Playoffs – ostatnie starcie

Andray Blatche fot.Ned Dishman/NBAE/Getty Images

 

Jak uczy nas historia nie ma drużyn niezwyciężonych. Czy to Barcelona w piłce nożnej, czy narodowa drużyna Stanów Zjednoczonych w koszykówce – nikt nie wygrywa wiecznie. Najpierw Lakers przegrali z Nuggets, potem Nuggets przegrali z Thunder, a teraz Thunder grają z  Clippers. A jak powodzi się pozostałym drużynom dowiemy się podczas kolejnej nocy z NBA.

Washington Wizards – Indiana Pacers

Drużyna z Waszyngtonu rozpędziła się na dobre i wygrała trzeci mecz z rzędu. Czarodziejom udało się to po raz pierwszy od kwietnia 2008 roku, po 244 grach. Jeśli ktoś lubi statystyki to wspomnę, że była to najdłuższa seria spotkań bez trzech zwycięstw z rzędu w historii! Ale wróćmy do teraźniejszości. W ciągu ostatniego tygodnia o obliczu zespołu Czarodziei decydowało kilku zawodników. Okazało się, że to nie tylko John Wall i JaValle McGee, ale także rewelacyjny Jordan Crawford i wracający po kontuzji Andray Blatche. Ten drugi w trzech ostatnich spotkaniach ma osiągnięcia na poziomie 29 punktów i 15 zbiórek! Wizards zmierzą się dzisiaj z Pacers, którzy bronią się przed ścigającymi ich Bobcats i raczej będzie to udana obrona. W drużynie z Indianapolis nie dzieje się najlepiej. Coraz słabiej spisuje się Tyler Hansbrough, a Danny Granger rzadko kiedy rzuca ponad 20 punktów. Jednak nie będzie to miało większego znaczenia jeśli uda się awansować do playoffs.

New York Knicks – Philadelphia 76ers

Holiday i spółka mieli okazję przekonać się o tym, co to znaczy prawdziwa obrona. 76ers nie mieli większych szans w starciu z Celtami i myślę, że będzie im ciężko wygrać mecz z Knicks. Obie drużyny są bezpośrednimi konkurentami w wyścigu o zajęcie 6 miejsca na Wschodzie (76ers mają pół zwycięstwa przewagi) i dzisiejsze spotkania może zadecydować o wyniku tego pojedynku. Nowojorczycy jakby nic sobie nie robili z krytyki, która się na nich sypała i wygrywają kolejne spotkania. Najpierw pomagał Anthony, później cała wielka trójka, a teraz gra cały zespół Knicks. Grając przeciwko drużynie (nareszcie!) z Nowego Jorku Philadelphia będzie musiała liczyć na coś więcej niż dobra postawa Evana Turnera. Bo jeden rookie to może być trochę za mało.

Milwaukee Bucks – Miami Heat

Choćbym nie chciał o nim pisać, to LeBron po prostu na to zasługuje. Dzisiaj najprawdopodobniej nie tylko przyczyni się do odpadnięcia Bucks z wyścigu do playoffs, ale także stanie się najmłodszym zawodnikiem, który siódmy raz z rzędu zdobędzie w sezonie 2000 punktów. Do tego osiągnięcia brakuje mu tylko dwóch punktów, więc grono panów z takim osiągnięciem urośnie z siedmiu do ośmiu (min. Kareem, Malone, Jordan). Miami będzie chciało wygrać to spotkanie nie tylko ze względu na osiągnięcie Jamesa, ale także, aby zająć drugie miejsce na Wschodzie i wyprzedzić Celtów. Bucks z kolei będą walczyli jak lwy o to zwycięstwo, bo tylko ono pozwala im wciąż marzyć o występie w playoffs. A łatwo nie będzie. Drużyna z Milwaukee przegrała ostatnie spotkanie i w tym sezonie słabo spisuje się na wyjazdach (bilans 11-27), więc trzeba chyba zacząć myśleć o przyszłym roku, bo w tym jest już po prostu za późno.

Denver Nuggets – Dallas Mavericks

Dallas przegrało trzecie spotkanie z rzędu i będzie starało się wygrać na własnym parkiecie. O zwycięstwo może nie być łatwo bo do hali American Airlines Center przyjeżdża zespół Nuggets. Mavericks słabo spisują się w meczach z rywalami z Western Conference i pewnie poważnie obawiają się o swoje trzecie miejsce. Denver przegrało spotkanie z Oklahomą, ale cała drużyna gra na bardzo wysokim poziomie. Ze składu wypadli Afflalo i Andersen, ale braki nadrabia Ty Lawson, który rzucił 28 punktów. Jeśli obie drużyny podejdą do tego spotkania, jakby była to już faza playoff (a  pewnie tak będzie), to możemy być świadkami niezłego spotkania.

Pozostałe spotkania:

Orlando Magic – Charlotte Bobcats

Cleveland Cavaliers – Toronto Raptors

New Jersey Nets – Detroit Pistons

Phoenix Suns – Minnesota Timberwolves

Houston Rockets – New Orleans Hornets

Los Angeles Clippers  – Oklahoma City Thunder

Sacramento Kings – San Antonio Spurs

Los Angeles Lakers – Golden State Warriors

 

 

 

 

 

Wojciech Gackowski

Wojciech Gackowski (rocznik 89', 6-0ft) - na boisku często biegam jako zawodnik na pozycjach 1-4, ale tak naprawdę od zawsze byłem combo guardem. Nie lubię błyszczeć w ataku i wolę podać koledze jakiegoś no-look-passa niż punktować jak szalony. W obronie nieustępliwy i wygadany jak Iman Shumpert. Kiedy nie gram dla wyniku uwielbiam z kolegami urządzać sobie konkursy rzutów za trzy i bardzo często w nich wygrywam. Przygodę z NBA zacząłem od finałów roku 1996, kiedy Bulls zmierzyli się z Seattle Supersonics. Miłość do tych drugich pozostała we mnie do dzisiaj, tylko, że w miejsce Paytona i Kempa, kibicuję Westbrookowi i Durantuli. Od zawsze jestem też niepoprawnym fanem LALakers i Kobego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *