Podsumowanie 8. dnia play-offs

Po jednodniowej przerwie spowodowanej problemami technicznymi powraca ‚Podsumowanie dnia’. Dzisiejszej nocy mogliśmy oglądać 4 spotkania i praktycznie każde należało do ‚close-games’. Nie zabrakło zaskakujących zakończeń. Indiana Pacers zdołali uchronić się przed sweepem, Portland Trail Blazers dzięki Brandonowi Roy’owi odrobili 23 punkty straty, a Memphis Grizzlies za sprawą trójki Zacha Randolpha znów prowadzą w serii z San Antonio Spurs. Jedynym underdogiem, który dziś nie wygrał, byli Denver Nuggets, którzy z Oklahomą City Thunder przegrywają już 0-3.

Chicago Bulls 84:89 Indiana Pacers

Wiadomo już, że w tej serii nie będzie sweepa. Pacers po raz czwarty przycisnęli Bulls, jednak dopiero po raz pierwszy przełożyło się to na zwycięstwo. Ta wygrana jest dla Pacers o tyle ważna, że była ona pierwszą play-offową wiktorią Indiany od 2006 roku. Wtedy zdołali oni wygrać dwa mecze z New Jersey Nets, kończąc swoją przygodę z PO na pierwszej rundzie. Niestety, stanie się też tak i tym razem.

Pacers w każdym meczu sprawili Bykom sporo problemów. Każdy z czterech rozegranych dotąd meczów w tej serii był bardzo emocjonujący. W każdym z trzech pierwszych meczów byczą skórę ratował Derrick Rose, który przejmował mecz lub trafiał decydujące rzuty. Dzisiaj, w końcówce pierwszej kwarty doznał urazu kostki, co miało chyba wpływ na jego nie najlepszą grę. Co prawda zaliczył double-double (15 pkt, 8 pkt po urazie, 10 ast), jednak jego skuteczność (6-22 FG, 3-16 FG po urazie) dawała wiele do życzenia. Zwykle skutecznościowe braki nadrabiał licznymi próbami atakowania kosza, co dawało mu duże ilości rzutów osobistych. Tego dzisiaj było próżno szukać (4 FTA).

Niedyspozycję lidera nadrobił głównie Joakim Noah (21 pkt, 14 zb) i faktycznie, Bulls, którzy odrobili 18-punktową stratę, mogli wygrać ten mecz, gdyby lepiej ostatnią akcję meczu.

Na 14 sekund do końca Bulls przegrywali 84:87. Owszem, zza łuku Bykom dzisiaj nie szło (3-20), ale żeby decydujący rzut za trzy oddawał Carlos Boozer (15 pkt, 13 zb)? Oczywiście nie trafił i Byki musiały faulować. Niestety dla nich, Danny Granger (24 pkt, 10 zb) trafił wszystkie cztery rzuty wolne, jakie było mu dane rzucać w ostatnich 14 sekundach meczu.

Ten mecz nie mógł należeć do ofensywnych, wszak zmierzyły się dwie bardzo dobre defensywnie ekipy. Jednak nie spodziewano się chyba tego, że Bulls będą mieli w tym meczu tak niski offensive rating (95.5). To nie najlepsza wiadomość dla Bulls, którzy przecież już w tym sezonie są wymieniani jako kandydaci do mistrzostwa. Prawda jest jednak taka, że w tegorocznych play-offach Byki nie będą raczej ostatecznymi triumfatorami. Zbyt dużo zależy od Rose’a, a wiemy z autopsji, że ekipy ‚one-man-army’, jak Cavs z LeBronem, nie wygrywają mistrzostw. Potrzebna jest solidna, ale przede wszystkim bardzo dobra druga opcja. Kimś takim miał być Carlos Boozer czy nawet Joakim Noah, ale oni są zbyt chimeryczni. Pociesza natomiast fakt, że Luol Deng naprawdę zrobił duży progres i w tej chwili to on jest drugim najpewniejszym graczem Bulls.

Jeszcze taka ciekawostka odnośnie trójki Carlosa Boozera:  oddawał on już 10 prób zza łuku w swojej karierze, trafiając jeden raz. Stało się to w 2003 roku, gdy był graczem Cavs, w meczu z… Pacers!

Dallas Mavericks 82:84 Portland Trail Blazers

Play-offs są bogate w niesamowite historie, niewiarygodne come-backi, świetne występy indywidualne, ale to, co stało się w tym meczu, jest naprawdę fantastyczne.

Przed tym meczem Dallas prowadzili w tej serii 2-1. Gdyby wygrali to spotkanie, byłoby bardzo prawdopodobne, że zakończą do w pięciu meczach. Blazers natomiast nie mogli do tego dopuścić, musieli do maksimum wykorzystać atmosferę Rose Garden.

1:15 do końca trzeciej kwarty, Mavericks prowadzą 67:44. Rose Garden więdnie.

Brandon Roy (24 pkt, 18 pkt w czwartej kwarcie) dokonał czegoś niesamowitego, to fakt. Jednak to nie wszystko. Roy w pierwszych dwóch meczach w Dallas był cieniem samego siebie, a jego fatalnej gry nie usprawiedliwiała nawet passa kontuzji, która będzie go prześladować do końca kariery. W meczu trzecim było juśż znacznie lepiej, a dziś.. powyższe wideo wyjaśnia wszystko. Nie tylko Jezus dzisiaj zmartwychwstał.

Mavericks nie mogli znaleźć recepty na Brandona Roya, który był dzisiaj wszechmogący, robił wszystko. Trójki? Nie ma sprawy. Półdystans? No problem. Wjazdy na kosz? Ok. 2+1? 3+1? Da się zrobić.

Ten mecz tak naprawdę zaczął się w ostatniej kwarcie, wcześniej Mavericks po prostu łoili gospodarzy. W pierwszych trzech kwartach Blazers trafili zaledwie 28,6% z gry, 15,4% za trzy, zdobywając tylko 49 punktów, w tym 11 w pierwszej i 14 w trzeciej kwarcie. Zawodził LaMarcus Aldridge, który zdobył 18 punktów i 6 zbiórek, trafiając 6 z 16 rzutów (spudłował 6 z 7 pierwszych). Miał za to aż 4 przechwyty.

Na szczęście czwarta kwarta zrekompensowała wszystkie wcześniejsze nudy.

Ze stanu 2-0 dla Dallas po dwóch meczach w Rose Garden jest już 2-2. Popularne jest stwierdzenie, że seria play-offs zaczyna się, gdy któraś z drużyn wygra na wyjeździe. Jeśli tak, ta seria jako jedyna jeszcze się nie zaczęła.

I na koniec taka dygresja – czy ta seria nie zaczyna przypominać Wam Finału 2006 roku? W końcu – Mavs tak jak teraz zaczęli od prowadzenia 2-0, by resztę meczów przegrać. Wszystko zależeć będzie od meczu piątego, który już w poniedziałek.

San Antonio Spurs 88:91 Memphis Grizzlies

Serie, w których mierzą się pierwsza i ósma drużyna konferencji, zazwyczaj nie są bardzo ciekawe. Seria Spurs-Grizzlies powoli na taką wyrasta, tym bardziej, że Niedźwiadki po 1-1 w San Antonio chcą wykorzystać przewagę własnego parkietu. Po meczu trzecim można stwierdzić, że im się to udało, chociaż fajerwerków nie było. Co więcej, Spurs zagrali naprawdę dobrze, 23 punkty zdobył Manu Ginobili, a Tim Duncan (13 pkt, 11 zb, 6 ast, 5 blk) poza świetnym występem dobrze ograniczał Zacha Randolpha (25 pkt, 8-21 FG), który trafił tylko 1 z 8 rzutów w czwartej kwarcie. Niestety dla Ostróg, ta jedna trójka (pierwsza w jego play-offowej karierze), i to nad Duncanem, ich pogrążył.

Właśnie Randolph razem z Marciem Gasolem (17 pkt, 9 zb) jest głównym problemem Spurs w tej serii. Dzięki nim Grizzlies mają zapewnioną przewagę pod koszem, która jest jeszcze większa, bo McDyess został urazu karku. Sam Tim Duncan, choćby grał jak w ‚prime’, nie da rady bronić dwóch graczy, co Randolph i Gasol skrzętnie wykorzystują. Właśnie tym Grizz wygrali mecz pierwszy, właśnie to pomogło im w wygraniu dzisiejszego meczu.

Skoro już o analogiach między pierwszym a trzecim meczem – Tony Parker (16/5/5, 5-14 FG) znowu nie grał na takim poziomie, do jakiego nas przezwyczaił. Przed przerwą spudłował 6 z 7 rzutów, a w całym meczu popełnił aż 6 strat. Być może tak słaba gra jest zasługą Mike’a Conley’a (14/6/8, 4-12 FG).

Mecz czwarty już w poniedziałek. Jeżeli Grizzlies wygrają, wówczas bardzo trudno będzie się Spursom podnieść ze stanu 1-3. Upset?

Oklahoma City Thunder 97:94 Denver Nuggets

W tej, niby ‚wyrównanej’ serii jest już 3-0 dla Thunder. Mecz czwarty już w poniedziałek.

Thunder mają szansę wygrać pierwszą serię PO od przenosin z Seattle. I, co ciekawe, stanie się to nie tylko dzięki Kevinowi Durantowi (26 pkt, 7-22 FG) i Russellowi Westbrookowi (23/9/8). Serge Ibaka (22 pkt, 16 zb, 4 blk) rozegrał chyba najlepsze spotkanie w karierze i to on był najlepszym graczem tego meczu. Nie Durant, nie Westbrook.

Ten mecz był ‚close game’, ale w zasadzie nie wiadomo dlaczego. Thunder mieli 3 graczy z min. 22 punktami, Nuggets nie mieli żadnego z choćby 16. Jednak u nich punkty rozłożyły się na większą liczbę graczy – pięciu graczy zanotowało double-digits. Po 15 punktów mieli Nene (10 zb), Kenyon Martin (7 zb) i JR Smith, a po 13 oczek mieli Arron Afflalo i Chris Andersen. To jednak Smith był tym graczem, dzięki któremu mieliśmy tyle emocji w tym meczu. Trafił dwie trójki, które zbliżyły Nuggs na dystans jednego punktu. W następnej akcji Serge Ibaka łatwo, wsadem zdobył dwa punkty. Ostatnia akcja:

Nawet gdyby JR dostał 3 wolne, to i tak Nuggets byli dziś słabi w tym elemencie (15 spudłowanych FT).

Nagrody dnia

MVP: Air Congo Serge Ibaka (OKC) – 22 pkt, 16 zb, 4 blk

Drugie miejsce: Jesus Christ Brandon Roy (POR) – 24 pkt, 18 pkt w czwartej kwarcie

 

Najlepszy występ w przegranym meczu: Joakim Noah (CHI) – 21 pkt, 14 zb

Drugie miejsce: Manu Ginobili – 23 pkt, Tim Duncan (SAS) – 13 pkt, 11 zb, 6 ast, 5 blk

 

Najlepszy rezerwowy: Jesus Christ Brandon Roy (POR) – 24 pkt, 18 pkt w czwartej kwarcie

Drugie miejsce: JR Smith (DEN) – 15 pkt, dwie szalone trójki

 

Piątka dnia: Russell Westbrook – Brandon Roy – Danny Granger – Serge Ibaka – Joakim Noah

 

Najlepsi

punkty: Kevin Durant (26)

zbiórki: Serge Ibaka (16)

asysty: Derrick Rose (10)

przechwyty: Aldridge, Rose (4)

bloki: Tim Duncan (5)

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *