Liczby i nagrody dnia – 1 kwietnia

Rozpoczął się kwiecień, a więc sezon regularny wkracza w decydującą fazę. Walka o udział w play-offs, a także o jak najwyższe miejsce w konferencji nabiera tempa. Nie wiemy jeszcze, kto z kim zmierzy się w pierwszej rundzie i właśnie to w najbliższych dniach się rozstrzygnie.  Dzisiejszej nocy rozegrano 13 spotkań.


– Milwaukee Bucks 88:89  Indiana Pacers

To bardzo ważna wygrana dla Pacers. Podopieczni Franka Vogela utrzymują ósme miejsce w Konferencji Wschodniej, mając już dwa zwycięstwa przewagi nad Bobcats i cztery nad Bucks, więc to najprawdopodobniej oni zagrają w play-offs. Po raz ostatni ta sztuka udała im się w sezonie 2005/06, kiedy trenował ich jeszcze Rick Carlisle.

Indiana, pomimo dość dobrego składu, w trakcie sezonu nie była typowana jako kandydat do udziału w fazie posezonowej. Dopiero po zmianie trenera z Jima O’Briena (bilans 17-27) na Vogela (17-15) Pacers zaczęło wieść się lepiej, czego efektem jest ósme miejsce w Konferencji Wschodniej. I choć swoją przygodę z play-offs Pacers zakończą najpewniej już w pierwszej rundzie, powrót do PO zawsze cieszy, a już na pewno po kilku latach posuchy.

Mało brakowało, by to Bucks wygrali ten mecz. Zadecydowała zacięta końcówka spotkania, do której Kozły doprowadziły pomimo aż 14-punktowej straty, jaką mieli do gospodarzy w trzeciej kwarcie. Gdyby Drew Gooden (8 pkt, 10 zb) trafił w ostatniej akcji, jego drużyna wygrałaby. Zresztą – czy Gooden jest najbardziej odpowiednią osobą do oddawania ostatnich rzutów?

20 punktów i 7 asyst zdobył Brandon Jennings, a Andrew Bogut dorzucił 16 oczek i 6 zbiórek. Z kolei Pacers wygraną zawdzięczają Roy’owi Hibbertowi (15 pkt, 10 zb, 4 blk) i Danny’emu Grangerowi (17 pkt). Darren Collison dorzucił 11 punktów i 7 asyst, tyle samo punktów miał Tyler Hansbrough, który zebrał ponadto 7 piłek.

Ciekawostka: 89 punktów Pacers to ich najgorszy wynik w wygranym meczu w tym sezonie.

– Charlotte Bobcats 77:89 Orlando Magic

Dwight Howard mógł sobie poszaleć. Bobcats nie mają czterech podkoszowych do jego bronienia (tudzież faulowania), tak jak miało to miejsce w zeszłym roku, więc Superman dał popis swoich umiejętności, zdobywając 26 punktów i 14 zbiórek, i po raz kolejny poprowadził Magików do wygranej. Owszem, poza nim jeszcze czterech Magików zanotowało double-digits, ale poza Brandonem Bassem (12 pkt) mieli oni nie najlepszą skuteczność. Mówię tu o Jameerze Nelsonie (15 pkt, 5-13 FG, 6 ast), Quentinie Richardsonie (14 pkt, 3-11 FG) i Hidayecie Turkoglu (12 pkt, 4-11 FG). Oczywiście to dobrze, że oddają tyle rzutów w sezonie regularnym, gdzie i tak nic nie zmienią (4. miejsce na Wschodzie, tak już zostanie), ale mam duże wątpliwości, by w play-offs nagle byli efektywniejsi. Na szczęście Howard gra na stałym, bardzo dobrym poziomie, ale czy to wystarczy na Bulls, Celtics, Heat?

Najlepiej w szeregach Bobcats zaprezentował się Dante Cunningham (21 pkt, 7 zb), wyróżnić warto także DJa Augustina (19 pkt, 6 ast) i Geralda Hendersona (11 pkt, 7 zb, 5 ast). Boris Diaw zdobył 10 punktów i 6 zbiórek, a Kwame Brown dodał 6 oczek i 11 zebranych piłek. Bobcats mają chyba jakąś słabość do Magików, bowiem na trzy rozegrane z nimi mecze trzykrotnie polegli. Nie należy zapominać też o sweepie, jaki Magicy sprezentowali Rysiom w zeszłorocznych play-offs. Dziś jest to jednak znacznie słabsza drużyna, bez Geralda Wallace’a, bez Tysona Chandlera, bez Larry’ego Browna, a Stephen Jackson ciągle leczy kontuzje. Cats zajmują dziewiąte miejsce na Wschodzie z małymi szansami na wskoczenie do czołowej ósemki. Magicy mają tam pewne miejsce i myślami są już przy serii z Hawks, do jakiej dojdzie w pierwszej rundzie.

Magicy zdobyli 27 punktów po trójkach, zaś Bobcats tylko trzy. Jedynym szczęśliwcem, który trafił zza łuku, był Augustin.

12 punktów Turkoglu znacznie zbliżyły go do granicy 10000 punktów. W tej chwili Turek ma na koncie 9998 zdobytych punktów i rzeczoną granicę przekroczy najprawdopodobniej w niedzielę, kiedy to Magic zmierzą się w Toronto z Raptors, byłym klubem Turkoglu, który na pewno nie spodziewa się tam owacji na stojąco.

Ciekawostka: obydwie drużyny miały dziś do dyspozycji tylko dziewięciu graczy. Powód? Kontuzje i choroby.

– New Jersey Nets 90:115 Philadelphia 76ers

Nets marzenia o play-offs muszą odłożyć na następny sezon. W tym nie walczą już o nic, w przeciwieństwie do Philadelphii, która po rocznej przerwie (w zeszłym sezonie tylko 27 zwycięstw i popularne hasło ‚fire Eddie Jordan’) wraca do play-offs, gdzie zmierzy się z Heat lub Celtics. Nie najlepsza perspektywa, ale podopieczni Douga Collinsa są dalecy od poddania się.

Dzisiejszym zwycięstem Sixers zapewnili sobie udział w play-offs. Jest z czego się cieszyć, wspominałem wcześniej o jednorocznej absencji Szóstek w fazie posezonowej. W tym sezonie Doug Collins dysponuje bardzo dobrym składem. Elton Brand w tym roku przypomniał sobie, jak się gra (21 pkt, 7 zb), Andre Iguodala (14 pkt, 7 ast) nie punktuje tak ‚intensywnie’, stara się asystować (sam wspomniał, że chce być ‚unselfish’) i jego drużynie wychodzi to na dobre. Jrue Holiday (17 pkt, 7 ast, 6 zb) udowadnia, że w tej lidze może być kimś, a są jeszcze przecież rezerwowi. Thad Young (22 pkt, 5 zb) i Lou Williams (13 pkt, 5 ast) są jednym z najlepszych duetów wchodzących z ławki.

Nie od początku było w Philadelphii tak różowo. Start sezonu w wykonaniu podopiecznych Douga Collinsa był bardzo nieudany, za co były analityk TNT był bardzo krytykowany. 76ers przegrali 13 z 16 pierwszych spotkań, ale później grali bardzo dobrze, wygrywając 37 z 60 następnych meczów.

Sixers notowali dodatnie bilanse w czterech kolejnych miesiącach – od grudnia 2010r. do marca tego roku. To najdłuższa taka seria w ich wykonaniu od sezonu 2000/01, kiedy w ich barwach grał jeszcze Allen Iverson, który doprowadził Szóstki do samego finału. Potem nie było już tak dobrze. Sixers nie wygrali serii w play-offs od 2003 roku i nie mieli dodatniego bilansu od sezonu 2004/05.

W przeciwieństwie do gospodarzy, Nets chcą jak najszybciej zapomnieć o dzisiejszej klęsce, bo tylko tak można nazwać ten mecz w wykonaniu Siatek. Brook Lopez zdobył 11 punktów i 6 zbiórek, a Deron Williams zdobył tylko 4 punkty, do których dodał 7 zbiórek i 5 asyst. Od jeszcze większej kompromitacji (przegrywali już nawet 35 punktami, nie prowadzili nigdy) Nets uchronił Brandan Wright (15 pkt, 11 zb), a także Mario West (13 pkt, career-high) i Sasha Vujacic (10 pkt). Taka ciekawostka – Mario West jest 22. graczem, który w tym sezonie grał w barwach Nets. Rekord organizacji z New Jersey to 23 graczy w jednym sezonie.

– Cleveland Cavaliers 107:115 Washington Wizards

Pojedynek dwóch najgorszych drużyn Wschodu nie zapowiadał się ciekawie, było jednak zupełnie odwrotnie. Naprawdę wielkim zaskoczeniem były występy Andray’a Blatche’a i Jordana Crawforda. Pierwszy zdobył aż 36 punktów i 19 zbiórek (career-highs), w tym aż 16 w ataku, co jest rekordem organizacji Wizards. Jest to też najlepszy wynik w tym sezonie.

Z kolei Crawford zdobył 21 punktów, 10 zbiórek i 11 asyst (pierwsze triple-double w karierze) i był drugim debiutantem (pierwszy to John Wall, zawieszony po zamieszaniu w meczu z Heat) w tym sezonie, który w barwach Wizards zanotował triple-double. Żadna drużyna w historii NBA nie miała dwóch debiutantów z triple-double na koncie. Czy ktoś spodziewał się, że w meczu między Cavs a Wizards ustanowione zostaną takie rekordy? Ja nie.

Poza Wallem i Crawfordem jeszcze jeden gracz zanotował triple-double w tym sezonie. Mowa tu o JaVale McGee (dzisiaj 25 pkt, 8 zb, 3 blk). Wizards są pierwszą drużyną od sezonu 2003/04 z trzema graczami z triple-double. Wtedy dokonali tego Los Angeles Lakers (Kobe Bryant, Karl Malone, Gary Payton).

Spośród Cavaliers najlepiej spisali się JJ Hickson (21 pkt, 10 zb) i Ramon Sessions (26 pkt). Double-double dorzucił Baron Davis (10 pkt, 11 ast), a bliski dokonania tej sztuki był Luke Harangody (12 pkt, 8 zb).

Jako, że Czarodzieje nie mają już o co walczyć, Flip Saunders, coach Wizards, wykorzystuje końcówkę sezonu regularnego eksperymentując ustawieniami pierwszej piątki. Dziś zastosował już 28. ustawienie ‚starting line-up’, po raz pierwszy w pierwszej piątce wyszedł Othyus Jeffers i zdobył 13 punktów.

Cavaliers zebrali w całym meczu 38 piłek – o trzy więcej niż tercet Blatche-Crawford-McGee.

– Chicago Bulls 101:96 Detroit Pistons

Byki kontynuują swój marsz po pierwsze miejsce w Konferencji Wschodniej. Dziś pokonali Tłoki dzięki świetnym występom (znowu) Derricka Rose’a (27 pkt, 7 ast, 4 stl) i Carlosa Boozera (22 pkt, 8 zb, 7 ast). Czyżby ten duet sprawił, że Bulls namieszają już w tegorocznych play-offach?

Bulls dostali też wsparcie od Luola Denga (15 pkt), zaś starania Richarda Hamiltona (30 pkt), Taya Prince’a (17 pkt) i Willa Bynuma (12 pkt) nie zostały nagrodzone wygraną. Pistons nie przejęli się dzisiejszą porażką – mieli dziś swoje święto, bowiem dziś zastrzeżony został numer 10, z którym grał Dennis Rodman. Rodman zdobył dwa mistrzostwa z Pistons, a poza tym trzykrotnie triumfował z Bulls. Teraz ‚Robak’ czeka na przyjęcie do Galerii Sław, w której według mnie znaleźć się powinien. Jeden z najlepszych niższych zbierających (7 razy z rzędu najlepszy zbierający ligi, 1992-1998) i rewelacyjny obrońca (dwukrotnie najlepszy obrońca sezonu, siedem razy w pierwszej piątce obrońców).

Słynący ze świetnej obrony Bulls pozwolili Tłokom na aż 52% z gry. Wymusili za to 20 strat, które zamienili na 27 punktów. Byki przechwyciły 14 piłek, o dwa mniej od season-high’u.

– Boston Celtics 83:88 Atlanta Hawks

Hawks mogą być z siebie zadowoleni – w dwóch ostatnich meczach odprawili najpierw Orlando Magic, a dziś Celtics. Świetną drugą połowę w wykonaniu Jastrzębiu przypieczętował Al Horford (16 pkt, 15 zb), który na 8 sekund do końca meczu zdobył dwa punkty dobitką i pozbawił C’s złudzeń.

Hawks wyglądają coraz groźniej przed play-offami. Seria, w której zmierzą się Atlanta i Orlando, zapowiada się naprawdę ciekawie. Z pewnością nie zakończy się tak, jak w zeszłym roku, kiedy to w drugiej rundzie Magicy łatwo rozprawili się z Hawks w czterech meczach.

Joe Johnson zdobył 19 punktów, w tym 10 z rzutów wolnych. Trafianie z gry szło mu dzisiaj po prostu źle (4-20 FG). Z kolei rezerwowi spisali się bardzo dobrze – poza Jamalem Crawfordem (20 pkt) pozytywnie zaskoczył Zaza Pachulia. Gruzin zanotował double-double składające się z 15 punktów i 10 zbiórek.

Celtics nie powinni tego meczu przegrać nawet, jeśli grali drugi mecz z rzędu (wczoraj ograli Spurs). To stwierdził po meczu Kevin Garnett (10 pkt, 10 zb, 5 ast). Dzisiaj ofensywa dyrygowana przez Rajona Rondo (13 pkt, 10 zb, 5 ast) nie działała perfekcyjnie. Najlepszym strzelcem był Paul Pierce (25 pkt), jednak tylko on wyróżnił się znacząco, jeśli chodzi o punktowanie. Powodem porażki była też niemoc na deskach. Hawks wygrali deski 52-38 (17-8 w czwartej kwarcie), zdobyli także 18 punktów drugiej szansy (C’s – 2).

Hawks odrobili 12-punktową stratę z trzeciej kwarty.

– Memphis Grizzlies 93:81 New Orleans Hornets

Ta porażka może Hornets dużo kosztować. Spadli na siódme miejsce w Konferencji Zachodniej, w dodatku mają taki sam bilans jak zajmujący ósmą lokatę Grizzlies, jednak to Szerszenie mają tie-breakera. Nie zmienia to jednak faktu, że Hornets mogą spaść na ósme miejsce. Carl Landry (19 pkt) pomimo starań nie daje drużynie tyle, co David West, a Chrisa Paula (5 pkt, 13 ast, 5 zb) na pewno stać na więcej. To samo można powiedzieć o Emece Okaforze (6 pkt, 10 zb). Trevor Ariza i Marco Belinelli dodali odpowiednio 12 i 14 oczek.

Grizzlies spisali się dziś świetnie. Zach Randolph zdobył 28 punktów i 10 zbiórek. Tyle samo zebranych piłek miał Marc Gasol, który także zanotował double-double (13 pkt). Tony Allen zdobył 17, a Mike Conley 10 punktów. Ten drugi dorzucił także 7 asyst i 5 zbiórek. Z kolei OJ Mayo zanotował solidny występ z ławki (13 pkt).

Niedźwiadki wykorzystały moment nieuwagi rywali i w pierwszej kwarcie objęły prowadzenie, notując run 10-0. Tego prowadzenia Grizz nie oddali do końca.

Memphis zdobyli dziś 48 punktów z pomalowanego (38 Hornets), poza tym wygrali deski (40-28). Obydwie rzeczy to ich duże atuty, jednak jeśli zmierzą się w PO z Los Angeles Lakers, nie będą w stanie zdobywać tylko punktów z pomalowanego, nie przy Bynumie i Gasolu. Zbieranie także będzie utrudnione, sorry Zachu Randolphie, świetnie zbierasz, ale Gasol i Bynum są wyżsi.

Taka ciekawostka – Memphis są 25-10 w 35 ostatnich meczach, a także 6-1 w siedmiu ostatnich starciach.

Chris Paul przechwycił dziś jedną piłkę. Ma już na koncie 999. przechwytów. Jeśli w następnym meczu zanotuje chociaż jeden przechwyt, przekroczy granicę 1000 steali jako czwarty najmłodszy gracz.

– Miami Heat 111:92 Minnesota Timberwolves

Ten mecz to kolejny popis Wielkiej Trójki. Dwyane Wade (32 pkt), Chris Bosh (24 pkt, 11 zb) i LeBron James (27 pkt 10 ast 6 zb) zdobyli łącznie 83 punkty, a Miami Heat po raz kolejny rozprawili się ze słabiakami, którzy dziś nazywali się Minnesota Timberwolves.

Jeśli chodzi o najlepszych graczy Wolves, byli nimi: Martell Webster, który zdobył 22 punkty i 6 zbiórek, Kevin Love dorzucił 18 oczek i 7 zbiórek, a odpowiednio 14 i 13 punktów dodali Luke Ridnour i Michael Beasley. Ten pierwszy uzbierał jeszcze 9 asyst.

Wygraną Heat zapewnili sobie dopiero w drugiej połowie. Przed rozpoczęciem trzeciej odsłony przegrywali oni 51:53, ale w dwóch ostatnich kwartach wygrali łącznie 60:40. Any questions? Szczególnie w trzeciej kwarcie pokazali, kto tu tak naprawdę rządzi, rozpoczynając ją od trafienia 11 z 13 rzutów i zmuszając Wolves do spudłowania pierwszych 15 rzutów. Po raz drugi: Any questions?

– San Antonio Spurs 114:119 Houston Rockets

Zdecydowanie mecz wieczoru. Spurs kontynuują swoją najgorszą od 1997 roku serię porażek. Przegrali szósty mecz z rzędu i ich przewaga nad drugimi na Zachodzie Lakers topnieje. Jeziorowcy tracą do nich już tylko 1,5 zwycięstwa.

Dzisiejsze starcie z Rockets potrzebowało dogrywki, by wyłonić wygranego. Spurs byli bardzo blisko wygranej w regulaminowych 48 minutach, ale stracili piłkę na 40 sekund do końca, co wykorzystał Courtney Lee kończąc kontratak lay-upem. Następnie jeden z dwóch rzutów wolnych trafił Tim Duncan, no i wreszcie ostatnia akcja, którą na 4 sekundy do końca kwarty zakończył Kyle Lowry step-back jumperem z półdystansu. Punkty Lowry’ego doprowadziły do dogrywki, bo w czasie nie zmieścił się Manu Ginobili. A w dogrywce z goścmi rozprawił się Kevin Martin, zdobywając tam 9 punktów, o trzy więcej od całej drużyny Ostróg.

Martin brylował nie tylko w dogrywce. W całym meczu zdobył 33 punkty. Poza nim jeszcze sześć Rakiet zanotowało double-digits. Najlepszy spośród nich był Luis Scola (21 pkt, 14 zb, 6 ast, 6 TO), zaś 14 punktów zdobył Kyle Lowry (6 zb, 5 ast). Po 12 oczek dodali Chase Budinger, Courtney Lee i Patrick Patterson, a o dwa punkty mniej miał Chuck Hayes (10 pkt, 12 zb, 3 stl).

Z kolei Spurs nie potrafili wygrać nawet ze swoją ‚wielką trójką’ – Tony Parker zdobył 31 punktów i 6 asyst, Tim Duncan dorzucił 23 punkty i 13 zbiórki, a Manu Ginobili uzbierał 23 punkty, 7 zbiórek i 6 asyst. Po prostu zabrakło wsparcia w ataku, zabrakło trójek. Spurs, którzy są najlepszymi strzelcami za trzy w lidze, trafili dzisiaj tylko 5 z 19 rzutów zza łuku.

Rakiety mają jeszcze szansę na udział w play-offs, jednak nie jest ona duża. Do Hornets i Grizzlies podopieczni Ricka Adelmana tracą trzy zwycięstwa.

– Los Angeles Clippers 98:111 Phoenix Suns

Suns tym zwycięstwem przełamali czteromeczową serię porażek. Gdyby nie ona – Słońca miałyby więcej szans na udział w play-offs. A tak – zajmują 10. miejsce na Zachodzie, tracąc do ósmego miejsca 5.5 wygranej i nic nie wskazuje na to, by odrobili tę stratę, mając do rozegrania jeszcze 7 spotkań.

Słońca po raz ósmy z rzędu wygrały z Clippers u siebie. Po raz ostatni Postrzygacze wyjechali z Phoenix zwycięsko w marcu 2007 roku.

Steve Nash nie zagrał dziś z powodu symptomów grypy. Z tego samego powodu nie zagrał też Chris Kaman. Zastępujący Nasha Aaron Brooks (12 pkt, 6 ast) i Zabian Dowdell (14 pkt, 5 ast) spisali się całkiem nieźle. Dzięki temu dobremu ‚zastępstwu’ Suns wygrali po raz pierwszy w tym sezonie bez Nasha, który opuścił w sumie pięć spotkań.

Nie tylko Nash i Kaman mają objawy grypy. Z tego samego powodu poranną rzutówkę opuścił Marcin Gortat. W meczu jednak zagrał, notując 20. double-double w tym sezonie.

Poza Brooksem i Dowdellem jeszcze czwórka graczy gospodarzy zanotowała double-digits. Mało tego, Marcin Gortat (10 pkt, 11 zb) i Hakim Warrick (17 pkt, 10 zb) dorzucili od siebie double-doubles. Grant Hill zdobył 19 oczek, a Jared Dudley zdobył 16 punktów, 7 zbiórek i 5 asyst.

Blake Griffin zdobył 20 punktów na dość niskiej skuteczności (6-15 FG), dorzucił do tego 13 zbiórek i 4 asyst. O punkt więcej od Griffina miał Eric Gordon, zaś po 10 oczek dodali do dorobku Clippers Randy Foye i Brian Cook.

Suns zagrali dziś dobrze w ataku łącząc to z dobrą defensywą. Trafiali na skuteczności 51,9%, pozwalając Clippersom na trafienie czterech dziewiątych swoich rzutów, wymuszając w dodatku aż 21 strat. Przechwytywali 10-krotnie, co jest zasługą przede wszystkim Josha Childressa (4 stl)

– Oklahoma City Thunder 91:98 Portland Trail Blazers

Thunder mają małe szanse na przegonienie Dallas Mavericks w wyścigu o trzecie miejsce na Zachodzie i wygląda na to, że w pierwszej rundzie zmierzą się z piątymi Denver Nuggets. Z kolei wspomniani Mavs zmierzą się najprawdopodobniej z Portland Trail Blazers, którzy pokonali dziś Thunder.

Świetliste Smugi wyprzedziły New Orleans Hornets i zajmują szóstą lokatę w Konferencji Zachodniej. Szóstego miejsca nie są jednak pewni – szansę na nie mają jeszcze Hornets i Grizzlies. Mimo to myślę, że to Blazers zamkną pierwszą szóstkę Zachodu, dlatego wcześniej wspomniałem o przewidywanym pojedynku Mavs z Blazers.

LaMarcus Aldridge zdobył 32 punkty i był główną przyczyną przełamania Thunderowej serii zwycięstw, która zakończyła się na pięciu wygranych. Ponadto Grzmoty dzisiejszą porażką zakończyły swoją pięciomeczową serię wygranych na wyjazdach.

19 punktów z ławki zdobył Nicolas Batum, a po trzynaście punktów zdobyli Gerald Wallace (6 zb, 4-11 FG) i Andre Miller (7 ast, 2-9 FG).

Kevin Durant zdobył 25 punktów i 11 zbiórek, a James Harden dodał 21 punktów. Russell Westbrook uzbierał 16 punktów, 9 zbiórek i 6 asyst. Warto wyróżnić jeszcze Serge’a Ibakę, który choć nie punktował oszałamiająco (8 pkt, 6 zb), to blokował znakomicie (5). Thunder przegrali po bardzo dobrym starcie, bo pierwszą kwartę wygrali oni 30:20. Blazers jednak powoli się rozpędzali i w trzeciej kwarcie runem 15-0 odebrali gościom prowadzenie.

Wracając jeszcze do Kevina Duranta – rozpoczął on spotkanie bardzo dobrze, trafiając 6 z 10 pierwszych prób, jednak potem nastąpiło załamanie – spudłował on 10 następnych rzutów z gry. W ostatnich 90 sekundach powrócił, trafiając 3 z 4 rzutów, ale było już za późno.

Nie tylko skuteczność była bolączką Thunder – popełnili też za dużo strat (17, zamienione na 15 punktów Blazers), a wymusili ich zbyt mało (5).

– Denver Nuggets 99:90 Sacramento Kings

Aż 13 graczy w tym meczu zanotowało double-digits – sześciu w barwach Nuggets i siedmiu w barwach Kings. To jednak ci pierwsi wyszli zwycięsko z tego starcia.

Najlepszym strzelcem Nuggets był Raymond Felton z 17 punktami. 14 punktów zdobył Kenyon Martin, a Nene dorzucił double-double (12 pkt, 12 zb, 6 ast). 11 punktów dorzucił Arron Afflalo (5 zb, 4 ast), a po dziesięć uzbierali Chris Andersen (opuścił parkiet w czwartej kwarcie) i JR Smith.

Z kolei graczami Kings z podwójnymi zdobyczami byli: Francisco Garcia (17 pkt), Tyreke Evans (13 pkt, 5 zb, 4 ast, 4-11 FG), Marcus Thornton (11 pkt, 7 zb, 5 ast, 4-14 FG), Jason Thompson, Beno Udrih (po 11 pkt), DeMarcus Cousins (10 pkt, 8 zb, 5 ast, 3 -15 FG) i Samuel Dalembert (10 pkt, 12 zb).

Samorodki wygrały piąte spotkanie z rzędu i zajmą najprawdopodobniej piąte miejsce na Zachodzie, spotykając się w pierwszej rundzie PO z Oklahomą City Thunder. Już sam fakt, że Nuggets zajmują tak wysoką pozycję bez Carmelo Anthony’ego, jest zaskakujący. Liczę na ciekawą serią pomiędzy Thunder a Nuggets i myślę, że nie zakończy się ona w mniej niż sześciu meczach.

Z kolei Kings o play-offach nawet nie marzą, wręcz przeciwnie, po raz trzeci z rzędu będą bardzo wysoko w Drafcie. Dzisiaj spisali się nie najgorzej, ale za to fatalnie zza łuku – trafiając tylko dwie próby na 21 oddanych.

– Los Angeles Lakers 96:85 Utah Jazz

Czy ktoś przed Meczem Gwiazd spodziewał się, że Lakers walczyć będą o pierwsze miejsce na Zachodzie? Po ‚all-star break’ Lakers są 17-1 (9. wygranych z rzędu) i mają naprawdę realne szanse na bycie zachodnią ‚jedynką’ , biorąc pod uwagę kryzys liderujących Spurs.

O ile Lakers są na fali, to Jazz są pod falą – na play-offs już szans nie mają (nie będą tam po raz pierwszy od pięciu lat), nawet matematycznych pomimo tego, że zaczęli sezon od 15-5. Nie było dotąd drużyny, która po takim starcie nie zakwalifikowałaby się do play-offs. Jazz mieli w pewnym momencie także bilans 27-13 i również nie było jeszcze drużyna, która mając taki bilans nie znalazłaby miejsca w PO.

Z Tyrone Corbinem jako trenerem Jazz są 5-17. Powodem bessy jest także wymiana, wskutek której z Utah odszedł Deron Williams.

Corbin wyszedł dzisiaj dużą pierwszą piątką – z Kyrylo Fesenko (4 pkt, 8 zb) jako centrem, Alem Jeffersonem (17 pkt, 10 zb, 5 ast) na czwórce i Paulem Millsapem (16 pkt, 5 zb) na trójce. Efekty z początku były naprawdę dobre. Jazz wyszli na prowadzenie 26:13, wypracowali sobie nawet 17-punktową przewagę, ale im dalej, tym gorzej im szło.

Najlepszym strzelcem Jazzmenów był CJ Miles (24 pkt).

Kobe Bryant zdobył 21 punktów, 5 zbiórek i 4 asysty, Pau Gasol był bliski double-double (16 pkt, 9 zb), tyle samo punktów co Hiszpan miał Lamar Odom (16 pkt, 7 zb), 15 oczek dodał Derek Fisher, a 11 zdobył Andrew Bynum.

Lakers częściej i agresywniej atakowali kosz, czego efektem jest aż 30 rzutów wolnych (trafionych 21). Jazzmeni oddawali je tylko 18-krotnie, trafiając 15.

Ciekawostka: Corbin zastosował dziś 17. kombinację pierwszej piątki w tym sezonie, jest to spowodowane kontuzjami. Jeziorowców zaś kontuzje kluczowych graczy nie dosięgają, bo Phil Jackson zastosował tylko dwie kombinacje ‚s5’ (Gasol-Odom-Artest-Bryant-Fisher, Bynum-Gasol-Artest-Bryant-Fisher).

Nagrody dnia

MVP: Andray Blatche (WAS) – 36 pkt, 19 zb

Drugie miejsce: Dwight Howard (ORL) – 26 pkt, 14 zb

 

Najlepszy występ w przegranym meczu: Tony Parker (SAS) – 31 pkt, 6 ast

Drugie miejsce: Rip Hamilton (DET) – 30 pkt

 

Rookie of the Day: Jordan Crawford (WAS) – 21 pkt, 10 zb, 11 ast

Drugie miejsce: Blake Griffin (LAC) – 20 pkt, 13 zb, 4 ast

 

Sixth Man of the Day: Thaddeus Young (PHI) – 22 pkt, 5 zb

Drugie miejsce: Ramon Sessions (CLE) – 26 pkt

 

Piątka dnia: Dwight Howard – Andray Blatche – LeBron James – Dwyane Wade – Tony Parker

 

Najlepsi

punkty: Andray Blatche (36)

zbiórki: Andray Blatche (19)

asysty: Chris Paul (13)

przechwyty: Josh Childress, Derrick Rose (4)

bloki: Serge Ibaka (5)

straty: Luke Ridnour, Luis Scola (6)

wyfaulowani: Michael Beasley, Andrew Bogut

minuty: Al Horford (47:10)

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *