Bryant na chwilę cofnął zegar

Drży w posadach cała Kalifornia, gdy tylko jej pierwszy wojownik doznaje lub odnawia jakikolwiek uraz. Minionej nocy Kobe Bryant znów miał się bić z własnym ciałem, jednak Emeka Okafor ma zapewne w tym temacie zgoła odmienne zdanie.

Wygląda na to, że po wczorajszej wygranej nad New Orleans Hornets, Los Angeles Lakers w końcu przełamali Chrisa Paula jak i samych siebie, rozgrywając w tegorocznych playoffs pierwsze dobre spotkanie. Element koncentracji gdzieś w końcu zatrybił, przez co wszystkie strefy ataku jak i obrony Kalifornijczyków zaczęły ze sobą współgrać, szczególnie w grze na tablicach. Podkoszowi z Nowego Orleanu zostali delikatnie mówiąc zdmuchnięci przez trio Pau Gasol-Lamar Odom-Andrew Bynum, które wspólnie nabiło na licznik aż 47 punktów. 19 oczek dołożył zaś Kobe Bryant, który nieźle namydlił wszystkim parą kul, w towarzystwie których opuszczał ostatnio NO Arena.

Jak się bowiem okazało, Bryantowi znów udało się nieco cofnąć zegar. Najbardziej podczas drugiej kwarty, kiedy to wbiegając zza obwodu, z hukiem zapakował piłkę w obręcz nad Emeką Okaforem. Fala uderzeniowa po zabójczym wsadzie Kobego sięgnęła ostatniego rzędu Staples Center, wydmuchując z zatrwożonych głów kibiców Lakers spekulacje na temat jego urazu stopy. Tak więc pierwszy wojownik Miasta Aniołów ma się dobrze, i to zbity z tropu Chris Paul ma teraz problem, co zrobić, by obrońców tytułu jutro zaskoczyć.

Minionej nocy wszystko szło po myśli Hornets tylko na początku spotkania. Po pierwszej kwarcie Paul miał już za sobą 8 asyst, a Lakers 10 punktów do odrobienia. Wszystko posypało się jeszcze przed drugą odsłoną. Jak już wspomniałem wcześniej, w Nowym Orleanie zawiedli przede wszystkim podkoszowi, z którymi CP-3 nie był w stanie nawiązać łączności. Wszystko to skończyło się pogromem na deskach 25-42, przy czym goście zdołali zebrać tylko 3 piłki z ofensywy. To tak gwoli kronikarskiej ścisłości. Wczoraj podopieczni Monty’ego Williamsa skazali się na game 7, o ile jutro będą w stanie zaskoczyć Lakers czymś poza MVP tej serii, Chrisem Paulem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *