Liczby i nagrody dnia – 2 kwietnia

Dzisiejszej nocy rozegrano pięć spotkań. Dwa z nich zakończyły się niespodziewanymi porażkami faworytów, jedno do rozstrzygnięcia potrzebowało dogrywki, a pozostałe dwa wygrali faworyci.

– Toronto Raptors 106:113 Chicago Bulls

W zeszłym roku obydwie drużyny walczyly o ósme miejsce w Konferencji Wschodniej. Dziś Raptors i Bulls znajdują się na przeciwległych biegunach ligi – Kanadyjczycy po odejściu Chrisa Bosha nie są najgorszą drużyną Wschodu tylko dlatego, że grają tam jeszcze Cleveland Cavaliers, zaś Byki prowadzone przez Derricka Rose’a już w tym sezonie mogą zawalczyć o mistrzostwo. Bulls udowadniają, że nie trzeba było sprowadzić LeBrona Jamesa, by bardzo dobrze rozegrać off-season.

Coraz bardziej pewne jest to, że Bulls zakończą sezon regularny na pozycji lidera Konferencji Wschodniej. Nad drugimi Heat mają już trzy zwycięstwa przewagi, a do rozegrania zostało jeszcze sześć spotkań. Rose 4 MVP? Bardzo prawdopodobne. Dziś zdobył on 36 punktów i 10 asyst. To jego szósty mecz w tym sezonie z min. 30 punktami i 10 asystami. Ostatnim Bykiem z takim dorobkiem był Michael Jordan, który w sezonie 1988/89 miał aż 14 występów 30 pkt/10ast.

On i Carlos Boozer (18 pkt, 10 zb) w ostatnich trzech meczach wyglądają tak, jakby wrzucili wyższy bieg. Jakie są tego efekty? Bulls wszystkie trzy mecze wygrali. 17 punktów zdobył Luol Deng, a Taj Gibson był bliski double-double (15 pkt, 9 zb). 10 punktów dorzucił Kyle Korver.


Siłą Bulls będzie jednak przede wszystkim defensywa, która jest najlepszą w lidze. Tom Thibodeau w swoim pierwszym sezonie jako ‚head-coach’ robi naprawdę wielkie rzeczy. Thibs 4 COTY? To nie jest niemożliwe.

Raptors mogą być z siebie zadowoleni. Bez Jose Calderona i Andrei Bargnaniego postawili Bykom twarde warunki, dzięki czemu mecz nie zakończył się blow-outem. Poza tym zagrali dobry mecz w ataku, a przecież bronili ich Bulls, najlepsi obrońcy w lidze! Raps trafili 50,7% swoich rzutów, popełniając tylko 8 strat. Po 26 punktów zdobyli Jerryd Bayless (8 ast) i DeMar DeRozan. 18 punktów z ławki dodał Leandro Barbosa, a o jeden punkt mniej miał Ed Davis, dorzucił on też 11 zbiórek. 12 punktów zdobył Amir Johnson. Raptors nie musieli tego przegrać, ale w końcówce meczu swoje trzy grosze (a raczej 6 punktów) dorzucił Korver.

Wracając do Bulls – mają oni szansę na najlepszy bilans w lidze, a co za tym idzie – przewagę własnego parkietu z każdą drużyną w play-offs. Bilans Chicago to 56-20, a najlepszych póki co Spurs 57-19.

– Minnesota Timberwolves 89:106 Memphis Grizzlies

Grizzlies wskoczyli po tym meczu na siódme miejsce w Konferencji Zachodniej, wyprzedzając New Orleans Hornets. Ich dobra passa trwa – wygrali czwarte spotkanie z rzędu. Jeśli tak dobrze będzie im się wieść do końca sezonu, mają szansę nawet na szóste miejsce, które póki co okupują Portland Trail Blazers. Świetliste Smugi mają pół zwycięstwa przewagi nad Memphis.

Nie tak dobrze dzieje się w Minnesocie. Timberwolves przegrali dziesiąty mecz z rzędu i 60. spotkanie w tym sezonie. Optymiści dostrzegą, że ten sezon będzie dla Wilków lepszy niż poprzedni – w sezonie 2009/10 wygrali oni tylko 15 meczów, a w tym mają na koncie już 17 wygranych. Tylko, czy Wolves to zadowala? W końcu – ile można czekać na swojego zbawcę? Takim, pomimo świetnych statystyki i pobicia niezliczonej ilości rekordów, nie okazał się Kevin Love. Nie jest nim też Michael Beasley (20 pkt). W Minnesocie szykują się już na Draft i off-season i mają nadzieję na pozyskanie drugiego ‚Kevina Garnetta’ – gracza, który zaprowadzi ich choćby do play-offs. Szanse na to są bardzo małe, bo Minnesota jako miasto z pewnością nie kusi, a organizacja Timberwolves nie należy do takich, w których chciałby grać każdy.

W tym meczu zdecydowanym faworytem byli Grizzlies, tym bardziej, że Timberwolves grali bez swoich podstawowych podkoszowych: Love’a i Milicica. Niedźwiadki pewnie wygrały, zawdzięczając to głównie występom Zacha Randolpha (22 pkt, 8 zb) i OJa Mayo (20 pkt). Tony Allen dorzucił 12 punktów i 4 przechwyty, a Marc Gasol miał 10 punktów i 9 zbiórek. Leon Powe w 12 minut zdobył 11 punktów. Powe to dobra inwestycja na play-offs, dobry rezerwowy podkoszowy z mistrzowskim doświadczeniem (Celtics 2008). Dzięki niemu chwilę wytchnienia będzie miał Zach Randolph, na którym Grizzlies w obliczu kontuzji Gay’a będą polegać w fazie posezonowej. Graczem na ‚play-offs’ jest też Allen, również mistrz NBA z 2008 roku. Nie zapominajmy też o Shanie Battierze (7 pkt), który razem z Allenem tworzyć będą świetną ‚perimeter defense’. Jeśli Lakers bądź Spurs zmierzą się z klubem z Memphis, Kobe Bryant czy Manu Ginobili nie będą mieli łatwego życia. Poza tym, Grizzlies świetnie przechwytują, szczególnie Allen i Mike Conley (5 pkt, 2-11 FG, 9 ast, 3 stl, 5 TO). Dziś gospodarze przechwycili 17 piłek i zmusili Wolves do popełnienia aż 26 strat. Te straty zostały zamienione na 33 punkty. Podobnie wyglądało to podczas ostatniej wizyty Wolves w Memphis – wówczas ich 29 strat Grizzlies zamienili na 36 punktów.

Najlepszymi graczami Wolves byli dziś Beasley, Luke Ridnour (17 pkt), Nikola Pekovic (14 pkt, 6 zb), a także Anthony Tolliver i Martell Webster, którzy dorzucili po 12 punktów. Niestety, osłabieni brakiem podkoszowych Wolves pozwolili Grizzlies na 56 punktów z pomalowanego. Niedźwiadki zdobywają najwięcej punktów z pomalowanego w lidze.

Grizzlies momentem ciszy uczcili zmarłego Larry’ego Fincha, gracza i trenera Memphis State. 60-letni Finch zmarł w sobotę po długiej chorobie.

Ciekawostki:

– Grizzlies są 18-1 z drużynami grającymi drugi mecz back-to-back (15-0 u siebie). Trafili oni min. 50% rzutów (dziś 51,1%) w ośmiu ostatnich meczach u siebie.

– Timberwolves przegrali po raz ósmy z rzędu na wyjeździe. Ich ostatnim wyjazdowym zwycięstwem była wygrana z Pistons 2 marca.

– Philadelphia 76ers 87:93 Milwaukee Bucks

Na 1:42 do końca czwartej kwarty Elton Brand trafił jumpera, a wynik na tablicy brzmiał 79:79. Jak się okazało, były to ostatnie punkty w czwartej kwarcie i do rozstrzygnięcia zwycięzcy potrzeba było dodatkowych pięciu minut. Tam brylowali dwaj gracze – Brand i Brandon Jennings. Pierwszy zdobył 6 z 8 punktów Sixers w dogrywce, jednak to Jennings okazał się lepszy, ponieważ zdobył tam 9 z 14 punktów swojej drużyny, która wygrała ten mecz i zachowała jeszcze matematyczne szanse na play-offy. Do ósmej na Wschodzie Indiany Pacers Kozły tracą 3,5 wygranej.

Jennings dopiero w dogrywce pokazał pełnię swoich możliwości. W całym meczu zdobył 13 punktów i 4 asysty. 19 punktów i 8 zbiórek zdobył John Salmons, double-double dorzucili Drew Gooden (12 pkt, 12 zb) i Andrew Bogut (10 pkt, 11 zb), dobrze spisał się też Luc Richard Mbah a Moute (12 pkt, 5 zb).

Dziś Szóstkom zabrakło dobrego występu Andre Iguodali (7 pkt, 4 zb, 4 ast, 4 TO). Nie nadrobił tego Brand (20 pkt, 12 zb), nie nadrobili tego także Jrue Holiday (15 pkt, 10 ast) i Jodie Meeks (13 pkt, 5 zb). Spencer Hawes dorzucił 12 punktów i 7 zbiórek, a Thad Young zdobył 14 punktów i 6 zbiórek.

Ciekawostka: Bucks prześladują kontuzje. W sumie, zawodnicy Bucks opuścili 266 spotkań z powodu kontuzji, choroby lub zawieszenia. Dla porównania, Sixers opuścili tylko 40 spotkań.

– Dallas Mavericks 92:99 Golden State Warriors

Monta Ellis zdobył 32 punkty, a jego Warriors pokonali u siebie Mavericks. Podopieczni Ricka Carlisle’a w zasadzie nie mają już o co walczyć w sezonie regularnym, bo mają niemal zapewnione trzecie miejsce na Zachodzie (3 zwycięstwa przewagi na OKC). Mimo wszystko porażka z będącymi poza PO Warriors jest zaskoczeniem.

Poza Ellisem wśród Wojowników najbardziej waleczni byli David Lee (16 pkt, 8 zb) i Dorell Wright (13 pkt, 6 zb). W miarę dobre występy zaliczyli dziś także Steph Curry (12 pkt, 8 ast) i Al Thornton (12 pkt, 9 zb). Na deskach dzielnie walczył Lou Amundson, zebrał on 10 piłek i dorzucił do tego 8 punktów. Warriors po raz 20. w tym sezonie zatrzymali rywali na mniej niż 100 punktach (bilans 16-4).

Z kolei w szeregach Mavs brylowali głównie rezerwowi: Shawn Marion zdobył 21 punktów i 8 zbiórek, a Jason Terry miał 17 punktów i 5 zbiórek. JJ Barea zanotował double-double (13 pkt, 11 ast). Jeśli chodzi o starterów, ci nie porwali swoją grą. Nawet Dirk Nowitzki (16 pkt, 6 zb) jakby oszczędzał siły na play-offs. Tyson Chandler zdobył 12 punktów i 7 zbiórek, a reszta starterów (Kidd, Beaubois, Stevenson) spudłowała 15 z 18 oddanych rzutów.

Dorell Wright trafił dziś dwukrotnie za trzy. Tym samym jego dorobek trafionych rzutów zza łuku zwiększył się do 183. Wright wyrównał rekord organizacji w liczbie trafionych trójek w jednym sezonie. Dotychczas ów rekord należał do Jasona Richardsona (2005/06).

– Oklahoma City Thunder 92:98 Los Angeles Clippers

Po dwóch kwartach wydawało się, że Thunder wyjadą z Los Angeles z jednym zwycięstwem na koncie więcej. Przed rozpoczęciem trzeciej odsłony Grzmoty miał 14-punktową przewagę. Nie utrzymali jej. Źle wyglądali szczególnie w czwartej kwarcie, w której spudłowali 17 z 23 rzutów, przegrywając ją 21:30.

Dzisiejsza wygrana była dla Clippers 30. w tym sezonie. Dopiero po raz 13. od sezonu 1984/85 (przeprowadzka do LA) Clippers przekroczyli tę granicę. Nie zrobiliby tego bez Blake’a Griffina (26 pkt, 16 zb), który dzisiaj po raz kolejny udowodnił, że nieprzyznanie mu nagrody Debiutanta Roku będzie zwyczajnym nieporozumieniem. 18 punktów zdobył Eric Gordon, a DeAndre Jordan skompletował double-double (12 pkt, 10 zb). Swój udział w dorobku punktowym Clippers mieli też rezerwowi – 14 punktów zdobył Craig Smith, a jedenaście oczek uzbierał Randy Foye.

Z kolei wśród Thunder żaden z graczy nie spisał się na miarę swoich oczekiwań, przynajmniej nie jeśli chodzi o zdobywanie punktów.. Może Serge Ibaka, który zdobył 11 punktów i 3 bloki, spisał się dość dobrze, ale został on wyfaulowany. Kevin Durant i Russell Westbrook? Ten pierwszy zdobył 23 punkty, ale spudłował 14 z 24 rzutów, a o tym drugim lepiej nie mówić. 9 punktów, 8 asyst, 1-12 z gry – oto dorobek Westbrooka. Słaby, to za mało powiedziane. Nieskutecznie celował dziś także James Harden. Drugoroczniak zdobył 14 punktów, trafiając 3 z 11 prób. Nazr Mohammed wywiązał się dobrze ze swoich obowiązków zbierającego (10 zb).

 

Nagrody dnia

MVP: Derrick Rose (CHI) – 36 pkt, 10 ast, 3 blk

Drugie miejsce: Monta Ellis (GSW) – 32 pkt, 5 ast

 

Najlepszy występ w przegranym meczu: Jerryd Bayless (TOR) – 26 pkt, 8 zb

Drugie miejsce: Elton Brand (PHI) – 20 pkt, 12 zb
Rookie of the Day: Blake Griffin (LAC) – 26 pkt, 16 zb

Drugie miejsce: Ed Davis (TOR) – 17 pkt, 11 zb

 

Sixth Man of the Day: OJ Mayo (MEM) – 20 pkt

Drugie miejsce: Shawn Marion (DAL) – 21 pkt, 8 zb

 

Piątka dnia: Derrick Rose – Monta Ellis – Shawn Marion – Blake Griffin – Marc Gasol

 

Najlepsi

punkty: Derrick Rose (36)

zbiórki: Blake Griffin (16)

asysty: JJ Barea (11)

przechwyty: Marc Gasol, Tony Allen (4)

bloki: Marion, Ibaka, Davis, Rose (3)

straty: Mike Conley, John Salmons (5)

minuty: Jrue Holiday (46:31)

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *