Mavericks odczarowali Rose Garden

Portland Trail Blazers jeszcze nigdy nie wygrali serii w Playoffs przerywając 2-3. Także tym razem im się to nie udało. W kolejnej rundzie z Los Angeles Lakers zmierzą się Mavericks.

Stan I II III IV Wynik
Dallas Mavericks 4 19 33 23 28 103
Portland Trail Blazers 2 27 16 19 34 96

Blazers rozpoczęli od agresywnej gry na deskach tak jak to sobie zakładali i szybko przyniosło to efekt. Po niespełna czterech minutach gry gospodarze prowadzili 9-5, a wszystkie punkty dla nich zdobył Gerlad Wallace  w tym dwukrotnie dobijał niecelne rzuty LaMarcusa Aldridge’a. Dużo piłek granych było od początku do środka skąd zabrakło punktów w poprzednim przegranym spotkaniu. Po przerwie na żądanie dla Ricka Carlisle kolejne trzy punkty dla PTB zdobywa Wesley Matthews (19 pkt., 5-14 FG) trafiając zza łuku po asyście Wallace’a.

Po następnych trzech minutach i świetnej akcji Marcusa Camby’ego (2 pkt., 9 zb.,2 blk., 2 prz.), który zrobił pump-fake na wysokości linii rzutów za trzy po czym odegrał do Aldridge’a, a ten mógł zakończyć tą akcję tylko dunkiem Portland prowadzili 19-7. Mavericks szybko jednak rzucili osiem punktów pod rząd w tym sześć zdobył Dirk Nowitzki, a po pięciu początkowych pudłach trafił Shawn Marion (15-19).

W odpowiedzi punkty zdobył Wallace. Pierwsza kwarta zakończyła się wygraną 27-19 Blazers, a 13 punktów i 6 zbiórek zaliczył właśnie były gracz Bobcats.

W drugą odsłonę bardzo udanie wszedł Brandon Roy (9 pkt., 3 zb., 3 ast.) zdobywając cztery punkty z rzędu (31-19). Roy w tej serii grając w Rose Garden to zupełnie inny zawodnik od tego, który zupełnie nie potrafi sobie poradzić na wyjazdach. Goście natomiast spudłowali swoje pierwsze siedem rzutów z gry w tej kwarcie i wydawało się, że Blazers mogą osiągnąć wyraźną przewagę. Stało się jednak zupełnie inaczej. Na ławce siedział Wallace i w drużynie gospodarzy nie było komu trafiać. Problemów z tym nie miał zupełnie Dirk Nowitzki i po jego siedmiu punktach z rzędu Mavs przegrywali już tylko 29-33. Niemca przez chwilę próbował powstrzymywać Chris Johnson, ale po kolejnym brutalnym faulu Nate McMillan posadził go na ławce widząc, że taktyka Hack-a-Dirk nie przynosi efektu bo Niemiec świetnie wykonuje rzuty osobiste.

W tym okresie dość dużo piłek szło do Aldridge’a, ale był on jednak dość nieskuteczny (6-13 FG do przerwy). Kolejne punkty dla gości dokładali znów Dirk, Terry i po penetracji J.J. Barea i po runie 13-2 mieliśmy remis po 35. Taki stan rzeczy nie utrzymał długo ponieważ niemoc Blazers trwała w najlepsze i po dwóch „trójkach” Terry’ego i Peji Stojakovicia (6 pkt., 1-7 FG) Dallas wygrywało 41-37. Jakby tego było mało dwa następne rzuty trafia Nowitzki. Oba zresztą po kontratakach czego mało kto spodziewał się po nieco wiekowej drużynie Mavs. Połowę zakończył celnym rzutem za trzy równo z syreną Terry i po 24 minutach to przyjezdni prowadzili 52-43.

19 punktów na swoim koncie miał Nowitzki, a rezerwowi Mavs dołożyli aż 18 (8 PTB). Blazers w drugim meczu z rzędu mieli problemy z wymuszaniem fauli Dallas i stawali tylko trzykrotnie w pierwszej połowie na linii przy 10 próbach (wszystkie trafione) Mavs (zaledwie 3 faule).

Gracze z Dallas trzecią kwartę rozpoczęli od szybkich ataków i po trafieniach Jasona Kidda (7 pkt., 6 ast.) i Mariona (16 pkt., 6 zb.) prowadzili już 58-45. Wielką pracę w obronie wykonywał jak zawsze Chandler (9 pkt., 7 zb.) i nie dawał poszaleć wysokim Blazers. Trafiać zaczął wreszcie ponownie Wallace i po jego bardzo ważnym z psychologicznego punktu widzenia rzucie w ostatniej sekundzie akcji na 51-59 wydawało się, że gospodarze rzucą się w pogoń za rywalami. Po chwili jednak ten sam gracz nie trafia rzutu za trzy. Cztery kolejne punkty zdobywają Terry i  Chandler, a piłkę traci Matthews (63-52).

Popis Mavs trwał dalej i po genialnym rzucie Kidda przy kończącym się czasie na akcję i kryjącym go Aldridge’u (24 pkt., 10 zb., 11-25 FG) oraz floaterze Mariona przewaga jeszcze bardziej urosła (67-52). Wszyscy w Dallas mają jednak mecz numer 4 i wspaniały pościg zapoczątkowany przez Brandona Roya, który właśnie na 2:24 dokońca kwarty trafia trójkę (56-69). Wtedy jednak do gry wkroczył Terry (22 pkt., 8 ast., 9-16 FG) zdobywając w sumie 8 punktów w tej kwarcie i przedostatnimi 12 minutami goście prowadzili 75-62 bo dwa wolne w ostatnich sekundach trafił jeszcze Wallace.

Wiadomym było, że Blazers aby pozostać w grze musieli zagrać twardziej w obronie niż we wcześniejszych kwartach i zacząć trafiać. Początek ostatniej „ćwiartki” to trafienie za trzy Rudy’ego Fernendeza (77-69). Nie minęło wiele czasu, a faulowany Aldridge trafia dwa rzuty wolne i przewaga jeszcze bardziej maleje. Kolejne dwie minuty to pokaz geniuszu Dirka Nowitziego (33 pkt.,11 zb., 4 ast., 11-11 FT, 11-17 FG), który trafia trzy rzuty z rzędu. Tym samym odpowiada jednak silny skrzydłowy Blazers i przewaga wynosiła ciągle sześć oczek (83-77).

Po tej serii punktów graczy podkoszowych swoje trzy grosze dołożył Barea (7 pkt., 4 zb., 4 ast.) trafiając zza łuku bardzo ważny rzut. W całym meczu rola rezerwowego rozgrywającego była nieoceniona kiedy nie za bardzo szło Kiddowi. Szybko jednak z powrotem do akcji wkroczył Gerald Wallace (32 pkt., 12 zb.) i dodał do dorobku swojego zespołu sześć punktów pod rząd. Dwa rzuty z linii trafił jeszcze Matthews i na 6:30 do końca było już tylko 86-81 dla gości. Koncert gry G-Force’a trwał dalej i po jego wielkiej zbiórce w ataku i ponowieniu oraz przechwycie piłki Nowitzkiemu dołożył następne cztery „oczka” i Mavs mogli się obawiać o losy tego meczu ponieważ prowadzili 86-85.

W takich chwilach najlepiej sprawdzają się weterani i to niewidoczny wcześniej Kidd trafił za trzy, a po stracie Aldridge’a dwa punkty dodał Terry (91-85, 4:04). W tym momencie Blazers byli bardzo blisko rywali, ale jakże daleko. Gospodarze próbowali zniwelować straty, ale po trafieniu najpierw Mariona, a potem najważniejszym celnym rzucie po zatrzymaniu ze skrzydła JETA (95-89, 1:42) nie mieli już szans. W końcówce rywali celnymi rzutami osobistymi dobijał Nowitzki.

Drużyn z Oregonu mimo, że podjęła walkę na tablicach co nie udawało się jej to w poprzednim meczu nie dała rady wygrać. Zadecydowała o tym przespana druga kwarta kiedy wielką klasę pokazał Dirk Nowitzki. Zabrakło punktów z ławki gdzie Mavs byli lepsi aż 35-14 głównie za sprawą niezwykle skutecznego dziś Jasona Terry’ego. Niewiele wyszło Blazers z rozbijania szczelnej strefy Mavs podaniami po obwodzie i celnymi trójkami. W całym spotkaniu trafili ledwie 5 na 21 rzutów zza łuku.

PTB jeszcze nigdy nie wygrali serii Playoffs przegrywając 2-3 i nie udało im się to także w tym roku. Trzeci sezon z rzędu kończą PO po porażce w szóstym meczu pierwszej rundy.

Za ostatni mecz pochwalić trzeba Wallace’a, który jak mógł starał się wygrać ten mecz dla swojej drużyny, ale w pojedynkę niewiele mógł zdziałać. Na osłodę pozostał mu fakt, że pobił swój strzelecki rekord w Playoffs.

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

3 komentarze

  1. Bob pisze:

    Z jednej strony szkoda PTB, ale Mavs byli w tej serii drużyną lepszą. Moim zdaniem przy nierówno grających LAL wcale nie są na straconej pozycji.

  2. Woy9 pisze:

    szykuje się wojna z Lakers. Półfinały Celtów z Heat i właśnie Lakers z Mavs będą magią play off w tym roku.ułłłaaaa!!

  3. DeL pisze:

    Pięknym jest to ze Dirk punktuje z osobistych jak automat, grając przeciwko takiemu graczowi odechciewa się walki a w rozliczeniu końcowym te punkty są nie do przecenienia !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *