Rose z tytułem MVP

Wygląda na to, że kolejna nagroda została przyznana. Tym razem mowa o tej najcenniejszej – Most Valuable Player. Najbardziej wartościowym zawodnikiem w sezonie 2010/2011 został wybrany Derrick Rose. Nagroda zostanie prawdopodobnie wręczona przed dzisiejszym, kolejnym starciem „Byków” z Atlantą Hawks.

Nagroda MVP przyznana Rose’owi nie powinna raczej nikogo dziwić. Rozgrywający Chicago Bulls ma za sobą naprawdę udany sezon. Stał się liderem z krwi i kości. Poprowadził swój zespół do znakomitego bilansu 62-20, który pozwolił im wspiąć się na sam szczyt ligi. Sam Rose spisywał się świetnie, gdyż notował średnio na mecz 25 punktów, 7.7 asyst oraz 4.1 zbiórki. Zaczął nawet o wiele częściej rzucać za trzy dzięki czemu stał się jeszcze kompletnym zawodnikiem. Jego niektóre wejścia pod kosz powodowały opadnięcie szczęki na podłogę. Tak właśnie gra najbardziej wartościowy zawodnik.

To dopiero trzeci sezon Rose’a w NBA i już zdołał osiągnąć taki sukces. Ma dopiero 22 lata i świetlaną przyszłość przed sobą. Otrzymując to wyróżnienie w tym roku przerwał dwuletnią dominację LeBrona Jamesa. Został również pierwszym zawodnikiem Chicago Bulls od czasów Michaela Jordana, który dostąpił tego zaszczytu. To na pewno świetna wiadomość dla wszystkich fanów „Byków”.

Rose musi jeszcze jednak udowodnić swoją wartość w Playoffs. Chicago bardzo go potrzebuje, gdyż nie za dobrze rozpoczęła się dla nich seria z „Jastrzębiami”.

8 komentarzy

  1. woy9 napisał(a):

    Mało kto pamięta ale w 2002 Byki dostały w drafcie z dwójka absolwenta Duke,Jaya Williamsa.Fani klubu wierzyli,że od niego zaczną się dobre lata Bulls.jednak Williams przesadzil z motorem i zawalił swoją przyszłość w nba.dopiero Rose odmienił Byki na lepsze

  2. GPRbyNBA napisał(a):

    jak to dzisiaj?
    mała pomyłka?
    może…
    Nagroda zostanie prawdopodobnie wręczona DZISIAJ czyli przed kolejnym starciem „Byków” z Atlantą Hawks.

  3. woy9 napisał(a):

    rok temu NBA odeszła od schematu dając LBJ’owi tytuł w jego rodzinnym mieście, dzień przed meczem (przy High School). teraz może być podobnie wg mnie bo Rose pochodzi z Chicago.

  4. GPRbyNBA napisał(a):

    aaaa
    chyba coś łapie
    bo już myślałem że art jest ze zbytnim wyprzedzeniem – byki grają dopiero jutro

  5. bargnani napisał(a):

    @Woy – Williams chyba nawet raz zdążył zanotować triple-double ale nie jestem co do tego pewien.

    Patrząc jednak na to, że Bulls od 99′ praktycznie co roku mieli czołowe picki w drafcie to przez prawie 10 lat nie potrafili wybrać kogoś kto pomógłby im wrócić na dobre tory.

    99′ Brand z 1
    00′ z 4 Fizer, z 7 Mihm (wymieniony co prawda na Jamala)
    01′ z 4 Eddy Curry (przed J-Richem, J.Johnsonem, Z-Bo, Arenasem…)
    02′ nieszczęsny Jay Williams z 2
    03′ Hinrich #7
    04′ Gordon z 3
    06′ Aldridge z 2 wymieniony na Tyrusa Thomasa!

    Dopiero 07′ Noah i 08′ Rose, wcześniej niektóre wybory Bulls były wręcz kpiną, ok czasem nie było tak naprawdę kogo wziąć, ale wybierali albo przeciętniaków, którzy nic im właściwie nie dali albo kolesi, którzy prędzej skończyli grę w NBA niż zaczęli…

  6. Woy9 napisał(a):

    Nareszcie z kimś do pogadania o historii Bulls;) brawo Bargnani.
    Więc tak moje zdanie, że management Bulls zawsze raził nieporadnością i rozumem się nie wykazywał a na pewno nie cierpliwością!

    -Wymiana z Blazers i strata Aldridge’a to porażka na maxa/ wyobrażasz sobie dziś Aldridge’a za Boozera? masakra

    -dobry ruch nie oferowania wielkiej kasy Gordonowi

    -Eddy Curry (po prostu niespełniony talent i wielki obżarciuch a dobrze, iż rzucili nim do Knicks:)

    -Fizer to porażka na maxa, nie trójka i nie czwórka, która nie poradziła sobie w NBA(zaskakiwał tyulko tatuażami;) Teraz biega gdzieś w lidze ukraińskiej..

    -Brand – zagadka czemu tego gościa (b. go cenię) nie zostawiono na dłużej? oddanie jego za pick na Chandlera było słabym pomysłem. Przy nim trzeba dodać Artesta (15 pick), który powędrował do Indiany..min. za Brada Millera

    Pozdrawiam!

  7. bargnani napisał(a):

    Ja dodam tylko, że mam wrażenie jakby ówcześni ludzie w Bulls myśleli, że jeśli od 10 lat mają najlepszą pakę w lidze to tak będzie zawsze. Mieli kawałek czasu po lockoucie by przynajmniej przygotować się już na następny sezon, ok draft 99′ nie był wybitny, było tam kilku solidnych graczy, ale takich nadających się na podporę dla lidera. Brand nie był złym wyborem, ale to co zrobili rok później to kpina (choć faktycznie draft 00′ to była wielka posucha).

    Wszyscy dookoła mówią – Bulls musieli się odbudować, bo Chi to metropolia. A to jest tylko głupie gadanie, w stylu „na metropolię” to próbują teraz ściągać graczy Knicks. Bulls jechali taką ścieżką jak Clippers czy Cleveland (do czasu), czyli ruchy transferowe = kabaret, draft = kabaret – więc logicznym tokiem myślenia jest, że w końcu choćby po 30 latach trafią już na kogoś kto ich naprawdę odbuduje. Przecież w loterii 08′ Bulls mieli ogromnego fuksa, a zgodnie ze swoją pozycją to dostaliby co najwyżej DJ’a Augustina – i myślicie, że dzisiaj byliby nadal w grze?

    Dzisiaj ciągle spotykam się ze stwierdzeniem „słaby draft, słaby draft, słaby draft”, ale po tych 5 latach od tego draftu nagle okazuje się, że następne były równie „słabe” i wtedy tamci gracze zaczynają coś znaczyć. Draft to nadal jest podstawa do odbudowania zespołu, trade to tylko alternatywa, bo przecież kim ci słabi mają handlować?

  8. Woy9 napisał(a):

    kluczem jednak jest scouting i myślę ,że to się zmieniło od czasu przyjścia Foremana a teraz Thibodeau. Zobaczymy jak będzie w lato;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *