Koniec leniuchowania!

J.R. Smith fot.NBAE via Getty Images

 

Minął nam kolejny dzień. Dzień bardzo dziwny, bo rzadko zdarza się, żebyśmy po rozpoczęciu regular season w NBA mieli dzień wolny. Na szczęście odpoczynek nie trwał długo i dzisiaj po raz kolejny możemy, po przespaniu całej wczorajszej nocy, rozkoszować się koszykówką w jej najlepszej postaci. A będzie się działo, bo nie dość, że kilka zespołów już nie liczy się w walce o playoffs, to drużyny, które były prawie pewne awansu, mogą odpaść na samym finiszu. Ale nie uprzedzajmy faktów.

San Antonio Spurs – Atlanta Hawks

San Antonio przetrwało najdłuższą serię porażek i w meczu z Hawks będzie szukało okazji do kolejnego zwycięstwa. Tym razem nie będzie łatwo, bo po drugiej stronie parkietu stanie zespół Jastrzębi, który wciąż walczy o jak najlepsze miejsce w sezonie zasadniczym. Spurs do zwycięstwa nad Phoenix poprowadziła ławka rezerwowych, na czele z George’m Hillem, ale o taką sytuację w kolejnym spotkaniu będzie niełatwo. Hawks co prawda przegrali ostatnie spotkanie z rewelacyjnie spisującymi się Rockets, ale wcześniej wygrali cztery mecze i są na dobrej drodze do zajęcia piątego miejsca na Wschodzie. W meczu z Houston dobrze zagrał też lider drużyny Joe Johnson, więc Jastrzębie mają realną szansę na zwycięstwo z potentatami z Zachodu.

Philadelphia 76ers – Boston Celtics

Obie drużyny w dzisiejszym spotkaniu wystąpią w osłabionych składach. Po powrocie do składu Celtów kolejnej kontuzji nabawił się Big Daddy i  nie wiadomo jak długo nie zobaczymy go w akcji. Szkoda, bo w ciągu kilku minut na parkiecie Shaq pokazał, że mógłby jeszcze wiele nauczyć młodszych kolegów. W drużynie z Filadelfii zabraknie natomiast jednego z najważniejszych zawodników, rezerwowego Louisa Williamsa. Obrońca złapał kontuzję podczas przegranego spotkania z Milwaukee Bucks i jego nieobecność w hali TD Garden, może przyczynić się do przegranej 76ers. Boston zaś będzie liczył na kolejny dobry mecz KG, który ostatnio rzucił 23 punkty. A jeśli Garnett jest w formie, to może jeszcze uda się dogonić Heat?

Sacramento Kings – Houston Rockets

Drużyna Evansa i Cousinsa w tym roku nie zakwalifikowała się do playoffs, ale pod koniec sezonu udało się jej wyrwać kilka ważnych zwycięstw wyżej cenionym przeciwnikom. Do składu wrócił najlepszy rookie zeszłego sezonu, a w formie jest pozyskany z Hornets Marcus Thornton, więc Królowie mają co przeciwstawić drużynie z Houston. Rockets wygrywają wszystko co mogą i  są w niesamowitej formie jeśli chodzi o grę w ataku. Dobrze spisują się Scola i Lowry, a Kevin Martin pokazuje, że gdyby chciał, to byłby najlepszym strzelcem ligi. Mimo wszystko Rockets tracą trzy zwycięstwa do pozycji dającej występ w playoff i będzie im bardzo ciężko dogonić Grizzlies i Hornets.

Oklahoma City Thunder – Denver Nuggets

Zdecydowanie najciekawiej zapowiadające się spotkanie dzisiejszego wieczoru. Będzie to nie tylko walka o czwarte miejsce na Zachodzie, ale też pojedynek o zwycięstwo w Northwest Division. Thunder po tym, jak osiągnęli barierę 50 zwycięstw w lidze przegrali już dwa spotkania i w meczu z Nuggets na pewno nie będzie łatwo odnieść zwycięstwa. Tym bardziej, że drużyna z Denver dopiero co wygrała z mistrzami i dysponuje najlepszym obecnie atakiem NBA. Dobrze spisali się Gallinari i Felton i także dzięki nim drużyna ma bilans 15-4 od momentu odejścia Melo i Billupsa. I kto powiedział, że trzeba mieć gwiazdy żeby wygrywać?

Pozostałe spotkania:

Charlotte Bobcats – Cleveland Cavaliers

Minnesota Timberwolves – New Jersey Nets

Milwaukee Bucks – Orlando Magic

Detroit Pistons – Washington Wizards

Toronto Raptors – New York Knicks

Phoenix Suns – Chicago Bulls

Los Angeles Clippers – Memphis Grizzlies

Golden State Warriors – Portland Trail Blazers

Utah Jazz – Los Angeles Lakers

 

 

Wojciech Gackowski

Wojciech Gackowski (rocznik 89', 6-0ft) - na boisku często biegam jako zawodnik na pozycjach 1-4, ale tak naprawdę od zawsze byłem combo guardem. Nie lubię błyszczeć w ataku i wolę podać koledze jakiegoś no-look-passa niż punktować jak szalony. W obronie nieustępliwy i wygadany jak Iman Shumpert. Kiedy nie gram dla wyniku uwielbiam z kolegami urządzać sobie konkursy rzutów za trzy i bardzo często w nich wygrywam. Przygodę z NBA zacząłem od finałów roku 1996, kiedy Bulls zmierzyli się z Seattle Supersonics. Miłość do tych drugich pozostała we mnie do dzisiaj, tylko, że w miejsce Paytona i Kempa, kibicuję Westbrookowi i Durantuli. Od zawsze jestem też niepoprawnym fanem LALakers i Kobego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *