Liczby i nagrody dnia – 3 kwietnia

Dzisiejszej nocy byliśmy świadkami 11 spotkań. Opis każdego z nich znajdziecie w dzisiejszych ‚Liczbach i nagrodach’. Zapraszam do przeczytania.

– Phoenix Suns 97:114 San Antonio Spurs

Suns wypadli z walki o play-offs (po raz drugi w ciągu trzech ostatnich sezonów), ale w tym spotkaniu mogli zapowiedzieć, że w przyszłym roku już nie zabraknie dla nich miejsca w play-offs. Tym bardziej, że grali ze Spurs, którzy przegrali 6 ostatnich spotkań. Niestety, bez Steve’a Nasha (grypa) Słońcom nie udało się odeprzeć ataków Ostróg, które do tego spotkania podeszły z wielką determinacją – porażka w połączeniu z wygraną Lakers sprawiłaby, że pierwsze miejsce koszykarzy z San Antonio nie byłoby takie pewne. Na szczęście Spurs wygrali, jednak nie byłoby to takie pewne, gdyby nie rezerwowi. George Hill zdobył 29 punktów, 16 punktów i 11 zbiórek dodał Matt Bonner, a Gary Neal uzbierał 15 oczek. Wyżej wymieniona trójka zatuszowała nieco nie najlepszą dyspozycję tercetu Ginobili-Parker-Duncan. Argentyńczyk zdobył 6 punktów, Francuz dodał 7 punktów, 8 zbiórek i 5 asyst, pudłując jednak 9 z 11 rzutów, a Duncan w 18 minut zdobył 8 punktów. Richard Jefferson dodał 12 punktów i 7 zbiórek.

Wracając jeszcze do tej przełamanej serii porażek Spurs – była ona najdłuższą w karierze Tima Duncana, a przecież pochodzący z Wysp Dziewiczych Duncan rozgrywa swój 14. sezon na parkietach NBA! Taka bessa nie rokuje dobrze przed play-offami, gdzie trzeba być w najlepszej formie i zmagać się z najtrudniejszymi rywalami. Na szczęście dla nich, Spurs raczej nie spadną na drugie miejsce w Konf. Zachodniej, gdyż mają przewagę 2,5 zwycięstwa nad Lakers i nie powinni jej stracić do końca sezonu. Chyba, że znowu coś zepsuje się w maszynie z San Antonio i przed końcem sezonu regularnego zanotują jeszcze jakąś niechlubną serię porażek – wtedy może być różnie. Według mnie Spurs utrzymają się na szczycie Zachodu, jednak nie będą mieli łatwej drabinki w play-offs. O ile w pierwszej rundzie zmierzą się z Hornets lub Grizzlies, o tyle w półfinałach natkną się najprawdopodobniej na Thunder, a tej serii nie będzie łatwo wygrać. Póki co, można tylko gdybać, a jak będzie naprawdę, zobaczymy w najbliższych tygodniach.

Po stronie Suns nie było gracza, który wyróżnił się w liczbie punktów. Po 14 zdobyli Channing Frye i zastępujący Nasha Aaron Brooks (6 ast), double-double dorzucił Jared Dudley (12 pkt, 10 zb), sztuka ta nie udała się Marcinowi Gortatowi (10 pkt, 9 zb). 12 punktów zdobył Vince Carter, a Grant Hill dodał 11.

Ciekawostka: Rezerwowi Spurs zmasakrowali swoich odpowiedników w Phoenix. Zdobyli aż 73 punkty przy 36 oczkach Suns.

– Denver Nuggets 95:90 Los Angeles Lakers

Szanse Lakers na niespodziewany skok na szczyt Zachodu zmalały. Niestety, przegrali oni z Nuggets przerywając swoją dziewięciomeczową serię zwycięstw i notując drugą porażkę od Weekendu Gwiazd.

Jeziorowcy przegrali jednak z drużyną, która także jest ‚w gazie’. Nuggets wygrali szósty mecz z rzędu i coraz lepiej wyglądają przed play-offs, w których w pierwszej rundzie zmierzą się z Oklahoma City Thunder. Zapowiada się naprawdę ciekawa seria. Kto by pomyślał, że Nuggets zajdą tak wysoko bez Melo Anthony’ego (Nuggets 15-4 bez niego)? Dzisiejszym zwycięstwem Nuggets zapewnili sobie ósmy z rzędu udział w PO.

Danilo Gallinari zdobył 22 punkty, a Kenyon Martin (8 zb) zdobył 18 punktów, w tym ostatnie dwa punkty tego meczu, dobijając piłkę po spudłowanym rzucie wolnym Nene’go (12 pkt, 7 zb). 16 punktów zdobył Raymond Felton. Z kolei najlepszymi graczami Lakers byli Pau Gasol (16 pkt, 12 zb, złapał jakiś uraz kolana) i Kobe Bryant (28 pkt), choć selekcja rzutowa w jego wypadku nie była najlepsza (10-27 FG). 17 punktów, 7 zbiórek i 5 asyst z ławki dodał Lamar Odom, a 8 punktów i aż 16 zbiórek na koncie miał Andrew Bynum.

Lakers mają do rozegrania jeszcze 6 spotkań – jeśli wygrają pięć z nich, zakończą sezon z 60. wygranymi na koncie. Dotychczas drużyny prowadzone przez Phila Jacksona osiągały sezony z 60 zwycięstwami siedmiokrotnie i za każdym razem sięgały po tytuł. Czy tak będzie i tym razem?

Kobe Bryant potrzebuje tylko 58 minut, by mieć na koncie 40000 rozegranych minut w sezonie regularnym. Stanie się 24. zawodnikiem w historii NBA, który tego dokonał.

– Detroit Pistons 90:101 Boston Celtics

Celtowie wygrali ten mecz, ale nie są w pełni zadowoleni.

Shaquille O’Neal po dwóch miesiącach leczenia kontuzji powrócił wreszcie na parkiet, jednak równie szybko go opuścił. Po rozegraniu 5 minut i zdobyciu 6 punktów Shaq znowu kontuzjowany zszedł do szatni. Celtics mają nadzieję, że O’Neal zdoła powrócić na parkiet w play-offs, bo będzie tam naprawdę potrzebny. Nenad Krstic go nie zastąpi.

Kevin Garnett zdobył 23 punkty i 8 zbiórek, a Paul Pierce dodał 22 oczka i 6 zbiórek. Udany występ zanotował też Ray Allen (13 pkt, 5 ast) i rezerwowi – Glen Davis (11 pkt, 6 zb) i Delonte West (10 pkt, 5 ast). Rajon Rondo robił zaś to, co potrafi najlepiej – asystował. Jego dorobek to 5 punktów i 14 asyst.

W najbliższych meczach rozstrzygnie się to, który zespół zajmie drugie miejsce na Wschodzie – Celtics lub Heat. Drużyna na drugim miejscu będzie miała przewagę własnego parkietu w serii Celtics-Heat, do której najprawdopodobniej dojdzie w półfinale Konferencji, chyba, że Knicks lub 76ers sprawią niespodziankę. W końcu to te drużyny będą rywalami Celtów i Żarów, pytanie tylko – która drużyna zagra z którą.

Spośród Pistons najlepiej spisali się Will Bynum (20 pkt) i Tayshaun Prince (16 pkt). Charlie Villanueva dodał 15 oczek z 5 zbiórkami, o punkt mniej miał Rip Hamilton (5 ast), a Greg Monroe zdobył 11 punktów i po 5 zbiórek i asyst. Niestety, nie uchroniło ich to od porażki, która była ich pięćdziesiątą w tym sezonie. Tłoki po raz pierwszy od lat 1993-1995 przegrały min. 50 spotkań w dwóch sezonach z rzędu. Przyczyną dzisiejszej porażki była przede wszystkim obrona – C’s trafiali ze skutecznością 64,1%, a w trzeciej kwarcie skuteczność ta wynosiła aż 78,9%! Wtedy Celtics zdobyli o 15 punktów więcej od Tłoków (33:18). Pistons odwdzięczyli się wymuszeniem aż 19 strat, samemu tracąc tylko 9-krotnie.

– Miami Heat 108:94 New Jersey Nets

Wygrali Celtics, wygrali i Heat. Dzięki temu zwycięstwu Miami utrzymało pół zwycięstwa przewagi nad Celtami i nadal broni się przed spadkiem na trzecią lokatę w Konferencji Wschodniej. Walka o drugie miejsce zbliża się do końca i robi się coraz ciekawsza. Obydwie drużyny rozegrają jeszcze jedno bezpośrednie spotkanie i to najprawdopodobniej wtedy dowiemy się, kto ostatecznie będzie wice-liderem Wschodu.

Dzisiejszy mecz mógł skończyć się tylko jednym rozstrzygnięciem. Heat już w pierwszej kwarcie wypracowali sobie 16-punktową przewagę i prowadzenia do końca meczu już nie oddali. To zwycięstwo sprawiło, że Heat wygrali Dywizję Południowo-Wschodnią – po raz pierwszy od 2007 roku.

LeBron James był bliski quadruple-double – zdobył 31 punktów, 11 zbiórek, 7 asyst i 7 strat. Dziś to on najbardziej wybił się wśród Wielkiej Trójki. Dwyane Wade zdobył 18 punktów i 5 asyst, jednak rozegrał tylko 20 minut, powodem był jakiś uraz. Chris Bosh miał 16 punktów i 7 zbiórek. Zaskoczeniem jest fakt, że jeszcze trzech graczy z Miami zanotowało double-digits. Jeden z nich – Erick Dampier – dorzucił nawet double-double (10 pkt, 14 zb). James Jones zdobył 10 punktów, a Zydrunas Ilgauskas miał 11 punktów. Heat zdobyli aż 60 punktów z pomalowanego – dwa razy więcej, niż Nets.

Najlepszymi graczami Siatek byli Deron Williams (18 pkt, 12 ast) i Travis Outlaw (17 pkt, 9 zb). Brook Lopez (5-13 FG) dorzucił 16 oczek, 13 punktów miał Jordan Farmar (3-10 FG), a Sasha Vujacic (4-13 FG) zdobył 12 punktów.

Miami Heat wygrali 26 z 39 meczów na wyjeździe – to najlepszy wynik wśród drużyn Konferencji Wschodniej. Z kolei LeBron James po raz 75. z rzędu zanotował double-digits – to trzecia najlepsza seria w historii organizacji Heat.

– Cleveland Cavaliers 107:123 New York Knicks

To jest już pewne! Knicks po raz pierwszy od 2004 roku zagrają w play-offs. Zwycięstwem z Cavaliers zapewnili sobie udział w posezonowej fazie, a najlepszymi graczami z Nowego Jorku byli oczywiście Amare Stoudemire (28 pkt, 7 zb), Carmelo Anthony (25 pkt) i Chauncey Billups (23 pkt, 7 ast) – Wielka Trójka Knicks. Gdyby sezon regularny zakończył się dzisiaj, bylibyśmy świadkami starcia dwóch wielkich tercetów: Knicksowego i tego z Miami Heat. W tym pojedynku faworytami są oczywiście Heat, bo Knicks nie grają w ogóle w obronie. Najgorszej drużynie ligi, Cavs, pozwolili na trafienie aż 53,2% rzutów. Wymusili za to 22 strat (przy 10 swoich), w dodatku częściej atakowali kosz, czego efektem są aż 33 rzuty wolne (31 trafionych). Kawalerzyści z linii próbowali 24 razy, trafiając tylko 14-krotnie.

JJ Hickson zdobył 23 punkty i 8 zbiórek, a Baron Davis dodał 22 oczka i 6 asyst. Po 11 punktów zdobyli Alonzo Gee i Anthony Parker, a Ramon Sessions z ławki dodał 10 punktów.

Knicks przy dobrych wiatrach muszą zająć nawet szóste miejsce na Wschodzie. Z szóstą Philadelphią grają jeszcze jeden mecz, który muszą wygrać i liczyć na potknięcia Szóstek. Tracą bowiem do nich 1,5 zwycięstwa. Cavaliers nie mają takich problemów – po raz pierwszy od 2005 roku nie znajdą się w play-offs. Co więcej, jeśli nie wygrają pięciu z 6 ostatnich spotkań (a na to się nie zanosi), po raz pierwszy od sezonu 2002/03 zanotują sezon z mniej niż 20 zwycięstwami. Po tamtym sezonie do Cleveland przybył LeBron James. Dzisiaj Cavaliers szukają drugiego LeBrona, a nie zanosi się na to, by ktoś tak niezwykły był dostępny w tegorocznym Drafcie.

Wracając jeszcze do Knicks – mają oni w tej chwili bilans 38-38. Jest szansa na to, by po raz pierwszy od 2001 roku zakończyć sezon z dodatnim bilansem. Trzeba tylko wygrać min. 3 spotkania. Najbliżsi rywale Knicks to Raptors, 76ers, Nets i Pacers. Może się udać.

Carmelo Anthony zdobył w trzech poprzednich spotkaniach odpowiednio 36,39 i 39 punktów. Gdyby dziś zdobył 35 punktów lub więcej, byłby pierwszym od 1984 roku graczem Knicks, który zanotowałby serię czterech spotkań z min. 35 punktami. 27 lat temu dokonał tego Bernard King

– Utah Jazz 97:106 Sacramento Kings

W Salt Lake City jest naprawdę źle. Jazz przegrali ósme spotkanie z rzędu i nie umieją pozbierać się po odejściu Jerry’ego Sloana i Derona Williamsa. Szanse na play-offs już stracili i po raz pierwszy od 2006 roku nie ujrzymy Jazz’menów w fazie posezonowej.

Jazz trenowani przez Tyrone Corbina przegrali 18 z 23 spotkań. W tym sezonie niczego nie zawojują, ale czy w przyszłym sezonie będzie lepiej? Na pewno. W Utah jest duży potencjał, drzemiący w osobach przede wszystkim Derricka Favorsa i Gordona Haywarda (19 pkt). Szczególnie na tego pierwszego liczą fani Jazz, bo jest to gracz, który za kilka lat będzie być może walczył z najlepszymi. Na razie Favors nie zachwyca, od czasu do czasu zaskakując. Ale on ma niecałe 20 lat i jeszcze wszystko przed nim.

Póki co Jazz, osłabieni brakiem Kirilenki i Harrisa, opierają się na Alu Jeffersonie, który zdobył dziś 11 punktów i 9 zbiórek. Nieco lepiej spisał się Paul Millsap (21 pkt, 7 zb), a bardzo pozytywnym zaskoczeniem była postawa Kyle Weavera, który zdobył 19 punktów. Na zwycięstwo się to jednak nie przełożyło, mimo, iż rywal nie był przecież z najwyższej półki. Sacramento Kings, choć w pełnym składzie, są drugą najgorszą drużyną Zachodu i także Królowie liczą na swoje młode talenty. Drugoroczniacy Tyreke Evans (24 pkt, 10 ast) i Marcus Thornton (15 pkt, 7 zb, 7 ast), a także debiutant DeMarcus Cousins (17 pkt, 9 zb, 6 ast, 5 stl) za kilka lat mogą w tej lidze znaczyć naprawdę wiele.

– Orlando Magic 98:102 Toronto Raptors

Magicy nie powinni byli tego meczu przegrać. Niestety, Raptors zmasakrowali ich na deskach (48-30), głównie dzięki Reggiemu Evansowi (17 zb), poza tym bardzo udane występy zaliczyła ich młodzież: Jerryd Bayless zdobył 23 punkty i 8 asyst, a DeMar DeRozan dodał 24 punkty. Poza tym 14 i 11 punktów zdobyli z ławki odpowiednio Leandro Barbosa i Sonny Weems, 11 oczek miał również inny młody gracz, James Johnson.

Momentem przełomowym była czwarta kwarta, którą Raps wygrali 29:19, mając więcej zbiórek w ataku (5) niż Orlando w obronie (4).

Kanadyjczycy dobrze radzili sobie z obroną Magików (50,6% FG), jednak pozwolili wszystkim starterom Magików na uzyskanie double-digits. Dwight Howard miał najwięcej, bo 31 punktów, do których dorzucił 9 zbiórek, Jameer Nelson zdobył 21 punktów i 7 asyst, po 13 punktów mieli Brandon Bass (9 zb) i Jason Richardson, a Hedo Turkoglu dorzucił 11 punktów. Zabrakło wsparcia od rezerwowych – Stan van Gundy desygnował do gry tylko trójkę graczy z ławki, a i oni nie spisali się dobrze – zdobyli w sumie 9 punktów, z czego 6 należało do Ryana Andersona.

Magicy przed play-offami mają coraz więcej problemów. Kontuzje JJ Redicka i Chrisa Duhona, problemy ze zdrowiem Gilberta Arenasa i przede wszystkim słaba gra zdrowych graczy – Magic przegrali trzy z czterech ostatnich spotkań. Można usprawiedliwiać do kontuzjami, ale po pierwsze: nie są to kluczowi gracze (brakuje może trochę trójek na wysokim procencie od Redicka), a po drugie: Raptors dziś musieli radzić sobie bez dwójki o wiele bardziej istotnych dla zespołu zawodników (Bargnani, Calderon). Na dodatek nie czeka ich łatwa drabinka – w pierwszej rundzie seria z Hawks, potem najprawdopodobniej Bulls, a wreszcie w finale konferencji najpewniej ktoś z dwójki Heat-Celtics. Mistrzostwa dla Orlando raczej nie będzie, co zmniejsza ich szanse na zatrzymanie Dwighta Howarda.

– Washington Wizards 97:91 Charlotte Bobcats

Gdyby Bobcats wygrali ten mecz, traciliby do ósmej na Wschodzie Indiany tylko jedno zwycięstwo. Rysie nie wykorzystały jednak tego, że Pacers przegrali w Nowym Orleanie i przegrały z Wizards grających drugi mecz z rzędu. Co ciekawe, Wizards po raz pierwszy od 2009 roku wygrali oba mecze b2b. Było to też trzecie wyjazdowe zwycięstwo Washington w tym sezonie.

Wizards znów mogli polegać na Andray’u Blatche’u (25 pkt, 17 zb) i Jordanie Crawford (23 pkt). Dodatkowo po jednym meczu zawieszenia do gry powrócił John Wall (18 pkt, 5 zb, 5 ast). Poza tym swoje dorzucili jeszcze JaVale McGee (15 pkt, 7 zb) i Maurice Evans (11 pkt, 6 zb). Bobcats również mieli na kim polegać – Matt Carroll zdobył aż 26 punktów z ławki, a DJ Augustin dorzucił 21 oczek i 7 asyst – jednak wygrać się nie udało, a wspominałem wcześniej, co dałoby Bobcats to zwycięstwo. Rysie za słabo jednak broniły w pomalowanym – Wizards zdobyli stamtąd aż 58 punktów, a Bobcats tylko 36. Czarodzieje ponadto lepiej zbierali w ataku (16-7), a zbiórki te zamieniały na punkty drugiej szansy (22-8). W zasadzie jedyną kategorią, w której Cats zmiażdżyli gości, jest punktowanie z ławki (40-5).

Garrett Temple asystował dziś 6-krotnie, co jest jego najlepszym wynikiem w karierze.

– Indiana Pacers 96:108 New Orleans Hornets

Ta wygrana była bardzo potrzebna Szerszeniom. Dzięki temu zrównali się bilansem z Grizzlies, a jako, że mają tie-breakera przeciwko Memphis, zajmują teraz siódme miejsce na Zachodzie. Dzisiejsze zwycięstwo zawdzięczają bardzo dobrej, równej grze. Większość graczy punktowała dziś na wysokiej skuteczności i właśnie to było kluczem do wygranej. Emeka Okafor zanotował nawet double-double (14 pkt, 17 zb), Chris Paul miał 18 punktów i 8 asyst, równie dobre występy mieli także Trevor Ariza (19 pkt, 9 zb) i Carl Landry (18 pkt, 8 zb). Jarrett Jack dorzucił 11 punktów.

Pacers to potknięcie mogli przypłacić utratą części przewagi nad dziewiątymi na Wschodzie Bobcats, jednak uszło im to na sucho. Dziś gracze Indiany indywidualnie nie powalili, Danny Granger i Mike Dunleavy zdobyli po 15 punktów, 12 punktów miał AJ Price, a po 10 punktów zdobyli Darren Collison i Roy Hibbert. Pacers zostali zmiażdżeni na deskach (48-33).

Chris Paul zanotował swój 1000. przechwyt w karierze. Tylko 3 graczy dokonało tego rozgrywając mniej spotkań od Paula (420 meczów). Byli nimi: Michael Ray Richardson (383), Michael Jordan (362) i Alvin Robertson (351).

– Atlanta Hawks 109:114 Houston Rockets

Rakiety zachowały jeszcze szansę na play-offs. Zajmują dziewiąte miejsce na Zachodzie, tracąc do Grizzlies i Hornets 3 zwycięstwa. Prawda jest jednak taka, że raczej nie ujrzymy Rockets w starciach z najlepszymi w play-offs. Jednak nadzieja umiera ostatnia. Zmotywowane Rakiety postawiły na ofensywę i wyszło im to na dobre – trafiły 57,3% rzutów z gry i zdobyły 114 punktów, co jest zasługą starterów, przede wszystkim Kevina Martina (35 pkt). Chuck Hayes zanotował solidne double-double (19 pkt, 12 zb), 17 punktów i 8 asyst miał Kyle Lowry, a Luis Scola dorzucił 15 punktów. Warto wyróżnić także Chase’a Budingera, który zakończył mecz z dorobkiem 11-punktowym.

Hawks lepiej czują się w defensywnej koszykówce, aniżeli w tej ofensywnej, ale dziś nie byli dalecy od wygranej. Sześciu graczy zanotowało double-digits, a dwóch graczy miało powyżej 20 punktów. Mowa tu o Joe Johnsonie (25 pkt, 7 ast) i Joshu Smith (21 pkt, 11 zb, 7 ast). 14 punktów, dorzucił Al Horford, jedenaście należało do Marvina Williamsa, a trzyosobowa ławka rezerwowych (Crawford 15, Teague 10, Pachulia 8) zdobyła w sumie 33 punkty dla Hawks.

Marvin Williams dzięki swoim 11 punktom jest tylko o punkt od granicy 5000 zdobytych w karierze. Z kolei Rickowi Adelmanowi (933 wygrane w karierze) brakuje tylko jednego zwycięstwa, by zrównać się z Billem Fitchem na ósmym miejscu listy trenerów z największą ilością zwycięstw.

– Dallas Mavericks 96:104 Portland Trail Blazers

Gdyby sezon regularny zakończył się dzisiaj, właśnie Mavs i Blazers zmierzyliby się w pierwszej rundzie play-offs. Złośliwi mówią, że Dallas chce zostać pierwszą drużyną historii, która odpadała w pierwszej rundzie będąc rozstawiona z pierwszym, drugim i trzecim numerem. Może i jest w tym trochę prawdy, bo Mavs ostatnio nie są w najlepszej dyspozycji. Przegrali trzecie spotkanie z rzędu. Dodatkowo, Dirk Nowitzki (16 pkt, 5-12 FG) nie jest sobą, Jason Kidd (0-6 FG, 0 pkt) nie jest sobą, Jason Terry (1-6 FG) nie jest sobą.. Ten mecz nie zakończył się większą różnicą tylko dzięki Shawnowi Marionowi (19 pkt), Rodrigue Beauboisowi (18 pkt) i JJ Barei (12 pkt, 6 fauli). Dallas ma coraz mniej czasu na łapanie formy przed play-offs.

Z kolei Blazers naprawdę dobrze wyglądają. Po przybyciu Geralda Wallace’a (19 pkt, 8 zb) drużyna z Oregonu stała się, szczerze mówiąc, jedną z moich ulubionych. Brandon Roy (9 pkt) nie będzie już Brandonem Roy’em przed kontuzją, ale póki gra, wnosi dużo do zespołu. Sezon życia rozgrywa LaMarcus Aldridge (18 pkt, 8 zb), Wesley Matthews (16 pkt) i Andre Miller (10 pkt) także nie zawodzą. Są też dobrzy rezerwowi – Nicolas Batum (15 pkt) i Rudy Fernandez (11 pkt). Pomimo braku Odena nie zdziwię się, jeśli Blazers sprawią dużo problemów Mavericks. Ba, być może będziemy świadkami kolejnej porażki Mavs w pierwszej rundzie?

 

Nagrody dnia

MVP: LeBron James (MIA) – 31 pkt, 11 zb, 7 ast

Drugie miejsce: Andray Blatche (WAS) – 25 pkt, 17 zb

 

Najlepszy występ w przegranym meczu: Josh Smith (ATL) – 21 pkt, 11 zb, 7 ast

Drugie miejsce: Dwight Howard (ORL) – 31 pkt, 9 zb

 

Rookie of the Day: Jordan Crawford (WAS) – 23 pkt

Drugie miejsce: DeMarcus Cousins (SAC) – 17 pkt, 9 zb, 6 ast, 5 stl

 

Sixth Man of the Day: George Hill (SAS) – 29 pkt

Drugie miejsce: Matt Carroll (CHA) – 26 pkt

 

Piątka dnia: George Hill – Kevin Martin – LeBron James – Andray Blatche – Chuck Hayes

 

Najlepsi

punkty: Kevin Martin (35)

zbiórki: Evans, Okafor, Blatche (17)

asysty: Rajon Rondo (14)

przechwyty: DeMarcus Cousins (5)

bloki: Dalembert, McGuire, McGee

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *