Lakers w bardzo ciężkiej sytuacji…

Takiego scenariusza chyba nie spodziewali się nawet najbardziej optymistyczni fani Dallas Mavericks. Po dwóch spotkaniach ich ulubieńcy prowadzą 2-0. Co więcej, obydwa dotychczasowe spotkania odbyły się w Los Angeles! „Jeziorowcy” grają znacznie poniżej oczekiwań i znaleźli się teraz w naprawdę ciężkiej sytuacji…

Nazwa drużyny Stan I II III IV Wynik
Dallas Mavericks
2 26 25 17 25 93
Los Angeles Lakers
0 20 29 13 19 81

Los Angeles Lakers po porażce w pierwszym meczu nie wyciągnęli chyba odpowiednich wniosków, bo w drugim spotkaniu zaprezentowali się jeszcze gorzej. Mam wrażenie, że w tym meczu tylko jeden zespół grał prawdziwą koszykówkę. Chodzi o Dallas Mavericks. Może jestem zbyt krytyczny, ale „Jeziorowcy” zaprezentowali się naprawdę słabiutko.

Pierwsza połowa była jeszcze dość wyrównana. „Mavs” schodząc do szatni prowadzili zaledwie 51:49. W III kwarcie zaczęli jednak stopniowo odjeżdżać. Lakers trzymali się w grze głównie dzięki temu co robił Kobe Bryant. Po tej części goście prowadzili 68:62. To nie była przewaga, która cokolwiek gwarantuje. Ostatnia odsłona spotkania okazała się jednak jeszcze większym koszmarem dla LAL. Dallas było na fali i uciekli na 15 punktów. Stało się wiadome, że odniosą kolejne zwycięstwo w tej konfrontacji. Lakers wyglądali na jakiś zmęczonych, grających bez ducha. Grali po prostu nudno i sennie.

Prawdziwym dżokerem po stronie „Mavs” w IV kwarcie okazał się JJ Barea. Ten rozgrywający z Portoryko zrobił niezły show. Jego penetracje były świetne. Wchodził w defensywę „Jeziorowców” jak w masło. Nie miał z tym żadnych problemów. Takie wejścia często kończyły się jego rzutami lub oddawał do lepiej ustawionych partnerów, którzy nie mieli większych problemów ze zdobyciem punktów. Barea zdobył 12 „oczek”. Dodam jeszcze, że on sam zagrał na takim poziomie jak cała ławka Los Angeles Lakers

„Jeziorowcy” mieli po prostu niesamowicie wielkie problemy z rzutami z dystansu. Pierwszą trójkę trafili dopiero w końcówce, gdy mecz już był praktycznie rozstrzygnięty. W całym meczu zanotowali ledwo 2/20 za trzy. Taki Steve Blake oddał pięć niecelnych rzutów z dystansu. W ogóle nie wiem co Blake wniósł do gry swojego zespołu. Według mnie zaprezentował się wręcz żenująco. Nie trafiał z czystych pozycji, a sam też nic nie wykreował. Jego dorobek przez 20 minut gry to 0/5 z gry, 2 straty, 1 zbiórka i 1 asysta. To nie jest siła płynąca z ławki rezerwowych, którą potrzebują Lakersi.

Defensywa gospodarzy miała oczywiście problemy, co było do przewidzenia, z Dirkiem Nowitzkim. Niemiec zapisał na swoim koncie 24 punkty oraz 7 zbiórek. Często grający z nim Pau Gasol ma ogromne problemy, żeby go przypilnować. Hiszpan w ogóle jest jakiś uśpiony czy przygaszony. Osiągnął wprawdzie double-double na poziomie 13 punktów oraz 10 zbiórek, ale był naprawdę niewidoczny i niemrawy. Od Gasola po prostu trzeba wymagać więcej, bo już nie raz pokazał, że potrafi gra na wysokim poziomie.

W Dallas dobrze spisało się jeszcze dwóch innych zawodników. Shawn Marion zdobył 14 punktów i miał 9 zbiórek, a Jason Kidd zanotował 10 punktów oraz 6 asyst.

Gra Lakers trzymała się jakoś głównie dzięki dwóm zawodnikom. Kobe Bryant zanotował 23 punkty i 5 przechwytów. „Black Mama” miał ochotę pograć ze swoimi partnerami, ale tak naprawdę to nie miał z kim. Pozostali zawodnicy rozczarowali. Oprócz Kobe’go jakieś pozytywne wrażenie wywarł jeszcze jedynie Andrew Bynum. Center ekipy z L.A. miał 18 punktów oraz 13 zbiórek.

Przyznam szczerze, że w ogóle nie spodziewałem się, że „Jeziorowcy” po dwóch spotkaniach we własnej hali będą tracić do rywali dwa mecze. Mój typ (4:2 dla Lakers) cały czas jest możliwy, ale patrząc na formę LAL to raczej misja niemożliwa. Pierwszy mecz powinni wygrać, ale zdarzyło się inaczej i można to uznać za wypadek przy pracy. Natomiast w drugim spotkaniu „Mavs” byli zdecydowanie stroną dominującą. Lakers zaprezentowali się mizernie. Przy takim stanie rzeczy wątpię, żeby w Dallas nastąpił jakiś diametralny zwrot akcji. „Jeziorowcy” mają cały czas potencjał, żeby wygrać nawet cztery mecze z rzędu, ale nie przy takiej formie.

Drużyny prowadzone przez Phila Jacksona siedmiokrotnie przegrywały w Playoffs po pierwszych dwóch spotkaniach 0-2, ale tylko dwa razy „Mistrz Zen” w takiej sytuacji poprowadził swoich podopiecznych do triumfu w serii. Ostatni raz stało się to w półfinale konferencji 2004. Wtedy Lakers rywalizowali z San Antonio Spurs. Dwa pierwsze mecze przegrali, ale zdołali wygrać w czterech kolejnych. Tylko wtedy przewaga parkietu była po stronie SAS. Wcześniej, w finale konferencji 1993, prowadzone przez niego Chicago Bulls przegrywało 0-2 z New York Knicks, ale też zdołało wygrać cztery następne potyczki.

8 komentarzy

  1. Woy9 pisze:

    w ostatnim zdaniu jest pomyłka. Jax prowadził Bulls w 1993 i to pamiętam (pisałem o tym) , gdzie Byki przegrywały z Knicks 0-2 i wygrali 4-2. Półfinały Konferencji

  2. cynik pisze:

    W ogóle nie przewidywałem, że Dallas może walczyć o finał konferencji.
    Jakoś nigdy mnie nie przekonywali swoją grą. Kto wie, może teraz?
    Szczerze to dla mnie obojętne, kto z zachodu zagra w finale. Byle nie Lakers.

  3. Mac pisze:

    Woy9 – dzięki za zwrócenie uwagi. Zupełnie zapomniałem o tamtej konfrontacji.

    Pozdro!

  4. pipen pisze:

    Są Dallasi barzo skoncentrowni. Mają mnóstwo w sładzie graczy, którzy na koszykówce zjedli zęby. Grają barzo wyrachowanie i, zimno. Praktycznie mają też odpowiedz na atuty lakersów: bynum gasol vs tyson handler, haywood. odom,artest vs marion, nowitzki, fischer vs kidd,barea , Terry vs bryant. Tak naprawdę tylko w ostatniej parze jest przewaga La. Reszta jest po równi z racji braku formy i jakiegoś załamania fizycznego rzołnierzy Jacksona. Mimo wszystko 4:3 Dla Lakersów. Zobaczycie co zrobi kobe, za którym de facto nie przepadam.

  5. flapjack pisze:

    Zadecyduje pierwszy mecz w Dallas, ten kto go wygra będzie grał w finale konferencji.
    Ja stawiam na Dallas, bo jeśli po pierwszej porażce Lakers nie byli w stanie sie zmobilizować by wygrać z Dallas drugi mecz to jakoś nie widze tego że zrobią to na wyjeździe.
    Choć wiadomo, że Kobe i Bynum zagrali dobrze, a jeśli dobry mecz zagrają Odom i głównie Gasol to mogą wygrać.
    Tak czy inaczej ja stawiam na Dallas.

  6. woy9 pisze:

    Z zero dwa podniesli sie tez Rockets w 1994 zostajac mistrzem i ogrywajac Suns

  7. adam23 pisze:

    Gasol, co sie z nim dzieje? Pamietacie gasola z poczatku sezonu? Niby double double ale 13-10 a powinno byc 25-15. Tyle trzeba od niego wymagac. Jesli LAL odpadna to Mavs wejda do finalow. Mocna ekipa, chyba tylko oni moga powalczyc z Heat/Bulls (raczej Heat)

  8. woy9 pisze:

    w pełni się zgadzam Adam. Gasol od połowy sezonu mocno zawodzi. Jak się nie obudzi to znajdzie się na rejsie rybackim;-) do Hiszpanii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *