Gasola, bo ten mecz, tak jak i poprzednie był mizerny w jego wykonaniu.

Ok, przejdźmy do kluczowego momentu meczu. Na 17 sekund przed końcem Mavs dzięki wolnym Terry’ego wyszli na czteropunktowe prowadzenie. Fisher wyrzuca z autu do Odoma, który nie chwyta piłki. Strata, piłka dla Mavs, kolejne wolne Terryego i 6 pkt przewagi. W hali słychać na zmianę „Defense! Defense!” i „Beat LA! Beat LA!”. Tymczasem rzut rozpaczy Kobego nie wpada, dobitka Gasola, jedna, druga, w końcu faul. Pierwszy celny, drugi niecelny, zbiera Kidd. Faul i dwa celne wolne. Kolejny rzut rozpaczy Kobe’a, niecelny i koniec meczu. 3-0 dla Dallas i Lakers pod ścianą. Co ciekawe Phil Jackson jeszcze nigdy jako trener nie był w takiej sytuacji.

Nazwa drużyny Stan I II III IV Wynik
Los Angeles Lakers 0 27 24 21 20 92
Dallas Mavericks 3 29 18 19 32 98

Kilka kluczowych statystyk z meczu:
FT: LAL – 11 pkt, DAL – 24 pkt
3PTS: LAL 9 pkt, DAL – 36 pkt

Same wolne i trójki dały Dallas +40 w tym meczu. Siła Lakers była pod koszem o tym zapomnieli w ostatnich minutach. To był mecz, który mieli wygrać i prawie im się udało. Mavs byli jednak lepsi, a czwarta kwarta w ich wykonaniu była po prostu wielka (32-20). Z 3-0 jeszcze nikt się nie wyciągnął. Nie chcę wydawać wyroków, ale w tej serii już się chyba nic nie zmieni.

Dla Dallas „The Time Is Now”.

Woy9: wg mnie po raz kolejny zabrakło Lakersom siły i solidnej ławki. Ja oglądałem mecz od trzeciej kwarty i wg mnie Lakers byli naprawdę blisko, gdyby nie..no właśnie..brak energii i świeżości w 4kw. , której brak widoczny był w defensywie. WunderDirk wolny na obwodzie, samotny w rogu Terry i Mavs nie mogli nie skorzystać z takich prezentów. Nie wiem czemu Jax nie odpowiedział niższym składem na udział pary Kidd i Terry w grze? Steve Blake winien grać więcej minut – może nawet niż Fisher.

Nowitzki imponował pewnością siebie i skutecznością w grze. Z łatwością podejmował match up z Gasolem, ogrywając go. Piękne było jego oddanie na obwód w finałowych minutach 4kw. i egzekucja Peji! Dzięki swojej wielkiej trójce na obwodzie gracze Ricka Carlise nie tylko zdobyli 32 oczka w finałowej ćwiartce, ale również trafili 12 trójek przy 3 Lakers.

17 oczek Kobego to nie to czego oczekiwałem. Stawiałem na jego wielki występ i zawiodłem się. Wydaje mi się, iż kontuzje w ostatnich dwóch sezonach mocno wpłynęły na organizm Kobego. Staw skokowy, łydka, plecy czy palce ręki rzucającej dają o sobie znać i to widać gołym okiem, a Kobe utracił swoją boskość. Daleki od wielkiej formy jest też Gasol..

W Lakers chyba czas na zmiany , co podkreślaliśmy tutaj w trakcie sezonu. Czas zmienić Fishera, dodać świeżości i wsparcia w ataku i na skrzydle dla Kobego. Może również trzeba wymienić niesfornego Artesta i nie w pełni zdrowego Bynuma, stawiając na młodszych, pewniejszych i graczy, którzy pociągną wielki klub do wymarzonych celów.

Ostatni taniec Jacksona raczej się nie uda, nie jak w przypadku Chicago Bulls. Jego następca (Shaw?) będzie miał pełne ręce roboty,a Management wiele roszad do wykonania. To będzie pracowite lato w Los Angeles. Dlaczego o tym piszę i wysyłam Lakers na wakacje? Nigdy do tej w NBA zespół nie podniósł się z 0-3 do 4-3. Z zawodowych sportów miało to miejsce w baseballu i hokeju , a niegdyś blisko byli Denver Nuggets (przegrywali z Utah Jazz 0-3, doprowadzili do 3-3, ale w ostateczności przegrali..)

Pozdrawiam i zapraszam na game no.4 już jutro.

Punktowali:

Dallas: Dirk Nowitzki 32, Jason Terry 23, Peja Stojakovic 15, Jason Kidd 11, Tyson Chandler 8, J.J. Barea 4, DeShawn Stevenson 3, Shawn Marion 2, Brendan Haywood 0, Corey Brewer 0.

Los Angeles: Andrew Bynum 21 (10 zb), Lamar Odom 18, Kobe Bryant 17, Pau Gasol 12, Shannon Brown 10, Derek Fisher 9, Steve Blake 5, Matt Barnes 0, Joe Smith 0.

7 komentarzy

  1. Scottie pisze:

    Fajna, dobra i ciekawa recenzja meczu. Dzięki! :)

    PS Trójki Stojakovica pamiętam jeszcze z czasów, kiedy grał w Sacramento Kings, gdzie SK też grali finał z LA. Niestety przegrali, dlatego Beat LA!!! :)

  2. pipen pisze:

    Miazga!!!, a stawiałem,że mistrzowie się podniosą a Kobe rzuci 40 ptk. Niestety wiemy już ,że Mike bardziej nienawidził przegrywac i nie pozwoliłby na taką deklasacje. Odpowiedz dla tych, którzy forsują jego kandydaturę jako najlepszego gracza ever

  3. c. pisze:

    w RS mówiło się że Lakers oszczędzają się na PO….. ale jakoś przeciętnie to widać (no chyba że oczekiwali że samo się wygra). O Dallas też mówiono że teraz albo nigdy i jakoś wzięli sobie to do serca. Tak jak w innym artykule jest napisane o pewnych zmianach, końcach ‚dynastii’, tak te drużyny chyba częściej przegrywają same ze sobą niżeli z przeciwnikiem.

  4. adam23 pisze:

    a pomyslec tylko ze nie gra Butler. Byłaby miazga. W LA brakuje takiego Stoajkovica- kogos kto wejdzie z lawki i rzuci 3-4 trojki na dobrej skutecznosci. Gasol gra beznadziejnie w tym PO, przechodzi obok meczow. To jest glowna przyczyna ich słabej gry.

  5. woy9 pisze:

    Oglądając pomyślałem przydałby się Kobemu i Philowi Glen Rice)

  6. Mac pisze:

    Tragedia… Gasol to jest tak miękki jak chyba nigdy wcześniej…

    woy9 – dokładnie!!!!! Lakers strasznie potrzebują jakiegoś kolesia, który postraszy rzutami. Swoją drogą Rice to był kozak ;)

  7. adam23 pisze:

    Peja to jest kozak! W LAL ewidetnie brakuje takie role playera, jakiegos kompletnego cieniasa ze swietna trojka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *