Thunder zatrzymali Z-Bo i wygrali

Koszykarze Oklahomy City Thunder wyrównali stan rywalizacji w drugiej rundzie Playoffs na 1-1 po wygranej  111-102  z Grizzlies. Gospodarze pokonali „Niedźwiadki” ich własną bronią czyli punktami z pomalowanego oraz świetną grą rezerwowych.


Stan I II III IV Wynik
Memphis Grizzlies 1 17 27 24 34 102
Oklahoma City Thunder 1 28 26 22 35 111

Thunder wyszli na ten mecz bardzo zmotywowani co pokazali na początku. Twardo bronili i agresywnie atakowali kosz rywali. Po niecelnym rzucie Kevina Duranta dwukrotnie ponowić akcję próbował Kendrick Perkins. Wykończenie jednak jeszcze szwankowało i obie próby były niecelne. Nadmierna chęć wprowadziła do gry gospodarzy pewną nerwowość i już po dwóch minutach mieli na swoim koncie trzy straty oraz spudłowali wszystkie swoje sześć rzutów.

Pozytywem była jednak od pierwszych chwil meczu postawa wyjściowego frontcourtu OKC w obronie. Perk i Serge Ibaka nie bali się używać łokci pod koszami dzięki czemu trzymali z dala od pomalowanego Zacha Randolpha (trzy pudła na trzy rzuty w pierwszej kwarcie) i Marca Gasola (13pkt., 10 zb., 5 blk., 3-9 FG). Schodząc na pierwszą przerwę Thunder prowadzili 7-6 po punktach z penetracji Westbrooka. Po powrocie zawodników na parkiet dwie szybkie trójki trafił Durant i to pomimo obrony Shane’a Battiera (4 pkt., 3 zb., 14 min.), który szybko zmienił bezużytecznego Sama Younga (12 pkt., 4 zb.).

Twarda gra przełożyła się jednak na ilość fauli i po siedmiu minutach na koncie Perkinsa (2 pkt., 5 zb., 32 min.) widniały już dwa przewinienia. W tym okresie gracze z Oklahomy grali to co lubią najbardziej czyli szybkie transition ofense i po asyście Jamesa Hardena (21 pkt., 5 ast., 3 prz., 3 zb.) do Westbrooka i punktach rozgrywającego gospodarze wygrywali 16-10. W końcówce kwarty wielką robotę w obronie zrobił Eric Maynor (15 pkt., 3 prz., 6-7 FG) przechwytując dwie piłki, z których padły kolejne łatwe kosze dla jego zespołu. Ostatecznie pierwszą kwartę miejscowi wspierani przez wspaniale reagujących kibiców wygrali 28-17. Pierwsze 12 minut było wręcz szokujące patrząc na statystykę punktów zdobytych z pomalowanego (10-2 dla OKC). Thunder nie potrafili jednak podobnie jak w pierwszym meczu ograniczyć strat przy ruchliwej obronie Grizz i oddali rywalom aż 7 piłek.

Drugą odsłonę Westbrook (24 pkt., 6 ast., 3 prz.) i spółka rozpoczęli jednak słabiej. Punkty zaczął wreszcie zdobywać wyłączony w początkowych minutach Z-Bo, a świetną zmianę dał Darrell Arthur (9 pkt., 4 zb.) i to po jego dwóch oczkach przewaga Memphis zmalała do 3 punktów (33-36). W repertuarze zagrań gości ponownie pojawiły się zbiórki ofensywne i walka pod koszem rywali. Początkowo niewidoczny był KD na, którym twardo grał Tony Allen. Długo nie pozwolił o sobie zapomnieć i po jego pięciu punktach z rzędu różnica między zespołami ponownie urosła (41-33). W drugiej kwarcie bardzo mądrą grę kontynuował Westbrook. W przeciwieństwie do meczu numer jeden trafiał większość rzutów na co wpływ miała dobra selekcja rzutowa i mniejsza ilość akcji kończonych layupami w zagęszczonej strefie podkoszowej. Wykorzystywał oczywiście swoje przewagi nad Mike Coneleyem (24 pkt., 8 ast., 10-15 FG) grając z nim w post-up. W zespole Grizzlies brakowało wyraźnie punktów pod koszem, a zupełnie nie mógł się wstrzelić Gasol (1-5 FG).

Do przerwy gospodarze wygrywali 54-44 zbierając 22 piłki przy 18 Grizz i trafiając 57% rzutów z gry.

W trzecią kwartę Thunder weszli bez kontuzjowanego Serge Ibaki (8 pkt., 6 zb., 2 blk.). Jego miejsce na parkiecie zajął Nick Collison (7 pkt., 7 zb., 2prz.). Trzeba mu przyznać, że wykonał dużą pracę w obronie i dwukrotnie przechwycił piłki kierowane do Zacha i Gasola. Od początku tej ćwiartki obie drużyny szły kosz za kosz i przewaga miejscowych nie malała. W zespole Grizzlies nie dość, że brakowało punktów z pomalowanego to dodatkowo nie wpadały rzuty z dystansu. Pierwszą trójkę trafił dopiero dobrze najlepiej dysponowany wśród gości Mike Conely po siedmiu minutach trzeciej odsłony. Swoje punkty dorzucał Westbrook, a zwłaszcza KD, który w tej kwarcie zdobył ich aż 12. Właśnie po rzutach wolnych najlepszego strzelca ligi Oklahoma prowadziła już 66-53.

Po 36 minutach gospodarze mieli przewagę ośmiu punktów (76-68). Według mnie zdecydowanie za mało trener Hollins korzystał z usług Battiera, który mógłby pomóc Tony’emu Allenowi (9 pkt., 3 zb.,) bronić przeciwko Durantowi (26 pkt., 6 zb., 8-18 FG). Swoją drogą sędziowie gwizdali zbyt wiele fauli graczom gości. W trzeciej kwarcie kilka gwizdków było zbyt pochopnych jak na Playoffs.

Początek czwartej kwarty to popis w wykonaniu rezerwowych Thunder. Najpierw dwoma trójkami popisał się Maynor. Następnie pięć kolejnych dołożył James Harden (91-73) i ten moment zakończony runem 10-2 przesądził o losach meczu. Dalej brakowało punktów duetu Randolph (15 pkt., 9 zb., 2-13 FG) – Gasol, a nawet nieźle dysponowany O.J. Mayo (16 pkt., 6-13 FG) niewiele samodzielnie mógł zdziałać.

Na 7:27 do końca trzeci celny rzut za trzy oddał Maynor i zamroził to spotkanie (94-74).

Rezerwowi Thunder byli X-factorem w tym meczu, który przeważył szalę wygranej na ich korzyść. Na potwierdzenie tych słów po chwili jeszcze raz zza łuku trafił zawodnik wchodzący do gry z ławki. Tym razem był to Daequan Cook.

Po dwóch celnych rzutach zza łuku Conleya (99-87) w głowach kibiców Grizz zaświtała jeszcze nadzieja. Trwało to jednak krótko i po punktach Westbrooka mecz był skończony. Rozgrywający Oklahomy mógł dobić rywali jeszcze bardziej, ale po przechwycie przestrzelił wsad.

Kluczem do zwycięstwa w meczu było przede wszystkim ograniczenie poczynań podkoszowych Randolpha i Gasola (38-34 w punktach z pomalowanego dla Thunder). Wielką rolę jak wspomniałem wyżej odegrali także rezerwowi zawodnicy gospodarzy zdobywając w sumie 48 punktów (28 Grizz)

Z-Bo jak widać jest tylko człowiekiem i także jemu zdarzają się gorsze wieczory. Stawiam jednak, że teraz gdy rywalizacja przenosi się do miasta Elvisa Zach będzie podwójnie zmobilizowany. Dodatkowo nie wiemy jeszcze w jakim stanie będzie kostka Ibaki, który pod koniec spotkania zszedł ponownie do szatni. Nick Collison zagrał wielki mecz w obronie, ale nie oszukujmy się. Nie jest w stanie zrobić tego kilka nocy pod rząd.

Thunder swoją twardą defensywą wyłączyli całkowicie pick&rolle oraz ścięcia ze skrzydła Grizzlies. Czyli dwa elementy bez, których ofensywa tej drużyny nie funkcjonuje.

Thunder ponownie stracili za dużo piłek (16), ale przynajmniej tyle samo ”ukradli” graczom Grizzlies i nie robiło to aż takiej różnicy jak w pierwszym spotkaniu.

Trzeci mecz obu zespołów w sobotę o 23 w Memphis.

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

1 Odpowiedź

  1. pipen pisze:

    Już ostrze pazury na starcie z Lakersami Go thunder

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *