Liczby i nagrody dnia – 30 marca

Wczorajszej nocy rozegrano 13 spotkań. Sezon regularny wchodzi w decydującą fazę i dla niektórych drużyn jest to ostatni dzwonek, by utrzymać się lub powalczyć o miejsce w play-offs. Krótkie opisy każdego ze spotkań znajdziecie w dzisiejszych ‚Liczbach i nagrodach’, do przeczytania których zapraszam.

– Orlando Magic 82:85 Atlanta Hawks

Jastrzębie wygrały dziś bardzo ważny mecz – mecz, który jest ostatnim prognostykiem serii Magic-Hawks, do której najprawdopodobniej dojdzie już w pierwszej rundzie. Wygląda na to, że w tym roku nie będziemy świadkami gładkiego sweepa, bo Hawks wygrali w tym roku 3 z 4 meczów z Magikami. Nadal nie są jednak faworytami w tej serii, chociaż Dwight Howard (17 pkt, 13 zb) nie dominował w dzisiejszym starciu, a wszyscy wiemy, że tylko od Supermana zależą wyniki Magic. Jameer Nelson (20 pkt) nie rozegrał końcówki najlepiej, nie wykorzystując dwóch okazji na wyrównanie. Hedo Turkoglu (17 pkt, 8 zb) zaliczył dziś dobry występ, jednak nie zawsze można się takich od Turka spodziewać.

Josh Smith zdobył 26 punktów i 8 zbiórek, a Joe Johnson uzbierał 18 punktów i 6 zbiórek. Hawks zastosowali dziś ustawienie ze Smithem na ‚trójce’ i Alem Horfordem (11 pkt, 9 zb) na czwórce. Z kolei środkowy, Jason Collins wykonał świetną robotę na Dwighcie Howardzie, który spudłował dziś 9 z 13 rzutów. Nawet Stan van Gundy pochwalił Collinsa w pomeczowym wywiadzie.

Ustawienie z Collinsem na piątce najprawdopodobniej stosowane będzie w serii z Magic. Póki co, sprawdza się doskonale i Larry Drew na pewno z niego nie zrezygnuje.

 

 

– Detroit Pistons 101:111 Indiana Pacers

Pacers (bilans 34-42) dzięki tej wygranej utrzymali się na ósmej pozycji na Wschodzie. Teraz muszą liczyć na to, że Charlotte Bobcats (32-42) przegrają chociaż jeden z dwóch zaległych spotkań.

Dzisiejsze zwycięstwo Frank Vogel zawdzięcza Darrenowi Collisonowi (20 pkt, 9-11 FG), a Pacers, po wolnym starcie (24:27 po pierwszej kwarcie), w dwóch kolejnych kwartach przyspieszyli i wygrali je łącznie 67:43. W pewnym momencie prowadzili nawet 25 punktami! Tłoki przeprowadziły jeszcze mały come-back w czwartej kwarcie (31:20), jednak na nic się to nie zdało. Rodney Stuckey (24 pkt, 12 pkt w czwartej kwarcie, 9 ast, 7 zb) wniósł wiele energii szczególnie w ostatniej odsłonie, ale wygrać się nie udało.

Pistons o play-offs już nie walczą, co nie znaczy, że im już nie zależy na dobrej grze. Dzisiaj pięciu graczy Detroit zanotowało double-digits.

Career-high – 13 zbiórek – zanotował dziś Josh McRoberts. Zdobył ponadto 15 punktów.

Pacers wygrali 21. spotkanie u siebie w tym sezonie (21-16), co oznacza, że na koniec sezonu będą mieli dodatni domowy bilans, już po raz 22. z rzędu. To najdłuższa taka seria w NBA.

 

– Houston Rockets 97:108 Philadelphia 76ers

Rakiety oddalają się od play-offów. Dzisiejsza porażka znacznie zmniejszyła ich szansę na wejście do fazy posezonowej, ponieważ do ósmych w Konferencji Zachodniej Memphis Grizzlies tracą już trzy zwycięstwa. Z kolei Szóstki pewnie zmierzają do play-offs, w których rozstawione będą zapewne z szóstym ‚seedem’ i najprawdopodobniej zmierzą się z Miami Heat. Dla Żarów będą trudnym przeciwnikiem, nie ulega to wątpliwości.

Jrue Holiday zdobył dziś 24 punkty i 12 asyst, a cała drużyna Sixers asystowała 30-krotnie. Thaddeus Young z ławki dodał 22 punkty i 9 zbiórek, zaś Andre Iguodala otarł się o triple-double (9 pkt, 10 zb, 8 ast). Sixers trafiali dziś ze skutecznością 54%. Wygrali oni 17 z 21 spotkań, w których trafili min. połowę rzutów.

Wracając do Thada Younga – Sixers są 10-2, jeśli zdobywa on min. 20 punktów. Dzisiaj zdobył o dwa punkty więcej od wszystkich rezerwowych Rockets, a podobnej sztuki dokonał niedawno w meczu z Bulls, kiedy zdobył o siedem punktów więcej od wszystkich rezerwowych rywali (21-14).

Obydwie drużyny spudłowały tylko dwa z 34 oddanych rzutów wolnych. Sixers trafili 21 z 22, zaś Rockets 11 z 12.

– Miami Heat 123:107 Washington Wizards

Szczerze mówiąc – znudziły mi się mecze Miami ze słabymi rywalami, bo wtedy można spodziewać się dominacji LeBrona Jamesa (35 pkt, 8 ast, 8 zb, 5 st), Dwyane Wade’a (33 pkt, 9 ast) i Chrisa Bosha (26 pkt, 8 zb). Dziś ich ofiarą byli Wizards, którym nie pomógł nawet rewelacyjny dziś Jordan Crawford (39 pkt, careerhigh). John Wall nie mógł pomóc swoim kolegom, bo już w drugiej kwarcie został wyrzucony z boiska (za bójkę z Ilgauskasem).

Crawford jest pierwszym debiutantem od 1992 roku, który w barwach Wizards zdobył min. 39 punktów. Wtedy dokonał tego Tom Gugliotta.

– Milwaukee Bucks 104:98 Toronto Raptors

Bucks nadal wierzą w to, że wezmą udział w tegorocznych play-offach. Szanse nie są zbyt duże, ale póki Bucks wygrywają, jakąś szansę zachowają. Dzisiaj rozprawili się z Raptors, którzy zajmują przedostatnie miejsce w Konferencji Wschodniej i raczej o PO nie myślą.

Brandon Jennings zdobył 25 punktów, a podkoszowi – Drew Gooden (22 pkt, 11 zb) i Andrew Bogut (17 pkt, 10 zb) – zanotowali double-doubles. Bucks wygrali pomimo tego, iż Raptors mieli dziś wysoką skuteczność z gry (51,3%). Wygrali pierwsze z osiemnastu spotkań, w których ich rywale trafiali min. połowę rzutów.

Andrea Bargnani (22 pkt, 12 w trzeciej) i DeMar DeRozan (20 pkt) byli najlepszymi strzelcami Raptors w tym meczu. Z kolei James Johnson zebrał rekordowe 10 piłek.

– Cleveland Cavaliers 97:98 Charlotte Bobcats

Nie tylko Bucks liczą na wskoczenie do czołowej ósemki Wschodu. Marzą o tym także Bobcats, którzy zajmują 9. lokatę na Wschodzie i by zrównać się z ósmymi Pacers, muszą wygrać dwa zaległe spotkania.

Rysie rozpędzają się – wygrali czwarte spotkanie z rzędu. Następne trzy spotkania grają z zagubionymi Magic, Wizards i Cavs, ich dzisiejszymi rywalami.

Boris Diaw zdobył 26 punktów, 11 asyst i 7 zbiórek. To on, a nie Stephen Jackson, poprowadził dziś Cats do wygranej. S-Jax doznał kontuzji w pierwszej kwarcie i choć powrócił w drugiej odsłonie, po przerwie nie pojawił się już na parkiecie. Bobcats musieli radzić sobie także bez Tyrusa Thomasa, a także bez podkoszowych Diopa i Przybilli.

Bobcats asystowali 33-krotnie przy 42. trafionych rzutach. Poza Diawem podwójną zdobycz asyst miał dziś także DJ Augustin (8 pkt, 12 ast, wyrównał career-high).

Wynik świadczy o tym, że Kawalerzystom nie zabrakło wiele do wygranej. Rzeczywiście tak było, ale Anthony Parker (14 pkt) został zablokowany przez Dominica McGuire’a w ostatniej akcji meczu.

Ramon Sessions zdobył 24 punkty, 5 zbiórek i 4 asyst, a JJ Hickson dodał 20 punktów i 7 zbiórek.

– New Jersey Nets 116:120 New York Knicks

Carmelo Anthony po raz drugi z rzędu dał zwycięstwo swojej drużynie. Po tym, jak w poprzednim meczu zaaplikował Magikom 39 punktów (20 w trzeciej kwarcie), dziś tyle samo oczek zdobył przeciwko Nets. Do tego zebrał 10 piłek i miał 5 asyst. Chauncey Billups dodał 33 punkty, a Amare Stoudemire zdobył 23 oczka. Ten ostatni zebrał tylko jedną piłkę, co jak na silnego skrzydłowego jest co najmniej niezadowalającym wynikiem.

Także Nets mieli dziś swoją Wielką Trójkę. Powracający po sześciomeczowej absencji Deron Williams (22 pkt, 8 zb, 8 ast) razem z Anthonym Morrowem (30 pkt, 5 zb) i Brookiem Lopezem (26 pkt, 9 zb) byli dziś najlepszymi graczami Nets, wśród których wyróżnił się także Kris Humphries (15 pkt, 14 zb).

To New Jersey wywalczyło sobie 16-punktową przewagę. Carmelo Anthony dzięki świetnej trzeciej kwarcie szybko przejął prowadzenie dla Knicks, którzy nie oddali go do końca.

Ciekawostka: Melo Anthony został trzecim zawodnikiem, który w tym sezonie zdobył min. 35 punktów w trzech meczach z rzędu. Pozostali to Monta Ellis i LaMarcus Aldridge.

– Portland Trail Blazers 91:95 New Orleans Hornets

Nie wystarczył LaMarcus Aldridge i jego 24 punkty oraz 15 zbiórek. Carl Landry (21 pkt, 6 zb) znakomicie wypełnia lukę po Davidzie Wescie (kontuzja), a Chris Paul (11 pkt, 12 ast, 7 zb, 4 stl) gra na swoim poziomie, chociaż skutecznością do swoich standardowych osiągów było mu daleko (4-15 FG). Emeka Okafor dorzucił double-double (15 pkt,10 zb). Dzięki tej wygranej Hornets zrównali się bilansem ze Świetlistymi Smugami, jednak to oni mają ‚tie-breakera’ i zajmują szóste miejsce w Konferencji Zachodniej.

Portland przegrali trzeci spośród 33 meczów, w których mieli wyższą skuteczność z gry od rywali. Dzisiaj trafili połowę rzutów przy prawie 47-procentowej skuteczności Hornets.

W dzisiejszym meczu zadebiutował Patrick Ewing Jr. Rozegrał 97 sekund, co nie wystarczyło mu na zaistnienie w jakiejkolwiek statystyce.

Gerald Wallace zanotował double-double (14/10), jednak przełamał swoją serię 24 spotkań z min. jednym przechwytem. Ta seria była najlepszą taką w jego karierze.

-Chicago Bulls 108:91 Minnesota Timberwolves

Do szeregów Wilków powrócił Kevin Love (16 pkt, 9 zb, 27 min), jednak nie wystarczyło to, by wygrać. Bulls są po prostu zbyt mocną drużyną, co potwierdzają, niespodziewanie utrzymując pierwszą pozycję na Wschodzie.

Dzisiejsze zwycięstwo Byki zawdzięczają Derrickowi Rose’owi (23 pkt, 10 ast) i Carlosowi Boozerowi (24 pkt, 14 zb). Szczególnie ten drugi pozytywnie zaskoczył, bo Rose nie bez przyczyny jest mocnym kandydatem do nagrody MVP, jednak obrona Timberwolves z pewnością nie jest wymagająca. Takie występy Boozera Tom Thibodeau chciałby oglądać w play-offs, gdzie przyjdzie mu zmierzyć się z Kevinem Garnettem bądź Chrisem Boshem.

Byki w posezonowej fazie zmierzą się prawdopodobnie również z Orlando Magic i Dwightem Howardem. Tam bardzo potrzebny jest Joakim Noah, jednak on ostatnio zmaga się z kontuzjami. Dziś również nie wystąpił (planowany powrót w piątek z Pistons), ale Bulls mają alternatywy. Kurt Thomas zdobył dziś 6 punktów i 8 zbiórek, jest jeszcze Omer Asik, więc Bulls nie mają problemów z obsadą broniących Howarda.

Bulls już w tym sezonie wymieniani są w gronie kandydatów do mistrzostwa. Dziś udowodnili, że nie tylko potrafią dobrze bronić, ale umieją stworzyć ofensywę na dobrym poziomie (ale pamiętajmy, to Timberwolves..). Dziś po trzech kwartach mieli 26 asyst, z kolei Wilki po 36 minutach gry asystowali tylko sześciokrotnie.

Derrick Rose po raz 13. w tym sezonie zanotował występ 20pkt/10ast. Lepsi od niego są tylko Deron Williams (19), Russell Westbrook (18) i Steve Nash (15).

– Golden State Warriors 91:110 Memphis Grizzlies

Grizzlies zdają sobie sprawę, że nie tylko oni mają chęć na udział w play-offs, i liczą się z tym, że od teraz każda przegrana zwiększa szansę ich rywali (Rockets) na ‚ósemkę’. Nie zmienia to jednak faktu, że to najprawdopodobniej oni zagrają w fazie posezonowej. Dzisiejsza wygrana w połączeniu z porażką Rockets sprawia, że Niedźwiadki mają przewagę trzech zwycięstw. Powinni ją utrzymać, tym bardziej, że są w świetnej formie.

Na początku trzeciej kwarty to Warriors prowadzili i mając 10-punktową przewagę musieli myśleć tylko o tym, jak bezpiecznie ją utrzymać. Jednak to Grizzlies mają większą motywację i wygrali ostatecznie trzecią kwartę 31:19. Czwartą odsłonę wygrali takim samym wynikiem i to im należała się wygrana.

Memphis wygrali 42. spotkanie w tym sezonie, więc na pewno zakończą sezon z dodatnim bilansem. Ostatni raz zdarzyło im się to w sezonie 2005/06, wtedy też po raz ostatni zakwalifikowali się do play-offs.

Tony Allen (21 pkt, 8 zb), Zach Randolph (20 pkt, 13 zb, 6 ast) i Mike Conley (20 pkt, 7 ast) byli najlepszymi graczami Grizzlies. Z kolei Warriors najlepiej reprezentowali Dorell Wright (16 pkt, 3 blk) i Monta Ellis (16 pkt, opuścił parkiet przed końcem meczu z powodu kontuzji), zaś występ Stepha Curry’ego (6 pkt, 9 astd, 6 zb, 2-14 FG!) lepiej pominąć.

Grizzlies trafiali dziś ze skutecznością 56,5% z gry, co jest ich najlepszym wynikiem w tym sezonie. Co ciekawe, kontynuują serię spotkań domowych, w których trafili min. połowę rzutów. W tej chwili, mają ich siedem. Grizzlies mieli także 28 asyst przy tylko 7 stratach (season-low).

Zach Randolph zdobył 10 oczek w samej czwartej kwarcie, a Grizzlies są 10-0, jeśli ma on podwójną zdobycz w finałowej odsłonie.

Skoro już przytaczam bilanse – Memphis są 17-1 w spotkaniach z drużynami, które grają drugi mecz back-to-back (14-0 u siebie).

– Sacramento Kings 90:104 Denver Nuggets

W tym spotkaniu jedynym rozstrzygnięciem mogło być zwycięstwo Samorodków. Nuggets pewnie zmierzają do play-offs, w których rozstawieni zostaną najpewniej z piątym numerem. Ręka do góry – kto spodziewał się, że po transferze Carmelo Anthony’ego Samorodkom zacznie wieść się lepiej (bilans 13-4), niż z nim (32-25)?

Nowi Nuggets przede wszystkim nie są zależni od jednego zawodnika. Dziś Ty Lawson zdobył 20 punktów, a po 17 dorzucili JR Smith i Danilo Gallinari (9 zb). Jeśli ktoś ma gorszy dzień strzelecki – dziś taką przypadłość miał Wilson Chandler (7 pkt, 2-9 FG) – zawsze jest ktoś, kto eksploduje i wypełni lukę po tym pierwszym. Pod koszem też źle nie jest – Nene Hilario zdobył 12 punktów, 15 zbiórek i po 3 asysty, przechwyty i bloki. Pierwsza myśl – Brazylijczyk otarł się po 5×5, a przecież rozegrał niecałe pół godziny!

Samorodki wygrały 10. domowe spotkanie z rzędu. Pepsi Center nie była, nie jest i nie będzie przyjazna dla goszczących w Denver rywali. Ogółem, Nuggets wygrali 31 z 38 meczów u siebie. W pierwszej rundzie play-offs zmierzą się pewnie z Oklahoma City Thunder, którzy również wrzucają wyższy bieg – wygrali pięć spotkań z rzędu.

Marcus Thornton nadal jest w świetnej formie. Odkąd przeniósł się do Sacramento z Nowego Orleanu, prezentuje się naprawdę świetnie i dziś było podobnie (27 pkt). Tyreke Evans w ostatnim czasie nie miał szansy się wykazać, bo po prostu pauzował z powodu kontuzji. Dziś zdobył 22 punkty i 7 asyst. Thornton i Evans są jednymi z najlepszych zawodników ‚draft class 2009’. Do takiego miana, lecz w swojej klasie draftu, aspiruje DeMarcus Cousins, jednak dzisiaj nie spisał się najlepiej. Zdobył 11 punktów i 4 zbiórki (5 strat) i to pomimo braku Kenyona Martina, najlepszego defensora w ekipie Nuggets.

Ciekawostka: Kings mają więcej zwycięstw na wyjeździe (11), niż u siebie (10). Ciekawe, czy zmieni się to po przeprowadzce do Anaheim i zmianie hali na Honda Center.

– Oklahoma City Thunder 116:98 Phoenix Suns

Thunder rozgrywają swój trzeci sezon od przenosin z Seattle i po raz drugi z rzędu mają min. 50 wygranych w sezonie. Dzisiejsze zwycięstwo z Suns, które było ich pięćdziesiątą wygraną w tym sezonie, zakończyło najlepszy miesiąc w historii organizacji. W marcu Thunder wygrali 14 z 16 spotkań i nawet jako Seattle Supersonics nie zanotowali lepszego miesiąca. Blisko byli dwukrotnie – w marcu 1994r. i w listopadzie 1996r. notowali bilanse 14-3.

Vince Carter zdobył 28 punktów i momentami przypominał samego siebie z czasów, gdy grał w Raptors czy Nets. On sam jednak wie, że te czasy już nie wrócą i tylko od czasu do czasu będzie zaskakiwał właśnie takimi występami jak dzisiaj, a i one nie dadzą jego drużynie zwycięstwa. Vinsanity zbliża się już do sportowej emerytury, o czym nawet nie myślą Kevin Durant i James Harden. Zdobyli oni po 22 punkty dla swojej drużyny. Double-double dorzucił również młody Serge Ibaka (15 pkt, 10 zb), a Kendrick Perkins dorzucił 13 oczek.

Thunder to zespół młody, czego nie można powiedzieć o Suns. Steve Nash zdobył dziś 8 punktów i 9 asyst, a Grant Hill spudłował 6 z 7 rzutów (3 pkt). Nawet Marcin Gortat nie zdołał uzbierać double-digits (9 pkt, 10 zb, 4-13 FG)

Thunder w poprzednim spotkaniu wygrali z Golden State Warriors po dogrywce 115:114. Tym samym zostali piątą drużyną w historii NBA, która wygrała osiem spotkań po dogrywce w jednym sezonie.

Grzmoty miały dziś aż 11 bloków, pięciokrotnie blokowali oni Marcina Gortata.

– Dallas Mavericks 106:100 Los Angeles Clippers

Sam Blake Griffin (25 pkt, 17 zb) nie zdołał dać wygranej swojej drużynie. Eric Gordon (15 pkt, 4-18 FG, 0-6 3pt) i Mo Williams (19 pkt, 4-11 FG) starali się mu pomóc, ale chyba starali się zbyt mocno, czego efektem są ich pudła.

JJ Barea zdobył 22 punkty i 6 asyst, został najlepszym graczem Mavs w tym meczu. Najlepszym strzelcem był Dirk Nowitzki (24 pkt), jednak on i nie tylko on, jest już myślami w play-offs. Takie mecze, jak ten z Clippers, taka drużyna jak Mavs powinna wygrywać. Zresztą, Clippers im ‚leżą’, bo Mavs wygrali z nimi po raz 9. z rzędu i po raz 15 z 16 ostatnich spotkań.

Wracając do Nowitzkiego – zakończył on w dzisiejszym meczu swoją serię trafionych rzutów wolnych. Spudłował z linii w drugiej kwarcie i jego seria zakończyła się na 74 – to najlepsza taka passa w tym sezonie.

Nagrody dnia

MVP: Carmelo Anthony (NYK) – 39 pkt, 10 zb, 5 ast

Drugie miejsce: LeBron James (MIA) – 35 pkt, 8 zb, 8 ast, 5 blk

 

Najlepszy występ w przegranym meczu: Jordan Crawford (WAS) – 39 pkt

Drugie miejsce: Blake Griffin (LAC) – 25 pkt, 17 zb

 

Rookie of the Day: Jordan Crawford (WAS) – 39 pkt

Drugie miejsce: Blake Griffin (LAC) – 25 pkt, 17 zb

 

Sixth Man of the Day: JJ Barea (DAL) – 22 pkt, 6 ast

Drugie miejsce: Rodney Stuckey (DET) – 24 pkt, 9 ast, 7 zb

 

Piątka dnia: Chauncey Billups – Dwyane Wade – Carmelo Anthony – Boris Diaw – Brook Lopez

 

Najlepsi

punkty: Jordan Crawford, Carmelo Anthony (39)

zbiórki: Blake Griffin (17)

asysty: Jrue Holiday, DJ Augustin, Chris Paul (12)

przechwyty: LeBron James (5)

bloki: JaVale McGee (4)

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *