Dzienna porcja ciekawostek (3)

Dzisiejszej nocy poznaliśmy dwa zespoły, które zagrają w drugiej rundzie (Heat, Thunder). Mogliśmy dodać do tego grona jeszcze jedną ekipę – Memphis Grizzlies – jednak Spurs mieli dzisiaj niebywałe szczęście i nie zakończyli jeszcze sezonu.

Trójka Gary’ego Neala i prawie-trójka Manu Ginobiliego – to są dwie przyczyny tego, że San Antonio Spurs nie zakończyli jeszcze sezonu. Ostrogi wygrały dziś po dogrywce 110:103 i przegrywają w serii już tylko 2-3. Wczoraj pisałem o tym, że było tylko osiem przypadków ‚wyjścia’ ze stanu 1-3 i wygrania serii. Kto wie, być może w tym roku będziemy świadkami jednego lub dwóch kolejnych (Spurs, Magic).

Rzut Ginobiliego był naprawdę niesamowity, ale trafienie Neala było chyba jeszcze piękniejsze. Tym bardziej, że Neal, w przeciwieństwie do Argentyńczyka, nie jest gwiazdą NBA. Rozgrywa debiutancki sezon w najlepszej lidze świata, a już ma na koncie uratowanie najlepszej drużyny Zachodu przed kompromitacją i to w takim stylu! A przecież rok temu Neal grał w Hiszpanii, w Unicaja Malaga, a i tam nie porywał swoją grą, więc nie znalazło się dla niego miejsce w Drafcie. Szansę dali mu Spurs i w tej chwili fani Ostróg dziękują władzom klubu za jego sprowadzenie. W końcu nie jest to tylko bardzo dobry strzelec (9.8 PPG, 42% 3pt w RS), ale i ktoś, kto może wygrywać mecze lub ratować drużynę. Już w tym sezonie był 12. najlepszym strzelcem za trzy (najlepszy rookie) i choć ma już 26 lat, to rozgrywa dopiero swój pierwszy sezon w NBA!

Spurs po raz pierwszy w historii uniknęli wyeliminowania z PO wygraną po dogrywce. Mało tego, ostatnim graczem, który trafił trójkę wyrównującą mecz na maksymalnie sekundę do jego końca, był Chauncey Billups. Mr. Big Shot dokonał tego w 2004 roku, gdy był jeszcze graczem Detroit Pistons, przeciwko NJ Nets.

Dużą część tekstu poświęciłem Neal’owi, a przecież nie należy lekceważyć równie wielkiego rzutu Manu Ginobiliego! Tym trafieniem Argentyńczyk przypieczętował swój świetny występ – zdobył aż 33 punkty, trafiając 10 z 18 rzutów. Spurs są 8-0, gdy Manu Gino zdobywa min. 30 punktów w meczu play-offs.

Ginobili i Neal doprowadzili do dogrywki, do której dopuścić nie chciał Zach Randolph, który zdobył 6 punktów w 13 ostatnich sekundach czwartej kwarty. Dodatkowe pięć minut ostatecznie było potrzebne do rozstrzygnięcia, a wtedy ujawnił się Tony Parker, zdobywając wtedy sześć punktów – tyle samo, ile cała drużyna Grizzlies.

Niedźwiadki mogły skończyć tę serię już dziś, jednak wielkie rzuty Spurs trochę ich przygniotły. Po trafieniu połowy rzutów w czterech kwartach, w dogrywce Grizz spudłowali 6 z 7 rzutów z gry. Spurs radzili sobie znacznie lepiej trafiając 4 z 8 prób z gry i 5 z 6 rzutów wolnych.

Mike Conley pokazał dziś dwa różne oblicza. W pierwszej połowie trafił 8 z 10 rzutów, zaś po przerwie spudłował 10 z 11 prób.

San Antonio Spurs w pierwszych czterech meczach serii trafili tylko 36,6% jumpshotów w half-court-offense, natomiast dziś w dwóch ostatnich minutach czwartej kwarty i w dogrywce Ostrogi trafiły 5 z 7 takich rzutów, co dało im 13 punktów.

* Miami Heat wygrali dziś 97:91 z Philadelphią 76ers i przypieczętowali swój awans do drugiej rundy. Żary pozwoliły w niej Szóstkom na tylko jedną wygraną, choć mało brakowało, a i dzisiejsze zwycięstwo padłoby łupem graczy z Filadelfii.

Wszystko przez słowa LeBrona Jamesa, który przed meczem porównał serię z 76ers do ‚śniadania przed lunchem’, czyli serią w drugiej rundzie, gdy zmierzą się z Bostonem. Szóstki chciały udowodnić, że łatwymi rywalami nie są i rzeczywiście tak było. James natomiast był bliski triple-double (16/10/8), ale trafił zaledwie 5 z 14 rzutów. Dwyane Wade zdobył 26 punktów (11 zb, 7 ast) z 25 rzutów, a Chris Bosh (22/11) również miał problemy ze skutecznością (7-16 FG). Takich kłopotów nie mieli najlepsi gracze Sixers – Andre Iguodala (22/10 zb, 10-14 FG) i Elton Brand (22 pkt, 10-17 FG) – którzy dzisiaj punktowali bardzo skutecznie, szczególnie z pomalowanego (44-26). Na ich nieszczęście, poza Wielką Trójką Heat mają jeszcze jedną broń – strzelców za trzy. I właśnie to zadecydowało o wygranej Miami. Mario Chalmers (20 pkt) trafił aż 6 trójek a James Jones miał trzy trafienia. W sumie Heat trafili dzisiaj 12 rzutów za trzy, co jest ich trzecim najlepszym wynikiem w PO w historii organizacji. Potrzebowali do tego aż 30 prób, co jest wynikiem o jeden mniejszym od rekordu Heat.

Mimo, że Heat wygrali, James nie powinien wypowiadać takich słów. Przegrana również była możliwa i gdyby tak się stało, LBJ stałby się bohaterem nagłówków artykułów i blogów i to nie w pozytywnym znaczeniu. Dzisiaj zagrał naprawdę słabo – zdobył tylko 16 punktów (3 w pierwszej połowie), czym wyrównał swój najgorszy strzelecki występ w PO w karierze. Do tego meczu, drużyna Jamesa była 0-5 w meczach, w których zdobywał on mniej niż 19 punktów.

Co do tego nie ma wątpliwości – różnicę w tym meczu zrobił Chalmers. Dodając do tego problemy jego bezpośredniego rywala (Lou Williams 2/8 FG), powinniśmy jeszcze bardziej pochwalić Super Mario. Gdy był on na parkiecie, jego drużyna trafiła 46% rzutów, zdobywając 17 punktów więcej od rywali, natomiast, gdy Chalmers był na ławce, Heat trafili zaledwie 24% rzutów, mając 11 punktów mniej od Philadelphii.

Chalmers został pierwszym graczem spoza Big 3, który zdobył w tej serii 20 punktów. Dziś aż trójka graczy Heat uzbierała tyle punktów (Wade, Bosh, Chalmers), co zdarzyło się Heat pierwszy raz w PO. Żarom udała się też inna sztuka, trzech graczy – Wade, Bosh i James – uzbierało 15 punktów i 10 zbiórek, co zdarzyło się po raz pierwszy od 2005 roku, gdy Steve Nash, Shawn Marion i Amare Stoudemire dokonali tej sztuki, grając w barwach Suns przeciwko Dallas.

Z kolei Joel Anthony, bardzo cichy bohater ekipy z Florydy, ustanowił dziś kolejny rekord – przez 38 minut i 59 sekund, jakie rozegrał Joel, nie oddał on ani jednej próby z gry. Nikt jeszcze w historii PO nie grał tak długo bez oddania żadnego rzutu z gry. Jednak nie trzeba zdobywać punktów, by być bohaterem kibiców. Doctor,

Miami Heat wygrali pierwszą serię PO od 2006 roku (wygrali wtedy Finały). Z kolei zła passa Sixers w play-offach nadal trwa. Philadelphia nie wygrała serii w PO od 2003 roku, gdy ich trenerem był Larry Brown, a najlepszym strzelcem był jeszcze AI3. Od tamtej pory 76ers przegrali cztery serie.

Żary zagrają w drugiej rundzie z Bostonem Celtics. Będzie jedną z najciekawszych, choć sezon regularny temu zaprzecza – Heat wygrali tylko jedno z czterech starć przeciwko Bostonowi. Niektórzy mówią, że do tego starcia powinno dojść dopiero w finale Konferencji. Ważnym czynnikiem w tej rywalizacji będzie rzucanie za trzy – Celtics w sezonie regularnym przeciwko Miami trafiło 45% takich rzutów przy tylko 28,6% trafień Heat. Ciekawostka – Chris Bosh po raz pierwszy w karierze zagra w drugiej rundzie. W końcu – musi być ten pierwszy raz. Jeszcze jedna ciekawa informacja – zarówno Wade, jak i James, zostali wyeliminowani z zeszłorocznych play-offs przez Boston Celtics! W pierwszej rundzie Celtowie odesłali na ryby Heat Wade’a, by potem, w drugiej rundzie, po sześciu meczach odprawić z kwitkiem Cavaliers Jamesa.

Mecz pierwszy serii Heat – Celtics już w niedzielę o 21:30. Stay tuned.

* Poza Heat do drugiej rundy zakwalifikowali się dziś Oklahoma City Thunder, którzy u siebie zakończyli również pięciomeczową serię, wygrywając z Denver Nuggets 100:97.

Na 3:30 do końca meczu nikt poza fanami Thunder nie wierzył, że podopieczni Scotta Brooksa wygrają ten mecz. Wtedy Nuggets prowadzili aż 9 punktami, co było największą przewagą w tym meczu. Niestety dla nich, od tamtej pory wszystko zaczęło się psuć. To znaczy – nie tyle psuło się w Denver, co zaczęło działać w Oklahomie. Właśnie w tym czasie ‚uruchomił’ się Kevin Durant, zdobywając do końca meczu 14 punktów przy tylko sześciu całej drużyny Nuggets! W ostatnich 210 sekundach Durant trafił 5 z 6 rzutów, zaś Nuggets spudłowali 6 z 7 prób. Ogólnie, KD zdobył 16 z 20 ostatnich punktów Thunder. W całym meczu uzbierał aż 41 punktów! Thunder są w tym sezonie 7-0 (5 w RS, 2 w PO), gdy Durant zdobywa 40 punktów.

O przebiegu samej końcówki nie będę pisał, gdyż w wersji ‚video’ znajdziecie ją tu.

41 punktów 22-letniego Duranta pozwoliło mu zostać drugim najmłodszym graczem w historii PO, który zdobył min. 40 punktów w meczu kończącym wygraną dla jego zespołu serię. Najmłodszym zawodnikiem z takim osiągnięciem jest Magic Johnson, który, będąc 20-letnim debiutantem, zdobył 42 punkty dla Los Angeles Lakers w szóstym meczu Finałów 1980 przeciwko Philadelphii 76ers.

Nie tylko Durant dokonał dziś rzeczy niesamowitej. Serge Ibaka zablokował aż 9 rzutów (!!!), co jest wynikiem tylko o jeden gorszym od play-offowego rekordu NBA. Dziewiąty blok był dla zespołu Kongijczyka najważniejszy, gdyż Ibaka powstrzymał Nene’go od zdobycia łatwych punktów spod kosza. Nie tylko bloki i zwycięstwo sprawiły, że Ibaka po meczu miał uśmiech na twarzy. Jest on wielkim fanem FC Barcelony i dopiero po meczu dowiedział się o jej zwycięstwie nad Realem Madryt – 2:0.

Ibaka w tym meczu poza blokami nie miał się czym pochwalić. Spudłował cztery rzuty z gry, a mecz ukończył z jednopunktowym dorobkiem. Serge nie jest odosobnionym przypadkiem, poza Durantem właściwie każdy gracz Thunder zagrał nie najlepiej. Skuteczność z gry Thunder, nie licząc Duranta, to 29%. KD nie popełnił również żadnej z 14 strat swojego zespołu.

Thunder wygrali swoją pierwszą serię PO od 2005 roku, gdy zamieszkiwali jeszcze Seattle i nazywali się SuperSonics. Wtedy, w pierwszej rundzie pokonali Kings również 4-1.

W drugiej rundzie Oklahoma wpadnie na kogoś z pary Spurs/Grizzlies.

* Dzisiaj trzy mecze:

Magic – Hawks (2-3)

Lakers – Hornets (3-2)

Mavs – Blazers (3-2)

Ciekawe, które serie się dziś zakończą?

Nagrody dnia

MVP: Kevin Durant (OKC) – 41 pkt

Drugie miejsce: Manu Ginobili (SAS) – 33 pkt, 6 zb, 6 ast, 4 stl

 

Najlepszy występ w przegranym meczu: Zach Randolph (MEM) – 26 pkt, 11 zb, 6 ast

Drugie miejsce: Andre Iguodala (PHI) – 22 pkt, 10 zb

 

Najlepszy rezerwowy: Mario Chalmers (MIA) – 20 pkt

Drugie miejsce: Big Shot Gary Neal (SAS) – najważniejszy rzut dla Spurs w tym sezonie

 

Piątka dnia: Tony Parker – Manu Ginobili – Kevin Durant – Zach Randolph – Elton Brand

Najlepsi

punkty: Kevin Durant (41)

zbiórki: Marc Gasol (17)

asysty: Tony Parker (9)

przechwyty: T. Allen, Felton, Ginobili (4)

bloki: Serge Iblocka (9)

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *