Mecz na szczycie Wschodu

Gordon Hayward fot.Noah Graham/NBAE/Getty Images

Już najwyższy czas, żebyśmy dowiedzieli się kto awansuje, kto ‘odpada’, kto przegrywa rywalizację i kto wygrywa poszczególne dywizje czy konferencje. Mam nadzieję, że dziś poznamy zespół, który wygra Konferencję Wschodnią i że tym zespołem będą Byki z Chicago. Ale to tylko moje marzenia…

Boston Celtics – Chicago Bulls

Bulls wygrali 16 z ostatnich 18 spotkań i pewnie zmierzają po miejsce numer 1. Może się jednak zdarzyć, że Bulls i Celtics (a nawet Miami) będą mieli identyczne bilanse. W takiej sytuacji to zespół z Bostonu będzie pierwszy, ponieważ ma lepszy bilans z drużynami Wschodu. Jednak Chicago nie przejmuje się statystykami i dzisiaj też będzie walczyło o zwycięstwo. A że Tom Thibodeau ma zawodników, którzy potrafią walczyć jak mało kto, to pozostaje nam tylko czekać na wspaniałe spotkanie. Celtowie będą chcieli przeciwstawić się najlepszej defensywnej drużynie obroną właśnie. Może jednak nie być tak łatwo, bo ze składu wyleciał Shaq, a Nenad Krstic to największych atletów nie należy. Pozostaje więc liczyć na Garnetta, który ostatnio jest w niezłej formie.

Portland Trail Blazers – Utah Jazz

Portland po raz trzeci z rzędu zapewniło sobie występ w playoffs i w spotkaniu z Jazz, którzy przegrywają jak leci, będą chcieli podnieść trochę motywację i wypróbować nowe zagrywki przed fazą pucharową. Tym bardziej, że ostatniego spotkania do udanych zaliczyć nie mogą, szczególnie w obronie. Jazz natomiast po serii porażek zadziwili chyba samych siebie wygrywając z faworyzowaną drużyną Lakers. Wielki wkład w to zwycięstwo miał Gordon Hayward i inny rookie Derrick Favors. Młodzież musi nadrabiaż brak Derona Williamsa, ale w tym sezonie nic już nie uda się ugrać.

 

Wojciech Gackowski

Wojciech Gackowski (rocznik 89', 6-0ft) - na boisku często biegam jako zawodnik na pozycjach 1-4, ale tak naprawdę od zawsze byłem combo guardem. Nie lubię błyszczeć w ataku i wolę podać koledze jakiegoś no-look-passa niż punktować jak szalony. W obronie nieustępliwy i wygadany jak Iman Shumpert. Kiedy nie gram dla wyniku uwielbiam z kolegami urządzać sobie konkursy rzutów za trzy i bardzo często w nich wygrywam. Przygodę z NBA zacząłem od finałów roku 1996, kiedy Bulls zmierzyli się z Seattle Supersonics. Miłość do tych drugich pozostała we mnie do dzisiaj, tylko, że w miejsce Paytona i Kempa, kibicuję Westbrookowi i Durantuli. Od zawsze jestem też niepoprawnym fanem LALakers i Kobego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *