Ray Allen w wielkim stylu zapewnia wygraną Celtics

Boston Celtics wygrali pierwszy mecz serii z New York Knicks dzięki celnemu rzutowi Raya Allena na 11 sekund przed końcem. Goście przez większość czasu nawet 12 punktami, ale ostatecznie przy słabej postawie Carmelo Anthony’ego nie potrafili utrzymać przewagi.


Stan I II III IV Wynik
New York Knicks 0 23 28 13 21 85
Boston Celtics 1 24 15 20 28 87

Mistrzowie Konferencji Wschodniej uciekli w drugiej połowie spod topora i ograniczając Knicks w drugiej połowie do 34 punktów odnieśli pierwsze zwycięstwo w tegorocznych playoffs. Kolejny raz C’s potwierdzili, że jest to ich ulubiony czas i potrafią grac w tej fazie sezonu. Mimo, że niemal cały mecz przegrywali to jednak w decydującym momencie wiedzieli jak rozegrać udaną akcję. NYK udowodnili, że nie są wcale spisani na straty w tej rywalizacji i przynajmniej na własnym parkiecie mogą pokusić się wygrane.

Pierwsza połowa to dominacja gości. Szczególnie w drugiej kwarcie, w której Carmelo Anthony (15 pkt., 5 str., 5-18 FG) sam zdobył 12 punktów, a Celtics właśnie taką stratę zanotowali do przerwy (39-51). Do poziomu Melo dostosował się Amar’e Stoudemire (28 pkt., 11 zb.), którego nie mógł powstrzymać duet Glen Davis – Kevin Garnett.

Prawdziwy mecz rozpoczął się jednak wraz z trzecią kwartą, a później emocje już tylko rosły. Gospodarze stopniowo zmniejszali straty w czym duża zasługa Jermaine’a O’Neala (12 pkt., 4 zb., 4 blk.). Kontuzjowany przez większość sezonu center bostończyków pierwszy raz w tegorocznych rozgrywkach spisał się bardzo dobrze. Tak w obronie jaki i w ataku. Ważne punkty dorzucali Ray Allen (24 pkt., 6 zb., 3-5 FG) i Garnett (15 pkt., 13 zb., 3 prz.). Na 3:09 po celnym rzucie tego drugiego Knicks wygrywali już tylko 59-57. Co prawda po trzech „ćwiartkach” przyjezdni prowadzili 64-59, ale w ostatnią odsłonę z animuszem weszli Celtics. Siedem punktów będących dziełem Allena, Delonte Westa i Jeffa Greena dały gospodarzom upragnione prowadzenie (66-64).

Kolejne osiem „oczek” dla Knicks rzucił Stoudemire i gra do samego końca była już wyrównana. Po trójce Chaunceya Billupsa (10 pkt., 4 ast., 3-11 FG) na 4:15 do końca było 78-75 dla gości. Świetną partię w defensywie rozgrywał Paul Pierce (18 pkt., 4 zb., 4 ast.) pozwalając Melo trafić w drugiej połowie tylko 1 z 12 rzutów z gry.

Nowojorczycy na chwilę zebrali się jeszcze na 2:47 po trafieniu Amar’e mieliśmy wynik 82-78. Kibice w Bostonie nie brali jednak pod uwagę innego wyniku jak wygrana ich idoli i dzięki punktom O’Neala niespełna minutę później mieliśmy remis po 82. Przy takim wyniku i akcji Knicks mogliśmy się spodziewać, że piłka trafi do Melo. Najlepszy snajper NYK był jednak słabo dysponowany i sprawy w swoje ręce wziął niespodziewanie Toney Douglas oddając na 37 przed końcem czasu celny rzut za trzy. Doc Rivers postanowił wziąć szybki czas. Rozrysował idealną akcję dla swoich graczy i po wznowieniu nie zdążyła upłynąć nawet sekunda, a ponownie mieliśmy remis po alley-oopie do KG.

Piłkę do gry wprowadzają Knicks, ta wędruje do Melo. Były skrzydłowy Nuggets daje się jednak nabrać na sztuczkę Paula Pierce’a i popełnia faul ofensywny. W tym momencie następuje najważniejsza chwila meczu. Piłkę kozłuje Pierce, Ray Allen uwalnia się na zasłonie Garnetta i dostaje piłkę tuż za linią rzutów za trzy. Co było dalej? Tak, trafienie zza łuku i prowadzenie 87-85. D’Antoni nie bierze czasu. Knicks grają szybko do Carmelo, który jednak znów pod presją Pierce’a pudłuje za trzy.

Celtics co szokuje wygrali w tym spotkaniu walkę na tablicach 44-34, a aż 15 piłek zebrali na atakowanej desce (41.7 Offensive Rebound Rate – co jest wynikiem dwukrotnie lepszym niż podczas sezonu regularnego). W tym elemencie przy większej koncentracji Turiafa i Jeffriesa (czy to jest możliwe?) NYK mają największe rezerwy. Pamiętając słabość C’s na deskach jestem niemal pewien, że w jednym z kolejnych spotkań Knicks osiągną przewagę w pomalowanym i mogą dzięki temu wygrać. Tym bardziej widząc wczoraj przewagę jaką osiągnął nad KG Amare Stoudemire. W kilku akcjach dosłownie ośmieszał jednego z lepszych defensorów w lidze.

Rajon Rondo rozegrał wielki mecz i chyba jeszcze lepiej byłoby gdyby nie oddawał tylu rzutów (5-14 FG). Rozdał 9 piłek i tyle samo zebrał, a stracił tylko jedną grając koszykówkę jaką pamiętamy z najlepszych serii PO w dwóch ostatnich latach. W następnym meczu może mieć jeszcze większą przewagę ponieważ w końcówce kontuzji nabawił się Billups i nie wiadomo czy zagra we wtorek. Swoją droga Chaunceyowi zupełnie nie wyszedł ten mecz. W Nowym Jorku powróciły demony Chrisa Duhona. Trzy stracone piłki przy czterech asystach to wynik fatalny. Obronę, a właściwie jej brak na Rondo lepiej przemilczeć.

Glen Davis w 25 minut zebrał 4 piłki i spudłował siedem z ośmiu rzutów z gry. Mój kandydat do nagrody dla 6th Man zawiódł na całej linii, a dwa dunki Stoudemire’a nad jego głową robią wrażenie, ale tylko na kibicach Knicks.

Knicks mieli wielką szansę wygrać ten mecz i bardzo korzystnie ustawić dla siebie tą rywalizację, ale zabrakło doświadczenia i cwaniactwa. Słyną z tego Celtics i potwierdzili to w 100%. Do kolejnych pojedynków obu drużyn zasiądę z wielką chęcią bo zapowiadają się wielkie emocje.

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

5 komentarzy

  1. Mac pisze:

    To był dobry mecz. Taki typowy dla Playoffs ;)

  2. woy9 pisze:

    J.O.to taki diabeł z pudełka.Rivers i Celci mocno potrzebują jego gry

  3. bargnani pisze:

    Jakoś straciłem wiarę w niezniczalność Celtów jaką miałem na początku sezonu. Strasznie mnie ciekawi co się stanie w MSG.

  4. Fixer pisze:

    Dobry mecz, mala poprawka o ile pamietam to po alley oopie do garnetta w 4 kw celtowie dalej pregrywali 1 pkt, ale to tylko taki kosmetyczny blad

  5. Gabryś pisze:

    Będzie ciężko, ale Boston da rade. Wierze w nich !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *