Bulls o krok od kolejnej rundy

Rywalizacja przeniosła się do Indianapolis. Jej oblicze nie uległo jednak większej zmianie. Znowu mieliśmy naprawdę wyrównany mecz, gdzie ostatecznie Chicago Bulls przechyliło szalę zwycięstwa na swoją stronę. Derrick Rose nie zagrał tym razem fenomenalnie, ale dołożył bardzo ważną cegiełkę do tego triumfu.

Nazwa drużyny Stan I II III IV Wynik
Chicago Bulls
3 21 21 23 23 88
Indiana Pacers
0 17 25 22 20 84

Spotkanie celną trójką rozpoczął Danny Granger. W kolejnych akcjach to jednak zawodnicy Chicago Bulls udanie dziurawili kosz swoich rywali, ale ich przewaga i tak nie była wyraźna. Prowadzili maksymalnie pięcioma punktami, a Pacers i tak ich doganiali. W końcówce przewaga „Byków” stopniała do jednego punkciku, ale ważną trójkę trafił Derrick Rose i tak się zakończyła pierwsza kwarta.

Kolejna odsłona była niezwykle wyrównana. Indiana Pacers niezwykle malutkimi kroczkami doganiała swoich przeciwników, ale gra toczyła się niemal punkt za punkt. W końcu niemal w połowie kwarty po udanej akcji Danny’ego Grangera gospodarze doprowadzili do remisu 30:30. Kilka minut później Darren Collison również udanie zagrał i zrobiło się 34:33 dla Pacers. Pierwsze prowadzenie Indiany od dłuższego czasu. Collison miał problemy ze zdrowiem, ale już wszystko w miarę Ok, bo normalnie zagrał w tym meczu. Przez 34 minuty zdobył 9 punktów. Gospodarze jeszcze dodali trochę gazu i jeszcze na 2 minuty przed końcem kwarty prowadzili pięcioma punktami. W końcówce jednak wszystko się wyrównało. Znowu bardzo ważną trójkę trafił Derrick Rose, ale odpowiedział jeszcze Collison. Do przerwy na tablicy widniał wynik remisowy 42:42.

Trzecia kwarta stała się jeszcze bardziej wyrównana. Teraz na cios rywale odpowiadali sobie ciosem. Chicago Bulls uciekło na cztery punkty, po trzech celnych wolnych Derricka Rose’a, ale czym jest taka przewaga w tak wyrównanym meczu? Niczym wielkim. Udowodnili to zresztą zawodnicy Pacers, którzy znowu zmniejszyli dystans i po tej odsłonie przegrywali tylko jednym punktem. Ta przewaga oczywiście nikomu nic nie gwarantowała i zwiastowała emocje w IV kwarcie.

Ostatnią część tego spektaklu lepiej rozpoczęli gracze gospodarzy. Szybko wyszli na pięciopunktowe prowadzenie. Dobrze prezentował Dahntay Jones, który wchodził z ławki i zdobył w tym meczu 11 punktów. Miałem wrażenie, że w tej IV kwarcie to Indiana Pacers miała przez większość czasu więcej do powiedzenia. To gospodarze co chwila delikatnie uciekali i byli bardziej zdeterminowani. Chicago Bulls jednak zawsze niwelowało przewagę gospodarzy. Dopiero na 2:31 min przed końcem to „Byki” więcej pokazały. Po celnych rzutach Rose’a prowadzili 84:80. Celne rzuty Danny’ego Grangera oraz Paula George’a doprowadziły jednak do kolejnego wyrównania. Na 17 sekund przed końcową syreną miała miejsce kluczowa akcja. Derrick Rose wszedł pod kosz i mimo asekuracji obrońców wywinął piłką tak, że ta znalazła się w koszu. To były niezwykle ważne punkty, które wyprowadziły Chicago na prowadzenie.

W kolejnej akcji Granger próbował zostać prawdziwym bohaterem i rzucać na zwycięstwo, ale nie trafił. Piłkę zebrał Ronnie Brewer, który od razu został sfaulowany. Trafił dwa rzuty wolne i w tym meczu już się nic nie zmieniło.

Indiana Pacers jest już pod ścianą. Jest jak ofiara, która czeka na zadanie ostatecznego ciosu. Wydaje mi się, że ta para jest już rozstrzygnięta. Niemal każdy mecz był bardzo wyrównany, ale fakt jest taki, że Chicago prowadzi 3-0. Indiana może wyrwie jeszcze jeden mecz, taki honorowy, ale nic więcej nie ugra. Chicago to zbyt mądry zespół.

Derrick Rose tym razem nie szalał jakoś szczególnie. Jego dorobek to 23 punkty na skuteczności 4/18 z gry. Oddał jednak kilka naprawdę ważnych rzutów. To wejście pod kosz w samej końcówce było wręcz magiczne, a do tego trójki w końcówce I i II kwarty. Nie błyszczał jak wcześniej, ale to i tak on został graczem tego meczu.

Dobrze spisał się również Luol Deng, który rzucił 21 punktów oraz miał 6 zbiórek i 6 asyst. Pod koszem jak lew walczył Joakim Noah. Zaliczył double-double na poziomie 11 punktów i 10 zbiórek. Natomiast niemrawo zaprezentwał się Carlos Boozer. Rzucił 4 punkty na skuteczności 2/10 z gry. Ratują go tylko zbiórki. Miał ich 11. Z ławki ważnym ogniwem okazał się Kyle Korver. To zawodnik, który potrafi wejść do gry i po prostu trafić kilka rzutów. Tym razem miał 12 punktów.

W Pacers walkę z rywalami głównie starał się nawiązać Danny Granger. Zdobył 21 punktów. Niezbyt dobrze zaprezentował się podkoszowy duet Indiany. Tyler Hansbrough zdobył 10 punktów i miał 5 zbiórek, a Roy Hibbert miał 6 punktów i 7 zbiórek. Obydwaj jednak zanotowali skuteczność 3/12. Sumując ich dorobek wyjdzie 16 punktów, 12 zbiórek i skuteczność 6/24. Słabiutko…

12 komentarzy

  1. FlashCB pisze:

    Kurczę, szkoda Indiany, widać, że mają ambicję i wolę walki, ale cały czas brakuje im tego autorytetu, którym parę lat temu był Jermaine O’Neal, bo Granger nie jest typowym liderem. Uważam, że za rok czy dwa mogą grać o coś więcej niż teraz. Wszystko przed nimi.

  2. Bob pisze:

    Mnie się u nich podobają dwie rzeczy:

    1) Pewność siebie Franka Vogela – on musi dostać przedłużenie kontraktu, wykonuje kawał świetnej roboty

    2) Szeroki skład. Granger, Hibber, Hansbrough, Collison, Ford, Price, Jones, Posey, Dunleavy – każdy z tych graczy jest w stanie rzucić 20+ punktów w meczu.

    Brakuje im przede wszystkim doświadczenia – wiedzy jak wygrywać w trudnych końcówkach, ale idą dobrą drogą.

  3. DeL pisze:

    a ja uważam ze Indiana jest w grze do połowy czwartej kwarty kazdego meczu bo to byki sie nie spinają, kiedy przychodzi crunch time wtedy pokazują kto jest pierwszy w lidze po RS i po prostu odjezdzaja im jak Vin Diesel w F&F :)
    na Indiane taka taktyka moze sie sprawdzac, gorzej w konfrontacji z Magic lub Heat …

  4. Bob pisze:

    Jak grac z Magic pokazuja Hawks. Dac 1na1 Howarda, niech rzuci nawet 50 punktow i krotko pilnowac pozostalych. Dwight to nie Wilt i jak „szczudlo” nie jest w stanie sam wygrac meczu…

  5. GPRbyNBA pisze:

    Trzeci mecz wygrany i niby jest wszystko ok jednak moim zdaniem ok nie jest.Z taka grą Chicago nie będzie miało większych szans zagrania w finale. Z taką grą natrafiając na Miami czy Boston polegną i widać to już z takim średniakiem jakim jest Indiana. Bykom brakuje po prostu strzelca – takiego co to dobrze trafia z półdystansu i ma te 50% celnych. Boozer niestety taki nie jest. On ma za zadanie się przepychać. Dengowi czasem się zdarzy mieć te 50% a czasem zagra na katastrofalnej skuteczności i tak samo Rose.
    Ja rozumiem jest liderem to ma rzucać ale jak dla mnie jest zbyt samolubny i przez to Byki sporo tracą. Bo co to jest żeby taki Deng miał więcej asyst od rozgrywającego? albo inaczej
    Co to ma znaczyć że rozgrywający w meczu ma tylko 2 asysty!
    Tak nie powinno być. Tak jak już wcześniej pisałem dużą część tych meczy w których się męczyli powinni gładko wygrać gdyby Rose podał ze 3 piłki więcej zamiast próbować nie wiadomo czego.
    Nie wiem czemu trener mu nie powie. Facet! Podawaj częściej bo jesteś strasznie przewidywalny. Gdy wchodzi pod kosz to wiadomo na 90% że będzie rzucał i wtedy wszyscy idą na niego. Mógłby wtedy podać do kolegi stojącego pod koszem. Chodzi o element zaskoczenia. Jeśli przeciwnik nie wie co zrobisz to nie wie co robić. Dezorganizuje się.

  6. woy9 pisze:

    Ray Felton za rok i mamy super pare)ja uwazam jak kolega powyzej.wygrac 4.0 i nie odkrywac kart.pamietac nalezy,ze p.o. To czas obrony a Bulls maja od tego Noaha,Bogansa,Brewera i Denga z taktyką Tibsa

  7. bargnani pisze:

    Zgodzę się z @Bobem co do Indiany – to drużyna, która ma przyszłość, sam zastanawiałem się już parę razy podczas tej serii czego im tak naprawdę brakuje i myślę, że gdyby wzmocnili się klasowym SG byliby w stanie walczyć o 4/5 miejsce na Wschodzie.

    Mimo 3 porażek grają świetnie w tej serii, ale brakuje im obrony na obwodzie, nie potrafią za nic wyłączyć Rose’a, a wczorajsze próby i tak kończyły się niepowodzeniem, bo jak nie mógł trafić z dystansu to wbił pod kosz gdzie faulowali jak z automatu.

    @GPRbyNBA – Rose świetnie przebija się pod kosz, obok Ellisa, Wade’a według mnie jest w tym najlepszy w lidze, wymusza masę osobistych i jest masakrycznie ciężki do zatrzymania, dlatego nie zwracałbym uwagi na asysty. Nie jest klasycznym PG – po prostu, ale takie mecze z 2 asystami to też rzadkość u niego.

    PS Deng grał wczoraj wybitny mecz, brał na siebie duży ciężar stąd też podawanie mu wychodziło.

  8. GPRbyNBA pisze:

    Mi w grze byków strasznie brakuje asyst. Jak widze mecz Phoenix to aż mi się łezka w oku kręci (czemu Byki nie skonstruują choć 2 takich podań w meczu jakich sam Nash ma zwykle 8 w meczu.
    Jeśli Byki nie poprawią skuteczności lub nie skonsolidują się jakoś w ataku to będzie im ciężko zajść dalej niż do 2 rundy. Obrona to nie wszystko. Trzeba też rzucać.
    Co się stanie jak inne ekipy zaczną lepiej bronić widać już na podstawie tych 3 meczów.
    Jeśli Byki mają problem już ze średniakiem to co będzie dalej???

    I bargnani..
    Zgadzam się że Rose nie jest klasycznym PG ale ktoś przecież musi podawać. Coach powinien na treningu trochę poduczyć ich wychodzenia do podań i samych podań.
    Obronę może i mają najlepszą ale w ataku mają sporo zaległości.

  9. woy9 pisze:

    Kiedy w Chicago byl Ben Gordon spece narzekali,ze brakuje klasycznej czworki.byl lepszy atak ale obrona zostawiala do zyczenia.teraz mamy inna taktyke,zmiane graczy w/w specow od D i pozycje pretendenta do tytulu.w kasie klubu miejsce na jednego gracza.czego wiecej chciec?suns by to wzieli w ciemno..

  10. bargnani pisze:

    No właśnie, ale jakie Suns mają korzyści z gry Nasha, a Bulls z gry Rose’a? Ok, Steve to dwukrotny MVP i nie ma mimo wszystko obok siebie Denga i Noah, ale ten system Chicago nadal przynosi korzyści.

    Zwycięstwa są najważniejsze, a Bulls w PO jeszcze nie polegli. Rose był bardzo agresywnie kryty we wczorajszym meczu, nie miał swobody rozgrywania, ale to jest tak wszechstronny koszykarz, że kiedy nie może podać albo się wstrzelić zawsze znajdzie sposób na zniszczenie defensywy rywala. Świetnie rzuca FT, często trafia 2+1 – Collison nie jest kimś kto mógłby go wyłączyć, Nelson – nie sądzę, Hinrich to co innego, ale tutaj pozostaje przewaga drużyny Bulls nad Hawks.

    Ja tam nadal widzę Bulls w finale, może jestem trochę nieobiektywny, ale w RS pokazali, że umieją pokonać każdego.

  11. GPRbyNBA pisze:

    a i oczywiście że się zgodzę z każdą z powyższych opinii. Ja też się ciesze że jest Rose i nie zamienił bym go za Nasha czy Rondo jednak pamiętajmy że defensywę mogą poprawić prawie wszyscy co widać na podstawie indiany.
    W sezonie nie grała tak dobrze, tu się wzięła do roboty i jakie Byki maja problemy. A przecież to średniak. Też bym chciał aby Byki zaszły daleko z tym że nie daje mi spokoju powiedzenie „im dalej w las tym więcej drzew”. i boje sie że obrona Byków po prostu nie wystarczy bo z lepszymi po prostu braknie skuteczności.

  12. bargnani pisze:

    No Indiana po przejęciu jej przez Vogela miała przecież serię 5 czy 6 zwycięstw z rzędu, z nim zanotowali dodatni bilans i w ostatnim starciu RS z Bulls wygrali po dogrywce. Można więc powiedzieć, że były znaki solidnej gry Pacers.

    PS tak w ogóle szukając słabych punktów Bulls powinniśmy raczej skupić się na rozczarowującej grze Boozera – dużo strat, słabiutka jak na podkoszowego takiej klasy skuteczność, momentami fatalnego błędy. Coś jest nie tak z CB i zastanawiam się co zrobią z nim Bulls po zakończeniu tego sezonu jeśli do końca play off nic się nie zmieni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *